Włodzimierz Knap

Przełom XIX i XX wieku, czyli wielka eksplozja Krakowa

Tramwaj konny był przełomem komunikacyjnym w mieście, ale szybko zaczęły go zastępować pojazdy napędzane elektrycznie Fot. fot. archiwum, Wikipedia (4) Tramwaj konny był przełomem komunikacyjnym w mieście, ale szybko zaczęły go zastępować pojazdy napędzane elektrycznie
Włodzimierz Knap

Przełom XIX i XX w. To był wyjątkowy, rewolucyjny okres w życiu miasta i jego mieszkańców. Oprowadza nas po nim prof. Łukasz Sroka z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, znawca tego okresu. Opowiada o tym, czym żyli jego ówcześni krakowianie, co było dla nich ważne, co zmieniało ich życie.

Druga połowa XIX i początek XX stulecia był czasem określanym mianem „wybuchu miast”. Również Kraków w tym okresie, a precyzyjnie mówiąc od 1866 r., gdy uzyskał prawo wybierania prezydenta i Rady Miasta, rósł i rozwijał się jak na drożdżach. - Upodabniał się, oczywiście na skalę swojej wielkości i potencjału, do Wiednia, Berlina, Londynu, Pragi czy Paryża -mówi prof. Łukasz Sroka z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, znakomity znawca m.in. dziejów Krakowa i Lwowa.

Budżet Krakowa nie odbiegał w swojej strukturze od najprężniej rozwijających się wtedy miast europejskich. - Łożono na wodociągi, oświetlenie, kanalizację, bezpieczeństwo -wylicza prof. Sroka. - Pojawienie się tramwajów i pierwszych automobilów wymusiło natomiast rozbudowę dróg, poprawę stanu ich jakości, podobnie jak chodników.

W ocenie historyka, krakowskich mieszczan od ich odpowiedników z Zachodu w sposób zasadniczy różniła w zasadzie tylko jedna sprawa. Niemal na co dzień i przy każdej okazji manifestowali swój patriotyzm. Prof. Sroka zwraca uwagę, że kiedy np. w Paryżu budowano nowy teatr, to zastanawiano się nad przyszłym repertuarem, czy ma być więcej dramatów czy komedii, jakich autorów wystawiać. W Krakowie zaś budowanie teatru było uzasadniane tym, że robi się to dla Polski, która, w co wierzono, wróci na mapę świata. Dyskutowano, jak aktor ma grać, by było to z pożytkiem dla Polski, jakie sztuki wystawiać, by służyły Polsce.

Gdyby nie przemysł...

Rozwój Krakowa nie byłby możliwy, gdyby nie gwałtowny napływ ludności z Galicji, a zwłaszcza z zachodniej jej części. Przybywali głównie ze wsi, a celem było zdobycie pracy w szybko rozwijającym się przemyśle. Poprzednio takie wewnętrzne migracje nie były możliwe, bo Kraków dopiero od lat 90. XIX w. stał się miastem przemysłowym; wcześniej fabryk stało w nim niewiele, a jeśli już, to zwykle małe. - Raptowne uprzemysłowienie miasta zmieniło jego charakter, ale też jego mieszkańców -podkreśla prof. Sroka.

Powstał swego rodzaju system naczyń połączonych. Robotnicy z jednej strony produkowali, z drugiej - byli chłonnymi konsumentami. Dlatego jak grzyby po deszczu powstawały piekarnie, zakłady rzemieślnicze, restauracje. - Tak jak gospodarkę III RP cały czas napędza konsumpcja wewnętrzna, tak też było w Krakowie na przełomie XIX i XX w. - twierdzi prof. Sroka. W jego ocenie, gdyby Kraków nie przeżył okresu uprzemysłowienia, czekałaby go trwała stagnacja, regres demograficzny i każdy inny. Jego kupcy, rzemieślnicy, przedsiębiorcy czy artyści, nie byliby w stanie sprostać konkurencji ze strony większych miast CK monarchii .

Wielki przełom

-W Krakowie tamtego czasu mieliśmy do czynienia również z innym fenomenem - mówi prof. Łukasz Sroka. - Był nim niezwykły napływ do miasta ludzi kreatywnych, pracowitych, zdeterminowanych, odważnych.

Historyk zwraca uwagę, że okres, gdy do Krakowa ściągali przybysze z różnych krajów, dawno minął. Miasto przestało być atrakcyjne nie tylko dla cudzoziemców, ale i pomysłowych, twórczych Polaków. W konsekwencji miasto dusiło się we własnym sosie, traciło twórcze siły. Zaradniejsi i zamożniejsi jego obywatele wyjeżdżali, głównie do Wiednia.

Wśród dziesiątek tysięcy przybyszy, którzy przybyli do Krakowa z prowincji, nie brakowało osób inteligentnych, twórczych. - To widać jak na dłoni w przypadku kolejnych prezydentów miasta, począwszy od Józefa Dietla, poprzez Mikołaja Zyblikiewicza, Ferdynanda Weigla, Feliksa Szlachtowskiego, Józefa Friedleina, po Juliusza Leo. Z nich tylko Friedlein urodził się w Krakowie - przypomina prof. Sroka. Przybysze zachłannie zdobywali wiedzę na temat miasta, jego przeszłości. Zapoczątkowali krakowianistykę, twórczo ją rozwijali i propagowali.

Niezwykli prezydenci

Kraków miał wielkie szczęście do swoich gospodarzy od 1866 do 1918 r. Żadnemu z nich nikt nawet nie zarzucił korupcji, prywaty, nieuczciwego wzbogacenia się na przetargach czy innego rodzaju zleceniach wykonywanych na rzecz miasta. Pod tym względem Kraków był niemal wyjątkiem w Europie, bo korupcja na szczytach władz samorządowych była ponad wiek temu problemem w wielu miastach europejskich równie poważnym jak dziś. Zapewne spory udział w tym, że krakowscy prezydenci byli ludźmi uczciwymi, miało prawo wyborcze.

By ubiegać się o wyższe posady, trzeba było zacząć od funkcji radnego. Do polityki szli zwykle ludzie dobrze sytuowani i wykształceni, cieszący się dobrą reputacją. Krakowski historyk przyznaje, że Warszawa miała podobnego włodarza, jakich cały pęczek miał Kraków. Był nim gen. Sokrates Starynkiewicz, prezydent Warszawy w latach 1875-1892, który miał dla niej program niemal identyczny z programem Dietla dla Krakowa. - Jak przeczytałem go, troszkę posmutniałem, bo wcześniej byłem przekonany o wyjątkowości krakowskich prezydentów - przyznaje prof. Sroka.

Koleją do wód

Miasto i jego mieszkańców głęboko zmieniła kolej. Doprowadziła do masowości ruchu turystycznego. - Głównie do wód, zarówno leczniczych, jak i nad morza, jeziora - mówi prof. Sroka. Zamożniejsza część mieszczan wyjeżdżała do Krynicy, Szczawnicy, ale i na Riverę. Wyjazdy do wód były częstym tematem rozmów. Lekarze przyjmowali pacjentów w miejscowościach turystycznych, do których sami wyjeżdżali. Przed ich gabinetami można było przeczytać np. „Adam Nowak, lekarz medycyny, ordynuje od 1 do 25 lipca w Krynicy”. Lekarze wychodzili z założenia, że w okresie wakacyjnym spora część ich klientów przebywa w kurortach. Podobnie zachowywali się przedstawiciele innych profesji, np. adwokaci.

Nowością był sport jako zjawisko masowe, uliczne, sprzyjające integracji. -W takiej postaci pojawił się na przełomie XIX i XX w. -mówi prof. Sroka. Cracovia, Juvenia, Wisła, Clepardia, kluby żydowskie: Jutrzenka, Makkabi - powstały w pierwszym dziesięcioleciu XX w.

Kraków rósł szybko. Rósł też pięknie

Mieszkańcy Krakowa na przełomie XIX i XX stulecia często rozmawiali o tym, że Kraków staje się coraz większy, piękniejszy. - A oświetlenie miasta i pojawienie się pięknych, reprezentacyjnych traktów ulicznych i w miarę równych chodników doprowadziło do zmiany obyczajów - twierdzi prof. Łukasz Sroka. Czymś normalnym stały się spacery po zmierzchu, co wcześniej było w znikomym stopniu praktykowane, bo groziło skręceniem nogi, utrtą mienia lub pobiciem.

Kraków zaczął żyć nocą. Coraz więcej było kawiarni, lodziarni, restauracji. Nie brakowało ludzi, zwłaszcza wśród reprezentantów wolnych zawodów, którzy przesiadywali w nich przez całe dnie, do późnych godzin nocnych. Ale też nie brakowało krytyków tego rodzaju zachowań. Jednak wspólne wyjścia na lody czy ciastka integrowały rodziny. W kawiarniach i restauracjach pojawiły się stojaki na prasę. Właściciele lokali rozumieli, że jak ktoś wciągnie się w lekturę, to zamówi jedną, potem drugą kawę, coś do jedzenia...

- Rewolucję przyniosły w Krakowie tramwaje. W 1882 r. ruszyła pierwsza linia tramwaju konnego, a w 1901 r. pojawiły się elektryczne - przypomina prof. Sroka. - Tramwaje ułatwiły krakowianom życie. Dzięki nim Kraków zaczął żyć życiem przypominającym obecne czasy. Miasto szybko się integrowało. Pojawienie się tramwajów nałożyło się na szybki rozrost miasta.

Elektryczność była zresztą tu używana wcześniej. Gdy w 1880 r. do Krakowa przyjechał Franciszek Józef, przywitano go iluminacją elektrycznych lamp łukowych. W 1885 r. prąd był już w magistracie krakowskim, a potem i w wielu mieszkaniach.

Prof. Sroka podkreśla, że Kraków od innych polskich miast, i to ze wszystkich zaborów, wyróżniało to, że przykładano w nim wielką wagę do edukacji na każdym poziomie: - Szkolnictwo stało się częstym tematem rozmów krakowian. Byli oni dumni ze swoich szkół wyższych, na czele z UJ. Nasi przodkowie sporo rozmawiali też na temat renowacji zabytków, bo były zaniedbane. Po odnowieniu przychodzili je oglądać nie tylko krakowianie, ale i turyści.

Kraków przełomu wieków mocno żył też kulturą. Po wystawieniu „Wesela” w Teatrze Słowackiego widzowie przed teatrem do rana dyskutowali o sztuce, kładąc nacisk ma wątek patriotyczny.

Problemy

Ich nie brakowało. Do nich należało bezrobocie. Przed epoką uprzemysłowienia upadek małego zakładu nie powodował istotnych konsekwencji. Ale od schyłku XIX w. w mieście były duże fabryki, których upadek skutkował tym, że bez pracy zostawały nawet tysiące ludzi. Policja sporo kłopotów miała ze światem przestępczym, a także z ludźmi, którzy stali się marginesem społecznym, bo nie byli w stanie poradzić sobie w życiu. -Z czasem coraz bardziej kłuła w oczy prostytucja - mówi prof. Sroka.

Zwraca przy tym uwagę na zjawisko, które opisała Gabriela Zapolska w „Moralności pani Dulskiej”. Chodzi o służące, które nierzadko mężom zastępowały żony w łóżku, ale nie tylko w nim. Sporo wówczas plotkowano o tym, który pan domu utrzymuje bliskie stosunki z gosposią. Konsekwencje jednak tego rodzaju romansów, często były smutne, a nawet tragiczne. Ciąża służących powodowała, że nierzadko dziewczyna zostawała sama z dzieckiem. Na swoją wieś nie wracała z lęku przed infamią, a w Krakowie nie było jej łatwo, bo samotnych matek nie obejmowały ubezpieczenia społeczne, albo co najwyżej w minimalnym zakresie.

Blisko jedną trzecią część mieszkańców Krakowa stanowili Żydzi. Oni zadawali sobie pytanie: zostać czy wyjechać do Jerozolimy? Żyli tą sprawą. I część wyjeżdżała do Palestyny. Przełom wieków był czasem rozkwitu ruchu syjonistycznego. Do Krakowa przyjeżdżali czołowi jego przedstawiciele. W mieście działał rabin Ozjasz Thon. Powadzona przez niego synagoga Tempel była jednym z centrum ruchu syjonistycznego.

- Rewolucyjne zmiany w życiu miasta przyniosły wodociągi - podkreśla prof. Sroka. Zanim woda zaczęła płynąć rurami, krakowianie czerpali ją z różnych źródeł, w tym ze studni. Z badań prowadzonych wtedy wynikało, że wszystkie były zanieczyszczone, niekiedy przekraczając normy o kilkaset razy. - Do momentu powstania wodociągów i rozbudowy ich sieci mieszkańcy Krakowa pili wodę brudną, niezdrową, ohydną - twierdzi prof. Sroka. Zauważa przy tym, że spora część mieszkańców miasta do mycia się, mówiąc delikatnie, nie przywiązywała wagi. Ale to był problem całej Europy, w tym jej elit, łącznie z profesorami medycyny. - Wyjątkiem byli Żydzi - mówi historyk. - Oni w Krakowie żyli w najgorszych warunkach, gdy idzie o infrastrukturę, ale z moich badań wynika, że średnia ich życia na przełomie stuleci była wyższa niż Polaków. W dużej mierze dlatego, że religia zmuszała ich do mycia rąk przed każdym posiłkiem. I przestrzegali tego nakazu, chroniąc swoje zdrowie przy okazji. Na drugim biegunie stała część księży katolickich, a szczególnie ks. Piksa, którzy straszyli, że wodociągi są dziełem szatana. Jako jego dzieło niektórzy odbierali też działalność prof. Odona Bujwida, bakteriologa, pioniera higieny, który propagował szczepienia.

WIDEO: Co Ty wiesz o Krakowie? - odcinek 7

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto

Włodzimierz Knap

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

cba

Jak taki kon mogl uciagnac wagon pelen ludzi ???

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.