Światowe Dni Młodzieży 2019. Opolanie w Panamie. Papież Franciszek zaprosił młodych do Ameryki Środkowej

Czytaj dalej
Fot. ks. Ryszard Kinder, ks. Joachim Kobienia
Krzysztof Ogiolda

Światowe Dni Młodzieży 2019. Opolanie w Panamie. Papież Franciszek zaprosił młodych do Ameryki Środkowej

Krzysztof Ogiolda

Z diecezji opolskiej do Panamy wyjechało w czterech dużych grupach 250 osób. To więcej niż z całej Austrii. Zapłacili po około 5 tysięcy złotych, żeby spotkać się z młodymi z całego świata i z papieżem Franciszkiem.

Dla 90 młodych Opolan „akcja Panama” zaczęła się w minioną sobotę rano. Wyjeżdżali z Opola-Półwsi autokarami do Berlina, a stamtąd samolotem przez Stambuł i Bogotę do Panama City. Żegnali ich nie tylko bliscy, ale i spory mróz. Wśród wyjeżdżających byli m.in. Paulina Muszyńska z parafii św. Urbana w Głębinowie i Łukasz Ostrowski z parafii Matki Bożej Bolesnej w Nysie. – Byłam na ŚDM w Krakowie – mówi Paulina. - Motywacja, żeby znowu jechać, jest silna, bo tam spotkają się ludzie z całego świata, żeby razem wielbić Boga i wyznawać wiarę. Lęku nie ma. Jest radość.

- I ja bakcylem ŚDM zaraziłem się w Krakowie, gdzie byłem wolontariuszem - dodaje Łukasz. - Entuzjazm był wielki, że to mnie zmotywowało, żeby to przeżyć raz jeszcze razem z papieżem. Myślę, że on nam da wskazówki na życie, żebyśmy w dorosłość wnieśli wiarę, nadzieję i miłość.

Dla Opolan, którzy do Panamy wyruszyli z Głogówka, ŚDM zaczął się wcześniej tzw. tygodniem w diecezji. Przyjęła ich parafia św. Michała Archanioła w San Miguel, wiosce niedaleko San Jose, stolicy sąsiadującej z Panamą Kostaryki. W Panamie parafii dla wszystkich nie wystarczyło.

Mój dom jest twoim domem

- Zostaliśmy przyjęci tak gościnnie, jakbyśmy należeli do ich rodzin - opowiada Marek Szałas, uczestnik z parafii w Głogówku. - Ja mieszkałem w domu u koordynatora ŚDM w Kostaryce. Jego córka udostępniła mi swój pokój i poszła spać na materac do pokoju brata. Naprawdę czuję się tutaj jak w domu. Bariery językowej nie ma. Mój gospodarz mówi świetnie po angielsku, jego 13-letni syn także, ale żona i 8-letnia córka nie znają angielskiego. Dogaduję się trochę po hiszpańsku, pomagam sobie tłumaczem Google’a i to do prostych rozmów wystarcza. Zaskoczyło nas, że w Kostaryce było stosunkowo chłodno, zwłaszcza wieczorami. Odkąd przekroczyliśmy granicę Panamy, uderzyła nas fala gorąca i cały czas jest upał.

- W Kostaryce spotkaliśmy bardzo religijnych ludzi i charyzmatycznego proboszcza, który prowadzi piękne nabożeństwa. Braliśmy tu udział w uroczystej mszy św. z adoracją i indywidualnym błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem dla każdego z pielgrzymów – mówi ks. Ryszard Kinder, proboszcz z Głogówka. - Przyjęli nas bardzo serdecznie, przygotowali bardzo dobre jedzenie.

Na śniadanie dostaliśmy m.in. czarną fasolę i przysmażane banany, czyli to, co oni jedzą na co dzień, ale była też jajecznica i szynka oraz coś w rodzaju strucli. No i kawa, bo podobno w Kostaryce jest najlepsza kawa na świecie. Podczas jednej z mszy nasza grupa prowadziła śpiew. Głównie po polsku, ale mamy też przygotowane utwory po hiszpańsku, w tym hymn tegorocznego ŚDM. Kostarykańczycy świetnie śpiewają, ale i nami byli zachwyceni, bo też okazało się, że połowa naszej grupy gra w zespołach i śpiewa w chórach. Mamy kilku gitarzystów i nawet pianistę.

Pobyt w diecezjach służy nie tylko wspólnej modlitwie, ale też poznaniu. - Jeden dzień był totalnie turystyczny – opowiada Marek. - Pojechaliśmy do parku narodowego, do lasu deszczowego. Oglądaliśmy tropikalne egzotyczne rośliny i żyjące w swoim środowisku małpy, węże, tarantule itd. Najwyższy most, po którym przechodziliśmy, był zawieszony jakieś sto metrów nad ziemią. Czułem się jak na planie filmowym Indiany Jonesa. Odwiedziliśmy też aquapark z gorącą wodą wulkaniczną. Byliśmy w sanktuarium Matki Bożej w Cartago (to jest taka kostarykańska Jasna Góra). Odwiedziliśmy także dom starców, tańczyliśmy i śpiewaliśmy z jego mieszkańcami, razem zjedliśmy lunch i graliśmy w bingo. W niedzielę nasi gospodarze zabrali nas do stolicy, San Jose. Zwiedzaliśmy nie tylko Teatr Narodowy. Byliśmy też w najstarszym poza Ameryką Północną Mc’Donaldzie, zbudowano go w 1964 roku. W San Jose byliśmy także na mszy św. dla wszystkich uczestników ŚDM, którzy na dniach w diecezjach byli w Kostaryce – było nas kilka tysięcy.

Kostarykanie mają zwyczaj mówić gościom: mój dom jest twoim domem – i to nie jest slogan. Wielu Opolan zaprzyjaźniło się ze swoimi gospodarzami, wymienili telefony i adresy e-mailowe. Niektórzy żegnali się ze łzami w oczach. W Panamie mówi się, że następne Światowe Dni Młodzieży mają się odbyć w Portugalii (oficjalnie miejsce kolejnego ŚDM ogłosi w niedzielę papież). Z perspektywy Kostaryki czy Panamy, z Polski do Portugalii jest blisko, więc goście z drugiej półkuli planują po drodze odwiedzić Opolan.

Grupa z Głogówka drogę z Kostaryki do Panamy pokonała autobusem – 900 kilometrów w 16 godzin. Tu przyjęto ich w parafii Matki Bożej Panamskiej. Właśnie stąd młodzi przyjechali do Głogówka niespełna trzy lata temu.

Wieżowce i lepianki

- Mieszkamy w dzielnicy, która przypomina trochę Manhattan. Mały kościół otaczają wieżowce mające po 30 pięter. Tu mieszkają zamożne rodziny i to one nas goszczą – opowiada ks. Kinder. - Mój gospodarz jest telewizyjnym wydawcą, a jego żona dziennikarką, specjalistką od spraw watykańskich. W chwili gdy rozmawiamy, nie ma jej w domu. Przyleci z Rzymu razem z papieżem Franciszkiem. Mąż przyjął nas bardzo życzliwie. Ponieważ przez ostatnie dwa lata – właśnie z myślą o wyjeździe do Panamy szlifowałem swój hiszpański, z porozumieniem się nie ma problemów.

Uczestnicy zwracają uwagę na wielkie różnice społeczne, które widać gołym okiem. Czasem obok siebie żyją biedacy, którym musi wystarczyć ledwo kilka dolarów dziennie, i ci, których stać na wydawanie tysięcy.

- Nawet w tak bogatym mieście jak Panama City widać biedę – mówi ks. dr Joachim Kobienia, sekretarz biskupa opolskiego. - Oczywiście są wielopiętrowe wieżowce, ale w tzw. mieście starym można zobaczyć domki podobne raczej do campingowych przyczep i w takiej ciasnocie jak w lepiankach ludzie żyją. Jedna z grup z diecezji gliwickiej trafiła do bardzo biednej dzielnicy. Ale jej mieszkańcy też byli gotowi przyjąć pielgrzymów z Europy i dzielili się naprawdę wszystkim, co mieli. Jeden z uczestników opowiadał ze wzruszeniem, że babcia z domu, w którym mieszkał, przyniosła mu w ciągu dnia kanapki, żeby przypadkiem nie zgłodniał.

Mieszkańcy Panama City okazują przybyszom życzliwość na różne sposoby. Kierowcy trąbieniem, na które należy odpowiedzieć przyjaznym pomachaniem. Ponieważ upał i wilgoć są potężne (w Panamie najniższa temperatura w roku to plus 22 stopnie), mieszkańcy częstują gości zimną wodą mineralną dobywaną z bagażników aut.
Wprost do Panamy przyjechała grupa z Opola, która wyjechała z Półwsi 19 stycznia. Oni w jednej z parafii w Panama City zostaną na tydzień po zakończeniu ŚDM.

- Nie obyło się bez przygód – relacjonuje ks. Łukasz Knieć, diecezjalny duszpasterz młodzieży. - Na 90 osób, na razie 28 nie ma swoich bagaży. Jedni pożyczają ubrania drugim i póki co wielkich problemów z tym nie ma. Mamy nadzieję, że wszystkie walizki się odnajdą.

Opolanie nocują w jednej z podstawowych szkół w stolicy. Śpią na podłodze, na karimatach i w śpiworach. Szkoła o tyle jest niepodobna do tego, co znamy z Polski, że nie ma w niej korytarzy. Do każdej klasy szkolnej wchodzi się bezpośrednio z podwórka. W oknach nie ma szyb (bo i bez nich upał niemiłosierny), a zamiast drzwi są zasłony (z tego samego powodu). Łazienki są w środku. Prysznice urządzono na podwórku. Obok Opolan w tej szkole nocują m.in. pątnicy z Warszawy i Lublina.

Jedzenie jest zorganizowane podobnie jak na ŚDM w Krakowie. Pielgrzymi mają w ramach wykupionego pakietu vouchery i za nie dostają posiłki w placówkach gastronomicznych. Kto lubi, może zjeść w KFC, jak w Polsce, kto ma ochotę spróbować miejscowej kuchni, też ma szansę.

- Można też skorzystać z pizzerii – mówi Sabina z Dąbrówki koło Gogolina. - Ale na śniadanie jadłam dziś keksy z syropem i z ananasem i jakieś kiełbaski. Miały zupełnie inny smak niż te, które znam z Polski.

Sabina jest jedną z tych osób, które na razie nie mają bagażu. - Nie ma problemu – mówi. - Coś pożyczyłam, coś dokupiłam i daję radę. Ludzie są dla nas bardzo życzliwi. Jakaś starsza pani spotkana na ulicy zaproponowała, że mnie pobłogosławi. Często jesteśmy pytani, z jakiego jesteśmy kraju. Ich najczęstsze skojarzenie z Polską to Jan Paweł II.

- Na ulicach pełno jest ludzi z flagami różnych państw – mówi Mariola Domaradzka (pochodzi z Głogówka, mieszka w Krakowie). Uśmiechamy się do siebie, zagadujemy, robimy zdjęcia. Rodziny, u których mieszkamy, bardzo o nas dbają. Bardzo mi smakowało jedzenie podobne do hiszpańskiego – pierożki z różnym nadzieniem – z mięsem albo z fasolą. Je się tu dużo ryżu. Oni piją dużo kawy, a my z nimi. Napoje podaje się z lodem. A pomieszczenia publiczne i część mieszkań są klimatyzowane. Jak pokazywaliśmy naszym gospodarzom, że w Gło­gówku jest właśnie minus 9, nie chcieli wierzyć.

Przybysze z Opolszczyzny – jak wszyscy uczestnicy ŚDM – wzięli już udział w uroczystej mszy oficjalnie rozpoczynającej Dni. Papieża jeszcze nie było, przewodniczył - na placu blisko oceanu - arcybiskup Panamy.
- Powiedział nam, że musimy mieć odwagę marzyć, a Kościół powinien być miejscem, w którym młodzi mogą mieć marzenia – relacjonuje ks. Łukasz Knieć.

- Arcybiskup podkreślił, że Panama jest miejscem, gdzie Kościół założył swoje struktury już 500 lat temu – dodaje ks. Ryszard Kinder. - A jej mieszkańcy od początku wiązali swoją wiarę z czcią dla Matki Bożej. Stąd przewodnim motywem ŚDM są słowa Maryi do anioła: „Oto ja, służebnica Pańska”. Ale biskup nie ukrywał też problemów swojego kraju. Wyliczył wśród nich działalność sekt, narkotyki, przemoc, wyzysk, rozpad małżeństw i ogromne różnice między bogatymi i biednymi.

Razem z młodymi Opo­la­nami jest w Panamie biskup Andrzej Czaja. W środę prowadził katechezę dla grup z Polski.
- Biskup przypomniał, żebyśmy byli do dyspozycji Boga – opowiada Mariola Domaradzka. Otwarci na to, co On nam zaproponuje. Żebyśmy mogli rozpoznać naszą życiową misję. Mamy się wyciszyć, pojednać z Bogiem, czyli stworzyć warunki, żeby mógł nam coś powiedzieć.

Najważniejsze wydarzenia – te z udziałem papieża – są jeszcze przed Opolanami. Dzisiaj nabożeństwo drogi krzyżowej, w sobotę czuwanie, a w niedzielę msza posłania. Z kazaniem Franciszka. W Krakowie kazał młodym wstać z kanapy.

Krzysztof Ogiolda

Jestem dziennikarzem i publicystą działu społecznego w "Nowej Trybunie Opolskiej". Pracuję w zawodzie od 22 lat. Piszę m.in. o Kościele i szeroko rozumianej tematyce religijnej, a także o mniejszości niemieckiej i relacjach polsko-niemieckich. Jestem autorem książek: Arcybiskup Nossol. Miałem szczęście w miłości, Opole 2007 (współautor). Arcybiskup Nossol. Radość jednania, Opole 2012 (współautor). Rozmowy na 10-lecie Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych, Gliwice-Opole 2015. Sławni niemieccy Ślązacy, Opole 2018. Tajemnice opolskiej katedry, Opole 2018.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Pro Media Sp. z o.o.