Obowiązek pamiętania: Bollwerk – największa akcja poznańskiego podziemia

Czytaj dalej
Fot. Archiwum Remigiusza Banasia
Grzegorz Okoński

Obowiązek pamiętania: Bollwerk – największa akcja poznańskiego podziemia

Grzegorz Okoński

Największą akcją wielkopolskiego podziemia, która miała realny wpływ na sytuację wojsk niemieckich na froncie wschodnim, była akcja Bollwerk. W nocy z 20 na 21 lutego 1942 roku siedemnastu konspiratorów zniszczyło magazyny wojskowe, zadając okupantowi straty szacowane na co najmniej milion marek.

Poznański port rzeczny powstał w latach 1896-1902, przy nadbrzeżu przeładunkowym – bulwarze Kleemana – od
niego aż do mostu kolejowego koło Tamy Garbarskiej. Miał pięć dźwigów portowych, połączenie kolejowe z dworcem i mógł przyjmować jednorazowo od 36 do 42 barek. W czasie okupacji do jego magazynów, przejętych przez niemieckie firmy zwożono żywność, wyposażenie, artykuły gumowe, a przede wszystkim ciepłą odzież dla niemieckiej armii. Ta bowiem nie zdołała do grudnia 1941 roku pokonać Armii Czerwonej i została zaskoczona przez największą od wieków sojuszniczkę Rosjan – mroźną zimę.
Niemieccy żołnierze nie mieli wystarczającej ilości kożuchów, ciepłych butów, spodni, zimowej bielizny, i po prostu zamarzali w mrozach sięgających nawet minus trzydziestu stopni.

W tej sytuacji w Rzeszy urządzono wielką akcję zbierania ciepłej odzieży dla żołnierzy, a Poznań był jednym z kilku głównych miejsc magazynowania i wysyłania darów na front.

„Kuba” wciągnął „Ślepego”

Magazyny nad Wartą zwróciły uwagę sierżanta Michała Garczyka, pseudonim „Kuba”, który dowodził Oddziałem Dywersji Bojowej, podlegającej Wielkopolskiemu Kierownictwu Związku Odwetu. Miał on już na koncie kilka aktów dywersji związanych z podpaleniami prowadzącymi ważną działalność na rzecz gospodarki okupanta – w Grudziądzu, Wrocławiu, czy w Goslar. Ponadto uszkadzał też wagony kolejowe i parowozy, czemu sprzyjał fakt, że jeździł po Wielkopolsce w mundurze kolejarskim i nie budził przez to podejrzeń. Planował podpalenie poznańskich magazynów, jednak pierwszy jego plan nie wypalił.Rozglądając się po okoli-cy, w styczniu 1942 roku, Garczyk poznał jednak Antoniego Gąsiorowskiego, awanturnika z Chwaliszewa, który miał już na koncie udział w wielu bójkach, pobyt w więzieniu przed wojną za zranienie nożem znajomego, ale przede wszystkim – który świetnie znał teren Chwaliszewa, tutejszych ludzi i – co szczególnie ważne – był patriotycznie nastawiony. Gąsiorowski bowiem pracując na Chwaliszewie jako woźnica, nie tylko nucił sobie „Mazurek Dąbrowskiego”, ale również napadał na nietrzeźwych Niemców, którzy niebacznie weszli na jego teren.

Gdy Gąsiorowski usłyszał od Garczyka, że może wejść w skład niepodległościowej organizacji bojowej – Związku Walki Zbrojnej – był zachwycony. Powiedział, że port zna, a ponadto, że pracują tam jego zaufani znajomi – ludzie z jego lokalnej grupy, „eki z Chwaliszewa”.

Antoni Gąsiorowski przyjął pseudonim „Ślepy” – nie miał bowiem jednego oka, które stracił wcześniej w efekcie bójki. Choć z racji wielkiej pewności siebie i dumy, był kiepskim konspiratorem (to było bardzo niebezpieczne, mogło łatwo ściągnąć na cały oddział falę aresztowań), to okazał się być bardzo przydatny w rozpoznaniu portu.

Cel – podpalić magazyny

Michał Garczyk sformował oddział z ludzi wskazanych przez Antoniego Gąsiorowskiego, w skład którego weszli m.in. pracujący w porcie Władysław Gąsiorowski (brat Antoniego), czy Władysław Laube, należący do ochrony portu.

Plan był prosty – trzeba było podpalić jeden z magazynów, ale tak, by wyglądało to na wypadek, a od tego ognia miały zająć się płomieniami kolejne obiekty, stojące ciasno przy sobie. Straż pożarna miałaby o tyle trudniejsze zadanie, że w porcie nie było gaśnic, ani basenów przeciwpożarowych.

Na pierwszą ofiarę ognia wytypowano – pilnowany przez jednego z konspiratorów – magazyn firmy Posener Gummiwerke, w którym przechowywano opony i wyroby z gumy.

Praca dla elektryka

Samo podpalenie miało być dziełem Henryka Golimowskiego, młodziutkiego elektryka, który miał tak przygotować instalację elektryczną, by w umówionym momencie, doszło do zwarcia w piecyku elektrycznym stojącym w magazynie z łatwopalnymi wyrobami gumowymi.

Osiemnastoletni Golimowski pod pozorem wykonywania swoich obowiązków, nie budząc podejrzeń wartowników, przygotował mechanizm zegarowy i przygotował odpowiednio instalację piecyka. Wszystko było gotowe...

Pomogli piecykowi

W nocy z 20 na 21 lutego 1942 roku konspiratorzy rozpoczęli akcję. Należący do grupy wartownik wpuścił na teren portu piętnastu z nich. Piecyk faktycznie zapalił się w efekcie zwarcia, do tego jedenastu AK-owców i czterech ludzi Gąsiorowskiego, podkładało ogień. Antoni Gąsiorowski jako pierwszy podpalił wiecheć słomy…

Tak jak przypuszczał Garczyk, nikt nie był w stanie uratować magazynów. Spłonęły w nich tony żywności, ciepła odzież, buty dla żołnierzy, tysiące opon i wyrobów gumowych dla wojska. Mówiono, że samych tylko zimowych ciepłych ubrań zebrano w magazynie tyle, że starczyłoby ich dla dywizji piechoty. A teraz poszły z dymem... Ostrożnie szacując, straty określano na milion – półtora miliona marek, najważniejsze jednak było to, że wojska niemieckie na froncie wschodnim nie otrzymały właściwego zaopatrzenia.
O sukcesie i znaczeniu akcji premier polskiego rządu, generał Władysław Sikorski, polecił zawiadomić Józefa Stalina, z informacją, że walczące z jego wojskami niemieckie oddziały nie dostaną ciepłej odzieży i innego zaopatrzenia.

Gestapo nie uwierzyło, że to było zwykłe zwarcie

Niemcy – specjalna ekipa śledcza, która przyjechała z Berlina – początkowo uznali, że pożar był przypadkowy, że nastąpił w wyniku zwarcia w piecyku elektrycznym. Zwolniono do domów zatrzymanych po pożarze wszystkich pracowników portu, którzy feralnej nocy byli w pracy. Poznańscy funkcjonariusze gestapo nie byli jednak skorzy do uwierzenia w przypadkowe zwarcie – uruchomili sieć konfidentów i dość szybko, bo w kwietniu 1942 roku, namierzyli pierwszych członków polskiego Związku Odwetu, a po nich – uczestników akcji Bollwerk.

Wpadł zatem Antoni Gąsiorowski, który został aresztowany 25 czerwca 1943 roku – stawiał opór, a później w czasie przesłuchania na gestapo ciężko zranił jednego ze swoich katów. Został więc zamęczony i zmarł w wyniku ran następnego dnia. Sierżant Michał Garczyk i trzynastu innych ludzi, którzy przeniknęli przed pożarem do portu, został skazany na śmierć 16 listopada 1943 roku. Zabito ich miesiąc później.

Bollwerk pamiętamy

Poznań odwdzięczył się swoim bohaterom kilkadziesiąt lat po II wojnie światowej. W 1982 roku odsłonięto przy ulicy Estkowskiego tablicę – pomnik Akcji Bollwerk, a w 2017 roku skwer przy ulicy Szyperskiej otrzymał nazwę Skweru im. Bohaterów Akcji Bollwerk.

Obowiązek pamiętania: Bollwerk – największa akcja poznańskiego podziemia
Grzegorz Okoński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.