Prof. Jan Pamuła. Geometria porządkująca rzeczywistość

Czytaj dalej
Fot. Konrad Kozlowski/Polskapress
Anna Piątkowska

Prof. Jan Pamuła. Geometria porządkująca rzeczywistość

Anna Piątkowska

Do 11 września potrwa w muzeum Manggha wystawa prac prof. Jana Pamuły, laureata Grand Prix d’Honneur Międzynarodowego Treinnale Grafiki w Krakowie 2021. Wystawa prezentuje przekrój pół wieku twórczości jednego z najwybitniejszych polskich grafików, związanego z Krakowem. - Nasza rzeczywistość jest tak nieuporządkowana i dramatyczna, że zapragnąłem ją jakoś ułożyć - mówi o swoich pracach artysta.

„Continuum” to zapis artystycznej drogi, jaką przeszedł pan w ciągu pół wieku działalności twórczej. Obok charakterystycznych abstrakcyjnych grafik, które kojarzone są z Pana nazwiskiem, znalazły się także wczesne obrazy.
Pani kurator wystawy Monika Wanyura- Kurosad dokonała ostrej i dobrej selekcji moich prac. Znalazły się tu te bardzo wczesne, jeszcze przedstawiające, trochę mistyczne; są cykle grafik, o których pani wspomniała, wśród nich także najnowsza, którą na wystawie pokazuję po raz pierwszy. Najwięcej jest prac z ostatnich lat – to są moje eksperymenty graficzne, lightboxy, a także „obrazy drukowane”. Nie znalazły się natomiast na tej wystawie najwcześniejsze, realistyczne obrazy z okresu studiów.

Niektórym grafikom towarzyszy muzyka, pomysł przełożenia obrazu na dźwięk nie jest nowy, ale tego typu realizacje zawsze bardzo pobudzają wyobraźnię.
Podjęliśmy taki eksperyment. Mateusz Bednarz zrealizował animacje według moich grafik. Zilustrował także dwie z nich muzycznie. Do dwóch animacji pt. „Continuum” warstwę dźwiękową stworzył Mateusz Bień – adekwatnie przetwarzając obraz wizualny na dźwiękowy.

Pozostańmy przy słowie eksperyment, czy dla artysty oryginalność wiąże się z eksperymentem? Czy dlatego dziś artyści tak chętnie realizują np. performensy? Pan zaczynał od realistycznych obrazów, jednak od dawna wyrazem twórczej ekspresji są abstrakcje.
Na pewno nie chodzi o eksperymenty dla eksperymentów. Uważam, że to szlachetne i wspaniałe, gdy ktoś w tradycyjny sposób tworzy grafiki i doskonali tę formę obrazu, choć ja sam korzystam z aktualnych możliwości technicznych, żeby nie zatrzymywać się w jednym miejscu. Z grafiką zresztą zawsze tak było, że artyści korzystali z najprzeróżniejszych form druku w miarę jego rozwoju, bazując na odkryciach, używali ich do działalności czysto artystycznej. Tak się dzieje od czasów Gutenberga. Na przykład litografia służyła do druku ilustracji, podobnie było z resztą wcześniej z drzeworytem i innymi technikami, które z czasem, w rękach twórców stawały się formą druku artystycznego. Zanim grafika stała się sztuką samą w sobie, służyła także do tworzenia reprodukcji obrazów (np. w formie sztychów). Jeśli chodzi o moje prace, najnowszym eksperymentem są lightboxy, czyli podświetlane grafiki. Możliwości techniczne pozwalają wydrukować grafikę na folii i ją podświetlić. Na tej wystawie znalazły się także obrazy drukowane - to coś pośredniego między obrazem a grafiką, czyli drukiem.

Drukowany obraz… Technika nie ma znaczenia?
Niekoniecznie. Sama technika wykonania obrazu graficznego może być czasem wtórna, ale może zawierać ważną myśl – ta zawsze jest najważniejsza. Grafika jest o tyle wspaniała, że można ją powielać. W przypadku wielkich artystów, takich jak Marc Chagall, Salvador Dali powstały ogromne nakłady grafik, które rozprowadzały muzea i galerie. Grafika służy więc także popularyzacji sztuki, nie jest tak droga jak malarstwo. Jest ważną dziedziną dla kolekcjonerów, historyków sztuki itp.

Wracając do eksperymentu, zainteresowanie abstrakcją to wynik eksperymentów?
Starałem się zrozumieć to, co mnie interesuje. Zainteresowanie grafiką pojawiło się samo, jest efektem mojej pracy. Musiałem zmienić sam siebie - bo nie uprawiam czegoś tylko dla ciekawostki, pokazania eksperymentu - i tak doszedłem do działań abstrakcyjnych, nie lubiąc abstrakcji. Musiałem najpierw zobaczyć inny świat. Stało się to poprzez kilku wspaniałych myślicieli, których dzieła czytałem, szczególnie Emanuela Swedenborga, szwedzkiego naukowca i mistyka, który sam uległ przemianie, stając się z człowieka nauki - bardzo ścisłego, solidnego - mistykiem. Profesor Antoni Kępiński, wspaniały psychiatra, napisał o nim, że to taki „angelikański umysł”, anielski. Zachwyciły mnie jego dzieła, w których pięknie ułożył cały wszechświat, stworzył porządek idealny, w którym znalazła się całość świata duchowego i materialnego. Swedenborg opisuje ten porządek w takich pracach jak „Niebo i piekło”, „Boża miłość i mądrość”, „Arkana niebiańskie”. Można jego dzieła przyjmować z wiarą, można je negować, ale pomyślałem o doskonałej całości, którą buduje. Zacząłem tworzyć systemy geometryczne porządkując rzeczywistość.

Przełożył pan zatem filozofię Swedenborga na obraz?
Tak właśnie pojawiły się prace geometryczne, bo w nich chodzi głównie o porządek, o jakiś ład, sens. Nasza rzeczywistość jest tak nieuporządkowana i dramatyczna, że zapragnąłem ją jakoś ułożyć. Takie odczucie miałem zwłaszcza wtedy, kiedy zaczynałem tego rodzaju prace tworzyć, na początku lat 70. Wtedy było u nas naprawdę strasznie, jeden wielki chaos. Pamiętam, kiedyś szliśmy z Jackiem Gajem (grafik, rysownik, profesor Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie - przyp. red.) chodnikiem i co kawałek płyty chodnikowe były rozbite, niektóre wystawały niemal pionowo. Jacek Gaj się zachwycił, mówi: Patrz, jakie to piękne. On lubił takie nastroje, ale ja powiedziałem: Jacku, to trzeba wymienić, ułożyć, żeby nikt się nie zabił.

Powiedział pan, że geometria porządkuje. Jednak każda twórczość to przecież także emocje. Czy emocje i geometryczne formy to nie jest sprzeczność, podobnie jak czucie i wiara kontra mędrca szkiełko i oko?
Chciałem, żeby te prace, nie oddziaływały tylko na oko, tak jak bywa to w op-arcie, a na intelekt i emocje. Z czasem zacząłem wykorzystywać efekty świetlne, podobne jak w witrażach. Kiedy zacząłem robić pierwsze prace geometryczne komputerowe, chciałem zrobić coś takiego, co wyglądałoby jak „zepsuty” Vasarely, żeby elementy nie były równe - wszyscy mówią o moich pracach, że są tam kwadraty, ale tam nie ma ani jednego kwadratu, są prostokąty.

Same prostokąty. Pana grafiki to płaszczyzny podzielone na prostokąty. To właśnie jest ten uporządkowany obraz świata?
Dzielę płaszczyznę na różne prostokąty – żaden się nie powtarza, jeden jest większy, inny mniejszy. Uznałem to za swój cel – podzielić pole obrazu na prostokąty, z których żaden się nie powtórzy. To sens mojej pracy, wyzwanie. Na przykład według matematyka Hugo Steinhausa jest tylko jedna możliwość podziału kwadratu na różne wielkością kwadraty bez reszty. Dziś niektórzy matematycy kwestionują to twierdzenie. Jest w tym jednak wielka przenośnia - podział, podobny do podziału komórki. To jest abstrakcja, ale odnosi się do praw życia. Kiedy po raz pierwszy pokazałem te prace na wystawie, profesor Paweł Taranczewski, który jest artystą i filozofem porównał je z aktem kreacji, najpierw światło od ciemności - na pół, potem jeszcze na pół: niebo i ziemię, itd. Kiedy następuje zapłodnienie, w komórce dokonuje się taki sam podział. Ta idea podziału odzwierciedla się w myśli, że - teoretycznie - nie ma dwóch takich samych elementów. Bardzo mnie to zbudowało, że ta moja praca niesie jakiś głębszy sens, jakąś metaforyczną wiedzę o świecie.

Sztuka zawsze w jakiś sposób opowiada rzeczywistości przefiltrowanej przez artystę. Kiedy stajemy przed abstrakcją, często czujemy się zakłopotani, nie potrafimy znaleźć klucza.
Tak, to zawsze jest opisanie świata tylko na jakimś innym poziomie rzeczywistości. W moich pracach jest duży poziom abstrakcji, ale wierzę, że coś jednak mówią o świecie.

Dziś tworzenie takich grafik ułatwiają programy komputerowe. Jak wyglądała praca, kiedy zaczynał pan pod koniec lat 70.?
Dziś używam gotowych programów, ale kiedyś wymagało to współpracy programisty. Kiedy zaczynałem w 1980 roku nie było ani programów graficznych, ani nawet komputerów ogólnodostępnych. Byłem wówczas w paryskim Centre Pompidou, dostałem możliwość korzystania z komputera przez trzy godziny tygodniowo. Informatycy mieli mi napisać specjalny program, dzięki któremu mógłbym realizować tego rodzaju grafiki. Kiedy opowiedziałem informatykowi o tym, że chcę dzielić płaszczyznę na nierówne, coraz mniejsze prostokąty, które się nie powtórzą, od razu usłyszałem, że się nie da. Jakoś się udało. To była żmudna praca - najpierw najprostszy podział na pół w pionie i w poziomie, a potem dużo drobnych elementów. Program był oparty na generatorze liczb losowych.

W latach 80, w Polsce można było takie prace na komputerze realizować?
Na początku lat 80. nie. Niedługo po tym, jak wróciłem do Polski wprowadzono stan wojenny i moje komputerowe eksperymenty się skończyły. Zacząłem wówczas malować obrazy w oparciu o wykonane wcześniej, komputerowe rysunki. Jednak proces malowania trwał bardzo długo, bo jeśli mamy na przykład podział pola na 4 do 5 potęgi to już są 1024 elementy – żaden się nie powtarza. Zajmowało mi to nieraz kilka miesięcy, nawet jak się spieszyłem.

Wspomniał pan o obrazach drukowanych.
To obrazy, które nie są malarstwem, ani grafiką. Ale są niezwykle perfekcyjne.

Wyobraża pan sobie „Damę z gronostajem” wydrukowaną w muzeum? Każdy z nas widział ją w druku, a i tak tłumy chcą zobaczyć na żywo. Zresztą w niedoskonałości i unikatowości dostrzegamy przecież rodzaj piękna.
Kiedyś odwiedził mnie w pracowni szef firmy, w której drukuję te obrazy – przywiózł 20 wydrukowanych prac – spojrzał na obrazy malowane ręcznie i powiedział: to jest to. Tak, to co niedoskonałe jest unikatowe.

Przygotowując się do tworzenia grafiki prowadzi pan notatki, plany, które przypominają recepturę, równanie. Wszystko to wygląda na ciężką pracę.
To jest twarde myślenie plastyczne, praca nad formą. Żeby zrozumieć formę, uchwycić rzeczywistość i później to namalować, muszę prowadzić notatki. Całe życie je prowadzę. Rysuję i piszę. Mam całe teki rysunków, do których zaglądam, poprawiam, bo może być jeszcze lepsze rozwiązanie. To jest takie myślenie jak na przykład u Delacroix o kolorze. Coś mu się udało zmieszać, uzyskać ciekawe zestawienie barw, wieszał te próbki na belce w pracowni i potem malował obraz używając tych barwnych palet.

Wspominał pan o tych nowych narzędziach, które graficy wykorzystują. Rozmawiamy przy okazji Triennale Grafiki, w jakim kierunku zmierza grafika? Czym fascynują się młodzi?
Wymienię bardzo ciekawe prace Japonki Iku Hidaka, laureatki Grand Prix Triennale Grafiki, wykonane za pomocą drukarki 3D. Dzisiejsza grafika idzie w różnych kierunkach, ale nowe media są w niej obecne bardzo silnie. To jest to, o czym wspominałem, że grafika wykorzystuje bardzo chętnie nowe narzędzia.

A jak to się dzieje, że akurat ten artysta, a nie inny staje się popularny, ceniony, zauważany?
Wiele elementów się na to się składa. Nie raz bywałem w jury konkursów i wiem, że to jest bardzo ciężka praca, kiedy pojawia się wielu wspaniałych artystów a trzeba wybrać jednego. Obrady bywają czasem bardzo burzliwe, czasem to jest walka różnych opcji estetycznych. Podobnie jest z wyborem prac na wystawy. A to się jakoś przecież przekłada na rozpoznawalność artystów. W czasie takich wyborów decydujące bywa to, co ktoś doda nowego od siebie, jakąś nową wartość do tego co już istnieje. W ostatnich latach cenione bywa np. zaangażowanie społeczne twórców.

Zapytam jeszcze o młodych artystów. Pandemia pokazała, że bez mecenasów i uregulowania statusu artysty trudno funkcjonować.
Bardzo by się przydała ustawa regulująca zawód artysty. Niewielka część artystów jest ulokowana w uczelniach, szkołach plastycznych i instytucjach. Pandemia pokazała, że w tak wyjątkowych warunkach artyści znaleźli się w niebywale trudnej sytuacji. Ważna jest też instytucja mecenatu – tak zawsze było, najwięksi twórcy byli wspierani przez mecenasów. Mamy dziś naprawdę wspaniałych kolekcjonerów, którzy angażują się w sztukę współczesną. W Krakowie mamy dużo dobrych galerii, coś się w tej kwestii ruszyło, ale to wciąż za mało. Potrzebne jest wsparcie, zanim rynek sztuki w Polsce okrzepnie.

Prof. Jan Pamuła – grafik, w latach 2002-2008 rektor krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Specjalizuje się w grafice, w tym komputerowej. W swoim dorobku ma ponad 50 wystaw indywidualnych krajowych i zagranicznych, a także udział w licznych wystawach zbiorowych. Jego prace znajdują się w zbiorach m.in. Muzeum Narodowego w warszawie, Muzeum Narodowego w Krakowie, Muzeum Wiktorii i Alberta w Londynie, Albertina w Wiedniu.

Wystawa „Continuum” dostępna jest w muzeum Manggha do 11 września 2021.

Anna Piątkowska

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Pro Media Sp. z o.o.