Tajemnicza roślina poparzyła 12-latka z Głuchołaz

Czytaj dalej
Fot. Archiwum rodzinne
Krzysztof Strauchmann

Tajemnicza roślina poparzyła 12-latka z Głuchołaz

Krzysztof Strauchmann

12-letni chłopiec z Głuchołaz z rozległymi oparzeniami rąk trafił na oddział dermatologii dziecięcej szpitala we Wrocławiu. Nie wiadomo, co spowodowało takie obrażenia.

W piątek 4 sierpnia 12-letni mieszkaniec Głuchołaz wraz z dwoma kolegami poszedł nad rzekę Białą Głuchołaską w rejon stadionu miejskiego. Chłopcy chodzili wśród przybrzeżnych zarośli, poszkodowany przyznał potem, że chwytał do ręki liść jakieś dużej rośliny. Dwie godziny później, już w domu, jego ręce zaczęły czerwienieć, potem piec i puchnąć. Na drugi dzień na skórze pojawiły się pęcherze.

- Syn nigdy wcześniej nie miał takich objawów alergii - opowiada ojciec chłopca. - Pojechaliśmy do szpitala w Nysie, gdzie przebili mu pęcherze, podali kroplówkę i kazali na drugi dzień przyjść do poradni w Głuchołazach. Tam jednak odesłano nas do lekarza w Opolu. Na koniec syn trafił na oddział dermatologii dziecięcej we Wrocławiu, gdzie zastosowano wobec niego kurację antybiotykami. Oparzenie było bardzo bolesne, syn nie mógł zgiąć ręki w nadgarstku, musieliśmy go nawet karmić. Ręce trzymał cały czas w górze, bo jak je opuszczał, to bolało bardziej.

12-latek w środę opuścił szpital we Wrocławiu.

Chłopiec wskazał Straży Miejskiej miejsce, gdzie wchodził w zarośla. Do Głuchołaz przyjechała też specjalistyczna firma, wynajęta przez zarządcę rzeki do niszczenia trującego barszczu Sosnowskiego. Spenetrowano okolicę, ale jak mówi Tomasz Dziedziński, komendant Straży Miejskiej w Głuchołazach - w tym miejscu niebezpieczny barszcz nie rośnie.

- Będziemy prosić o pomoc Państwową Inspekcję Ochrony Roślin, żeby ustalić co spowodowało tak dotkliwe oparzenia u tego chłopca - zapowiada Tomasz Dziedziński.

Barszcz Sosnowskiego rośnie właśnie wzdłuż cieków wodnych. Na Opolszczyźnie jest go sporo.

- Lekarze powiedzieli nam tylko, że to oparzenie wywołane przez toksyczną roślinę, ale nie mogą ustalić dokładnie przez jaką - mówi ojciec chłopca, który sam zwrócił się do lokalnego serwisu internetowego, aby ostrzec mieszkańców przed zagrożeniem.

Krzysztof Strauchmann

Jako dziennikarz zajmuję się wszystkimi wydarzeniami związanymi z powiatem nyskim i prudnickim. Piszę reportaże o ciekawych ludziach, interesuję się życiem społecznym i gospodarczym, zachęcam do uprawniania turystyki. Interesuję się historią regionu, zwłaszcza tą najnowszą. Staram się dostrzegać przemiany we współczesnym świecie. Zależy mi na tym, aby dotrzeć do dociekliwego Czytelnika z interesującym tematem w ciekawej formie.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Pro Media Sp. z o.o.