Wewnętrzny optymizm aktorki Anny Samusionek

Czytaj dalej
Fot. Fot. Tomasz Ho£Od / Polskapresse
Paweł Gzyl

Wewnętrzny optymizm aktorki Anny Samusionek

Paweł Gzyl

Znamy ją przede wszystkim z serialu „Na Wspólnej”. Nam aktorka opowiada, jak medialna nagonka zaszkodziła jej karierze i gdzie szuka wsparcia w trudnych chwilach.

Tytuł słynnej komedii z Marilyn Monroe brzmi „Mężczyźni wolą blondynki”. Jak to wygląda w polskiej branży filmowej?

Miałam taki moment w życiu, że poczułam potrzebę przefarbowania się na ciemniejszy kolor. Zrobiłam sobie wtedy mocno brązowe, wręcz kasztanowe włosy. I wtedy tak nie „brało”. (śmiech) Dlatego coś w tym jest. W moim przypadku blond się bardziej sprawdza - bo, nie będąc blondynką, emitowałam słabszą energię i mniej przykuwałam uwagę. Choć tak naprawdę wszystko zależy od osoby. Jest przecież wiele szatynek czy brunetek, które są megaseksowne, jak choćby Monika Bellucci.

Bodajże trzy lata temu obcięła pani włosy. To wiązało się z jakąś przemianą w pani życiu?

Rzeczywiście miałam wtedy mocną potrzebę „odcięcia” się od przeszłości. Fajnie się to zbiegło z tym, co działo się wówczas z moją bohaterką w serialu „Na Wspólnej”. Zresztą konsultowałam zmianę fryzury z jego producentami - bo była to dosyć drastyczna zmiana. Szybko okazało się jednak, że dobrze „zapracowała” na moją korzyść. Nie było to jednak związane z jakąś totalną zmianą w moim życiu. Po prostu „kobieta zmienną jest”. Dlatego teraz znów zapuszczam włosy, by złapać wiatr w żagle.

Kościół Adwentystów Dnia Siódmego poznałam przez eksmęża. Miałam potrzebę zmiany mojej relacji z Bogiem

Tak czy siak, ma pani wyrazistą urodę seksbomby. Te warunki fizyczne są dla pani atutem czy ograniczeniem?

Myślę, że na pewnym etapie kariery były ograniczeniem. Bo postrzegano mnie wtedy jako gładką i ładną blondynkę. Tymczasem mnie co innego w duszy grało. Nie zdawałam do szkoły teatralnej kawałkiem z „Romea i Julii” czy Zosią z „Pana Tadeusza”, tylko Telimeną i fragmentem z „Matki Joanny od Aniołów”, a marzyłam o graniu Lady Makbet. Czyli zawsze ciągnęło mnie do mocnych i powikłanych postaci kobiecych. Ten wizerunek seksownej blondynki zaczął mi więc w pewnym momencie przeszkadzać. Bo tylko Łukasz Wylężałek odważył się, w „Darmoznajdzie polskim”, pokazać mnie inaczej, w lekko groteskowym, karykaturalnym świetle. Nawet dziś, gdy oglądam ten film, jestem w szoku, że tak w nim zagrałam. Niestety - potem prawie nikt już nie dał mi takiej szansy. Dopiero ostatnio udało mi się stworzyć podobnie wyrazistą komediową rolę w serialu „Pod wspólnym niebem”. To była charakterystyczna postać, kompletnie inna ode mnie, jeśli chodzi o głos, sposób poruszania się i charakter. Lubię tego rodzaju wyzwania, bo granie czegoś, co jest „blisko” mnie, jest po prostu nudne. Jeden z reżyserów powiedział mi kiedyś jako zarzut, że jestem „bez skazy”. Tymczasem ja czuję, że wewnętrznie te „skazy” mam i czuję potrzebę ich „wyładowania” w mocnych i nietuzinkowych rolach. Tego mi brakuje, ale jeszcze świat się nie kończy i wiem, że uda mi się takie postaci zagrać.

Z dalszej części wywiadu dowiesz się:

  • skąd świetna forma fizyczna aktorki?
  • złe wspomnienia aktorki z kontaktami z portalami plotkarskimi
  • jak Samusionek łączy pracę z byciem adwentystką?
Pozostało jeszcze 71% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.