Panowie, panie - czapki z głów! Czapnictwo przetrwało, ale... Rozmowa z jednym z ostatnich krakowskich czapników

Czytaj dalej
Fot. Joanna Urbaniec / Polska Press
Ewa Wacławowicz

Panowie, panie - czapki z głów! Czapnictwo przetrwało, ale... Rozmowa z jednym z ostatnich krakowskich czapników

Ewa Wacławowicz

Józef Chorąży od ponad 30 lat prowadzi w Krakowie pracownię czapek i kapeluszy. Tworzy w niej czapki mundurowe, studenckie, dla teatrów, grup rekonstrukcyjnych oraz cywilne, w których - jak tłumaczy - nie powinno być mody. I choć nie wyobraża sobie świata bez rzemiosła, zaznacza, że czapnictwo wymiera. Ale nie do końca. Coś pani powiem: Takich rzemieślników jak ja w Krakowie już nie ma, a w Polsce - nie wiem, czy jest nas choćby dziesięciu, którzy mają takie małe zakłady. Owszem, są firmy, które szyją czapki, ale to już jest przemysłowe. Niestety to rzemiosło wymiera - stwierdza Józef Chorąży, jeden z ostatnich krakowskich czapników, czyli rzemieślników zajmujących się wyrobem czapek.

Moda

Jego zdaniem w czapkach, zwłaszcza cywilnych, nie powinno być mody. Jednemu jest lepiej w takiej czapce, a drugiemu w innej. Czasami, jak ktoś się ubierze modnie, to wygląda śmiesznie. Pan Józef podkreśla też, że jeśli mowa o modzie, to teraz królują kaszkiety, natomiast kapelusze mają na ten moment cieszą się mniejszym zainteresowanie. - Poza tym czapka jest wygodniejsza i cieplejsza w używaniu na co dzień - dodaje.

Jego droga

Wcale czapnictwem zajmować się nie chciał. Z zawodu jest mechanikiem maszyn i urządzeń chłodzących. Gdyby nie przypadek, dzisiaj zajmowałby się naprawą lodówek i klimatyzacjami. No, ale życie tak się potoczyło, że wżenił się w rodzinę, gdzie tradycje czapnicze ciągnęły się od lat 20. ubiegłego wieku. Sam działalność rozpoczął w 1990 roku, zakładając małą pracownię przy ulicy Krakowskiej.

Zakład

Pomieszczenie, choć małe, z pewnością nie jest nudne. Od podłogi po sufit z każdej strony otaczają mnie półki wypchane czapkami, choć zgodnie z modą najwięcej znajdziemy tu kaszkietów, przeważnie w kratkę i w rozmaitych odcieniach brązu, szarości, beżu. Kaszkiety to jednak nie wszystko. Pan Józef tworzy też czapki mundurowe: dla orkiestr, grup rekonstrukcyjnych, a ostatnio, ze względu na powrót mody - czapki studenckie.

Moją uwagę przykuwają czapki rekonstrukcyjne, wśród których znajdziemy legionówki - szczególnie popularne wśród grup rekonstrukcyjnych w 2020 roku. Oprócz tego rogatywki, angielki oraz prawdziwy unikat - replika czapki I pułku ułanów Beliny-Prażmowskiego.

W trakcie wizyty stwierdzam ze smutkiem, że czapek dla pań tutaj nie znajdziemy. Jak tłumaczy Pan Józef, powodem jest zupełnie inna kolorystyka, inne tkaniny i to, że na kobiece czapki brak mu czasu. Aczkolwiek jeśli klient chce, przyniesie materiał i pomysł - to wszystko jest możliwe. A klientów pan Józef ma sporo - zwłaszcza z zagranicy. Dziwią się, że na świecie jeszcze istnieje człowiek, który wytwarza czapki własnoręcznie, a nie sprowadza z Chin.

Bez nudy

W jego pracy nie ma nudy, każdy dzień przynosi nowe wyzwania. Na przykład kiedy przyjdzie kostiumolog z teatru, narysuje co i jak - a wykonaniem musi zająć się już czapnik. Ostatnio zresztą pan Józef często szyje dla teatrów np. dla Teatru Starego. Tłumaczy, że dzisiaj w teatrach już nie ma, jak dawniej, pracowni - bo i sztuki są inne.

- Mało jest sztuk kostiumowych. Zazwyczaj wystarczą jeansy, koszula flanelowa i gotowe - mówi.

Z niezwykłych spotkań w pracowni najcieplej wspomina te z 90-letnim klientem, który nigdy nie kupił gotowej czapki, tylko przynosił zawsze własny materiał w kratę. - Była tak jaskrawa, że jak byłem na jednym końcu ulicy Krakowskiej, a on na drugim, to go było widać. Taki miał styl - mówi ze śmiechem.

Czy wyobraża sobie świat bez rzemiosła? Raczej nie. Zaznacza, że ono było od wieków i tak powinno zostać. Jest jednak problem: część mistrzów rzemiosła umarła i za chwilę nie będzie miał kto tę wiedzę przekazać. A jak mówi pan Józef, dziś coraz więcej klientów nie chce kupować w sieciówkach, tylko właśnie kierują się w stronę rękodzieła, gotowi zapłacić więcej, byleby tylko mieć coś zrobione pod swoją modłę.

- Chińszczyzna już się ludziom powoli przejada - dodaje z ulgą.

Ewa Wacławowicz

Komentarze

2
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

agudowski

juz latami po przyjezdzie do Krakowa lece na Krakowska do P. Jozefa. Juz w Kanadzie mam okolo 30 tu czapek
Wielka jakosc

Zbigniew Rusek

W ogóle to rzemiosło wymiera - najstarsi odeszli z tego świata i nie ma kto ich zastąpić. Nie tak daleko ode mnie kilka (a może już 10) lat temu zmarł kaletnik - we własnym zakładzie i tego zakładu już nie ma.

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Pro Media Sp. z o.o.