Rowerzysta zeznał, że upadł. Na filmie widać, jak wskakuje na samochód [WIDEO]

Czytaj dalej
Fot. K.Kapica
Bartosz Gubernat

Rowerzysta zeznał, że upadł. Na filmie widać, jak wskakuje na samochód [WIDEO]

Bartosz Gubernat

- Ten człowiek chciał wyłudzić ode mnie pieniądze - mówi kierowca, który zderzył się z rowerzystą. Cyklista zeznał na policji co innego niż zarejestrował miejski monitoring.

Pan Franciszek prowadzi firmę w centrum Rzeszowa. Księgowość zlecił biuru rachunkowemu, do którego regularnie zawozi dokumenty. Tak było we wtorek, 4 sierpnia 2015 roku, kiedy ok. godziny 12 pojechał na al. Rejtana. Aby dostać się samochodem na parking biura, musiał zjechać z głównej ulicy i przeciąć drogę pieszym oraz rowerzystom.

- Rozejrzałem się w prawo i lewo, nikogo nie widziałem, więc ruszyłem. Jechałem może 5 - 10 km/h, kiedy w przód mojego auta uderzył rowerzysta - wspomina kierowca.

Poszkodowany rowerzysta został odwieziony karetką do szpitala. Z opinii biegłego sądowego wynika, że tam cyklista został poddany serii badań, m.in. prześwietleniom, tomografii komputerowej głowy, USG jamy brzusznej. Na podstawie wyników lekarz stwierdził ogólne potłuczenia i z zaleceniem kontroli w poradni chirurgicznej wypisał pacjenta do domu. Kilka dni później uczestnicy kolizji zostali wezwani na przesłuchanie na policję. Rowerzysta zeznał, że kiedy zbliżał się do wjazdu na parking, z al. Rejtana przed jego rowerem niespodziewanie pojawił się mercedes.

„Pojazd przednim lewym narożem uderzył w przednie koło mojego roweru. Nie miałem szans na żadną reakcję. Po uderzeniu upadłem na maskę samochodu, uderzając w naroże auta, a głową w maskę, po czym upadłem przed pojazd. Rower leżał na mnie, przednie koło znajdowało się pod zderzakiem”

- czytamy w zeznaniach rowerzysty. Twierdzi on, że kierowca był niegrzeczny, kazał mu zabrać rower i odjechać. Miał nie reagować na prośbę o wezwanie karetki.

Pan Franciszek początkowo był skłonny przyznać się do winy za kolizję, ale ostatecznie policjanci skierowali sprawę do sądu. Ten ukarał go półrocznym zawieszeniem prawa jazdy i nakazał zapłacić 800 zł grzywny.

- W tzw. międzyczasie obejrzałem nagranie całego zajścia zarejestrowane przez kamerę miejskiego monitoringu, pracującą na skrzyżowaniu al. Rejtana z al. Kopisto. Widać na nim, że przebieg wypadku był zupełnie inny, a rowerzysta chciał po prostu na nim nieźle zarobić. Kiedy nie zgodziłem się dać mu żadnych pieniędzy, postanowił wziąć sprawę w swoje ręce - denerwuje się kierowca.

Nagranie, które dostał także policjant prowadzący sprawę, trwa ponad 9 minut. Widać na nim, jak pan Franciszek skręca z al. Rejtana na parking. Kiedy samochód jest już na ścieżce rowerowej, od strony al. Niepodległości zbliża się do niego rower. Wbrew złożonym na policji zeznaniom, rowerzysta uderza swoim pojazdem w mercedesa na wysokości jego przedniego, lewego koła. Nie upada. Sam po kilku sekundach rzuca rower przed auto. Kierowca wysiada i zaczyna rozmowę z cyklistą. Po około 25 sekundach rowerzysta podnosi rower i kładzie go bliżej auta.

- Następnie widać, jak dwukrotnie wskakuje na mój samochód, aby zagiąć maskę. Ale ani na aucie, ani na rowerze nie było żadnych uszkodzeń - uważa pan Franciszek.

Dlaczego policjanci nie zwrócili uwagi na rozbieżności w treści zeznań rowerzysty i w nagraniu, a sprawa od razu trafiła do sądu?

- Kierowca nie przyznał się do spowodowania kolizji, kiedy mógł to zrobić, a dodatkowo doszła sprawa nieudzielenia przez niego pomocy poszkodowanemu. W tej sytuacji skierowaliśmy sprawę automatycznie do sądu, który otrzymał od nas wszystkie dowody, także nagranie - wyjaśnia Adam Szeląg, rzecznik KMP w Rzeszowie.

Dodaje, że zdaniem policjanta prowadzącego sprawę, jakość filmu jest zbyt słaba, aby się do niego odnieść.

- Sąd, który do tej pory rozpoznawał te materiały, nie zakwestionował ich wiarygodności. A jeśli uznałby, że rowerzysta złożył fałszywe zeznania, mógłby wyłączyć ten wątek do osobnego postępowania. Według nas, materiał potwierdza winę kierowcy, rowerzysta prosił o wezwanie karetki, kierowca tego nie zrobił, a miał taki obowiązek - tłumaczy Szeląg.

Na pytanie, dlaczego rowerzysta siadał na samochodzie, odpowiada, że nie wie, czy tak było. Nie chce sprawdzić tego na nagraniu, które chcemy mu pokazać.

- Ja nie jestem od oceniania, materiał dowodowy jest w sądzie. Zadaniem policji jest go zebrać i wysłać do sądu, a on go oceni - mówi Adam Szeląg.

Sprawa po odwołaniu pana Franciszka jest ciągle w sądzie.

Bartosz Gubernat

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.