Krzysztof Strauchmann

Skowronków. Ostatnia polska zdobycz

Osada Skowronków pod Kopą Biskupią została włączona do Polski w lutym 1959 roku. Fot. Krzysztof Strauchamnn Osada Skowronków pod Kopą Biskupią została włączona do Polski w lutym 1959 roku.
Krzysztof Strauchmann

Mała wioseczka Skowronków koło Jarnołtówka, po czesku Skrivankov, to ostatnia polska zdobycz terytorialna. Włączono ją do Polski w lutym 1959 roku, po większej korekcie granicy polsko-czechosłowackiej.

W zamian za Skowronków Polska oddała Czechosłowacji osadę Krasów (czeski Krasov, niemiecki Szubertowy Kras), tuż koło czeskiej Vidnavy. W 1945 roku do tej niemieckiej miejscowości przyjechali polscy osadnicy, w sumie około 20 rodzin. 14 lat później, w 1959 roku, władze kazały im spakować swoje rzeczy i wynosić się.

Cztery rodziny wybrały Czechosłowację. Zmieniły obywatelstwo i zostały razem ze swoją ziemią. Kilku innym starostwo w Nysie przyznało gospodarstwa opuszczone przez Niemców na terenie całego powiatu. Siedem rodzin pojechało do Skowronkowa, który jako ostatnia wioska wszedł wtedy w skład PRL.

- Sygnały były, że Krasów będzie przesiedlany, ale nikt nam nie chciał podać daty. Zebranie wiejskie w tej sprawie władze z Nysy zrobiły tuż przed przesiedleniem – wspominał przed 10 laty dziennikarzowi nto Józef Wolak, mieszkaniec Skowronkowa. – Wytyczyli nową granicę i już nawet szykując się do przeprowadzki nie wolno nam było chodzić do Polski. Świniaka sprzedałem, żeby dostać trochę koron. Kto by się buntował w tamtych czasach przeciwko przesiedleniu? Nawet petycji nie było co pisać.

- Powiedzieli nam o tym może dwa tygodniem przed wyjazdem – opowiadał przed laty Stanisław Koszut – Mnie nawet czescy strażnicy graniczni namawiali, żebym został. Prace bym dostał w spółdzielni rolnej, albo w fabryce w Widnawie. Ale się bałem, że z rodziną w Polsce stracę kontakt.

Ludzie zapamiętali konwój, jaki jechał 30 kilometrów przez Mikulowice, Złote Hory przez nową granicę do Skowronkowa. Traktory eskortowała czeska straż graniczną. Cały dobytek wieźli na przyczepach, jechały krowy, kury, małe dzieci. Zima była wtedy lekka, bez śniegu. Czesi zaczynali siać zboża na polach.

- Tam zostawiliśmy piętrowe domy, duże zabudowania gospodarcze. Tu zastaliśmy parterowe, małe domki i to jeszcze zniszczone – wspominali zgodnie Koszutowie i Wolak.

Czesi opuścili Skrivankov rok wcześniej. Przez długi czas mieszkania stały nie zasiedlone, pola ugorowane. Trudno było nawet ustalić, kto wymontował drzwi, poniszczył piece, zabrał deski ze ścian w stodole. Odchodzący Czesi, czy też już Polacy z sąsiednich wiosek, których kusił opuszczony dobytek? Najgorzej było z ziemią uprawną. Stała co najmniej dwa lata bez orania, zarosła perzem. Przypominała bardziej łąkę.

- Koniem się nie dało zaorać. Poprosiłem w powiecie o pomoc. Przysłali traktor, ale narobił tylko jeszcze większego bałaganu – opowiadał Józef Wolak.

- Ziemia była strasznie zaniedbana. W pierwszym roku zupełnie nie dała plonów. Krowę trzeba było sprzedać – opowiadał Stanisław Koszut.

Koszutowie po wymianie dostali o 10 hektarów mniejsze gospodarstwo. Wolak stracił dwa hektary gruntu. Ludzie ze Skowronkowa są przekonani, że jakieś odszkodowania po wymianie Polska musiała dostać, ale do nich nie trafiło nic. Próby dopominania się o swoje w powiecie w Nysie kończyły się na złośliwych docinkach.

Skąd się wzięła granica?
Polska i Czechy właściwie odziedziczyły dzisiejszą granicę po Austro-Węgrach i Prusach.
- Dzisiejszy przebieg granicy zawdzięczamy królowi pruskiemu Fryderykowi II, później nazwanemu Wielkim, który w grudniu 1740 roku Fryderyk zbrojnie wkroczył na austriacki Śląsk - mówi historyk dr Paweł Szymkowicz. - Granicę prusko - austriacką ustalono dopiero po podpisaniu pokoju wrocławskiego, który zakończył I wojnę śląską. Jesienią 1742 roku, między innymi na spotkaniu w pałacu w Białej Wodzie koło Paczkowa, wytyczono dokładny przebieg granicy podnóżem gór od Kopy Biskupiej do Złotego Stoku. W zasadzie odpowiadało to obszarom już zajętym zbrojnie przez Prusy, choć w czasie wojny zdobyli oni min. Zlate Hory, Javornik, Jesenik, czyli miasta, które znalazły się po stronie austriackiej.

Granica przecięła niektóre wioski na pół, na przykład dzisiejsze Sławniowice i Kunetice. W księstwie nyskim po obu stronach granicy mieszkała ludność niemiecka. Większych przeszkód w przekraczaniu granicy, kupowaniu ziemi, podejmowaniu pracy po drugiej stronie władze obu krajów nie robiły. Po I wojnie światowej i upadku Austro - Węgier powstało państwo czechosłowackie, które na te tereny zaczęło sprowadzać czeskich urzędników. Czesi domagali się początkowo od Niemiec korekt granicznych, ale do żadnych zmian nie doszło.

- W 1945 roku władze Czechosłowacji znów domagały się nowej linii granicznej, skoro i tak po wojnie granice Niemiec się zmieniają, a Czechosłowacji należy się rekompensata za straty związane z II wojną światową - mówi dr Paweł Szymkowicz. - Podobnie jak 26 lat wcześniej domagano się miedzy innymi Głuchołaz jako węzła kolejowego. A i strona polska chciała „wymienić” ten teren za jak największą część Śląska Cieszyńskiego, bogatego w złoża węgla. Jeszcze w 1946 roku w oficjalnych dokumentach rządowych pisano, że za Śląsk Cieszyński jesteśmy w stanie odstąpić węzeł kolejowy w Głuchołazach i proporcjonalnie tyle samo terenu w rejonie Raciborza i Głubczyc, nawet część Ziemi Kłodzkiej.

Ostatnia wymiana
Zasadniczy przebieg granicy z połowy XVIII wieku zachował się do dziś, ale ze względów technicznych, dla skrócenia linii granicy, która była wtedy bardzo pilnowana przez Wojska Ochrony Pogranicza, 13 czerwca 1958 roku rządy Polski i Czechosłowacji zawarły umowę o ostatecznym wytyczeniu granic państwowych.

- Zmiany polegały na likwidacji nienaturalnych zakoli granicznych i przystosowaniu przebiegu granicy do potrzeb sąsiednich osiedli ludzkich - mówi dr Paweł Szymkowicz, historyk z Głucho­łaz, specjalista od stosunków polsko-czeskich. - To pozwoliło skrócić granicę o 80 kilometrów.

Czechosłowacja oddała nam wtedy 837 hektary, a sama przyjęła od nas 1205 hektarów. Na terenie powiatu nyskiego zmiany granic przeprowadzono w kilku miejscach.

W rejonie wsi Kamienica - Bila Voda Polska oddała 1 ha, przyjęła 6 ha. Koło wsi Dziewiętlice - Javornik Polska oddała 23 ha, przyjęła 20. W rejonie wsi Dziewiętlice - Bernartice Polska oddała 3 ha. W okolicach Łąki - Vidnavy Polska oddała ponad 50 ha. To właśnie teren osady Krasov, leżącej na północ od Vidnavy. Na sąsiednich wzgórzach znajdowały się już wcześniej ujęcia wody pitnej dla miasteczka, dlatego to Czesi nalegali na wymianę Krasowa, oferując Skowronków. W okolicy wsi Gierałcice - Kolnovice Polska oddała 93 ha, przyjęła 15. W rejonie Jarnołtówek - Zlate Hory Polska oddała 10 ha, przyjęła 70 ha (Skowronków). Pozostałe zmiany miały miejsce w powiecie głubczyckim i raciborskim.

Globalnie strona polska straciła na tej wymianie 368 hektarów, które stanowią nie uregulowany do dzisiaj dług graniczy. W 1991 roku po rozpadzie Czechosłowacji rząd Republiki Czeskiej uznał istnienie tego długu terytorialnego. Wcześniej Czesi chcieli przekazać za ten obszar rekompensatę finansową. Władze Polski zawsze stały na stanowisku, że chcą dostać teren o tej samej powierzchni.

Nie zwrócony dług
Dopiero 20 listopada 2007 roku czeskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przekazało stronie polskiej notę dyplomatyczną z propozycją rozwiązania problemu tzw. długu granicznego, jaki powstał po ostatniej regulacji granicy w 1958 roku. W pierwszym etapie Czesi zaproponowali nam przyjęcie 132 hektarów ziemi. Tereny już wtedy były wstępnie wytypowane. Pozostałe 256 hektarów mieli oddać w kolejnych etapach.

Ostateczne uregulowanie długu granicznego miało rozwiązać także wewnętrzne problemy Czech, a zwłaszcza przygranicznych gmin. Osada Krasów, włączona do granic administracyjnych Widnawy przez długie lata miała nie uregulowane zapisy katastralne, przez co lokalny samorząd nie mógł dysponować tymi terenami nawet w tak prostych sprawach jak budowa sieci kanalizacyjnej. We wsi Biała Woda nie można było postawić masztu z nadajnikiem telewizyjnym w optymalnym miejscu, bo to okazało się ono dawną polską działką. Trzeba było szukać innej lokalizacji.

Mimo wstępnych deklaracji strony czeskiej, że dług zostanie uregulowany w ciągu 5 lat, od 9 lat nic się nie zmieniło. Trwają rozmowy na szczeblu komisji międzyrządowej. Czeskie władze centralne wskazują kolejne tereny należące do państwa, ale lokalne władze gminne protestują, że akurat te obszary mają ważne znaczenie dla rozwoju ich miejscowości. W czeskiej prasie pojawiają się kolejne spekulacje, że zwracane będą raczej tereny wzdłuż granicy województwa śląskiego czy dolnośląskiego. A strona polska cierpliwie czeka. I niczego nie komentuje.

Krzysztof Strauchmann

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.