Po tragedii w Zelczynie. Nie do zrozumienia. W jednym grobie mama i jej trójka małych dzieci

Czytaj dalej
Fot. Barbara Ciryt / Polska Press
Paulina Piotrowska

Po tragedii w Zelczynie. Nie do zrozumienia. W jednym grobie mama i jej trójka małych dzieci

Paulina Piotrowska

Za trzema białymi trumienkami ozdobionymi bukietami z białych róż niesiono tę czwartą, skromną, sosnową, w której spoczęła Aldona. Ludzie w orszaku pogrzebowym szeptem pytali: Czy kobieta, która zabija troje swoich dzieci, a potem siebie, jest skazana na potępienie? I jeszcze: Co musiało dziać się w jej głowie, że zdecydowała się na taki krok?

Za Skawiną i Borkiem Szlacheckim droga krajowa nr 44 robi się coraz bardziej kręta, a gęsto zabudowany teren ustępuje powoli miejsca coraz większym połaciom pól i łąk. Na wysokości Zelczyny, spokojnej wioski nieliczącej nawet tysiąca mieszkańców, po klimacie aglomeracji krakowskiej nie ma już prawie śladu.

Życie toczy się tu leniwie. Kilka zakładów, sklepów, XIX-wieczny dwór odbudowany po pożarze, niezła podstawówka (do 28 marca, w związku z tragedią, jej uczniowie codziennie objęci są opieką psychologiczną). Kościoła nie ma; mieszkańcy dojeżdżają albo do Facimiechu, albo do drewnianego, ślicznego kościółka w Krzęcinie.

Trudno się dziwić, że niesłychana tragedia, do której doszło w tej sennej wiosce, zmieniła coś w jej mieszkańcach. Wszyscy przecież się tu znają.

Aldonę, 36-letnią matkę trójki dzieci, mieszkającą w niewykończonym domu na końcu wsi, też doskonale kojarzyli. Uśmiechnięta, życzliwa, dbała o dzieci.

W zeszłym tygodniu (tak wynika ze wstępnych ustaleń śledczych) udusiła je wszystkie, jedno po drugim. Na koniec się powiesiła.

Ciała znalazł 41-letni Andrzej, mąż Aldony i ojciec dzieci, gdy 7 marca tuż po szóstej rano wrócił do domu po nocnej zmianie w pracy.

7 marca, czerwona linia

To miał być zwyczajny dzień, jakich wiele. Środek tygodnia. Andrzej wraca zmęczony, myśli tylko o tym, by położyć się do łóżka, odespać noc. Po kilku godzinach snu wstanie. Może pomyśli, żeby zorganizować coś na Dzień Kobiet? To już następnego dnia.

A on przecież ma w domu aż trzy kobiety: żonę Aldonę i dwie córeczki: 9-letnią Olę i 4-letnią Nadię. Nie jest jednak jedynym mężczyzną w tym domu. Pod opieką rodziców dorasta też Kamil, 12-latek.

Kiedy Andrzej przekracza próg domu, ułamki sekund dzielą go od najokrutniejszej rzeczy, która może spotkać człowieka.

Czytaj więcej:

  • Jaka była przyczyna śmierci dzieci?
  • Co powiedział ksiądz na pogrzebie?
Pozostało jeszcze 79% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Paulina Piotrowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.