Pani od niby-wycieczek dojechała do wyroku

Czytaj dalej
Fot. Wojtek Wilczyński
Krzysztof Strauchmann

Pani od niby-wycieczek dojechała do wyroku

Krzysztof Strauchmann

Organizatorka szkolnych wyjazdów została wreszcie skazana za oszustwo. Jeśli nie odda 140 osobom łącznie ponad 100 tys., to pójdzie do więzienia.

Początkowo byłam tak wściekła na Annę P., że chętnie bym ją zobaczyła za kratkami. Teraz chcę już tylko odzyskać stracone pieniądze. Ale nie wierzę, że to się uda - komentowała wczorajszy wyrok jedna z poszkodowanych, pracownica nyskiej szkoły.
Anna P. jest dobrze znana w środowisku opolskich operatorów turystycznych. Na wczorajszą rozprawę przed nyskim sądem przyjechały dwie osoby, z którymi do dziś kobieta nie rozliczyła się za wcześniej zorganizowane imprezy. Sąd uznał jednak, że ich sprawa nie została objęta aktem oskarżenia.

Do prokuratury w Nysie w maju 2015 roku zgłosili się pracownicy dwóch szkół w Nysie i Paczkowie. W pierwszym przypadku Anna P. działając w imieniu biura turystycznego Ikaria z Prudnika miała zorganizować wycieczkę dla 44 nauczycieli do Paryża. Kobieta skasowała od uczestników w sumie 73 tys. zł. Cztery dni przed wyznaczonym wyjazdem Anna P., odwołała wycieczkę tłumacząc to rzekomym zagrożeniem terrorystycznym w stolicy Francji. Do dziś nie oddała pieniędzy.

Uczestnicy otrzymali połowę kwoty od ubezpieczyciela firmy turystycznej. Podobnie było w przypadku pracowników szkoły w Paczkowie, którzy wpłacili 70 tys. zł. za wycieczkę do Portugalii. Już w trakcie śledztwa do nyskiej prokuratury zgłaszali się też inni poszkodowani z całej Polski. Anna P. oferowała organizowanie wycieczek szkolnych za granicę po bardzo korzystnej cenie. Chętnych nie brakowało, nawet mimo tego, że kilka lat wcześniej nto ostrzegała przed jej działalnością.

Przed sądem w Nysie oskarżona o oszustwo poprosiła o wyrok skazujący bez prowadzenia rozprawy. Zaproponowała też wysokość kary - łącznie 7 miesięcy więzienia, ale w zawieszeniu na dwa lata próby. Ma też przez dwa lata zakaz prowadzenia działalności gospodarczej w turystyce. Wyrok zobowiązuje Annę P. do naprawienia szkody, czyli zwrotu 140 poszkodowanym kwoty, jaka została im jeszcze do odzyskania, w sumie ponad 100 tys. zł. Część z nich wcześniej w sądach cywilnych uzyskała nakazy płatnicze od biura Ikaria, ale jego właściciel jest niewypłacalny i chory. Na taką karę zgodził się prokurator i pełnomocnik poszkodowanych.

- Jeśli nie odda, kara będzie odwieszona i skazana pójdzie do więzienia - stwierdził sąd.

Jak Anna P. zarabia na wycieczkach

Opolski przedsiębiorca od roku nie może odzyskać zasądzonych pieniędzy od Anny P., skazanej za oszustwa w branży turystycznej.

Anna P. z Głubczyc została wczoraj skazana za oszustwo na szkodę uczestników kilku zagranicznych wycieczek. Ma zwrócić 140 osobom ponad 100 tys. zł. Tymczasem od roku nie może od niej wyegzekwować prawie 250 tys. zł., właściciel biura turystycznego z Opola. 
I nie jest jedynym.

To efekt jednego z najbardziej znanych „numerów” Anny P.

W 2010 roku kobieta organizowała wyjazd do Portugalii dla związkowców Elektrowni Opole. Ponieważ wtedy nie miała już swojej koncesji na taką działalność, poprosiła o firmowanie wyjazdu swojego znajomego, szefa biura turystycznego z Opola.

Ten nieopatrznie się zgodził, ale wszystkie przygotowania, w tym zbieranie pieniędzy od uczestników, prowadziła Anna P. Już w Portugalii okazało się, że 62 uczestników wyjazdu musi po raz drugi zapłacić za hotel i samolot powrotny, bo ich pieniądze „zginęły”. Związki zawodowe pozwały do sądu opolskie biuro turystyczne o zwrot 164 tys zł. I wygrały.

- Grosza z tych pieniędzy nie wziąłem, tymczasem komornik zabrał mi autokar wart 100 tysięcy i sprzedał za 60 tys. I cały czas egzekwuje resztę należności - opowiada właściciel biura.

W 2013 roku mężczyzna sam pozwał Annę P. Po trzech latach procesu Sąd Apelacyjny we Wrocławiu nakazał kobiecie prawomocnym wyrokiem zwrot 168 tysięcy wraz z odsetkami dla opolskiego biura.

- Zgłosiłem sprawę do komornika i czekam - mówi właściciel biura. - W środę w sądzie pierwszy raz spotkałem się z Anną P., bo nie odbiera moich telefonów. Chciała przede mną uciec po rozprawie, ale zdążyłem ją zapytać, kiedy odda mi pieniądze. Powiedziała, żebym skarżył... Elektrownię.

Krzysztof Strauchmann

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.