Sportowcy zarabiają dużo, ale krótko. Muszą więc inwestować

Czytaj dalej
Fot. Fot. Krzysztof Świderski
Marcin Sagan

Sportowcy zarabiają dużo, ale krótko. Muszą więc inwestować

Marcin Sagan

Kariera sportowa szybko się kończy, a potem trzeba z czegoś żyć. Coraz więcej polskich sportowców ma tego świadomość, dlatego zawczasu starają się mądrze lokować pieniądze. Najczęściej w nieruchomości.

Kiedy gasną światła jupiterów, sportowcy z roli wielkich gwiazd przechodzą do roli zwykłych obywateli i zaczyna się szara proza życia. Już dziennikarze tak często nie dzwonią, znacznie mniejsze są wpływy na konto, a przecież było się przyzwyczajonym do życia na wysokim poziomie. Co zrobić, żeby ten poziom utrzymać?

Świadomość inwestowania

Można schować pieniądze „do skarpety” i potem z niej wyciągać. To jednak niezbyt skuteczna metoda. Co więcej, pieniądze mogą się skończyć bardzo szybko i to niezależnie od tego, ile się posiadało na koncie i jak wielkie sumy się zarabiało. Najlepszym przykładem tego, jak można stracić ogromne fortuny, są dwaj wielcy amerykańscy mistrzowie boksu w wadze ciężkiej: Mike Tyson i Evander Holyfield.

Ten drugi na ringu zarobił ponad 200 milionów dolarów. Większość czytelników nie wiedziałaby, co zrobić z milionem „zielonych”, a co dopiero z dwiema setkami, a amerykański pięściarz swój majątek stracił głównie przez... alimenty. W jego przypadku w żaden sposób nie sprawdziła się mądrość ludowa, że najlepsza inwestycja to dzieci. Holyfield ma ich aż jedenaścioro z kilkoma kobietami i na większość z nich musiał płacić alimenty. W czasach, kiedy miał duże pieniądze, nie był to aż tak wielki problem. Kiedy jednak stawał się coraz słabszym bokserem, kłopot robił się coraz większy. Na siłę musiał przeciągać swoją karierę, by dostawać jakiekolwiek pieniądze.

Przykłady Holyfielda czy Tysona są aż nadto jaskrawe. Nie są jednak wyjątkiem. W USA, gdzie bokserom, baseballistom, gwiazdom futbolu amerykańskiego czy koszykarzom płaci się ogromne pieniądze, przykłady bankructw nie są odosobnione. Szacuje się, że wśród sportowców zarabiających krocie po zakończeniu kariery co czwarty ma potężne problemy finansowe.

Robert Lewandowski inwestuje na różnych polach, ale głównie w nowe technologie związane z internetem

- Dlatego strasznie ważna jest świadomość tego, jak istotne jest inwestowanie, już w trakcie kariery sportowej - mówi były piłkarz, a dziś menedżer sportowy Cezary Kucharski, który jest menadżerem najlepiej zarabiającego polskiego sportowca - Roberta Lewandowskiego.

Kucharski sam jest świetnym przykładem jak należy inwestować. Sam był niezłym piłkarzem, ale w porównaniu z Lewandowskim w czasie swojej kariery zarabiał „grosze”. Grał w warszawskiej Legii i hiszpańskim Sportingu Gijon.

Z zarobionych pieniędzy do emerytury żyć by nie mógł. Miał jednak świetny pomysł na ich wydawanie. Kupował mieszkania w Warszawie w latach 90., kiedy jeszcze ich ceny nie były tak wygórowane jak kilkanaście lat później, wynajmował je i na tym zarabiał. Kiedy zakończył karierę, nie musiał się martwić o byt. Jest też przykładem tego, jak odpowiednio zarządzać karierą swojego podopiecznego, nie tylko martwiąc się o jego karierę, ale także o to, w co należy zainwestować.

Sport jest znacznie łatwiejszy niż prowadzenie biznesu

Na to, by sportowcy rozsądnie wydawali zarobione pieniądze, coraz częściej pracują całe sztaby wyspecjalizowanych ludzi. Nic dziwnego, bo na rozliczne inwestycje bohaterowie aren nie mają czasu.

Dwoma najbogatszymi i najlepiej zarabiającymi obecnie polskimi sportowcami są Robert Lewandowski i Marcin Gortat. Według „Super Expressu”, który co roku publikuje listę najlepiej zarabiających krajowych sportowców, „Lewy” zarobił w 2016 roku ponad 82 mln zł, a grający za oceanem w lidze NBA koszykarz prawie 48 mln zł. To są tylko zarobki za poprzedni rok, a przecież obaj są na finansowym topie od kilku lat. Zarobili już prawdziwe krocie. To właśnie im od kilku lat pomaga w „obracaniu” pieniędzmi grupa ludzi.

Lewandowski zainwestował już w kilka internetowych portali, m.in. w internetową galerię handlową, platformę dla osób, które chcą założyć własny sklep internetowy czy aplikację mobilną służącą wyprzedażom garażowym. Portfel inwestycji jest jednak szeroki. Ciekawostką jest choćby udział w projekcie, jakim jest internetowy bazar rolniczy. Wraz z żoną jest właścicielem kilkunastu nieruchomości. Jednym z najnowszych pomysłów jest budowa kliniki w Warszawie. Działa też w branży developerskiej.

Szeroki portfel inwestycji ma Gortat, który gra też na giełdzie.

- Nie interesują mnie wysokie zyski, ale stabilne, relatywnie pewne - mówił dla magazynu „Forbes”. - Moje inwestycje są bardzo zróżnicowane. Chodzi o akcje, obligacje, grunty, nieruchomości. Gromadzę wokół siebie specjalistów i doradców, którzy znają się na różnych rodzajach aktywów.

Jak ważny jest dobór odpowiednich doradców, przekonały się choćby dwie wielkie gwiazdy futbolu. Jeden z najwybitniejszych polskich zawodników Kazimierz Deyna po tym, jak wyjechał do USA, po kilku latach, przed tragicznym wypadkiem samochodowym, w którym zginął, był bez grosza przy duszy. Zawierzył nieodpowiednim osobom i stracił majątek.

Prawdziwie sensacyjnie i wręcz w nieprawdopodobny sposób pokaźną sumę - około pięciu milionów dolarów - stracił Brazylijczyk Romario. Co ciekawe, został oszukany przez naszego rodaka - „biznesmena” spod Lublina. Przedstawiał się on jako finansista, przedsiębiorca, a nawet dyplomata z afrykańskiej Liberii. Piłkarski instynkt i „nos”, jakim Romario wykazywał się na boisku, zawiódł go w zetknięciu z hochsztaplerem. Jedno jest pewne: dobrych wspomnień związanych z Polską były znakomity napastnik „Canarinhos” nie miał. Do naszego kraju przyjeżdżał bowiem na procesy oszusta.

Wracając jednak do polskich sportowców, to wśród tych z młodszego pokolenia jest duża świadomość tego, że trzeba inwestować pieniądze. Wśród starszych była ona mniejsza, ale też możliwości finansowe mieli znacznie mniejsze. Spośród starszego pokolenia polskich sportowców dobre pieniądze zarobili tylko w zasadzie Wojciech Fibak i Zbigniew Boniek. Obaj też potrafili mądrze je ulokować.

Spośród młodszych sportowców: Jerzy Dudek jest współwłaścicielem firmy transportowej, żeglarz Mateusz Kusznierewicz posiada firmę zajmującą się organizacją rejsów na pokładach luksusowych jachtów, były strongman, obecnie specjalizujący się w mieszanych sztukach walki Mariusz Pudzianowski w swojej rodzinnej miejscowości Białej Rawskiej otworzył salę bankietową i ma również firmę transportowo-spedycyjną, a Karol Bielecki jest właścicielem restauracji.

Przykłady też są u nas

Ogólnie wielu znanych polskich sportowców radzi sobie dobrze. Podstawową sprawą jest to, że mają co inwestować. Pamiętajmy jednak, że w uprzywilejowanej sytuacji są ci uprawiający te dyscypliny, w których są większe pieniądze. Do nich zalicza się przede wszystkim piłka nożna.

Mamy też przykład z własnego podwórka. Kilka lat temu zostało otwarte w Opolu Centrum Rozrywki „Kubatura” z kręgielnią, dyskoteką, salami bankietowymi. Jego założycielami są obecny reprezentant Polski Jakub Błaszczykowski oraz były kapitan naszej kadry narodowej, a prywatnie jego wuj - Jerzy Brzęczek. - To wujek mnie namówił na tę inwestycję - przyznał Błaszczykowski po otwarciu „Kubatury”, którą na co dzień zarządza jego brat Dawid.

Dzięki byłemu i obecnemu graczowi naszej kadry narodowej Opole zyskało nie tylko ciekawe miejsce (kilka miesięcy temu w klubie otwarto nowoczesną i wielką siłownię), ale też kilka ciekawych imprez sportowych i kulturalnych organizowanych przez fundację „Ludzki Gest” Jakuba Błaszczykowskiego. Sam niezwykle lubiany przez kibiców piłkarz, na ile pozwalają mu obowiązki zawodowe (od kilkunastu lat gra za granicą, większość tego czasu spędził w niemieckiej Bundeslidze, głównie w Borussii Dortmund), często zagląda do „Kubatury”. Wczoraj Błaszczykowskiemu zostało przyznane honorowe obywatelstwo Opola i była to kandydatura nie wzbudzająca żadnych kontrowersji. Nie dość, że to znakomity sportowiec, który zainwestował w stolicy naszego regionu, to ważną rolę w jego życiu stanowi działalność charytatywna.

Co ciekawe, dziewięć lat temu wydawało się, że w Kędzierzynie-Koźlu zainwestuje firma Bon Oil. Planowała wybudować wytwórnię biopaliw. W tej firmie większość udziałów należała do Zbigniewa Bońka. Obecny prezes PZPN ostatecznie nie znalazł partnerów i plan nie został zrealizowany.

Wśród piłkarzy częste jest zakładanie szkółek piłkarskich. Ta najbardziej znana w Polsce działa w Krakowie i należy do dwóch zawodników ze złotych czasów tamtejszej Wisły z początku XXI wieku: Tomasza Frankowskiego i Mirosława Szymkowiaka. W Wielkopolsce powstała natomiast cała sieć szkółek firmowanych przez ulubieńca kibiców Lecha - Piotra Reissa. Mamy też przykłady takich zakładanych przez piłkarzy związanych z naszym regionem. Były piłkarz opolskiej Odry Maciej Michniewicz założył w Opolu szkółkę „Gol”, która już zresztą przekształciła się w klub. Na brak chętnych do trenowania w niej nie narzeka. Kilka miesięcy temu obecny kapitan Odry Tomasz Wepa otworzył natomiast szkółkę w Wałbrzychu.

Nie brakowało też oryginalnych pomysłów na biznes wśród byłych piłkarzy. Maciej Żurawski otworzył butik z modą męską. Znany celebryta Radosław Majdan miał własną serię perfum, a uważany kilka lat temu za wielki talent Dawid Janczyk kupił winnicę na Węgrzech, a na rynku pojawiło się wino z jego nazwiskiem. Na ponury żart zakrawa fakt, że z poważną piłką skończył on całkiem niedawno wskutek kłopotów z alkoholem i nie takich, że jego wino się słabo sprzedawało.

Są też przykłady byłych sportowców, którzy zdecydowanie lepiej radzili sobie w biznesie niż w walce z rywalami. W Polsce takim najbardziej znanym przypadkiem jest Dariusz Miłek. Był bardzo przyzwoitym kolarzem, ale nie wybitnym. Jego największy sukces to tytuł wicemistrza Polski w 1992 roku w wyścigu ze startu wspólnego. Biznesmenem jest natomiast znakomitym. Ten jeden z najbogatszych Polaków stworzył imperium obuwnicze (marka CCC), ale o ukochanym kolarstwie nie zapomniał. Jest sponsorem najlepszej polskiej zawodowej grupy kolarskiej CCC Sprandi.

Najważniejsza jest „głowa”

To powiedzenie w sporcie to często slogan wytrych. Dla trenerów, samych sportowców i dla kibiców. Zawodnik musi mieć dobre nastawienie przed rywalizacją, musi być psychicznie i mentalnie silny. Nastawiony na sukces, pozbawiony innych trosk. Przy obecnym poziomie wytrenowania często właśnie aspekt psychiczny ma duże znaczenie.

- To ma też odniesienie do tego, jak można inwestować zarobione pieniądze, ale także jak inwestować w siebie - mówi do niedawno kapitan, a od kilkunastu dni drugi trener piłkarskiego MKS-u Kluczbork Łukasz Ganowicz, który właśnie zakończył sportową karierę. - Mentalnie i fizycznie dojrzałem do tego, żeby w wieku 36 lat skończyć z grą. Już kilkanaście lat temu miałem świadomość, że w piłkę grać wiecznie nie będę. Stąd też skończyłem studia i starałem się zainwestować zarobione pieniądze.

Większość swojej kariery (łącznie 12 lat) Ganowicz spędził w naszych klubach: Odrze Opole i MKS-ie Kluczbork. Fortuny się nie dorobił. Półtora roku spędził jednak w dwóch znacznie bogatszych klubach: Zagłębiu Lubin i Podbeskidziu Bielsko-Biała. Zdążył jednak tyle zarobić, żeby kupić mieszkanie w Opolu, a na dodatek w Kołobrzegu. To drugie traktuje jako inwestycję. Przez większość roku wynajmuje je turystom przyjeżdżającym nad Bałtyk. Ponadto ze wspólnikiem otworzył firmę zajmującą się wytwarzaniem drewnianych elementów: wiat, stołów ogrodowych, altan.

- Na razie ta firma jest w fazie rozruchu, a koledzy śmiali się, że nie dziwne, że robię drewniane rzeczy, bo sam byłem „drewnianym” piłkarzem - mówi z autoironią Ganowicz. - Wiedziałem jednak, że wielkim piłkarzem nie będę i nie mam raczej szans na grę w klubie, gdzie płaci się już na bardzo wysokim poziomie, jak w klubach naszej ekstraklasy. Inwestowałem więc w siebie, robiąc kursy trenerskie. Przez tyle lat grania na poziomie 1 czy 2 ligi znam dobrze środowisko piłkarskie. Wielu moich kolegów czy rywali z boiska wierzyło, że w piłkę będą grać długo i zawsze przyzwoicie zarabiać. Nie potrafili odłożyć pieniędzy, zainwestować nawet w jakiś niewielki interes. To jest duży problem i o tym trzeba młodym piłkarzom stale mówić, że przygoda z piłką zawsze kiedyś się kończy, a zwykle jest to moment, kiedy przychodzi ogromne rozczarowanie.

Marcin Sagan

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.