Określenie pieskie życie tu nabiera nowego znaczenia

Czytaj dalej
Fot. Fot. Edyta hanszke
Edyta Hanszke

Określenie pieskie życie tu nabiera nowego znaczenia

Edyta Hanszke

Na wakacje są jeszcze pojedyncze miejsca, czerwcowy długi weekend jest kompletnie obłożony – mówi Bogumiła Ilków z Pogórza pod Łącznikiem. – Wielu z gości to stali bywalcy. Właściciele wolą przywieźć ich do mnie niż do krewnych.

Gaja wita donośnym szczekaniem. Na szczęście – zza szyby okna w domu, bo spotkać się oko w oko z owczarkiem belgijskim na jego terenie chyba do przyjemności by nie należało. Jak się potem okaże, Gaja to pies wyszkolony, krzywdy przy właścicielu nikomu nie zrobi, ale pędziwiatr. Owczarek niemiecki Hubal wygląda jakby przyjaźniej. To od niego pochodzi nazwa Hubalowa Ostoja. Większy od Gai, ale nawet rozbrykanego łatwiej okiełznać niż sunię pędziwiatra.

Stoimy na tyłach gospodarstwa Ilkowów w Pogórzu koło Łącznika w gminie Biała na sporym wykoszonym poletku trawy, które służy jako plac treningowy dla psów. W kilku miejscach widać jakieś urządzenia. Gaja i Hubal bawią się w wysokich trawach opodal w ganianego. Śmigają co chwila obok nas jak strzały. Wcześniej, tylko na chwilę, z pewnym niezadowoleniem ze strony Gai (wykręcała łeb od obiektywu), pozwoliły się ułożyć do wspólnego zdjęcia.

Bogumiła Ilków (z wykształcenia zootechnik, hodowca koni, po kursach dla petsittera, czyli opiekuna zwierząt, trener psów, stale się dokształcający) opowiada o życiu z czworonogami, układaniu ich, opiece, niezrozumieniu przez ludzi, treningach z posłuszeństwa i sportowych, ale co chwila rozgląda się za pupilami i nawołuje je. Rozległa posesja nie jest z tej strony ogrodzona. Gaja to urodzony myśliwy, zającowi by nie popuściła, a o zbłąkanego szaraka, gdy się mieszka w pobliżu lasu, nietrudno.

Kiedy wracamy przed dom, domowe psy przechodzące obok kojca z jednym z rezydentów hotelowych, ku mojemu ogromnemu zdumieniu, zupełnie nie reagują na szczekanie miodowo umaszczonego czworonoga (obstawiałabym, że to amstaff lub jakiś krewny tej rasy). Bogumiła Ilków tłumaczy, że nauczyła Gaję i Hubala ignorować szczekających gości, żeby nie robiły niepotrzebnego hałasu. A że potrafi porozumiewać się ze zwierzętami, to jej po prostu słuchają.

Jest hotel, nie ma urlopu

Na pomysł uruchomienia hotelu dla zwierząt (ostatecznie stanęło tylko na psach) Ilkowowie wpadli siedem lat temu, kiedy urodził im się młodszy syn. Po przeprowadzce na wieś z Opola przez jakiś czas pani Bogumiła pracowała w dziale windykacji zarządu budynków komunalnych w Prudniku. Wspomina, że zajęcie było stresujące i niewdzięczne.

Z wykształcenia zootechnik, chciała zająć się hodowlą koni, ale zdrowie jej na to nie pozwoliło. Dziś śmieje się, że boksy stajenne są idealne dla kosiarek. A że psy były w domu od zawsze (oprócz Hubala i Gai był też nieodżałowany owczarek belgijski Snajper i Nina, pies znajomych, ale stały rezydent Ilkowów - siwy labdog, który także odszedł na zawsze) i po przeprowadzce nie raz, nie dwa przygarniali na jakiś czas czworonogi od znajomych, stanęło na hotelu dla psów.

W dawnych pomieszczeniach gospodarczych Ilkowowie przygotowali pokoiki. Jednorazowo mogą pomieścić w hotelu 8-10 psów. Zaglądam do dwóch pokoików: na podłodze grube materace w ramach, jak miniłóżka, na białych ścianach zdjęcia psów, czysto, widno.

W części wspólnej wywieszone na ścianie medale za sukcesy sportowe domowych psów i galeria dyplomów, duże zdjęcie Hubala, Gai i Niny, stoliczek, dwa krzesełka, regał pokojowy z poskładanymi kołdrami i kocami, spora lodówka z frontami pomalowanymi farbą tablicową. Na większych drzwiczkach wypisane imiona i niemal przy każdym z nich „2x”. To pozostałość po długim majowym weekendzie, kiedy hotel był pełen psów. - Tak zapisujemy, który pies ile razy ma dostawać jedzenie - wyjaśnia Bogumiła Ilków.

Właściciele nie powinni się żegnać ze swoimi pupilami zbyt długo i czule, bo te emocje udzielają się także psom

Większość z rezydentów śpi w pokojach. Przy tłoku tych zaprzyjaźnionych z nimi i ich zwierzętami (w domu są też koty) Ilkowowie zabierają do części mieszkalnej. Do dyspozycji są też trzy duże kojce na podwórzu, ale z nich korzystają psy duże i nawykłe do przebywania na dworze.

Sezon na usługi hotelowe jest wtedy, gdy właściciele pupili mają wolne: wakacje, ferie, święta, tak zwane długie weekendy. Dla Ilkowów oznacza to brak urlopu, ale pani Bogusia nie krzywduje sobie. - Spędzanie czasu ze zwierzętami to dla mnie przyjemność - zapewnia. - Przed rokiem w październiku wyjechaliśmy z jednym psem w Bieszczady. Wtedy domem zajmował się starszy, dorosły już syn, który regularnie pomaga mi w prowadzeniu hotelu - przypomina sobie pani Bogusia. Pomocny jest też mąż, który odpowiada za „sprawy techniczne”.

Do „Hubalowej Ostoi” najczęściej trafiają psy z okolicy Prudnika, Nysy, Głogówka, Opola, ale też z ościennych województw i z zagranicy, kiedy dawni mieszkańcy przyjeżdżają w odwiedziny do miejscowych krewnych.

Pobyt nie dłuższy niż 3 tygodnie

Na stronie internetowej „Hubalowej Ostoi” zachęcają do rezerwowania ostatnich miejsc na wakacje. Chwyt marketingowy - myślę.
- Na wakacje zostało niewiele wolnych terminów, rezerwacje zaczynają się w lutym i zapełniają się zwykle do końca kwietnia - tłumaczy pani Bogumiła. - Najbliższy czerwcowy długi weekend mam już kompletnie zajęty. Większość naszych gości to stali bywalcy. My znamy ich i ich właścicieli, oni nas. Nieraz słyszę od właścicieli, że wolą zostawić zwierzę u nas niż u krewnych, bo wiedzą, że tu będzie fachowa opieka, a babci czy cioci z pieskiem nie chce się za często wychodzić.

W hotelu pies ma nie tylko zagwarantowane regularne karmienie (karmę dostarczają właściciele, żeby na tak krótki czas zwierzak nie przestawiał się na nową), czy wyjście „za potrzebą”. W serwisie hotelowym są też spacery po okolicy i regularne zabawy na podwórzu, czasami w towarzystwie domowych psów, jeśli jest pewność, że zwierzęta się lubią.

Przyjęcie nowego hotelowego gościa to nie takie hop-siup. Najpierw przyjeżdża on z właścicielem na wywiad. Jak na spowiedzi trzeba zrelacjonować, co pies lubi jeść, jak się zachowuje wobec ludzi i innych zwierząt, jakie zabawy preferuje, jakie ma przyzwyczajenia, czy nie choruje, a jeśli tak, to na co, itp., itd. - To jest dla mnie pierwsza okazja, żeby zapoznać się z psem i zobaczyć, jak reaguje na mnie i nowe miejsce - opowiada.

Psa z lękiem separacyjnym, agresywnego wobec ludzi czy z chorobą zakaźną w „Hubalowej Ostoi” nie przyjmą. - Zdarza się, że zwierzęta trafiają do mnie na jeden dzień, ale najczęściej spędzają u nas od kilku dni do kilku tygodni - dodaje. - Trzymam się zasady, żeby nie było to dłużej niż miesiąc, bo słyszałam o przypadkach, że ludzie wyjeżdżali za granicę na stałe, a psa umieszczali w hotelu, także na stałe.

Z doświadczeń „hotelarzy” wynika, że nowe psy potrzebują na adaptację trzy dni, w tym czasie mogą być bardziej osowiałe i odmawiać jedzenia. Najszybciej odnalezienie się w nowych warunkach przychodzi owczarkom i labradorom.

Właścicielom pani Bogusia radzi, żeby nie żegnali się z pupilem zbyt długo i czule, bo te emocje udzielają się psu. Przypomina sobie przypadek, kiedy pani zalana łzami wróciła po pupila po dwóch godzinach. To pokazuje, że czasami rozstanie jest trudniejsze dla właściciela niż dla psa. Niełatwe bywają też powitania - hotelowy bigiel po trzech tygodniach pobytu ani myślał o powrocie do właściciela.

Dobrze jest z kolei, gdy właściciele przywiozą domowe legowisko i ulubione zabawki zwierzaka, co pomaga osłodzić rozłąkę. Buldożkę francuską usłyszeć w pokoju można było z daleka, bo namiętnie i długo ściskała swoją gumową świnkę.

Plany na przyszłość w „Hubalowej Ostoi” to przygotowanie drugiego wybiegu, powiększenie placu szkoleniowego, wydzielenie dodatkowego miejsca na pokoje, żeby w okresach przesilenia nie trzeba było brać hotelowych zwierząt do domu. - To biznes, z którego wyżyć się bez innych źródeł zarobkowania nie da, ale bez którego żyć bym nie potrafiła - puentuje Bogumiła Ilków.
Hotele dla zwierząt.

Na Opolszczyźnie działa ich co najmniej kilka, m.in. w Opolu i Brzegu. Doba w takim hotelu kosztuje od 30 do 50 zł w zależności od wielkości zwierzęcia. Za dodatkową opłatą w niektórych można skorzystać np. z kąpieli czy strzyżenia. Zwierzę oddawane do hotelu musi być zaszczepione, odrobaczone, odpchlone. Właściciel powinien też okazać książeczkę zdrowia pupila.

Edyta Hanszke

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Pro Media Sp. z o.o.