Szeryf z Katowic łapał złodziei. Dziś Krystian Jabloński potrzebuje naszej pomocy

Czytaj dalej
Patryk Drabek

Szeryf z Katowic łapał złodziei. Dziś Krystian Jabloński potrzebuje naszej pomocy

Patryk Drabek

Kilkanaście miesięcy temu dekarz z Katowic miał na koncie kolejne obywatelskie zatrzymanie przestępcy. Dziś nie walczy już z bandytami, ale o własne zdrowie po koszmarnym wypadku. Nie poddaje się, bo cuda się zdarzają.

Lekarz, który operował męża, powiedział, że stan Krystiana był poważny, a to, co się wydarzy, zależy tylko od niego. Czeka go długa i kosztowna rehabilitacja. Mamy się nie poddawać, ponieważ cuda się zdarzają - mówi dziś Beata Kias-Jablońska.

Jej mąż Krystian z zawodu jest dekarzem, ale jest znany z innych powodów. Zwany jest w Katowicach „samozwańczym szeryfem”. Bo na przykład zatrzymał bandytę. Ruszył w pościg za sprawcą rozboju.

- To był odruch. Nie darowałbym sobie, gdybym w tej sytuacji nie zareagował - mówił. Nie był to jego pierwszy taki wyczyn, ale jak na razie ostatni - mówił po zdarzeniu.

Do zatrzymania doszło jesienią 2016 roku, a w lutym 2017 r. pan Krystian pojechał do parku trampolin w Katowicach. Tam doszło do wypadku - uszkodzony został rdzeń kręgowy. Telefon pani Beaty zadzwonił około godziny 21. Dzwoniła siostrzenica. Powiedziała: „Krystian miał wypadek”. - Nie wiedziałam, co się stało. Powiedzieli mi dopiero w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym - wspomina pani Beata.

Wydawało się, że świat jej się zawalił. Okazało się, że w parku trampolin pan Krystian wykonał salto. Upadł na głowę. Rdzeń kręgowy został uszkodzony, a bohaterski mieszkaniec Katowic został sparaliżowany od barków w dół, co oznaczało, że nie może ruszać rękami i nogami. Brzmiało to jak wyrok. Dziś to on potrzebuje pomocy. Miesięcznie rehabilitacja pana Krystiana kosztuje aż 8-9 tysięcy złotych.

Bieg za złodziejem
Wróćmy do listopada 2016 roku. Dyżurny katowickiej komendy odbiera telefon od mężczyzny, który mówi, że zatrzymał sprawcę rozboju. Tym mężczyzną był Krystian Jabloński. Na skrzyżowanie ulic Kopernika i Skłodowskiej pojechali policjanci z Oddziału Prewencji Policji w Katowicach, którzy pełnili służbę w tym rejonie.

Okazało się, że około godz. 10 w okolicy skrzyżowania 22-latek z Jaworzna podszedł do 19-latka. Chłopak chwilę wcześniej wypłacił pieniądze z bankomatu, trzymał je w dłoni. Napastnik zaatakował. Wyrwał nastolatkowi z ręki banknoty i zaczął uciekać. Ale chłopak rozpoczął pościg za bandytą. Widział to Krystian Jabloński.

- Razem ze znajomym pakowaliśmy do samochodu różne rzeczy, w tym m.in. skrzynkę z narzędziami. Wtedy przebiegł koło mnie mężczyzna, a za chwilę młody chłopak, który krzyczał, że został okradziony. Nie zastanawiałem się długo i ruszyłem w pościg - wspominał Krystian Jabloński.

Biegł za złodziejem około 500 metrów i dogonił go na placu Miarki. 22-latek z Jaworzna trafił do policyjnego aresztu. Usłyszał zarzut rozboju.

Pościg za pijanym kierowcą
Kolejne obywatelskie zatrzymanie miało miejsce wcześniej, we wrześniu 2015 roku na ulicy Lotnisko w Katowicach, tuż koło lotniska Muchowiec. Krystian Jabloński jedzie razem z żoną Beatą i ich 2-letnim wówczas synkiem Kajtkiem na Śląski Air Show na Muchowcu. Ostatecznie rodzina nie dociera na miejsce, ponieważ angażuje się w pościg za - jak się później okazało - pijanym kierowcą. Na początku wiadomo było tyle, że volkswagen sharan uderzył w inne auto, a kierowca zaczął uciekać swoim autem. Krystian Jabloński próbuje zablokować samochód, a w tym czasie widzi już, że biegnie za nim policjant.

ZOBACZ WIDEO
POŚCIG ZA PIJANYM KIEROWCĄ

Sprawca kolizji wjeżdża na chodnik i omija blokadę, ale Jabloński nie zastanawia się i rusza w pościg razem z funkcjonariuszem policji z patrolu pieszego, który wsiada do jego renaulta. Kierowca volkswagena zostaje ostatecznie zatrzymany na ulicy Francuskiej. Był pijany. W samochodzie znaleziono też narkotyki. Po tym pościgu Jabloński stał się gwiazdą mediów. W blasku fleszy spotykał się z komendantami policji i prezydentem Katowic. Były telewizyjne i prasowe wywiady, gratulacje, podziękowania i upominki.

- Polecam się na przyszłość - uśmiechał się wtedy skromnie bohater.

Śmiał się, że wiek nie pozwala mu na to, by spróbować swoich sił w policji, ale funkcjonariuszem chciałby zostać jego syn Kajtek. Czy to jest aktualne? - Po ostatnich wydarzeniach syn nie chce być już policjantem, a lekarzem - mówi dziś Beata Kias-Jablońska. Cóż, jego ojciec od miesięcy jest w szpitalu. To wydarzenie miało jeszcze inne niespodziewane konsekwencje: pan Krystian miał kłopot z naprawą swojego uszkodzonego w pościgu auta. Nie było to możliwe dzięki ubezpieczeniu. Ostatecznie naprawę wysłużonego renault sfinansował diler aut ze Śląska.

Rok w szpitalu
Marzec 2018 roku. Centrum medyczne BetaMed w Chorzowie, niewielka sala, zielone ściany. Na łóżku Krystian Jabloński, obok siedzi jego żona. - Bardzo powolutku wracam do zdrowia - mówi pan Krystian. - Nie mogę się „zastać”. Tak po prostu leżeć i nie ruszać się. Dlatego codziennie ćwiczymy, przyjeżdża do mnie rehabilitant. Ćwiczenia trwają trzy godziny. Staramy się, by przynajmniej ręce ruszyły. W tej chwili jestem w stanie poruszać palcami, ale z ogromnym wysiłkiem - mówi.
W porównaniu do ubiegłego roku widać jednak postępy. Pan Krystian może swobodniej mówić, ponieważ nie ma już rurki tracheostomijnej. Może usiąść, co też początkowo nie było możliwe. Już po operacji kręciło mu się w głowie.

- Korzystam też z tzw. pionizatorów - mówi Krystian Jabloński. - Są dni, gdy naprawdę jest pod górkę, ale cały czas wspiera mnie rodzina. Chcę walczyć dla żony i Kajtka. To wszystko bardzo małe kroczki, ale cały czas jesteśmy dobrej myśli - podkreśla katowiczanin.

Otrzymuje słowa otuchy od znajomych i od zupełnie obcych osób z całej Polski.
Prócz otuchy przydałaby się jednak także wymierna pomoc. Miesięcznie rehabilitacja kosztuje bowiem od 8 do 9 tysięcy złotych. Beata Kias-Jablońska każdego dnia wsiada do auta i jedzie do męża. Jest u niego od godziny 8 do 13. W weekendy zabiera też Kajtka i spędzają tam po trzy godziny.

- Wciąż w to nie wierzę. Zresztą, kiedy rozmawiam z Krystianem, to mówi: „Chyba muszę się obudzić, to nie dzieje się naprawdę”. Cały czas jest nam trudno - mówi pani Beata.

Czasami pan Krystian denerwuje się na 4,5-letniego syna, a Kajtek odpowiada: „Tato, ale przecież i tak nie możesz się ruszyć. Nic mi nie zrobisz”. Po chwili wchodzi na łóżko, przytula się do pana Krystiana i mówi mu, że go kocha. Niedawno Kajtek rozpoczął treningi piłkarskie. W piłkę najchętniej zagrałby z tatą. - Mówimy mu, że musi poczekać - podkreśla Beata Kias-Jablońska.

Patryk Drabek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.