Nie dali się ani nazistom, ani komunistom. Do sądu pojechało 120 chłopów

Czytaj dalej
Fot. Wspólnota Chłopska
Mirosław Dragon

Nie dali się ani nazistom, ani komunistom. Do sądu pojechało 120 chłopów

Mirosław Dragon

Kupiony w XVII wieku majątek mieszkańcom Kadłuba Wolnego chcieli odebrać i naziści, i komuniści. Ale nie dali rady!

Dwa tygodnie temu pisaliśmy o tym, jak w 1605 roku mieszkańcy Kadłuba Wolnego kupili wioskę od barona Jana von Beessa, podstolego cesarza austriackiego Rudolfa II Habsburga.

Mieszkańcy kupili nie tylko majątek, ale wyzwolili się przy tym z poddaństwa. Założyli Wspólnotę Chłopską, która istnieje do dzisiaj.

- Chłopi z Kadłuba musieli uzyskać potwierdzenie przywilejów od cesarza Rudolfa II, a potem od każdego kolejnego monarchy - dodaje Ewa Cichoń.

W XIX wieku włościanie z Kadłuba Wolnego zarejestrowali w oleskim sądzie spółkę leśną. Co jakiś czas próbowano im jednak odebrać majątek. W 1871 roku prezydent rejencji opolskiej uznał las w Kadłubie Wolnym za własność gminy i przejął go pod zarząd państwa. Sprawa skończyła się w sądzie, który przyznał rację spółce leśnej.

Jeszcze większe problemy rozpoczęły się po dojściu do władzy nazistów. Kadłub Wolny nazywał się wówczas Frei Kadlub i wraz z całą Opolszczyzną należał do Niemiec. Jednak kadłubianie byli w większości propolscy.

- Kadłub to najbardziej polska wieś w powiecie oleskim - pisał ówczesny starosta oleski Martin Elsner. Rządzący powiatem oleskim w latach 1933-1942 landrat Elsner napisał poufne pismo do Wyższego Sądu Krajowego we Wrocławiu. Wskazywał polski charakter spółki leśnej oraz wyniki plebiscytu z 1921 roku, w którym aż 433 mieszkańców wioski opowiedziało się za przynależnością do Polski, a tylko 174 osoby chciały należeć do Niemiec.

W 1936 roku nowy komisaryczny sołtys Richard Sorich (SS-Sturmbannführer, czyli esesman w randze majora), który został powołany w miejsce sołtysa Jana Lubojańskiego, zdecydował o dużym wyrębie drzewa z lasu Kadłuba Wolnego. Pozyskane w ten sposób drewno sprzedano do fabryki papieru w Krapkowicach. Sprawa trafiła do sądu, ale sąd w Opolu odrzucił roszczenie spółki leśnej.

Po przegraniu sprawy Wspólnota Chłopska w Kadłubie Wolnym odwołała się do Wyższego Sądu Krajowego we Wrocławiu. Spółkę reprezentował przed sądem znany wrocławski adwokat dr Albert Halbe.

Proces ciągnął się przez dwa lata. Niemieccy żandarmi próbowali zarekwirować historyczne dokumenty, które zaświadczały o prawie własności chłopów z Kadłuba Wolnego. Odwołany sołtys Jan Lubojański, który wcześniej przechowywał dokumenty, przezornie rozdzielił stare pergaminy wielu mieszkańcom i nakazał dobrze je ukryć. Z zadania wywiązali się dobrze, skoro mimo przeszukań żandarmom nie udało się znaleźć dokumentów.

Nazistowskie władze wściekły się, kiedy stare pergaminy z pieczęciami cesarskimi znalazły się dopiero na rozprawie w sądzie.

Na proces do Wrocławia pojechało w sumie 120 mieszkańców Kadłuba Wolnego. Sędziemu tylko pokazali archiwalne dokumenty. Nie zgodzili się, aby spisane w języku staroczeskim dokumenty dołączyć do sądowych akt. Po rozprawie zabrali je do domu i ponownie ukryli.

Sąd przyznał rację prawowitym właścicielom, ale dodał, że warunkiem potwierdzenia prawa chłopskiej spółki do kadłubskich lasów jest zamiana nazwisk na niemieckie. Mecenas Halbe poradził im, że jeśli chcą zachować majątek, muszą to zrobić.

Członkowie zarządu spółki leśnej zmienili zatem nazwiska: Czaja na Zeiler, Kowolik na Schmidt, Kostyra na Holzer, Brzytwa na Breizer, Miemiec na Maiwald, Lubojański na Langner, Miozga na Maifeld . Zmieniono także nazwę wioski na Freihöfen.

Wyższy Sąd Krajowy we Wrocławiu wyrokiem z dn. 4 lutego 1938 roku przyznał sporny las członkom spółki.

Nazistom nie udało się odebrać lasu, ale to samo próbowali zrobić komuniści.

Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego wydał już w grudniu 1944 r. dekret o przejmowaniu lasów o powierzchni powyżej 25 hektarów. Kadłubskie lasy przejęła dyrekcja Lasów Państwowych w Bytomiu oraz Nadleśnictwo Dobrodzień.

Mieszkańcy Kadłuba znowu rozpoczęli batalię, tym razem z państwem polskim. Najpierw odwołali się do Ministerstwa Leśnictwa. Nie omieszkali podkreślić to, co zarzucała im przed wojną administracja niemiecka: polski charakter wioski w czasach III Rzeszy.

Członkowie spółki przypomnieli, że to przecież hitlerowskie władze uciskały ich i próbowały odebrać las. To był mocny i decydujący argument.

6 września 1946 r. Ministerstwo Leśnictwa wydało decyzję o zwróceniu lasu prawowitym właścicielom.

Co ciekawe, chłopi z Kadłuba kolejny raz nie zgodzili się udostępnić dokumentów z początku XVII wieku. Wojewoda śląski generał Aleksander Zawadzki musiał osobiście przyjechać do Kadłuba Wolnego! W domu Jana Czai II pokazano mu dokument sygnowany przez cesarza.
- Chłopy, macie to wygrane! - miał skwitować wojewoda Zawadzki.

10 maja 1947 r. dyrekcja Lasów Państwowych w Bytomiu oddała kadłubskie lasy Wspólnocie Chłopskiej Lasów Drobnowłościańskich Wsi Kadłub Wolny.

Wspólnota Chłopska w Kadłubie Wolnym działa do dzisiaj. Co roku 29 czerwca odbywa się „tajlowanie”, czyli podział zysków pomiędzy członków spółki. Wspólnota ma dzisiaj 121 współwłaścicieli i posiada w sumie 468 hektarów lasów. Aktualnym przewodniczącym Wspólnoty Chłopskiej w Kadłubie Wolnym jest Rajmund Syma.

Mirosław Dragon

Dziennikarz „Nowej Trybuny Opolskiej" i portalu internetowego Nto.pl

Można do mnie pisać: mdragon@nto.pl

lub dzwonić: 510 026 553

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Pro Media Sp. z o.o.