W krainie hipisów, czyli mistyczne Indie nie istnieją

Czytaj dalej
Fot. Marta Burza
Marta Burza

W krainie hipisów, czyli mistyczne Indie nie istnieją

Marta Burza

Reportaż z Goa, stanu w zachodnich Indiach, który stał się mekką hipisów, joginów i innych szukających wewnętrznej przemiany białych podróżników. Czy słusznie?

Dzieci-kwiaty, starzy i młodzi, nieznani i sławni. Wszyscy tak samo naiwnie przemierzający Indie w oparach trawki, przy dźwiękach gitary i w poszukiwaniu... no właśnie, czego?

Rzesze turystów, którzy na białych plażach Goa szukają mistycznych Indii, nie wiedzą, że gonią za czymś, czego nigdy tam nie było.

Goa, kraina hipisów

Goa to najmniejszy stan Indii położony na zachodzie kraju, nad Morzem Arabskim.

Tereny te upodobali sobie Portugalczycy; Goa stało się ich i stolicą ich azjatyckich posiadłości. W drugiej połowie XX wieku Indusi pokonali jednak wojska portugalskie i wcielili te tereny do Indii.

Sami Portugalczycy w końcu to uznali. Kolonizator opuścił najmniejszy indyjski stan, a mieszkańcy odzyskali suwerenność. Goa stało się tak samo indyjskie, jak Bombaj czy Delhi.

Przynajmniej oficjalnie. Bo tak naprawdę miasteczka stanu Goa wciąż jednak w pewnym sensie przypominają te z portugalskich pocztówek. A do tego jest tutaj dużo czynnych kościołów - spuścizny po Europejczykach. Gdyby nie wszechobecni rikszarze, kobiety ubrane w sari i uliczny chaos, można by pomyśleć, że to obrzeża Lizbony, a nie mieściny w środkowych Indiach.

Narodziny legendy

Skąd tylu podróżników akurat na Goa? Wynika to z tradycji, jak zawsze.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu ogromną popularnością cieszył się tak zwany Hippie Trail, czyli szlak hipisowski. Najsłynniejszy, jaki kiedykolwiek powstał.

Jego celem była ucieczka z Europy w kraje pachnącego Orientu. Zbuntowani młodzi ludzie Zachodu, sprzeciwiający się kulturze konsumpcji, zafascynowani podróżą w nieznane, wyruszali w drogę „ku wolności”. Szlak zaczynał się w krajach europejskich, z których należało dostać się nad Bosfor, do Stambułu, a stamtąd przez Turcję do Iranu, Afganistanu i Pakistanu aż do Indii.

Szlak kończył się właśnie na rajskich plażach słonecznego Goa, gdzie miało czekać upragnione wyzwolenie, mistyczne, prawdziwe Indie i nowe życie.

Często zresztą faktycznie czekało - wystarczyło zdobyć odpowiednio dużo wszechobecnych używek.

Alternatywnym zakończeniem szlaku był Nepal, w Katmandu jest nawet ulica, Freak Street, poświęcona zachodnim włóczęgom, którzy się tam pojawiali, jednak kultowe stało się dotarcie właśnie na Goa.

W latach świetności szlaku podróżnicy wielu nacji, młodzi i starzy, nieznani i znani - a wśród tych ostatnich członkowie kultowego zespołu The Beatles - zmierzali do tej położonej w środkowych Indiach krainy szczęśliwości.

Niestety, niespełna dziesięć lat później te wyprawy stały się niemożliwe. Wojna w Afganistanie, sytuacja polityczna w Pakistanie i dyktatura - to wszystko wpłynęło na ustanie pielgrzymek włóczęgów z długimi włosami, trzymających w swoich przybrudzonych plecakach bitnikowskie książki Kerouaca.

W błędzie są jednak ci, którzy myślą, że Goa stało się wtedy zapomniane. Nie, jeszcze bardzieju obrosło legendą. Do dzisiaj cieszy się wielką popularnością.

I to w tym miejscu zdecydowanie widać.

Czytaj dalej.

Pozostało jeszcze 72% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Marta Burza

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Pro Media Sp. z o.o.