Porno na e-lekcjach. Rodzice zaczęli używać sprzętu szpiegowskiego, aby kontrolować treści oglądane przez dzieci

Czytaj dalej
Fot. Spy_Shop_AdobeStock
Gabriela Jelonek

Porno na e-lekcjach. Rodzice zaczęli używać sprzętu szpiegowskiego, aby kontrolować treści oglądane przez dzieci

Gabriela Jelonek

W czasie pandemii życie przeniosło się do wirtualnej rzeczywistości. Dzieci uczą się przed komputerami, tutaj spędzają swój wolny czas i… nawiązują relacje społeczne. Rodzicom coraz trudniej kontrolować to, jakie treści docierają do najmłodszych. Do śledzenia poczynań dzieci w sieci wykorzystują... sprzęt szpiegowski.

Patostreamy, sexting, grooming, FOMO, cyberprzemoc – to zagrożenia, z którymi coraz częściej spotykają się młodzi użytkownicy internetu. Rodzice nie zawsze są w stanie przed nimi uchronić.

Od początku trwania pandemii kontrola oglądanych przez dzieci treści w internecie spędza sen z powiek wielu rodzicom. Prowadzenie e-lekcji online skutecznie „przykleiło” wiele dzieci do klawiatury i monitorów, od których nie mogą się oderwać. To przy nich się uczą, spędzają czas wolny, ale też nawiązują nowe znajomości. Jeśli zaś nie siedzą przy komputerach, zwykle mają pod ręką tablet czy smartfon. Ciągła obecność online na różnych urządzeniach sprawia, że sprawdzanie aktywności dzieci w internecie jest jeszcze trudniejsze.

Czytaj też: Chwalisz się dziećmi w sieci? Rozmowa z dr psychologii Joanną Matejczuk o publikowaniu wizerunku dzieci w sieci i ich udziale w talent show

Bardzo skuteczne okazują się być urządzenia... szpiegowskie. Choć brzmi to niepokojąco i może budzić poczucie, że nie mamy zaufania do własnych dzieci, to programy do monitorowania aktywności w sieci zyskują coraz większą popularność. O ile nasze dzieci same mogą nie poszukiwać niebezpiecznych treści, w sieci jest mnóstwo osób, które mogą dziecko znaleźć i mu je podsunąć. Tak było chociażby na e-lekcji religii w Trzebiatowie (woj. zachodniopomorskie) czy w Gostyniu (woj. wielkopolskie), gdzie uczniom po włamaniu się do systemu wyświetlono treści pornograficzne.

Czytaj też: Dzieci nie potrafią odpoczywać. Spędzają ferie w sieci i dzieciństwo online. Pandemia pogłębiła problem

Do incydentu w Gostyniu doszło pod koniec października 2020 roku w Szkole Podstawowej nr 2. W skandalicznej lekcji uczestniczyły dzieci z klasy szóstej, a więc w wieku 10-11 lat oraz nauczycielka. Postępowanie w tej sprawie prowadziła policja z Gostynia. W trakcie działań udało się uzyskać informacje, które doprowadziły do 12-latka z województwa podkarpackiego. Okazało się, że chłopiec otrzymał link do zajęć online od jednego z uczniów gostyńskiej szkoły. Używając tego linku dołączył do lekcji, podczas której odtworzył film pornograficzny. Sprawą zajmuje się sąd rodzinny.

Czytaj też: Przytulanie - czy jest potrzebne tylko dzieciom?

- Zagrożenia, przed którymi staramy się uchronić swoje dzieci, nie znikają po zamknięciu drzwi do domu. Wchodzą do niego przez smartfon, tablet, komputer. Nasze dziecko może zaginąć w swoim własnym pokoju. Musimy o tym pamiętać. Musimy postarać się poznać te zagrożenia i nauczyć się im zapobiegać

– mówił Marek Zagórski, pełnomocnik rządu do spraw cyberbezpieczeństwa.

Dzieci oglądają patotreści

Ministerstwo Cyfryzacji, wspólnie z NASK (Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa – Państwowy Instytut Badawczy), realizuje kampanię edukacyjno-informacyjną „Nie zgub dziecka w sieci”. Z niej rodzice mogą się dowiedzieć, co mogą zrobić, aby uchronić dziecko przed internetowymi zagrożeniami. W ramach cyklu „Akademia Cyfrowego Rodzica” przygotowano webinary i filmy poświęcone popularnym i często niebezpiecznym zjawiskom dotyczącym bezpieczeństwa w sieci. Materiały dostępne są w sieci dla każdego. Wyjaśnione są tam także pojęcia takie jak m.in. sexting (wiadomości o podtekście seksualnym), grooming (uwodzenie dzieci w sieci) czy FOMO (z ang. Fear of Missing out, czyli strachu przed pozbawieniem dostępu do informacji, odłączeniem od sieci. To niepokój społeczny wynikający z przekonania, że inni mogą się dobrze bawić, podczas gdy osoba doświadczająca lęku jest offline).

Czytaj też: Koronawirus: Jak rozmawiać z dziećmi w sytuacjach kryzysowych?

Jednym z poważniejszych zagrożeń są patostreamy, czyli wulgarne filmy lub transmisje online, prezentujące zachowania uznawane za szkodliwe i destrukcyjne: upijanie się do nieprzytomności, zażywanie narkotyków i innych substancji psychoaktywnych, przemoc fizyczną, psychiczną i seksualną, poniżanie i lekceważenie innych, okrucieństwo wobec zwierząt. O skali problemu świadczą wyniki badań „Rodzice nastolatków 3.0” przeprowadzonych przez NASK i raport Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Wynika z nich, że 23,4% nastolatków przyznało, że ogląda patotreści, a niemal co drugi nastolatek (43%) ma kontakt z patotreściami przynajmniej raz w tygodniu. Głośno było już o patologicznych grach czy wyzwaniach, które miały prowadzić dzieci do samookaleczenia, a nawet samobójstwa, jak swego czasu „niebieski wieloryb” czy „lalka Momo”.

Pokusa popularności w sieci

Niestety tego typu wyzwania czy gry zyskują najczęściej popularność wśród dzieci z niską samooceną, które ulegają pokusie zdobycia uznania i popularności w sieci, poprzez wykonywanie niebezpiecznych dla życia wyzwań. Jak uchronić przed tym dziecko?

- Im więcej różnych doświadczeń, w których dziecko czuje się kochane, wartościowe i ważne, tym sława w sieci może mieć mniejsze lub tylko przejściowe znaczenie - nie trzeba wówczas uciekać do sieci, żeby doświadczać tak ważnych dla każdego uczuć. Wspierające mogą być również rozmowy budujące odporność na tego rodzaju pokusy. Rozmowy, w których dziecko może rozwijać refleksję na temat plusów i minusów takiej sławy, kosztów i zysków, oraz tego, że jest wiele obszarów, innych niż sława w sieci, z których można czuć się wartościowym, czerpać satysfakcję, czuć dumę, w których inni ludzie mogą nas cenić i szanować

– mówi doktor psychologii Joanna Matejczuk z Wydziału Psychologii i Kognitywistyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Rodzice też mogą być zagrożeniem dla dzieci

Stosunkowo nowym zjawiskiem jest sharenting - połączenie słów share (dzielenie się informacjami w sieci) i parenting (rodzicielstwo). Chodzi o rodziców, którzy publikują w sieci zdjęcia, filmy i informacje na temat swoich dzieci. Prawie co dziesiąty nastolatek miał z tym do czynienia.

Zwłaszcza młodzi rodzice przyzwyczajeni są do dzielenia się wszystkim. Zapominają o prywatności dzieci, narażając je na złośliwe komentarze, agresję w sieci. Około połowa nastolatków, spośród tych, których rodzice umieszczali informacje na ich temat w internecie, doświadczyła negatywnych emocji lub obraźliwych komentarzy. Często jest tak, że rówieśnicy wyszukują umieszczone w sieci zdjęcia z dzieciństwa i wykorzystują je, aby z kogoś szydzić czy stworzyć popularne memy.

Czytaj też: Ubóstwo menstruacyjne Polek. Wata i pocięte szmaty zamiast podpasek to codzienność niemal pół mln kobiet. W pandemii problem jest większy

- Dziecko to nie maskotka lub egzotyczne wakacje, którymi można się pochwalić. Myślę, że po pierwsze warto zadać sobie pytanie, po co to robię: żeby zyskać poklask, żeby inni mogli się pośmiać, żeby nie być gorszym w wyścigu chwalenia się? I czy na pewno chcę do takich celów używać mojego dziecka? Tutaj rzeczywiście może pojawić się nadużycie wizerunku dziecka. Intencje oczywiście mogą różne, nie tylko negatywne i samo opublikowanie zdjęcia nie jest złe. Niemniej warto przyglądać się swoim motywom, bo ta refleksja może pomóc nam zaleźć granicę ujawniania wizerunku swojego dziecka w sieci - mówi doktor Joanna Matejczuk.

Dzisiejsi rodzice coraz częściej budują cyfrowy ślad swoich dzieci już od ich momentu narodzin i wcześniej. Publikując fotografie z USG, dzieląc się doświadczeniami ciążowymi na Facebooku, tworząc albumy fotograficzne z porodu.

Czytaj też: Bezpłatna pomoc psychologiczna w Poznaniu i Wielkopolsce. Sprawdź, gdzie ją uzyskać

Z badania przeprowadzonego przez AVG Technologies, firmę specjalizującą się w bezpieczeństwie internetowym, wynika, że aż 81% dzieci poniżej drugiego roku życia posiada swój cyfrowy profil lub ślad w internecie, a ich zdjęcia znajdują się w sieci.

Ochrona rodzicielska nie działa?

To ochrona rodzicielska może zwiększyć bezpieczeństwo dzieci w internecie. Okazuje się, że poleganie na samych technicznych blokadach rodzicielskich, oprogramowaniu antywirusowym i antyspamowym, nie wystarczy. Niestety, opieranie się wyłącznie na technice podnosi ryzyko potencjalnego negatywnego doświadczenia u dzieci w sieci o ok. 9%.

Czytaj też: Współcześni ojcowie chcą być zaangażowani. Rozmowa z Martą Majorczyk, pedagogiem i doradcą rodziny

Z badań EU Kids online wynika, że najskuteczniejsze sposoby zapewniania dziecku bezpieczeństwa w internecie to wspólne oglądanie treści (o 13% mniejsze ryzyko) i rozmowy z dzieckiem na temat tego, co robi w internecie (o 10% mniejsze ryzyko). Pozostawiając więc dzieci w czasie wolnym z rozrywkami online, zwracajmy szczególną uwagę na to, co do nich dociera. Sprzęt i dostęp do elektroniki nigdy nie zastąpi uważności – zarówno na zagrożenia, jak i potrzeby naszego dziecka. Nie sposób jednak bez przerwy być przy dziecku. Możemy sobie pomóc, korzystając ze specjalnych technologii.

Sprzęt szpiegowski pomoże rodzicom w kontrolowaniu dzieci?

Z raportu NASK wynika, że tylko 21% rodziców stosuje filtry rodzicielskie lub inne technologie ograniczające dostęp do szkodliwych treści. Niestety nawet ci, którzy korzystają z technologii i wprowadzają zasady oraz limity czasowe, nie zawsze są w stanie uchronić dzieci przed szkodliwymi treściami. Z pomocą przychodzą tzw. keyloggery.

- To urządzenia szpiegowskie w formie specjalnego oprogramowania komputerowego, które przechwytuje zapis znaków wprowadzonych na klawiaturze – mówi Paweł Wujcikowski, właściciel sklepu Spy Shop.

Czytaj też:Rozmowy online uratują święta? Wykluczonych cyfrowo czeka samotna Wielkanoc w czasie pandemii

Dzięki takim programom rodzice mogą monitorować komputer dziecka. Podstawowe i rozszerzone wersje oprogramowania (np. SpyLogger, SpyLogger Mail i SpyLogger Plus) pozwalają robić zrzuty ekranu, zapisywać wszystkie pisane teksty, również te z czatów, a nawet podsłuchiwać otoczenie sprzętu i przeglądać otwierane strony www. Raporty mogą być przesyłane za pomocą maila i nie ma potrzeby ingerencji w działanie programu poza jego jednorazową instalacją, która jest prosta i szybka. Narzędzie nie pozostawia żadnych śladów, jest niewidoczne dla użytkownika i niewykrywalne nawet dla popularnych antywirusów.

– Keyloggery to urządzenia szpiegowskie, dzięki którym rodzic uchroni dziecko przed niebezpieczeństwami sieci, skontroluje przeglądane przez nie treści i prowadzone rozmowy, dzięki czemu upewni się, czy dziecko nie utrzymuje kontaktów z nieodpowiednimi osobami

– podkreśla Paweł Wujcikowski.

-------------------------
Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Gabriela Jelonek

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

misiekle

Gdyby byli rozumni i odpowiedzialni, to nie trzeba byłoby stosować inwigilacji.

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Pro Media Sp. z o.o.