Stanisław S. Nicieja

Moje Kresy. Liceum Krzemienieckie

Budynki Liceum Krzemienieckiego, w głębi Góra Królowej Bony z ruinami zamczyska. Fot. Archiwum autora Budynki Liceum Krzemienieckiego, w głębi Góra Królowej Bony z ruinami zamczyska.
Stanisław S. Nicieja

Liceum Krzemienieckie, mając znakomitą kadrę wykładowców, zyskało opinię jednego z najważniejszych ośrodków polskiego życia kulturalnego – nie tylko na Wołyniu, ale na całych kresach dawnej Rzeczypospolitej.

Wśród uczniów tego liceum znalazły się takie indywidualności, jak kilku późniejszych pierwszorzędnych polskich poetów romantycznych: Juliusz Słowacki, Antoni Malczewski, Maurycy Gosławski, Tomasz August Olizarowski, Tymon Zaborowski oraz Tomasz (Tymko) Padura – polsko-ukraiński poeta, który wsławił się autorstwem ponadczasowej pieśni „Hej, sokoły” – śpiewanej do dziś i w Polsce, i na Ukrainie. Uczniami Liceum Krzemienieckiego byli też wysoko cenieni malarze portreciści Ksawery Kaniewski i Bonawentura Klembowski.

W ciągu jednego pokolenia w Krzemieńcu wyrosła plejada znakomitych wychowanków liceum, których dzieła i czyny promieniowały na całą Polskę i polską diasporę w Europie. Znaczenie Krzemieńca w latach 1805-1831 zaczęto porównywać z pozycją Wilna, Warszawy, Krakowa, Lwowa i Paryża, czyli z głównymi polskimi centrami życia intelektualnego.

To był niespotykany w dziejach fenomen małego, prowincjonalnego miasteczka, które bez żadnej przesady można było nazwać „Atenami Wołyńskimi”. Wydana w 2005 roku książka „Krzemieniec. Ateny Słowackiego” (pod redakcją prof. Stanisława Makowskiego), na którą składa się kilkadziesiąt erudycyjnych artykułów różnych specjalistów, znakomicie pokazuje ten fenomen.

Krzemieniec ciągle inspiruje publicystów, pisarzy i eseistów, jak choćby Włodzimierza Paźniewskiego czy Mariusza Olbromskiego. Niezwykła szkoła – pisał w 2003 roku Ryszard Przybylski – skądinąd podarunek despoty [cara Aleksandra I – S.S.N.], wyrwała Krzemieniec z ogromnego stada prowincjonalnych miasteczek Imperium. (...) Krzemieniecką wspólnotę stworzyła nie tylko obrona polskiej tożsamości narodowej, nie tylko przekonanie mieszkańców, że w dużym stopniu kształtują swój styl życia. Stworzył ją również zbiorowy wysiłek krzemieńczan, którego celem była metamorfoza miasteczka. Rytm swego życia Krzemieniec podporządkował bowiem szkole.

Krzemieniec był wdzięczny Czackiemu. Gdy niespodziewanie zmarł w wieku zaledwie 48 lat, jego zabalsamowane serce umieszczono w auli Liceum Krze­mienieckiego w specjalnej urnie opatrzonej sentencją: „Gdzie skarb twój, tam i serce twoje” – tym skarbem było jego liceum. Ciało Czackiego pochowano w grobowcu w rodzinnym Porycku.

W 1831 roku, na fali carskich represji po upadku powstania listopadowego, Liceum Krzemienieckie zamknięto, a jego bogatą bibliotekę, zbiory muzealne, gabinety pomocy naukowych, imponującą kolekcję rysunków i numizmatów przeniesiono wraz z częścią kadry profesorskiej do Kijowa, tworząc tam Uniwersytet św. Włodzimierza. Unicestwiono polski ośrodek intelektualny, Krzemieńcowi wyrwano serce. I w tym stwierdzeniu nie ma nawet metafory, bo urnę z sercem Czackiego też wywieziono z Krzemieńca i umieszczono w kościele w Porycku. Ale i tam nie było bezpieczne. W 1920 roku bolszewicy zrabowali kościół i wywieźli urnę z sercem w nieznanym kierunku. Na pewno gdzieś ją porzucili. Nazwę Poryck zmienili na: Pawliwka.

Ewakuacja ogrodu botanicznego
W 1836 roku, gdy Uniwersytet Kijowski – stworzony na bazie przesiedlonej z Krzemieńca kadry naukowej – uzyskał odpowiednie tereny, doszło do wyjątkowego aktu barbarzyństwa: władze carskie postanowiły wywieźć z Krzemieńca założony tam przez Willibalda Bessera ogród botaniczny. Mimo gorącego lata drzewa wyrwano z korzeniami.

Włodzimierz Paźniewski w jednym ze swych esejów tak przedstawił tę przejmującą tragedię „przeprowadzki” ogrodu botanicznego z Krzemieńca do Kijowa: Transport wykopanych drzew, krzewów i roślin odbył się według wojskowych przepisów, które po upadku powstania regulowały wędrówkę katorżników na Sybir.

Obowiązujące prawo nic nie mówiło, jak postępować z drzewami przeznaczonymi do wywózki i oficer kierujący deportacją musiał polegać na własnym doświadczeniu. Doskonale wiedział, że w takich okolicznościach najważniejsze jest utrzymanie porządku. Pisarz pułkowy dokładnie kaligrafował łacińskie nazwiska i imiona wywożonych drzew i krzewów. Po wielu dniach żmudnej pracy żołnierze piechoty załadowali ogród na długi sznur furmanek, oficer na koniu z obnażonym pałaszem wyznaczył postoje i etapy, następnie podniósł do góry rękę, woźnice zacięli konie i kawalkada wolno ruszyła w drogę.

Na czele, jak przewidywał regulamin, jechała kibitka, ostro pobrzękując dzwonkami, zaś obok furmanek szli żołnierze ze sztykami na karabinach. Milczący przechodnie przystawali na ulicach. Tylko od zabudowań licealnych biegł za konwojem pewien starszy mężczyzna w tużurku, z długim rozwianym włosem, który coś do siebie wołał. To oszalały z rozpaczy profesor botaniki, Willibald Besser, odprowadzał swój ogród daleko za miasto. Wywiezienie ogrodu botanicznego do Kijowa miało w rosyjskich zamiarach stanowić definitywny kres intelektualnego Krzemieńca.

Decyzja Piłsudskiego – „reaktywować Krzemieniec”
Gdy Polska wróciła na mapę Europy w 1918 roku i Krzemieniec znalazł się w odrodzonym polskim państwie, głównie za sprawą naczelnika państwa marszałka Józefa Piłsudskiego odtworzono krzemienieckie liceum, które stało się kompleksem zakładów edukacyjnych. Należały do niego: Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcące im. Tadeusza Czackiego, Gimnazjum Spółdzielczości, Liceum Rolnicze i Leśne, Pedagogium im. Juliusza Słowackiego ze szkołą ćwiczeń, przedszkola, internaty męskie i żeńskie, biblioteka, Wołyński Instytut Naukowy oraz Muzeum Ziemi Krzemienieckiej imienia doktora Willibalda Bessera. W ramach Liceum Krzemienieckiego funkcjonowały też mniejsze placówki oświatowe, mające swe siedziby w pobliskich wioskach, m.in. Szkoła Ogrodnicza w Leduchowie, Szkoła Stolarska i Mechaniczna w Wiśniowcu, trzy uniwersytety ludowe rozrzucone po krańcach Wołynia oraz trzy Ogniska Wakacyjne: Muzyczne, Rysunkowe i Pracy Społecznej.

Ten kompleks świetnie funkcjonujących placówek oświatowych, o dużym zapleczu materialnym (w skład którego wchodziły okoliczne lasy, gospodarstwa rolne, tartaki i fabryka mebli), nazwano znów „Atenami Wołyńskimi”. Był to swoisty uniwersytet wołyński, o wyjątkowym prestiżu i dał Krzemieńcowi dumę, chwałę i sławę. W jego rozbudowie duże zasługi położył starosta krzemieniecki w latach 1930-1936, a później do wybuchu wojny kurator Liceum Krzemienieckiego, Stefan Czarnocki (1897-1940?) – Podolanin z Biłki, aresztowany przez NKWD i wywieziony na Sybir, gdzie ślad po nim zaginął.

Czarnockiego dzielnie wspomagała żona – Halina z Karpowiczów (1900-1995). Cudem udało się jej przeżyć wojnę. Po przejściu przez obozy koncentracyjne w Oświęcimiu i Bergen-Belsen osiadła po wojnie jako archiwistka w Londynie, gdzie założyła m.in. Koło Krzemieńczan i redagowała wspólnie ze Zdzisławem Jagodzińskim „Biesiadę Krzemieniecką”, utrwalając pamięć o mieście nad Ikwą i czyny swego męża.

Świetność polskiego Krzemieńca zamyka wybuch II wojny światowej. Wycofujący się pod naporem wojsk niemieckich rząd polski na krótko znalazł schronienie w Krzemieńcu. Już 6 września 1939 roku przybyło tam kierownictwo ministerstwa spraw zagranicznych, a następnie korpus dyplomatyczny. W budynkach szkoły zatrzymali się ambasadorowie: Francji – Leon Noël, Wielkiej Brytanii – Biddle, Związku Radzieckiego – Nikołaj Szaranow, nuncjusz papieski Filippo Cortesi, a także ambasador Rumunii Gheorghe Grigorcea i ambasador Polski w Berlinie Józef Lipski. Minister Józef Beck przybył do Krzemieńca 9 września. Prezydent Ignacy Mościcki i marszałek Edward Rydz-Śmigły rezydowali w pobliskiej Ołyce. Do Krze­mieńca ściągnęła też polska generalicja oraz personel wielu ministerstw.

Wśród uciekinierów był również poeta Stanisław Baliński, autor wiersza „Pożegnanie z Krzemieńcem 1939 roku”, w którym czytamy:

Ach, jaki zjazd w Krzemieńcu, jaki splendor
sławy
Spłynął na miasto nasze, poezją spowite!
Przyjechali najpierwsi panowie z Warszawy,
Przybył Rząd Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.
Wojna się rozpoczęła na zachodnich drogach,
Wiejąc grozą, lecz tutaj jej głosów nie słychać.
Siedzimy w cichym dworku, modląc się
do Boga.
Ach, jaki wrzesień piękny i noc jaka cicha!” –
Tak mówiła w Krzemieńcu starsza jakaś pani
Do grona domowników i przyjezdnych paru,
Co wnikliwe spojrzenie smutne kładli na niej,
Jakby nie wierząc jeszcze ciszy pełnej czaru. (...)
Bo ich wojna już tknęła ognistym piorunem
I szła za nimi groźnie, fatalnie, obłudnie;
Byli ognia i zniszczeń niedobrym zwiastunem,
– Urzędnicy państwowi – w drodze na południe. (...)
Jutro dwie wściekłe armie ten ogród stratują
I rozniosą tych ludzi z furią dramatyczną.
Oni to już odgadli i w sercu już czują,
Żegnając podświadomie przeszłość
romantyczną. (...)
Pierzchają wszystkie szepty, barwy i uroki
I noc, jak róża późna, więdnie i przekwita.
– Dosyć snu! Na podwórzu zadudniły kroki.
Ktoś wbiegł szybko i woła: Czas uciekać! Świta!

Niemcy, którzy mieli znakomity wywiad, śledzili szczególnie drogę ewakuacji ministra Becka i bombardowali miejsca jego domniemanego pobytu. Tak było w Brześciu nad Bugiem, gdzie mógł przypłacić życiem ciężkie bombardowanie miasta, tak było 12 września w Krzemieńcu. Poranny nalot na bezbronne, pozbawione obrony przeciwlotniczej miasto, przyniósł setki ofiar wśród ludności cywilnej – tego dnia odbywał się jarmark na rynku. Józef Beck obserwował ten nalot z okien liceum. Zamykał się polski rozdział w dziejach miasta.

Kilka dni później Rosjanie weszli do Krzemieńca. I znów – jak przed stu laty – zaczęli niszczyć słynne Liceum Krze­mienieckie. Przyłączyli się do tego dzieła Niemcy, którzy w czasie okupacji, w latach 1941-1944 wymordowali wielu profesorów i wychowanków Liceum Krzemienieckiego.

Nazwiska tych ofiar znajdują się dzisiaj na marmurowych tablicach w odzyskanym po 1994 roku przez społeczność polską katolickim kościele pod wezwaniem św. Stanisława Kostki w Krzemieńcu. Jest tam też tablica poświęcona pamięci zamordowanych w czasie wojny dyrektorów Liceum Krzemienieckiego: Zdzisława Zaremby, Lucjana Bieleckiego, Kazimierza Urbańskiego i kuratora Stefana Czarnockiego oraz nauczycieli: Antoniego Białokura, Ludwika Chomickiego, Reginy Czepielowskiej, Jadwigi Palkowskiej, Franciszka Etrycha, Juliana Kozłowskiego, Czesława Mayzela, Mariana Ośki, Marii Zdobnickiej i Władysława Zienkowicza.

Szczytno „nowym Krzemieńcem”
Niektórzy z krzemienieckich nauczycieli przeżyli II wojnę i kontynuowali swą pracę pedagogiczną w powojennej Polsce. Należał do nich Roman Chromiński (1906-1965) – syn ziemian: Romana i Michaliny z Garczyńskich, urodzony w Mytelnie na Wołyniu, w pobliżu Ołyki (po traktacie ryskim w 1921 roku majątek Chromińskich pozostał po stronie sowieckiej).

Roman ukończył gimnazjum kupieckie w Bę­dzinie, a po studiach polonistycznych w Krakowie i Warszawie wrócił na rodzinny Wołyń i podjął pracę w Koedukacyjnej Szkole Handlowej, która była filią Liceum Krze­mienieckiego. Dał się tam poznać jako aktywny propagator idei harcerskich oraz świetny, zafascynowany twórczością Stefana Żeromskiego polonista. Prowadził też w tym czasie intensywne badania etnograficzne z Józefem Obrębskim (1905-1967) – znawcą Polesia, socjologiem, slawistą i etnologiem. Żywo zaangażował się w eksperyment wojewody wołyńskiego Henryka Józewskiego, mający doprowadzić do trwałego kompromisu polsko-ukraińskiego.

Po wybuchu wojny i zajęciu Krzemieńca przez Sowietów zbiegł do Warszawy, co uratowało mu życie. Po pewnym czasie wrócił jednak na Wołyń i podjął działalność konspiracyjną w strukturach Batalionów Chłopskich. Kontaktował się wówczas z Kazimierzem Banachem i poetą Zygmuntem Rumlem. Gdy na Wołyń wrócili Sowieci, zbiegł do Polski, ale aresztowany w Ostrowcu Świętokrzyskim trafił do więzienia w Kielcach, skąd został odbity w brawurowej akcji oddziału AK.

Udał się wówczas na Mazury, gdzie zaczął organizować polskie szkolnictwo – początkowo w Kętrzynie, a później w Szczytnie. Próbował tam z innymi byłymi nauczycielami Liceum Krzemienieckiego odrodzić ideę „Aten Wołyńskich”. Szczytno miało się stać „nowym Krzemieńcem” – miano czerpać pomysły z tamtych wzorców i praktycznych rozwiązań. Początkowo idea ta znalazła entuzjastów nawet wśród warszawskich polityków związanych rodzinnie z Kresami. Niestety, procesy stalinizacji Polski i zdecydowane działania na rzecz wymazania z historii wszystkiego, co wiązało się z Józefem Piłsudskim, nie pozwoliły na realizację zamiaru stworzenia w Szczytnie nowych „Aten Wołyńskich”.

Po raz drugi Chromiński podjął tę inicjatywę w Mrągowie w latach odwilży gomułkowskiej, w 1956 roku. Pracował wówczas z żoną Aleksandrą w tamtejszym Liceum Pedagogicznym. Prowadził intensywne zabiegi, aby stworzyć Liceum Warmińsko-Mazurskie jako swoistą replikę Liceum Krzemienieckiego. Niestety, i ten pomysł nie został zrealizowany ze względów politycznych. SchorowanyChromiński zmarł w wieku 59 lat w Chojnie, w województwie szczecińskim, gdzie pracował jako polonista do ostatnich swych dni.

Interesujące były również powojenne losy innego pedagoga Liceum Krze­mienieckiego – Feliksa Guzika (1892-1979), plastyka, nauczyciela prac ręcznych w Seminarium Nauczycielskim w Krzemieńcu. Feliks Guzik, wspólnie z żoną Emilią z Hozerów (zm. 1965) trafił po wojnie na Śląsk, do Brzegu, i tam pracował początkowo jako nauczyciel plastyki w Liceum Ogólnokształcącym, by kilka lat później podjąć pracę w Opolu w Studium Nauczycielskim.

Lata spędzone na Wołyniu, a zwłaszcza w Krzemieńcu, zawładnęły jego wyobraźnią. Jego sentyment do lat spędzonych pod Górą Królowej Bony objawił się w jego malarstwie. Stworzył wiele obrazów olejnych i akwarel o tematyce krzemienieckiej. Dzielił się swą wiedzą i fascynacją Wołyniem na zajęciach z uczniami i studentami szkół, w których uczył.

Syn Emilii i Feliksa Guzików, Tadeusz (1924-1988), był architektem, urbanistą i odegrał ważną rolę przy odbudowie powojennego Opola. Jego żona, Zofia z Bu­łajewskich (1926-2015), była koleżanką w brzeskim liceum słynnego matematyka – Kazimierza Urbanika i absolwentką Uniwersytetu Wrocławskiego. Ich córką jest Anna Guzik-Salamon – absolwentka Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu, opolska nauczycielka, rusycystka, strażniczka pamięci o zasługach Feliksa Guzika jako pedagoga na Wołyniu i Śląsku.

Mąż Anny Salamon, Grzegorz (rocznik 1952), realizator światła i dźwięku w Teatrze Eko Studio, ma również kresowe korzenie. Jego ojciec, Zygmunt Salamon (1923-1985), mieszkał do końca wojny w Białokrynicy pod Krzemieńcem i był sąsiadem Zdzisława Jagodzińskiego – później wybitnego działacza londyńskiej emigracji i dyrektora Biblioteki Polskiej w Londynie.

a Tadeusz Czacki – historyk, genialny pedagog i organizator, któremu poświęciliśmy poprzedni odcinek – stworzył imponująca uczelnię w sercu polskiego Wołynia.

b Tomasz Padura (1801–1871) – uczeń Liceum Krzemienieckiego, poeta , kompozytor, autor do dziś popularnej w Polsce i na Ukrainie pieśni pt. „Hej, sokoły”.
b Tymon Zaborowski (1799–1828) – poeta, dramaturg, który utopił się w rzece Zbrucz, uczeń Liceum Krzemienieckiego.

b

Stanisław S. Nicieja

b Feliks Guzik – plastyk, nauczyciel w Liceum Krzemienieckim, a po wojnie w Studium Nauczycielskim w Opolu – z synową Zofią z Bułajewskich i wnuczkami Izą Bednarczyk (starsza) i Anną Salamon. Fot. ze zbiorów Anny z Guzików Salamon z Opola.

Stanisław S. Nicieja

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.