W czasach, gdy człowiek i koń byli mniejsi niż dzisiaj

Czytaj dalej
Fot. Archiwum
Danuta Nowicka

W czasach, gdy człowiek i koń byli mniejsi niż dzisiaj

Danuta Nowicka

Liczący trzy czwarte hektara gród na Ostrówku z rysunku wykonanego wedle wskazań prof. Włodzimierza Hołubowicza przypomina tort o rozmiarze XXL. Jego ranty tworzą wały obronne o szerokości dziesięciu, a wysokości ośmiu metrów.

Mury są pęknięte w miejscu bramy wjazdowej, która przechodzi w most zwodzony. Wewnątrz bogata geometryczna dekoracja, utworzona przez dachy domostw. Otoczony fosą gród sprawia wrażenie, jakby dryfował na wodzie. Nic bardziej mylnego. Został mocno osadzony na odrzańskiej wyspie, zapewniającej mieszkańcom odrębność i bezpieczeństwo.

Dzień podobny do dnia

Początki osady sięgają X wieku, ale zajrzyjmy tu mniej więcej sto lat później, kiedy sytuacja się utrwaliła, a ludzie zdążyli się zakorzenić. Zwyczajny zimowy dzień. Temperatura? Dzisiaj nikt tego nie wie. Pisząc o zjawiskach klimatycznych na ziemiach polskich w średniowieczu, Oktawian Muszkat odwołuje się do Długosza, zaś kronikarz z chronologicznie najbliższych bierze pod lupę tylko zimę 974 roku, która była „nadzwyczaj ciężka, obfitym śniegiem brzemienna”.

Zdaniem archeologa prof. Sławomira Moździocha z wrocławskiego Oddziału Instytutu Archeologii i Etnologii PAN, szefa wykopalisk na Ostrówku w latach 2009 i 2010, pestki brzoskwiń wydobyte w okresie międzywojennym wskazują na klimat umiarkowany. Sprzyjały mu, po sąsiedzku, bardziej rozległe niż w innych rejonach kraju puszcze.

Pod dachem

Zajrzyjmy do jednego z być może siedemdziesięciu domów, o wymiarach 4 na 5, 5 na 5 metrów, wymuszonych długością ułożonych na zrąb sosnowych belek (do tych celów wykorzystywano także świerk, olchę, brzozę). W kącie to, co najważniejsze - palenisko. Dym ściele się po izbie (jedynej) i wymyka przez drzwi, zaledwie o szerokości 0,8, a wysokości 1,20 do 1,30 m.

Nie znaleziono niczego, co wskazywałoby na istnienie okien, więc najprawdopodobniej ich nie było. Przy piecu legowisko dla rodziców. W nogach śpią dzieci. Dziadkowie wymościli futrami honorowe miejsce na ławie. To uniwersalny mebel - za dnia będzie służyć do siedzenia i do pracy. Zydli i innych siedzisk brak, nie ma także stołu. Funkcje kredensu pełnią półki, na nich drewniane i gliniane naczynia do warzenia, konserwowania i jedzenia.

Oto gospodarze. Bardziej odporni od nas na warunki klimatyczne i zaradni. Mniej wymagający. Silniejsi, choć on niewysoki, zaledwie metr sześćdziesiąt do metra sześćdziesiąt osiem. W drzwiach się pochyla, wymusza to na nim wysoki próg, który uniemożliwia wnoszenie śmieci z wyłożonej drewnem ulicy. Ona - około dziesięciu centymetrów mniej - dożyje najwyżej czterdziestu pięciu lat, jej mąż nieco więcej, odwrotnie niż dzisiaj. Chyba że będzie miał pecha i polegnie w walce. Zaledwie 5 do 7 procent populacji przeżyje pięćdziesiąty rok życia.

Co z dziećmi? Przekonanie o ich wysokiej śmiertelności prof. Moździoch uważa za fałszywe: - To dane z późniejszego okresu, na dodatek odnoszące się do rodzin książęcych. W interesującym nas czasie z czwórki czy piątki noworodków przeżywało dwoje lub troje.

Co do imion: niestety, nie poznamy żadnego, ponieważ brakuje zapisów z tego okresu. Pierwsze miejscowe imię pojawi się dopiero za sto lat, kiedy na Ostrówku stanie już zamek. Ktoś na wapiennej tabliczce napisze: „Urbanus”.

O modzie

Jedno z tutejszych wykopalisk, cynowa szpila zakończona figurką rycerzyka, podpowiada, że nosi się ściągniętą pasem tunikę, pod nią szarawary. Odzienie uszyto ze skóry, pas także skórzany, „uzbrojony” w metalowe sprzączki. Skądinąd wiadomo, że noszono także wełnę i len, a nawet tkaniny konopne.

Mężczyzna stawia na naturalność, kobieta, jak wynika ze skrawków wyblakłych tkanin wydartych ziemi na głębokości dwu i pół metra, preferuje kolory - od czarnego i brązowego po czerwony, zielony i żółty. Materiały wyróżniają się ładnym splotem, uzyskanym na krośnie poziomym (udało się wykopać wrzeciona i przęśliki do ich obciążenia, a także fragmenty warsztatów tkackich). Ojcowie i mężowie z wojennych wypraw przywożą jedwab, więc zdarza się, że wykańcza się nim tunikę. Pojawia się wełna z wielbłąda i z kozy angorskiej.

Wśród rzeczy pozyskanych podczas wykopalisk są także kopyta i dratwa, potrzebne do szycia butów. Rozmaitej wysokości. Egzemplarze zrekonstruowane na podstawie zachowanych fragmentów przypominają ciżemki. Zaopatrzone są w coś w rodzaju kołnierzyka. Podtrzymujący go paseczek z przodu związano w kokardkę. Szczególne wrażenie robią hafty, wyróżniające obuwie z Ostrówka na tle znalezionych gdzie indziej, choćby we Wrocławiu. Do haftowania, często w motywy roślinne, używano kolorowych, lnianych nici, rzadziej metalowych drucików. Wierzch i podeszwę szyto ze skór kozich, owczych, krowich, rzadziej – z jelenia i dzika.

Nasza bezimienna bohaterka z chaty założyła pantofelki tęponose, które wymieni za pół roku, ale już jej praprawnuczka wybierze noski zakończone ostro (nie tylko my stosujemy się do mody).

Niewiasty nie stronią od biżuterii. Od paciorków szklanych i z kamieni półszlachetnych, pierścionków z cyny, miedzi, srebra. Kopiąc grunt po wyburzeniu piastowskiego zamku, Niemcy natknęli się także na dwa pierścionki ze złota. Do kogo należały? Niestety, jesteśmy zdani na domysł. Może do żony kasztelana, który jako administrator Ostrówka zajmował się zbieraniem danin dla księcia? A może… Mrok dziejów zagarnął odpowiedź.

W użyciu były także wisiorki i opaski na głowę. Do nich, na esowatych haczykach mocowano zawieszki z metali szlachetnych lub podrasowanych (cyna plus srebro) o średnicy od dwóch do pięciu centymetrów. Mężczyźni tylko pozornie nie zawracali sobie głowy biżuterią, bo skąd na szyi średniowiecznego macho rzemyki z zębami niedźwiedzia, wilka czy lisa?

Domowe zoo

Mimo mrozu na zewnątrz, w izbie temperatura bywa do zniesienia. Odrobinę ciepła dostarcza łuczywo, trochę więcej dotąd nie wymienieni lokatorzy. Na klepisku (w części przeznaczonej dla ludzi ziemię pokryto drewnem) mieszkają kury, gęsi, świnki, krowy, a nawet małe konie (większe dopiero sprowadzi się z zachodu). Tych ostatnich traktuje się jak przyjaciół i nie uśmierci wówczas, gdy przestaną być przydatne. Inna rzecz, że koń służy nawet po śmierci. Głowa wetknięta na pal odstrasza wroga, kręgosłup połączony z głową dzika pod podłogą odstrasza złe moce. Są do tego przekonani nie tylko Słowianie, ale i Skandynawowie. Wśród jednej i drugiej nacji praktykuje się tzw. ofiary zakładzinowe pod belkami domu. Gliniane pisanki, wedle wierzeń również obdarzone magiczną mocą, zaimportowano z Rusi..

W domowym zoo spotykamy także psa, przodka polskiego owczarka nizinnego w roli stróża, i niemieckiego wyżła, wykorzystywanego do polowań. Prawdopodobnie żadnych obowiązków nie ma kot, tuż po premierze w Europie. Ale przynajmniej dzieciaki mają kogo pociągnąć za ogon.

BHP w wydaniu sprzed wieków

Ścisk nie sprzyja ani świeżości powietrza (mówiąc wprost: sprawia, że okropnie śmierdzi), ani intymności. Co ma swój pozytywny skutek: rodzice nie muszą dzieciom wyjaśniać, skąd się biorą dzieci, źrebaki i koźlęta. Czy taka sytuacja nie stanowi problemu, a może przeciwnie – doskwiera mieszkańcom? Prof. Moździoch nie ma wątpliwości. – Wstyd zawsze towarzyszył ludziom. O wojach myśli jak najlepiej: – Siła przekonań, jak i woli, siła życia w prawdzie była wśród nich powszechniejsza niż obecnie.

Oczywiście higiena, czystość w otoczeniu oznacza co innego niż w XXI wieku. Zęby czyści się trawą, włosy czesze prymitywnym grzebieniem. Nawóz, ludzki i zwierzęcy, ląduje za domem, dom jest sprzątany, o czym świadczą znaleziska w postaci 23 brzozowych mioteł. Śmieci wrzuca się do fosy, skąd rzeką popłyną w kierunku Brzegu i dalej. Znacznie dalej. XI-wieczna Odra jest dłuższa od obecnej o 177 kilometrów.

Pora na kaszę

Zdążyliśmy zżyć się z filmowym obrazem ludzi średniowiecza, wyjadających z jednej misy. Niesłusznie, bo w naszym Ostrówku każdy miał własną, a liczba pozyskanych glinianych skorup – cały milion – dowodzi, że często były zmieniane. Oprócz glinianych, zdobionych za pomocą grzebienia, używano drewnianych, dekorowanych dookolną linią, litrowych i czterolitrowych, pojemników klepkowych, mieszczących 220 litrów, pewno do kiszenia lub transportu. Wszyscy biesiadnicy posługują się łyżkami, mężczyźni nożami, które do XVIII wieku będą chować za cholewę. Noże wykonano na miejscu, własnym sumptem, dzięki temu, że w sąsiedztwie rud aż nadto (ich pokłady stały się jedną z przyczyn osadnictwa). Cóż dodać… Ostrza naśladują stal damasceńską, bliską doskonałości.

Tysiącletnie zacieki i śladowe ilości pożywienia na naczyniach (należałoby raczej mówić o pyle) pozwalają „odczytać”, jak odżywiali się wojowie oraz ich rodziny. Wyjaśniają, że podstawowym pożywieniem było proso. Kobiety przy użyciu ręcznej stępy przerabiały je na kaszę jaglaną (trzeba było czekać aż do XXI wieku, żeby naukowo stwierdzono, że szczególnie warto po nią sięgać). Rzadziej używały pszenicy, owsa i jęczmienia. Ziarna zmieniały w mąkę, mąkę w podpłomyki i zacierkę.

Do potraw dodawały rdest, komosę, stokłosę żytnią. Wykorzystywały ogórki, bób, groch, śliwki, czereśnie, wiśnie, jabłka, brzoskwinie i włoskie orzechy. Dokładnie wiedziały, czym leczyć schorzenia, w jakich okolicznościach sięgać po kotewkę wodną, babkę lancetowatą, mydlnicę lekarską, biedrzeniec, lebiodkę pospolitą. Mężczyźni potrafili zatruwać strzały szalejem jadowitym, psianką czarną, ciemiężycą.

Skąd wzięła się ta użyteczna, nieraz ratująca życie wiedza? Była spadkiem po dziadach, a może konsekwencją intuicji, uśpionej (umarłej?) w naszym pokoleniu? (Kolejne pytanie bez odpowiedzi).

Wracając do jedzenia: w chacie z Ostrówka powodzeniem cieszą się szynki, schaby i inne łakome kąski, podsyłane ze wsi, zarówno pięcio-, jak i dwudziestozagrodowych. Do chłopskich obowiązków należy utrzymanie wojów. Wojowie kwitują dostawy – oprócz środków spożywczych narzędzia, podkowy, uprzęże – nacinając deseczki, niektóre w postaci tzw. bierków (bierek?). (Uwaga: nie mylić z grą w bierki).

O dziczyznę wojowie zabiegają już sami, ponieważ tylko oni mieli prawo do polowania. Łupem padają jelenie (9 proc. spożywanego mięsa, co oznacza pierwsze miejsce na kulinarnej liście), a także sarny, zające, dziki, głuszce. Żaden region nie może się pochwalić takim apetytem na mięso z lasu, ale także nigdzie nie ma go w tak dużej ilości. Podczas gdy w osadzie wrocławskiej odkopano 4 proc. kości zwierząt dzikich, w Bytomiu 1,2 proc., u nas 10.

Podobnie rzecz ma się z rybami w krainie przebogatej w rzeki. Wzięciem cieszą się łososie (zdarzają się nawet 28-kilogramowe), jesiotry (200 kg, więcej niż niejedno duże zwierzę domowe).

U Pana Boga za piecem

Prawdę mówiąc, 150, 200 mieszkańców Ostrówka żyje w luksusie. Są bezpieczni, niczego im nie brakuje. Przyjaźnią się z sąsiadami, skandynawskimi wikingami i przybyszami z Rusi, sprawdzonymi we wspólnej walce. Niektórzy z przybyszów szybko weszli do rodziny (nie da się ukryć - Słowianki mają tę siłę przyciągania), wnieśli nowe, w sensie kulturowym i materialnym.

Stąd wziął się odnaleziony na Ostrówku fragment łóżka, wyrzeźbionego w skandynawski wzór... Szpilkę podobną do wykopanej na Ostrówku prof. Włodzimierz Hołubowicz widział podczas wykopalisk prowadzonych w Nowogrodzie Wielkim. Być może jej bliźniaczka znalazła się w Opolu za przyczyną anonimowego Rusina.

Pożegnanie zimy

Mróz puszcza, lody pochłania rzeka. W odstawkę idą łyżwy z końskich kości i sanki. Dzieci wyciągają łódeczki z kory dębowej, które do dzisiaj są tematem naukowych rozważań: skąd w odległym od morza Ostrówku miniatury wodnego transportu, znajdowane w tak dużej liczbie jedynie w Szczecinie i Gdańsku?

Mężczyźni biorą się do naprawiania – mogą sobie na to pozwolić, bo wyprawy skończyły się wraz z zimą. Żeglują rzeką, ruszają wozami. Oś z grodu podpowiada ich szerokość – dwa metry - a zatem możliwość załadowania 750 kilogramów. Kobiety także udają się na wyprawy, piesze. Do siedmiu wsi okalających Ostrówek. Do centrum dzisiejszego miasta.

Postscriptum

Te mało szczegółowe doniesienia są m.in. skutkiem białych plam na mapie Ostrówka. Istnieje szansa, aby je bodaj we fragmentach zlikwidować? Prof. Sławomir Moździoch uważa, że w tym celu należałoby powtórnie przyjrzeć się pozyskanym obiektom, poddać je badaniom, o jakich nie śniło się archeologom okresu międzywojennego, PRL-u i nie tylko. Rozpocząć od ustalenia DNA ostrowian na podstawie zachowanych na grzebieniach włosów, jasnych i ciemnych. Przekopać miejsca nie tykane, w sąsiedztwie Wieży Piastowskiej. Podjąć próbę odnalezienia niemieckiej dokumentacji, związanej z wykopaliskami. - 800-lecie Opola to okazja do potraktowania sprawy poważnie – postuluje. – Bo na razie razie gród został pokonany przez festiwal piosenki.

Danuta Nowicka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Pro Media Sp. z o.o.