Pożar tartaku w Szybowicach. W godzinę stracili wszystko

Czytaj dalej
Fot. Archiwum
Krzysztof Strauchmann

Pożar tartaku w Szybowicach. W godzinę stracili wszystko

Krzysztof Strauchmann

Straty po pożarze domu i rodzinnej firmy w Szybowicach przekraczają 2 mln złotych. Pogorzelcy nie zdążyli nawet wynieść z mieszkania ubrań, telefonów czy dokumentów.

- Serce pęka, gdy się patrzy jak ogień trawi dorobek 30 lat ciężkiej pracy całej rodziny. Nie potrafię tego opisać. Nawet zdjęć nie zdążyłam wynieść z domu, żeby pokazać co tu było - Ewa Wysocka z Szybowic nie potrafi ukryć łez, choć po pożarze jej domu i zakładu minęły dwa dni. - Uprzątnięcie tego wielkiego pogorzeliska będzie kosztować dużo pieniędzy.

Ogień wybuchł w hali nieczynnego wtedy zakładu stolarskiego. Rodzina Wysockich była akurat w domu, 40 metrów dalej. Wezwali straż i sami poszli gasić. Nie spodziewali się, że godzinę później z ich mieszkania nie będzie co wynosić. Silny wiatr w mgnieniu oka przenosił ogień na kolejne drewniane zabudowania.

- Nasza straż przyjechała bardzo szybko, za co jesteśmy bardzo wdzięczni chłopakom - opowiada Ewa Wysocka. - Ogień szybko przeniósł się na biuro zakładu. Strażacy ugasili ten ogień. Razem z ludźmi ze wsi zaczęliśmy wynosić z biura dokumenty firmowe, faktury, zamówienia od klientów, komputery. Po chwili okazało się, że w hydrancie zabrakło wody, a w autach już wszystko zużyto. Zanim dojechały następne jednostki biuro zaczęło się palić znów. Od niego poszyły kolejne budynki. Druga hala produkcyjna spaliła się z maszynami, zapasami materiału i z gotowymi wyrobami. Straciliśmy wszystko, co było cenne. Z domu nie zdążyliśmy wynieść nic.

Spaliły się im nawet telefony komórkowe, a rodzina nie może się ze sobą komunikować. Dokumentów z biura nie ma gdzie wysuszyć i sprawdzić, co zostało. W rodzinnej firmie produkującej meble dziecięce pracowało 10 osób.

- Jeszcze nie zastanawialiśmy się z mężem, jak odbudować firmę - mówi Ewa Wysocka. - Pewnie teraz czeka na spór z ubezpieczalniami o wysokość odszkodowania. Jeszcze policja prowadzi dochodzenie. Jeszcze niczego nie możemy ruszyć na pogorzelisku, zanim nie przyjadą z firmy ubezpieczeniowej. Ale chyba spróbujemy jeszcze raz to wszystko odbudować.

Burmistrz Prudnika obiecał rodzinie mieszkanie zastępcze. Ktoś życzliwy przywiózł przyczepę kempingową, żeby się mieli gdzie schować na miejscu. Rodzina Wysockich zaapelowała też o wsparcie finansowe, którą można przekazywać na konto bankowe nr 39 2490 0005 0000 4000 9784 5470. We wsi są znani z tego, że sami pomagali.

- Z każdej pomocy chętnie skorzystamy - mówi pani Ewa.

Morze ognia

Pożar w Szybowicach wraz z dogaszaniem trwał prawie 24 godziny. Ogień zauważono w sobotę 5 sierpnia o 16.20. W akcji uczestniczyło 84 strażaków zawodowych i ochotników z trzech powiatów. Ogień objął powierzchnię 8 tys. m kw. Spłonęły zabudowania zakładu stolarskiego i dom mieszkalny, a do tego 1,2 hektara sąsiednich pól z pszenicą i kukurydzą. Wezwano do pomocy samolot gaśniczy. Dromader zrzucił na płonący budynek 2,5 tys. litrów wody. Na szczęście nikt nie ucierpiał.

Wczoraj Prokuratura Rejonowa w Prudniku wszczęła śledztwo w sprawie sprowadzenia pożaru. Jeszcze w niedzielę na miejscu pogorzeliska policja przeprowadziła oględziny z udziałem biegłego. Zabezpieczane są inne dowody i dokumenty.

- Na tym etapie bierzemy pod uwagę każdą wersję powstania pożaru - mówi szef prokuratury Klaudiusz Juchniewicz.

Krzysztof Strauchmann

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Pro Media Sp. z o.o.