Nie bójmy się imigrantów. Czekam na polityka, który zaprosi ich do domu

Czytaj dalej
Piotr Guzik

Nie bójmy się imigrantów. Czekam na polityka, który zaprosi ich do domu

Piotr Guzik

PiS stosuje znaną metodę napuszczania jednej nacji na drugą, więc takim podejściem przesiąkła część jego sympatyków. To niestety czasem przenosi się na ambonę, która szczególnie powinna być wolna od wszelkiej nienawiści - mówi Paweł Brol, Opolanin, debiutujący na rynku książkowym powieścią „Niewolnik w Europie”.

Kim jest tytułowy „Niewolnik w Europie”?

- To podchwytliwy tytuł. Można zaryzykować stwierdzenie, że niewolnikiem w powieści jest praktycznie każdy. Wszyscy zmagają się ze swoimi problemami, co czyni z nich więźniów. Chcieliby kierować własnym losem, ale z powodu własnych słabości bądź czynników zewnętrznych nie są w stanie. W tym sensie każdy z nas może się utożsamić z konkretnym bohaterem i znaleźć w nim cząstkę siebie. Dla przykładu, Michał, wiodąca postać, mierzy się z brakiem dojrzałości, nieumiejętnością podjęcia przyszłościowych decyzji. Chyba wszyscy przerabialiśmy lub przerabiamy takie sytuacje, prawda?

Istotnym wątkiem książki jest kwestia imigrantów. Myślałem, że to właśnie są nowymi niewolnikami.

- Są bliżsi temu, jak rozumiemy pojęcie niewolnictwa. Na kartach książki ma to wymiar nie tylko ogólny, lecz także odnajduje się w konkretnej postaci. To Aszenafi Tesfa, przybysz z Etiopii, muzułmanin, którego wody Morza Śródziemnego doprowadziły na Maltę. Z pozoru pracuje, ma dach nad głową, wszystko wygląda w porządku. Jeśli jednak wgłębić się w jego historię, widać jak wielkie problemy systemowe mamy w Europie. Począwszy od chęci przyjęcia przyjaciół zza morza, po regulacje prawne. Choćby takie, że imigrant, kiedy chce sprowadzić na miejsce swoją rodzinę, musi spełnić odpowiednie kryteria i zapewnić państwo o jej utrzymaniu. To często jest ciężkie do zrealizowania, jeśli gość spoza Starego Kontynentu ma rodzinę wielodzietną. Z kolei w Polsce możliwość szybszego sprowadzenia swojej rodziny ma prawo tylko imigrant z tzw. uprzywilejowanej listy krajów. Nie wspominając o braku rozbudowanego programu, który pomógłby im się zasymilować.

Akcja twojej książki dzieje się w 2027 roku. Do tego czasu napływ imigrantów nadal będzie problem Europy?

- Jeśli spojrzeć na statystyki, to problem, który rozpoczął się w 2012 roku, został już zażegnany, niemal powrócił do stanu sprzed eksodusu. Ale jeśli zatrzymamy się na cyferkach, to szybko stracimy z oczu drugiego człowieka. Niedawno oglądaliśmy dantejskie sceny na granicy turecko-greckiej, gdzie imigranci próbowali dostać się do Europy, zaś władza chciała ich powstrzymać. W ostatnim czasie prawdopodobnie celowo podpalony został obóz dla uchodźców Moria na wyspie Lesbos, który był czterokrotnie przeludniony i powodował napięcia z miejscową ludnością. Rząd w Atenach tak długo bagatelizował problem, aż wydarzyła się tragedia. Na Morzu Śródziemnym nadal toną przybysze, którzy szukają u nas schronienia. Dlatego ten problem jest i będzie aktualny, choć jego nasilenie różne. Co więcej, jeśli nie zapobiegniemy ocieplaniu klimatu, część ziemi wyschnie i ludzie zaczną znowu masowo migrować. I ja ich rozumiem, bo my, Polacy, też byliśmy migrantami. Po II wojnie światowej przyjmowała nas Nowa Zelandia. Byliśmy gośćmi w Indiach, Kanadzie, Iranie, kilka tysięcy Kresowian zamieszkiwało afrykański obóz w Tengeru. A obecnie polski rząd odmawia przyjęcia około 7 tysiecy uchodźców, do czego zobowiązaliśmy się w ramach relokacji i z tytułu czego przegraliśmy przed Trybunałem Sprawiedliwości UE.

Straszenie napływem imigrantów było jedną z podstaw kampanii, a potem sukcesu politycznego obozu prawicy w Polsce. Jednocześnie PiS ma na sztandarach obronę tradycyjnych wartości, a spora grupa kościelnych hierarchów nie kryje sympatii dla obecnie rządzących. Jedną z podstaw chrześcijaństwa jest pomoc bliźniemu w potrzebie. Mając to wszystko na uwadze, nie odczuwasz dysonansu?

- To zależy, o którym Kościele mówimy. Bo jeśli mówimy o nauczaniu Kościoła Rzymskokatolickiego i oficjalnym stanowisku Watykanu, któremu przewodzi papież Franciszek, to wszystko wydaje się w porządku - otwiera się szeroko ramiona na imigrantów. Jezus przecież też był uchodźcą w Egipcie. Stanowisko Konferencji Episkopatu Polski jest podobne. Kłopot pojawia się na poziomie niektórych probostw i diecezji. To owoc sojuszu tronu z ołtarzem. PiS stosuje znaną z historii metodę napuszczania jednej nacji na drugą, więc takim podejściem przesiąkła część jego sympatyków. To niestety czasem przenosi się na ambonę, która szczególnie powinna być wolna od wszelkiej nienawiści. Wspólnego mianownika z chrześcijaństwem próżno szukać. Dopóki propagująca taką postawę odnoga Kościoła się o tym nie przekona, cała wspólnota będzie tracić.

  • Imigranci nie wyróżniają się w przestępczości na tle mieszkańców danego kraju.
  • W każdej grupie znajdą się przestępcy, ale nacja nie ma tutaj znaczenia

 

Pozostało jeszcze 65% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 3,69 zł dziennie.

    już od
    3,69
    /dzień
Piotr Guzik

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Pro Media Sp. z o.o.