Najgłośniej w opolskiej katedrze dzwoni „Urban” [ZDJĘCIA]

Czytaj dalej
Fot. Sławomir Mielnik
Krzysztof Ogiolda

Najgłośniej w opolskiej katedrze dzwoni „Urban” [ZDJĘCIA]

Krzysztof Ogiolda

Pięćdziesiąt pięć lat temu - 8 października 1961 roku - poświęcono nowe dzwony dla katedry opolskiej. Stare, zabytkowe zostały w lutym 1943 roku z nakazu nazistowskich władz zdjęte z wieży i przetopione na armaty.

Reporterzy nto w towarzystwie proboszcza katedry, ks. Waldemara Klingera wchodzą na katedralną wieżę, by zobaczyć z bliska dzwony, które co dzień tylko słyszy się z daleka, gdy wzywają wiernych na modlitwę. Pokonujemy najpierw betonowe, potem drewniane schody, by po dłuższej wspinaczce, lekko dysząc, stanąć w pomieszczeniu, które sprawia wrażenie wręcz wypełnionego dzwonami.

Na największym, wiszącym w centrum południowej wieży świątyni, da się - mimo patyny - odczytać napis: „Imię moje Urban”. Pod nim ludwisarz umieścił płaskorzeźbę patrona dzwonu (św. Urban był papieżem w III wieku i świętym bardzo popularnym w dawnym Rzymie. Jego imię - Urbanus - znaczyło tyle co miejski, ale też obyty, grzeczny, co nie przeszkadzało mu być patronem rolników i dobrych urodzajów). Na przeciwległej stronie dzwonu czytamy: Opole 1961 „Kościół Prokatedralny Świętego Krzyża”. Napis przypomina, że kościół stał się katedrą w pełni dopiero z chwilą ustanowienia diecezji, czyli w 1972.

„Urbana” otaczają trzy inne dzwony. Czytamy na nich kolejno: „Imię moje Maryja. Matka Boska Opolska”, na sąsiednim: „Imię moje Juda Tadeusz” i na ostatnim: „Imię moje Jacek”.

„Urban” wyraźnie góruje nad pozostałymi dzwonami. Waży 3600 kilogramów, czyli mniej więcej tyle, ile pozostałe trzy razem wzięte.

Oglądając z bliska dzwony i ich serca, orientujemy się, że ledwo parę minut zostało do dwunastej. Gdyby na „Anioł Pański” dzwoniły wszystkie dzwony naraz, musielibyśmy pewnie zatkać uszy watą lub co prędzej schodzić z wieży, chroniąc słuch. Ale wszystkie dzwony odezwą się pewnie dziś w nocy, wołając opolan na pasterkę. Na Anioł Pański dzwoni tylko dzwon poświęcony Matce Bożej.

- Aż serce rośnie, jak „Maryja” wzywa na modlitwę - mówi ks. Klinger. - Pierwszy raz byłem na wieży w czasie, gdy dzwon jest w użyciu. I spodziewałem się ostrego, przenikliwego, może i przykrego z tak bliskiej odległości dźwięku. A usłyszeliśmy miękki, przyjemny głos.

Kto dokładnie policzy, zorientuje się, że na wieży wiszą nie cztery, ale pięć dzwonów. Jeden z nich, umieszczony na dole z prawej strony, pamięta rabunek z 1943 roku. Naziści nie zabrali go na cmentarzysko dzwonów, bo pewnie był za mały. Odzywał się tylko wtedy, gdy jakiś parafianin przyszedł zgłosić pogrzeb. Jak mówiło się kiedyś na Śląsku: dzwonił na skonanie, wzywając mieszkańców do modlitwy za zmarłego. Ten najmniejszy dzwon jest zabytkiem. Nosi datę 1817. A wcale nie był najstarszy. Największy z zarekwirowanych dzwonów, „Wojciech”, pochodził z XV stulecia. Dostojny wiek nie uchronił go przed zachłannością barbarzyńców.

Wszystkie pięć katedralnych dzwonów zawieszono na specjalnej stalowej konstrukcji. Na jej stopie blisko wejścia wybito datę: 1962. Dlaczego dzwony poświęcone jesienią 1961 na wieżę trafiły dopiero w następnym roku? To też - przynajmniej na razie - jedna z tajemnic katedry.

Odpowiedź zna ks. Piotr Kołoczek, dziś emerytowany oficjał Sądu Biskupiego w Opolu, wtedy - na przełomie lat 50. i 60. - notariusz w Kurii Diecezjalnej. Ks. Karol Knosała (urodzony w Żelaznej koło Opola w 1902 roku), który 14 stycznia 1946 został administratorem parafii Krzyża Świętego (wcześniej był proboszczem w Dąbrowie Niemodlińskiej), poprosił ks. Kołoczka o pomoc w sprowadzeniu do konkatedry nowych dzwonów.

- Razem z księdzem Knosałą pojechaliśmy do Przemyśla, do słynnej ludwisarni Felczyńskich, mającej ponad 200 lat tradycji - wspomina ks. Kołoczek. - Ksiądz proboszcz wybrał mnie prawdopodobnie z dwóch powodów na towarzysza tamtej podróży. Po pierwsze miałem już samochód, a wyjazd do Przemyśla to była wtedy cała wyprawa. Ale celem naszego wyjazdu był także wybór dzwonów, które tonacją będą pasować do siebie. Już jako chłopak przed wojną i w czasie wojny śpiewałem w chórze katedry we Wrocławiu, więc proboszcz uznał najwyraźniej, że mój słuch muzyczny może się przy zestawianiu dzwonów przydać. Rzeczywiście pokazano nam wtedy tych dzwonów więcej i dano możliwość posłuchania, jak brzmią. Wspólnymi siłami wybraliśmy te cztery, które stworzyły harmonijną całość. Mimo lat, jakie upłynęły, pamiętam, że dla właściciela ludwisarni to, że robi dzwony do katedry w Opolu, to była mocno prestiżowa sprawa i zaszczyt. Wyraźnie to podkreślał.

Ks. Kołoczek pamięta, że gotowe dzwony po przywiezieniu z Przemyśla zostały ustawione przed grotą - ogrójcem, niedaleko wejścia do katedry.

- O ile sobie przypominam, myśl była taka, że dzwony mają w tym miejscu stać dość długo, być może nawet parę miesięcy - wspomina ks. oficjał. - Oglądanie dzwonów z bliska samo w sobie było atrakcją. Ludzie zresztą nie tylko patrzyli, podchodzili i stukali, żeby posłuchać ich brzmienia. Ta ekspozycja miała i ten cel, że zachęcała wiernych do ofiarności, bo za dzwony trzeba było przecież zapłacić. Nieoczekiwanie wiosną 1962 roku ks. Knosała zmarł (29 marca - przyp. red.). Ówczesny biskup opolski Franciszek Jop zdecydował, że dzwony powinny po raz pierwszy zabrzmieć na jego pogrzebie. I tak się stało.

Pan Józef Kuczera, mieszkaniec dzielnicy Zakrzów , „od zawsze” angażuje się w prace przy katedrze. Przechowuje do dziś pamiątkowe zdjęcie z poświęcenia dzwonów (widać na nim ówczesnych opolskich biskupów: Jopa, Grzondziela i Wyciska oraz proboszcza Knosałę.

- Niestety, w montażu dzwonów jeszcze nie uczestniczyłem - przyznaje pan Józef. - Ale opowiadał mi o nim szczegółowo nieżyjący już kościelny katedry. - Dzwony wciągnięto na górę za pomocą ręcznej windy. „Urban” okazał się zbyt duży do okna na wieży (tego zasłoniętego dębową żaluzją), trzeba było je trochę na dole powiększyć.

Stalowe umocowanie dzwonów na wieży i instalację elektryczną wykonała firma Malik z Chorzowa. Pierwszy mechanizm napędzający dzwony z czasem okazał się dosyć zawodny. Łańcuch spadał często, trzeba było wchodzić na wieżę, nawet parę razy w tygodniu i poprawiać. Za czasów ks. proboszcza Baldego poprawiałem i wzmacniałem też ułamane „ucho” największego dzwonu. Za proboszczowania ks. infułata Podzielnego mechanizm napędzający dzwony został wymieniony na nowszy i bardziej niezawodny. I działa do dzisiaj.

Krzysztof Ogiolda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Pro Media Sp. z o.o.