Prokuratura przyjrzy się fabryce Intersilesia McBride w Strzelcach Opolskich

Czytaj dalej
Fot. Radosław Dimitrow
Radosław Dimitrow

Prokuratura przyjrzy się fabryce Intersilesia McBride w Strzelcach Opolskich

Radosław Dimitrow

Transportowy Dozór Techniczny odkrył, że Intersilesia McBride rozładowywała cysterny z groźnymi substancjami nie mając na to pozwoleń.

Sprawa dotyczy jednego z największych zakładów pracy w powiecie strzeleckim, który zatrudnia około pół tysiąca pracowników. W fabryce w Strzelcach Opolskich Intersilesia McBride zajmuje się produkcją różnego rodzaju środków czystości: od mydeł w płynie i szamponów, przez środki do mycia szyb i proszki do szorowania, po żrące płyny do dezynfekcji toalet.

Pod tym względem jest prawdziwym potentatem - firma produkuje środki nie tylko pod własnym szyldem, ale także jako tzw. marki własne, które można kupić m.in. w marketach Biedronki, Kauflandu, Lidla i Tesco. Sprzedaje produkty zarówno w Polsce jak i za granicą, m.in. na Słowacji, Węgrzech, w Czechach, Niemczech i Rumunii.

By zapewnić ciągłość produkcji do zakładu regularnie dostarczane są różne substancje - często niebezpieczne. Spora część z nich dostarczana jest cysternami, których zbiorniki opróżniane są przy specjalnych stanowiskach. Warunkami w jakich się to odbywa zainteresował się niedawno Transportowy Dozór Techniczny - państwowy urząd, który nadzoruje bezpieczeństwo różnych sprzętów i instalacji.

To co odkryli inspektorzy TDT wprawiło ich w osłupienie. Okazało się, że firma użytkowała jedno ze stanowisk bez aktualnych badań. Drugie stanowisko do opróżniania cystern działało natomiast nielegalnie, bo w ogóle nie było zarejestrowane w TDT.

- W tej sytuacji sporządzono protokół z badania i wystawiono decyzję wstrzymującą eksploatację stanowiska do rozładunku cystern - mówi Antoni Mielniczuk, rzecznik prasowy Transportowego Dozoru Technicznego. - W wyniku podjętych czynności, zostanie złożone do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Przepisy o dozorze technicznym w kwestii rozładunku cystern są rygorystyczne. Nakazują szczegółową kontrolę nad takimi urządzeniami, bo nawet drobna awaria może spowodować zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi - nie tylko pracowników, ale także okolicznych mieszkańców.

W tym przypadku pikanterii sprawie dodaje fakt, że firma rozładowywała cysterny z różnymi substancjami w bliskim sąsiedztwie domów i kamienic. Sprawą zainteresowała się także Państwowa Inspekcja Pracy w Opolu.

Za nielegalne użytkowanie urządzeń do opróżniania cystern przepisy przewidują karę grzywny, której wysokość ustala sąd lub ograniczenia wolności. Zawiadomienie złożone przez TDT dotyczyło firmy. Prokuratura będzie natomiast musiała ustalić kto dokładnie w fabryce odpowiadał za stan urządzeń.

Wczoraj redakcja nto zwróciła się do kierownictwa Intersilesii z prośbą o wyjaśnienie. Dowiedzieliśmy się, że pani dyrektor była jednak zbyt zajęta. Odpowiedź na pytania ma przesłać w tym tygodniu.

O sprawie kategorycznie nie chciał natomiast rozmawiać były prezes Intersilesii McBride, który kierował firmą do 26 września br.

- Nie chciałbym zajmować stanowiska w tej sprawie, bo nie odpowiadam już z tę firmę - stwierdził.

Obecnie firma zalegalizowała już jedno ze stanowisk do opróżniania cystern. Niezależnie od tego sprawą nieprawidłowości zainteresowała się Państwowa Inspekcja Pracy w Opolu.

- Kontrola już trwa - informuje Monika Krawczyk, zastępca okręgowego inspektora pracy. - Obecnie sprawdzamy bezpieczeństwo pracowników nie tylko na stanowisku do opróżniania cystern, ale w całym zakładzie.

To nie pierwsze kłopoty Intersilesii McBride w Strzelcach Opolskich. W czerwcu 2008 r. w zakładzie zginął 19-letni Łukasz - pracownik sezonowy, który został zmiażdżony przez maszynę do odlewania butelek. Do wypadku doszło po tym, jak maszyna się zacięła. Chłopak otworzył drzwiczki i wszedł do środka by usunąć problem - myślał, że mechanizm stoi. Tymczasem urządzenie niespodziewanie ruszyło i nikt nie był w stanie pomóc 19-latkowi.

Jak ustaliła strzelecka prokuratura, do wypadku przyczynił się brak zabezpieczeń, które wcześniej wymontował zakładowy mechanik. W 2012 r. sąd skazał go na karę 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu. Wyroki usłyszeli także dwaj inni pracownicy - jeden był kierownikiem, a drugi odpowiadał za zacieranie śladów po wypadku.

Radosław Dimitrow

Staram się być wszędzie tam, gdzie dzieje się coś ważnego. Zajmują się sprawami, które są istotne dla mieszkańców. Patrzę władzy na ręce. Jeśli jest coś, o czym powinienem widzieć, to dzwoń lub pisz.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.