W Kędzierzynie-Koźlu żyje się jak na wsi

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Kapica
Tomasz Kapica

W Kędzierzynie-Koźlu żyje się jak na wsi

Tomasz Kapica

W Kędzierzynie-Koźlu jest ponad pięć tysięcy hektarów użytków rolnych i gruntów ornych. Znajduje się tu także „kraina pstrąga i lipienia”. To dużo wiejskich klimatów w do niedawna największym mieście Opolszczyzny.

W mieście Kędzierzynie-Koźlu mieszka między innymi Paweł Klose, który wraz z żoną Kariną posiada ponad 300 sztuk bydła. – Z czego 140 to krowy dojne – mówi z dumą kędzierzynianin, który swoje piękne i zadbane gospodarstwo prowadzi na osiedlu Cisowa.

Od lat pan Paweł współpracuje z firmą Zott, do której dostarcza ponad 150 tysięcy litrów mleka rocznie. – To wymagająca firma, ale bardzo dobrze nam się współpracuje – podkreśla rolnik z Kędzierzyna-Koźla.

Sam dopilnowuje, by dostarczane mleko było jak najlepszej jakości i stuprocentowo zdrowe. Osobiście doglądają codziennie stada, szczególnie podczas dojenia, aby mieć pewność, że mleko nie ma skazy. Wraz z żoną przyznają, że to ciężka i odpowiedzialna praca, przy której nie ma chwili wytchnienia. Ostatnio musieli się nawet „urwać” z wesela, by przyjechać na dojenie.

Pan Paweł przyznaje, że gdyby mieszkał na wsi, a nie w mieście, to być może byłoby mu trochę łatwiej. – Na wsi idzie się do wójta i wiele rzeczy można załatwić, bo wójt rolnika rozumie. Taki prezydent to ma wiele innych rzeczy na głowie, bywa, że ważniejszych niż problemy rolników – opowiada gospodarz.

Na wsi jak troszkę gnoju spadnie na ulicę, to nikt się tym faktem nie przejmuje. Ale jak takie coś przytrafi się państwu Klose, to mogą być pewni, że za chwilę będzie u nich straż miejska. – Ale pracujemy, rozwijamy się, jesteśmy dumni z naszego gospodarstwa, które formalnie nie znajduje się na wsi – podkreślają państwo Klose.

Kędzierzyn-Koźle to specyficzne miasto na mapie Polski, w którym do dziś pozostaje bardzo dużo wiejskiej zabudowy. Wszystko to dlatego, że powstało w 1975 roku z połączenia czterech miast (Kędzierzyna, Koźla, Kłodnicy i Sławięcic) oraz trzech wsi (Lenartowic, Miejsca Kłodnickiego i Cisowej).

Sama Kłodnica prawa miejskie otrzymała zresztą dwa lata wcześniej, zdaniem wielu – na siłę. Z roku na rok rolników ubywa, ale do dziś, szukając ogłoszeń i sprzedaży domu, można przeczytać, że przylega do niego gospodarstwo z tyloma a tyloma hektarami i taką czy inną klasą ziemi (najczęściej trzecia albo czwarta). – A na łące przy głównym skrzyżowaniu w samym centrum miasta łączącym aleję Jana Pawła II i ul. Miłą jeszcze dziesięć lat temu pasły się kozy – opowiada Piotr Karoński, mieszkaniec pobliskiej ulicy Pięknej. – Prawdziwi miastowi łapali się za głowę.

W tym mieście żyje się jak na wsi

Załóżmy, że bierzemy mapę Kędzierzyna-Koźla i na podstawie granic gminy wyznaczamy geograficzny środek miasta. A następnie zrzucamy tam z helikoptera turystę i mówimy „Jesteś w środku miasta”. Znalazłby się w... ciemnym, gęstym, bagnistym lesie pomiędzy osiedlem Piastów a osiedlem Azoty.

W tym mieście o powierzchni 124 kilometrów kwadratowych aż 5600 hektarów stanowią bowiem lasy. Tak zwane użytki rolne to 2900 hektarów, a grunty orne kolejne 2500 ha. Kolejne 291 ha zajmują łąki, a 60 – pastwiska. W Kędzierzynie-Koźlu jest też 20 hektarów sadów owocowych. Pozostałe grunty i nieużytki to zaledwie 3700 hektarów. Trudno szukać innego w Polsce miasta, w którym pola, łąki i lasy zajmują tak wiele miejsca.

– Kiedy w 1975 roku tworzono to miasto, wielu mieszkańców wsi było negatywnie nastawionych do tego pomysłu. Wiedzieli, że trudno będzie prowadzić działalność rolniczą w takich warunkach - wspomina Bogusław Rogowski, emerytowany dziennikarz, m.in. „Trybuny Kędzierzyńskich Azotów”. Powstanie Kędzierzyna-Koźla to był trochę szalony pomysł socjalistów, którzy zapragnęli stworzyć wzorcowe przemysłowe miasto na terenach rolniczych. Nie do końca im się udało. W latach 80. rozwój przemysłu wyhamował, a sami mieszkańcy długo nie chcieli porzucać swoich wiejskich pasji i przyzwyczajeń.

Koło galerii handlowej można hodować pszczoły i krowy

Z czasem władze miasta zaczęły porządkować osiedla, ale do dziś idzie to dosyć opornie. Cztery lata temu przyjęto uchwałę o porządku w gminie, która mówi, że na największych osiedlach nie można hodować zwierząt gospodarskich. Na apel ówczesnego radnego Zbigniewa Barszcza z zakazu wyłączono jednak osiedle Pogorzelec, które już wtedy było handlowym centrum Kędzierzyna-Koźla, gdzie stoi m.in. galeria Odrzańskie Ogrody i wiele supermarketów i dyskontów.

W uchwale zapisano, że na Pogorzelcu można hodować do 10 sztuk drobiu i zwierząt futerkowych, a także po dwie świnki lub krowy oraz stawiać ule z pszczołami.

Mieszkańcy zaczęli zachodzić w głowę, dlaczego pozwalają prowadzić hodowle w ścisłym centrum miasta. Okazało się, że radny Barszcz sam ma trzy sztuki drobiu, a konkretnie dwa liliputki i bażanta. Nie on jeden zresztą.
- W tamtym pamiętnym 1975 roku nakazano wyburzenie w mieście aż 120 budynków gospodarczych, m.in. stodół i chlewików, by poprawić wizerunek miasta - mówi Adam Sadłowski, wiceprzewodniczący Komisji Urbanistyki Rady Miasta Kędzierzyna-Koźla. - Do dziś na ulicy Głowackiego, czyli właśnie w centrum, stoi jedna stodoła, a obok niej przedwojenny domek, który ma typowo wiejski wygląd.

Na grzyby chodzą za blok

Wielu mieszkańców Opolszczyzny na grzyby jeździ do Zawadzkiego, by tam w olbrzymim kompleksie leśnym szukać prawdziwków, podgrzybków czy maślaków. Mieszkańcy dwóch największych kędzierzyńskich blokowisk: os. Piastów i os. Leśna idą na grzyby „za blok”. - Zabudowania kończą się na skraju gęstego lasu, gdzie w sezonie bez problemu można zebrać kosz dorodnych grzybów podczas jednego spaceru - opowiada Janina Wiąckowska, mieszkanka osiedla Piastów.

Prawdziwą perełką Kędzierzyna-Koźla jest rzeka Kłodnica. Choć przepływa przez środek miasta to jest malownicza i pięknie położona. Głównie dlatego chętnie wykorzystują ją kajakarze. Od dwóch lat Kłodnica na odcinku Kędzierzyna-Koźla jest tzw. krainą pstrąga i lipienia, zaliczaną jednocześnie do rzek górskich.

Jeszcze w latach 70. i 80. była mocno zanieczyszczana. Ale kilka lat temu wędkarze zauważyli, że woda w Kłodnicy oczyszcza się. - Zaczęliśmy dokładnie przyglądać się, jaki ma skład chemiczny, zauważyliśmy, że pojawiły się klenie - opowiada Marian Magdziarz, prezes opolskiego oddziału Polskiego Związku Wędkarskiego. Klenie to ryby, które dobrze czują się tylko w czystej wodzie. Dlatego wędkarze wpuścili do rzeki małą ilość pstrągów potokowych, czyli ryb, które żyją w czystych, naturalnych, górskich rzekach. Po pewnym czasie okazało się, że gatunek ten całkiem nieźle sobie radzi również w Kłodnicy. Wówczas przeprowadzono zarybianie na większą skalę.

Wreszcie wpisano odcinek Kłodnicy od Rudzińca Gliwickiego do Kędzierzyna do kategorii „krainy pstrąga i lipienia”. To oznacza, że rzeka ma kategorię górskiej i wiążą się z tym dodatkowe obostrzenia dotyczące sposobu łowienia ryb. Teraz na wspomnianym odcinku Kłodnicy można wędkować już tylko na sztuczne przynęty metodami spinningową i muchową.

O ile pstrągi i lipienie to atrakcja, których trudno szukać w innych miastach, o tyle fakt bytowania w Kędzierzynie-Koźlu wyjątkowo dużej ilości dzikiej zwierzyny przynosi mieszkańcom raczej sporo zmartwień. Kilka lat temu dzik poważnie poturbował 13-letnie dziecko na placu zabaw w samym centrum miasta. Chłopaka uratował pies, który ruszył mu z pomocą i przegonił dzika.

Dwa lata temu na osiedlu Sławięcice doszło do poważnego wypadku drogowego spowodowanego przez te zwierzęta. Życie kierowcy uratował fakt, że zadziałały poduszki powietrzne. Na miejscu zginęło pięć zwierząt, szóste dobił weterynarz. Ten od dawna ma zresztą pozwolenia na korzystanie z broni palnej na terenie miasta i odstrzeliwanie dzikich zwierząt.

O takie specjalne zezwolenie władze gminy co roku piszą wniosek do marszałka województwa. W praktyce urządzanie polowań na terenach miejskich nie jest dozwolone, ale dla Kędzierzyna robi się wyjątek. Zezwolenie wydawane było wcześniej na 15-20 sztuk. W tym roku miejscy urzędnicy złożyli jednak wniosek o odstrzał bądź odłowienie aż 60 sztuk. Zwierzęta stają się bowiem coraz bardziej zuchwałe i chętnie spacerują po ulicach i chodnikach.

- Ludzie zgłaszają nam przypadki występowania żmij, skarżą się także na obecność bobrów - podkreśla JanKwiczak z wydziału ochrony środowiska kozielskiego magistratu.

Zwierzęta jakby starają się powiedzieć mieszkańcom Kędzierzyna-Koźla, że ktoś kiedyś miał głupi pomysł, żeby urządzać tu miasto.

Tomasz Kapica

Staram się być wszędzie tam, gdzie dzieje się coś ważnego. Zajmują się sprawami, które są istotne dla mieszkańców, a także regionalną i ogólnopolską polityką. Patrzę władzy na ręce. Jeśli jest coś, o czym powinienem widzieć, to dzwoń lub pisz.

W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Pro Media Sp. z o.o.