Preliminaria polsko-bolszewickich działań wojennych w roku 1920

Czytaj dalej
dr hab. Jerzy Kirszak IPN Wrocław

Preliminaria polsko-bolszewickich działań wojennych w roku 1920

dr hab. Jerzy Kirszak IPN Wrocław

Wojna Polski z bolszewicką Rosją, pierwsza, i zarazem ostatnia, od czasów króla Jana III Sobieskiego wygrana militarnie przez Rzeczpospolitą, wciąż budzi spore zainteresowanie. Nie powinno to dziwić, wszak konflikt ten był wydarzeniem o kapitalnym znaczeniu dla współczesnych dziejów Europy.

Jednakże mimo tego, że dysponujemy pokaźną literaturą, tak naukową jak i popularyzatorską, mimo nakręconych kilku bardziej lub mniej udanych filmów, powszechna wiedza o wojnie sprzed wieku jest raczej mizerna. Owszem, o Bitwie Warszawskiej, niefortunnie zwanej Cudem nad Wisłą, słyszał pewnie każdy Polak, ale już o genezie konfliktu i jak to się stało, że bolszewicy doszli aż pod Warszawę, odpowiedzieć nie jest tak prosto. Podobną trudność może sprawić odpowiedź na pytanie: kto zaczął?

Warto zatem przybliżyć ten problem, szczególnie teraz w jubileuszowym roku 100-lecia polskiego zwycięstwa.

***

Na przełomie 1919 i 1920 roku z chwilą osiągnięcia przez bolszewików ostatecznej przewagi w walkach wewnętrznych w Rosji decydujące starcie z odradzającą się Polską wydawało się przesądzone. Wprawdzie strona bolszewicka 22 grudnia 1919 roku wystąpiła z oficjalną propozycją pokojową zawartą w nocie ludowego komisarza spraw zagranicznych Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej Gieorgija Cziczerina, ponowioną 28 stycznia 1920 roku, jednak propozycje te nie były szczere. Bowiem, jak wynika z ustaleń prof. Grzegorza Nowika, który wykorzystał źródła polskiego radiowywiadu, decyzja władz bolszewickich o ataku na Polskę zapadła jeszcze pod koniec 1919 r. Sztabowym opracowaniem tej decyzji był referat szefa Oddziału Operacyjnego Sztabu Polowego Rewolucyjnej Rady Wojskowej Republiki Borysa Szaposznikowa (byłego pułkownika Sztabu Generalnego armii rosyjskiej) o nieuchronności konfliktu sowiecko-polskiego. Referat ten 27 stycznia 1920 roku przedstawił naczelny dowódca Armii Czerwonej Siergiej Kamieniew (również były carski pułkownik Sztabu Generalnego) przewodniczącemu Rewolucyjnej Rady Wojskowej Republiki Lwu Trockiemu. W dokumencie tym Szaposznikow pisał m.in.: „Największą terytorialnie i najsilniejszą duchem odradzającego się narodu [spośród państw graniczących z Rosją bolszewicką – J.K.], dążącą poprzez stworzenie poważnej swą liczebnością armii do zabezpieczenia swego istnienia – jest Polska. Podniecana przez ententę, z przyrodzonym »honorem« i rozwijającym się szowinizmem, dzięki swoim łatwym zwycięstwom nad naszymi słabymi liczebnie oddziałami, Polska najwidoczniej z wielką ochotą weźmie na siebie rolę mesjasza na Wschodzie, pragnąc stać się trzonem ententy. [...] Sytuacja wojskowo-polityczna zdecydowanie stawia Polskę w szeregu naszych otwartych wrogów”.

W dalszej części referatu Szaposznikow postulował skupienie sił przeciwko głównemu wrogowi, czyli Polsce, i przeprowadzenie zdecydowanych, energicznych uderzeń celem wyrwania przeciwnikowi strategicznej inicjatywy i zmuszenia go do przejścia do obrony. Główne uderzenie miało być przeprowadzone na odcinku Dryssa – Połock – Lepel w kierunku południowo-zachodnim siłami dziewiętnastu dywizji strzeleckich i pięciu dywizji jazdy, liczącymi łącznie ok. 190 tys. żołnierzy.

14 lutego 1920 roku ludowy komisarz spraw zagranicznych Gieorgij Cziczerin przedstawił w sekretariacie Komitetu Centralnego Rosyjskiej Partii Komunistycznej notatkę, w której jasno już wypowiedział się w sprawie rozstrzygających działań przeciwko Polsce. Zaznaczył przy tym, że: „Jeśli będzie wojna, to absolutnie konieczne jest, aby cała wina za to spadła na rząd polski. Jest to absolutnie konieczne już choćby dlatego, aby oddziaływać w określony sposób na psychikę niezdecydowanych elementów w Polsce, a także na nasze masy społeczne”.

W tym miejscu wypada podkreślić, że w owym punkcie polityka sowiecka odniosła całkowity sukces. Teza o polskiej odpowiedzialności za wojnę 1920 roku obowiązuje bowiem w historiografii rosyjskiej, przeważa w zachodniej, zdarza się, niestety, także w pracach polskich historyków. Na przykład w wydanej w 2000 roku w Moskwie edycji protokołów zebrań Rewolucyjnej Rady Wojskowej Republiki, w opracowanych współcześnie przez redakcję komentarzach, podano, że wojna polsko-sowiecka zaczęła się z chwilą rozpoczęcia polskiej ofensywy na Ukrainie 25 kwietnia 1920 roku.

Tymczasem jeszcze tego samego dnia, tj. 14 lutego 1920 roku, komisarz spraw zagranicznych w notatce przeznaczonej dla najwyższych dygnitarzy sowieckich (w tym Józefa Stalina) informował, że już nie politycy, lecz wojskowi powinni zadecydować, czy rozstrzygające uderzenie na Polskę nastąpi ze Smoleńszczyzny czy z Ukrainy. W sowieckich realiach oznaczało to, że polityczna decyzja zapadła i pozostawało już tylko jej wykonanie.

Znacznie bardziej dosadni i niecierpliwi byli komisarze armii sowieckich będących w bezpośrednim kontakcie z wojskami polskimi. I tak komisarz XII Armii Nikołaj Murałow w telegramie do dowództwa Frontu Południowo-Zachodniego z 6 marca 1920 roku pisał: „Zanim będziemy z nimi [tj. Polakami] prowadzić rozmowy pokojowe, trzeba im dać po mordzie”.

Kompromis okazał się więc niemożliwy i obie strony zaczęły intensywne przygotowania do decydującego starcia. Armia Czerwona mogła liczyć na rekrutację z ponad 100-milionowej ludności zamieszkującej tereny europejskiej Rosji, zaś baza rekrutacyjna Wojska Polskiego opierała się na 27 milionach mieszkańców dopiero co odradzającego się państwa. Już sama ta dysproporcja wskazywała, że stan liczebny wojsk polskich będzie znacznie niższy od stanów wojsk bolszewickich. Zatem w wojskowym interesie Polski należało zyskać sojusznika, który mógłby odciążyć Rzeczpospolitą w walce z Sowietami. Z tego powodu Józef Piłsudski postawił na Ukrainę i zawarł z jej przywódcą Symonem Petlurą układ, na mocy którego sprzymierzone wojska miały pobić Armię Czerwoną i wyzwolić od bolszewików Ukrainę.

Oddziały polskie i ukraińskie wkroczyły do Kijowa 7 i 8 maja 1920 roku. Bolszewicy zostali wprawdzie pobici i odrzuceni, jednakże to nie z Ukrainy, tylko z Białorusi miało wyjść ich decydujące uderzenie. Tam też zgrupowali swoje główne siły, które rozpoczęły ofensywę i doszły niemal do samej Warszawy. Dopiero tam, i później jeszcze nad Niemnem, bolszewicy ponieśli ostateczną klęskę.

https://ipn.gov.pl/pl

dr hab. Jerzy Kirszak IPN Wrocław

plus.nto.pl

obniżka -50% na Czarny Weekend

30-dniowy dostęp do NTO online

20,00 40,00

Czarny weekend trwa! Do 29.11 kup prenumeratę cyfrową za połowę ceny i ciesz się dostępem do aktualnego wydania gazety bez wychodzenia z domu.

Kup teraz

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Pro Media Sp. z o.o.