Joanna Lubecka

Walther von Rathenau. Lojalny obywatel drugiej kategorii

Walther von Rathenau. Lojalny obywatel drugiej kategorii
Joanna Lubecka

4 czerwca 1922 r. O godz. 10.45 ze swojej willi w Berlinie wyszedł minister spraw zagranicznych Niemiec Walther von Rathenau. Pięć minut później został zastrzelony...

Jego śmierć z jednej strony skonsolidowała siły republikańskie, ale z drugiej pokazała, jak słabe było zakorzenienie nowego ustroju, jak wyraźny był brak wspólnych fundamentów łączących społeczeństwo niemieckie, jak łatwo było przekroczyć w ówczesnej rzeczywistości granice przemocy.

Żyd czy Niemiec?

W powieści Bena Eltona pt. „Dwaj bracia”, Frieda, jedna z bohaterek, informuje rzeźbiarza, któremu pozuje jako modelka, o śmierci ministra spraw zagranicznych: „Dzisiaj się nie uśmiecham, Herr Karlsruhen. Nie słyszał pan? Zastrzelili Walthera Rathenaua. Tak, słyszałem - lekceważąco skomentował Karlsruhen - ale liczy się nie tyle strata ministra spraw zagranicznych, ile pozbycie się Żyda!”. Sam Rathenau w swoich wspomnieniach napisał: „W młodzieńczych latach każdego niemieckiego Żyda następuje bolesny moment, który pamięta przez całe życie: kiedy po raz pierwszy uświadamia sobie, że wszedł w świat jako obywatel drugiej kategorii i że żadne zdolności ani zasługi nie są w stanie go od tego uwolnić”.

Ten dysonans pomiędzy przynależnością do elit i równocześnie dyskryminacją z powodu żydowskiego pochodzenia towarzyszył mu całe życie i w gruncie rzeczy był dla niego niezrozumiały. Gdy po rocznej ochotniczej służbie wojskowej w elitarnym pruskim regimencie kirasjerów, odmówiono mu prawa do zdawania egzaminu na oficera rezerwy, sugerując konwersję na chrześcijaństwo, odmówił, choć nie był ortodoksyjnym Żydem. Rathenau wiele razy podkreślał, że w sensie religijnym bliskie są mu wartości Ewangelii, ale w swojej broszurze „Eine Streitsrifft vom Glauben” deklarował przynależność do judaizmu, gdyż, według niego, był on najbardziej otwartą religią, wolną od skrajnych dogmatów i przymusu przynależności do instytucjonalnego kościoła.

W swoim życiu nie był związany z żadną żydowską organizacją, choć wielokrotnie w swoich pismach odnosił się do niemieckich Żydów, krytykując ich za izolowanie się od niemieckiej kultury oraz brak zaangażowania w życie społeczne i narodowe Niemiec. Czuł się Niemcem z krwi i kości, świadomym swych żydowskich korzeni. Rozumiał niechęć Niemców do ortodoksyjnych Żydów, ale nie rozumiał jej wobec siebie i innych zasymilowanych Żydów. Shulamit Volkov, autorka biografii Rathenaua, napisała: „Jego życie można postrzegać również jako kwintesencję niemiecko-żydowskiej historii, a mianowicie próbę pogodzenia tożsamości żydowskiej i niemieckiej bez poczucia, że w jednej lub drugiej jest się u siebie”.

Poglądy

Oskarżano go, że często zmieniał poglądy. Jednać oddać mu trzeba, że wierzył w racjonalne rozwiązania, nie lubił „gdybać”, analizował sytuację na bieżąco i na zimno szukał rozwiązań w konkretnych sytuacjach. Był przeciwnikiem militarnego rozwiązania problemów przed I wojną światową, ale gdy wojna już trwała, sprzeciwiał się zbyt szybkiemu jej kończeniu, gdyż chciał, by Niemcy uzyskały jak najlepszą pozycję negocjacyjną i zminimalizowały straty. Był „dzieckiem” kajzerowskich Niemiec, ale nie widząc możliwości powrotu do cesarstwa popierał republikę i demokratyczny ustrój, wierzył jednak w szczególną rolę i odpowiedzialność elit, do których sam należał.

Studiował fizykę, chemię i filozofię, a pod naciskiem ojca skończył również budownictwo maszyn w Monachium. Miał wielu znajomych wśród przedstawicieli artystycznej awangardy (m.in. malarz Edvard Munch, czy dramatopisarz Frank Wedekind). O sobie pisał, że nienawidzi go syta burżuazja, ale proletariat też mu nie ufa, że starzy nazywają go rewolucjonistą, a młodzi reakcjonistą.

Nie ulegał emocjom i był niezwykle pracowity, być może dzięki temu przeprowadził swoją firmę w dobrej kondycji przez kolejne kryzysy gospodarcze. Wybitny niemiecki historyk Sebastian Haffner nazwał go jedną z sześciu największych osobowości dwudziestego wieku: „był arystokratycznym rewolucjonistą, idealistycznym przedsiębiorcą, jako Żyd - niemieckim patriotą, jako niemiecki patriota - liberalnym obywatelem świata, a jako liberalny obywatel świata - chiliastą i bezwzględnym sługą prawa”. Identyfikował się z niemiecką kulturą. Nie ufał Rosji i Anglii, jego marzeniem była unia z Francją i europejska unia celna. W jednym z wielu swoich pism dał temu wyraz: „Jeśli gospodarka europejska połączy się we wspólnotę, a stanie się to wcześniej, niż nam się wydaje, połączy się również polityka.”

Kariera polityczna

Rathenau miał silne poczucie, że powinien służyć państwu, że może być przydatny. Być może wiązało się to również z chęcią akceptacji w niemieckich elitach. W pierwszej dekadzie XX wieku brał udział w delegacjach do niemieckich kolonii afrykańskich, sporządzając później krytyczne raporty na temat sposobu zarządzania miejscową ludnością i zasobami naturalnymi.

W trakcie I wojny światowej Rathenau współorganizował wydział surowców wojennych w ministerstwie wojny. Jak twierdzą jego

biografowie, prawdopodobnie liczył na stanowisko sekretarza stanu w Urzędzie Skarbu Rzeszy, którego ostatecznie nie otrzymał. Rozczarowany, zrezygnował z funkcji rządowych i zajął się rozbudową swojej firmy (AEG) oraz transformacją produkcji na czas pokoju.

Powojenna Republika Weimarska była państwem skrajnie niestabilnym. System republikański nie był akceptowany przez sporą część społeczeństwa. Z jednej strony, udało się stłumić rewolucje komunistyczne w różnych częściach Niemiec, z drugiej ciągle działały prawicowe grupy paramilitarne - tzw. Freikorpsy, dążące do obalenia ustroju republikańskiego. Stabilności nie sprzyjała też tragiczna sytuacja gospodarcza - ogromna hiperinflacja, powszechna bieda, bezrobocie oraz poczucie poniżenia warunkami traktatu wersalskiego, który powszechnie uważany był za niesprawiedliwy. Po wojnie Rathenau zaangażował się w tworzenie Niemieckiej Partii Demokratycznej (DDP) i wziął udział w konferencji w Spa. 31 stycznia 1922 r. kanclerz Wirth powołał go na stanowisko ministra spraw zagranicznych, co wzbudziło protesty skrajnej prawicy.

Wyzwania, jakie stały przed Niemcami były ogromne: odium przegranej wojny, potężne odszkodowania wojenne, okupacja części zachodnich ziem przez Francję. Rathenau dzięki swojej racjonalności, sprawnemu zarządzaniu, a także talentom dyplomatycznym mógł sprostać tym zadaniom. Jego pierwszym sukcesem, z którego sam nie był zadowolony, był układ z Rosją Sowiecką w Rapallo w 1922 r.

Zamach

Nominacja Rathenaua na ministra spraw zagranicznych została przyjęta przez prawicę w sposób wręcz histeryczny. W piśmie do kanclerza Rzeszy z 15 lutego 1922 r. przedstawiciele Niemieckiej Ludowej Ligi Ochrony i Obrony nazwali nominację Rathenaua „prowokacją” i stwierdzili: „Dr Rathenau nie może reprezentować interesów narodu niemieckiego z tego właśnie powodu, że nie jest Niemcem, lecz Żydem. [...] Żądamy zatem natychmiastowej rezygnacji dr. Rathenaua i mianowania na to stanowisko człowieka niemieckiej krwi”.

24 czerwca, przed godz. 11 rano Walther von Rathenau wsiadł do swojego kabrioletu, aby pojechać do ministerstwa. Był spóźniony, gdyż do wczesnych godzin rannych prowadził rozmowy z przedstawicielami amerykańskiej ambasady Alansonem Houghtonem i Hugo Stinnesem na temat niemieckich reparacji wojennych. Pomimo powtarzających się gróźb Rathenau nie korzystał z ochrony policyjnej. Zamachowcy otworzyli ogień w miejscu, gdzie samochód musiał zwolnić z powodu ostrych zakrętów. Do samochodu wrzucono też granat ręczny. Trafiony pięcioma strzałami Rathenau zmarł chwilę później.

Zamachu dokonała Organizacja Consul, zwana też „czarną Reichswehrą”, powstała po nieudanym puczu Kappa. Była to skrajnie prawicowa organizacja paramilitarna, której celem było wywołanie wojny domowej i obalenie Republiki Weimarskiej. Była uwikłana w morderstwa polityczne, m. in. Karla Gareisa i Matthiasa Erzbergera.

Zabójstwo Rathenaua wywołało zamieszki uliczne i potężne demonstracje w obronie republiki. W Reichstagu doszło najpierw do kłótni, a później do bijatyki między posłami. Głównym powodem śmierci ministra nie było jego żydowskie pochodzenie, choć uzupełniało ono listę zarzutów stawianych przez prawicę. Rathenau skupiał jak w soczewce wszystkie znienawidzone cechy Republiki Weimarskiej: był zwolennikiem wypełniania postanowień wersalskich, był demokratą i zwolennikiem republiki, pochodził z elitarnej, wilhelmińskiej klasy średniej.

W dniu zabójstwa Rathenaua kanclerz Josef Wirth wygłosił mowę w Reichstagu: „Nasz zamordowany przyjaciel, którego miałem zaszczyt znać ponad 2 lata był haniebnie atakowany z powodu swojej rasy, z powodu swojej służby dla republiki i jako pionier prawdziwego porozumienia między narodami. Nigdy się nie skarżył. Nigdy z jego ust, ani w rządzie, ani w kręgu przyjaciół, ani w rozmowach w cztery oczy, nie padły złe słowa przeciwko jego wrogom”.

Joanna Lubecka

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ozbychu1

Prusy dostaly lomot.Slusznie czy nie zostały rozparcelowane ,Narodowosc stała sie synonimem winy a tymczasem żydowscy bankierzy jak nigdy nic zbijali majątki .To jak z LICHWA i SPEKULACJA. Żaden kraj nie może sobie pozwolić, żeby jedna grupa, jedna religia poprzez LICHWE i SPEKULACJE wzbogacala sie kosztem drugiej. Także REWOLUCJA Październikowa byla skierowana m in przeciw tym LiSom.Stalin juz w 1902 roku w Batumi zorganizował im strajk.A później juz kręciło sie samo Dlatego LiSom(LICHWIARZOM I SPEKULANTOM)Każdy kraj powinien powiedzieć stanowcze NIE,bo później cierpią niewinni niezależnie od narodowości, religi ,czego tam jeszcze człowiek nie wymyśli.

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Pro Media Sp. z o.o.