Stanisław S. Nicieja

Moje Kresy. Krzemieniec - „Ateny Wołyńskie”

Widok na Krzemieniec i dominującą nad nim Górę Królowej Bony na akwareli Napoleona Ordy - autora ponad tysiąca rysunków przedstawiających ważne obiekty Widok na Krzemieniec i dominującą nad nim Górę Królowej Bony na akwareli Napoleona Ordy - autora ponad tysiąca rysunków przedstawiających ważne obiekty polskiej kultury na Kresach.
Stanisław S. Nicieja

Krzemieniec ze względu na istniejącą tam przed dwustu laty sławną uczelnię wpisany jest na trwałe na chlubne karty polskiej edukacji i w mitologii narodowej zyskał przydomek „Aten Wołyńskich”. Oto historia tego niezwykłego miasteczka.

Nazwa miasta wiąże się z obfitością występującego tam krzemienia, który można spotkać dosłownie wszędzie. Jego kawałki na pamiątkę wciskają do rąk turystom miejscowi chłopcy, licząc na kilka hrywien.

Ozdobą Krzemieńca są majestatycznie wyglądające góry: Czercza, Krzyżowa, Kamienna, Wołowica, Zamkowa (zwaną też Górą Bony) i Skały Dziewicze, które otaczają głęboki jar z płynącą nim rzeczką Ikwą. Na stokach tych gór rosną dorodne poziomki, błękitne fiołki, białe konwalie i fioletowy tymianek. Miasto tonie w bujnej roślinności i rozciąga się na długości siedmiu kilometrów. Jego główną oś stanowi ulica nazwana w czasach polskich Szeroką, a obecnie - Szewczenki.

Krzemieniec jest szczególnie piękny jesienią - wówczas miasto mieni się wszystkimi kolorami. Niezwykły krajobraz tych okolic miał zawsze wpływ nie tylko na koloryt budowli i piękno łamanych dachów, ale przede wszystkim na ludzi.

Krzemieniec szczyci się długą historią, której początku nikt nie zdołał ustalić. Poeta Tomasz August Olizarowski pisał:

W zacieniach dziejów gubi się początek
Krzemienieckiego tak zamku, jak grodu.
Kiedy gród obrał sobie ten zakątek?
Jest w dziejach domysł, lecz nie ma dowodu.
Zamek na górze być może posadził
Kniaź Mścisław Chrobry albo Mścisław Stary.

Sławę i chwałę Krzemieńca budowali książęta ruscy i litewscy, polscy królowie i możnowładcy, artyści i uczeni. Próbowali go zdobyć i złupić Mongołowie i Tatarzy, król węgierski, Wołosi, Kozacy i Rosjanie. W 1241 roku, podczas najazdu Batu-chana, kiedy złupiono wszystkie okoliczne grody, tylko zamek w Krzemieńcu pozostał niezdobyty, ale później Daniło Halicki zmuszony był jako lennik chana zburzyć warownię w Krzemieńcu, by nie była przeszkodą dla kolejnych najazdów.

Legendy Krzemieńca

W 1533 roku Krzemieniec został podarowany przez Zygmunta Starego nieślubnemu synowi - biskupowi Januszowi, a trzy lata później przeszedł na własność królowej Bony, która - poprzez swoich namiestników - przebudowała twierdzę, a miastu nadała szereg przywilejów. Od tego czasu najwyższa góra, licząca 407 metrów wysokości, nosi jej imię. Nie ma dowodów archiwalnych, że Bona była w zamku krzemienieckim, ale na ten temat powstało tak wiele legend, iż mieszkańcy Krzemieńca nie dopuszczają myśli, by królowa w zamku na górze noszącej jej imię nie pomieszkiwała. Opowiadają na jej temat legendy, zaczerpnięte z twórczości romantycznego poety Stefana Witwickiego, autora ballady „Zamkowa Góra w Krzemieńcu” - o tym, że Bona wyprawiała na zamku bale i w złotej karecie jeździła po skórzanym, splecionym z rzemieni moście rozpostartym między Górą Zamkową a Czerczą.

Raz w niedzielę w wielkim poście,
Bona, gadając z Włochami
Niemieckimi językami,
Jechała prędko po moście.
Wtem coś wrzasło jakby dziecię...
Konie się strasznie przelękły,
Skoczyły, rzemienie pękły...
Tak Bona stradała życie.

Inna legenda, chętnie opowiadana przez przewodników już od kilku pokoleń głosi, że królowa Bona zgromadziła na zamku krzemienieckim wiele skarbów i kosztowności. I do dziś po nocach krąży wśród ruin jej duch, pilnując tego bogactwa. A w Wielkanoc duch królowej Bony pojawia się na dziedzińcu, z kluczem od skarbca w ustach. Jeśli znajdzie się śmiałek, który pocałunkiem jej ten klucz odbierze, Bona poprowadzi go do głęboko ukrytego podziemia. Lecz tam śmiałek będzie poddany jeszcze jednej próbie: na zachłanność i pazerność: otóż drzwi do skarbca otwierają się wraz z pierwszym uderzeniem dzwonu na rezurekcję, a z ostatnim - zamykają. Śmiałek musi zdążyć wyjść ze swoją zdobyczą przed ostatnim uderzeniem dzwonu. Jeśli nie zdąży, zostanie tam - zamknięty na zawsze.

Julian Ursyn Niemcewicz w swojej książce „Podróże po ziemiach polskich” zamieścił wyniki lustracji zamku krzemienieckiego z roku 1555 i dzięki temu można sobie wyobrazić, jak zamek ten wyglądał w XVI wieku. Wiadomo, że miał trzy baszty (w każdej po cztery działa), prowadziły do niego dwa mosty, a cały wierzchołek Góry Bony otoczony był murem ze strzelnicami. Problemem twierdzy krzemienieckiej był brak wody. Wykopana tam studnia miała ponoć 90 metrów głębokości i była jedną z najgłębszych na świecie. Często jednak wysychała, gdyż usytuowana była na najwyższym na Wołyniu wzniesieniu (niektóre źródła twierdzą, że w ogóle wody się tam nie dokopano). W twierdzy zbudowano więc system drewnianych rynien okalających dachy i mury zamku, które przechwytywały wodę deszczową i magazynowały ją m.in. w studni oraz licznych kamiennych wannach i basenach. Podczas długich oblężeń obrońcy musieli się liczyć z wielkim niebezpieczeństwem, jakim był brak wody. Ale też stromość góry była niezbywalnym walorem obronnym.

Jedna z legend głosi, że w czasie najazdu Tatarów w XIII wieku obrońcy - wykorzystując niezwykle mroźne noce - uciekli się do niespotykanego fortelu: całą górę zamkową, która nie była wówczas porośnięta drzewami, polali obficie wodą zgromadzoną w studni. Zbocza góry stały się lodowiskiem, po którym nie sposób się było dostać do zamku.

W 1648 roku, podczas powstania kozackiego, zamek krzemieniecki został zdobyty przez oddziały pułkownika wojsk Chmielnickiego - Maksyma Krywonosa, który kazał zamek spalić. Ponieważ mury obronne w wielu miejscach zostały wówczas skruszone, twierdza straciła swoją funkcję obronną. Od tego czasu jest już wieczną ruiną, z fragmentami dawnych murów obronnych okalających dziedziniec. Zachował się fragment baszty z ostrołukową bramą od strony góry Czerczy oraz fragment baszty z czerwonej cegły. Na dziedzińcu widać pozostałości zasypanej gruzami, niegdyś życiodajnej, potężnej studni.

Obecnie Góra Królowej Bony zdobywana jest już tylko przez turystów, stąd rozciąga się bowiem wspaniały widok na całe miasto, który wart jest trudnej wędrówki po stromym zboczu.

Fenomen Tadeusza Czackiego

Zamki kresowe pełniły przede wszystkim funkcje obronne. Były strażnicami niepodległości państwa i wolności obywateli, tworzyły strefę bezpieczeństwa i opiekuńczości. Pod skrzydłami tej opieki mogła rozwijać się oświata i kultura. Przykładem tego jest właśnie Krzemieniec, który był zawsze ośrodkiem drukarstwa i szkolnictwa.

Tam, pod Górą Królowej Bony, usytuowano najsłynniejszą polską szkołę średnią, która miała poziom uniwersytecki - Liceum Krzemienieckie, nazwane z czasem „Atenami Wołyńskimi”. Liceum to stworzył pochodzący z pobliskiego Porycka Tadeusz Czacki (1765-1813), historyk, działacz gospodarczy i oświatowy.

Tadeusz Czacki okazał się mistrzem organizacji. Dziś powiedziano by o nim, że był menedżerem z najwyższej półki. Mimo rozwichrzonej natury był człowiekiem zadziwiająco dobrze zorganizowanym. Jego dewizą było hasło: „Wymyśl i zrób. Jeśli potrafisz tylko rzucić bądź zredagować ideę, a nie potrafisz jej zrealizować, będziesz tylko fantastą”. A takich w każdym pokoleniu jest wielu. Szybko toną w mrokach niepamięci jako frustraci i nieszczęśnicy twierdzący, iż świat się na nich nie poznał.

Czacki wiedział, jakie znaczenie ma sugestywny, dobrze zorganizowany marketing. Tworząc Gimnazjum Wołyńskie, które później przekształcono w Liceum Wołyńskie, robił to z rozmachem. Głosił, że oto tu, na Wołyniu, powstaje polski Oxford, polska Sorbona - ognisko myśli twórczej i naukowych eksperymentów. Świetna znawczyni dziejów Krzemieńca Maria Danilewicz-Zielińska pisała o początkach szkoły Czackiego: Zanim miasto zaroiło się uczniami, spłynął na „Ateny Wołyńskie” splendor posiadania biblioteki królewskiej; z północy, południa i zachodu wodą i lądem przybywały skrzynie z książkami, instrumentami fizycznymi, minerałami itp. - widział je i podziwiał cały Wołyń. Sypnęły się ofiary - im to zawdzięczało Gimnazjum Wołyńskie dostatnie wyposażenie i efektowne, szybkie rezultaty pierwszych lat istnienia.

Otwarciu szkoły nadano rozgłos i wyjątkową oprawę. W dniu inauguracji grzmiały armaty, śpiewały chóry i grały organy. Do auli wkroczył barwny orszak: biskupi, panowie w kontuszach, dostojnie kroczący profesorowie w czarnych togach i oficerowie z błyszczącymi epoletami. Od początku wszystkim uroczystościom krzemienieckim towarzyszyła podniosłość i teatralny rozmach. Niektórzy twierdzili, że była to pompa, feta, przepych i wyraz megalomańskiej próżności Czackiego. Ale wiemy, jak bywa niesprawiedliwa polska zawiść. Z oglądu dokumentów z tamtej epoki wynoszę przekonanie, że Czacki i pod tym względem wyprzedzał czas. Znał psychikę współbraci. Wiedział, że ta ostentacja, rozmach, rozgłos i szum wokół szkoły mają walory magnetyzujące, ściągające bogatych darczyńców, bez hojności których byłaby to kolejna szkółka na prowincji.

Mecenasi i darczyńcy Liceum

Blask i sławę Liceum Krzemienieckie zyskało - i trzeba to mocno podkreślić - również dzięki hojnym mecenasom. Byli nimi przedstawiciele wielkich polskich rodów z Wołynia, Podola i całej Ukrainy: Czetwertyńscy, Jabłonowscy, Olizarowie, Platerowie, Sanguszkowie, Rzewuscy, Sapiehowie, Wiśniowieccy, Sobańscy czy Mniszkowie. Bez ich darów i materialnego wsparcia zapuszczony klasztor krzemieniecki, w którym Liceum znalazło swą siedzibę, nie rozbłysnąłby jak kandelabr w gmachu polskiej nauki i sztuki. Czacki, tworząc szkołę, umiał szukać ludzi mogących mu w tym dziele pomóc, umiał namówić i zapalić innych do swego dzieła. Tak było na przykład z Janem Nepomucenem Lernetem - Wołynianinem (nie tak bogatym jak wymienieni wyżej arystokraci), który cały swój majątek, 40 tysięcy rubli, przekazał Liceum Krzemienieckiemu.

Ta umiejętność pozyskiwania ludzi dla swych idei i pomysłów to był wielki walor Czackiego, co rzadko wydobywają jego biografowie. W polskiej historiografii jest to lekceważone i pomijane. Za przykład może tu posłużyć biografia Jana Styki, który miał fenomenalny zmysł organizacyjny i umiejętność zdobywania funduszy na swoje zamierzenia. Bez Jana Styki nie powstałaby słynna „Panorama Racławicka” i kilka innych panoram, bo trzeba było w tym celu zgromadzić duże środki pieniężne. Nie zrobiłby tego Wojciech Kossak ani cała plejada współpracujących ze Styką malarzy, którzy na jego wielkich płótnach malowali „chmurki, drzewka i pagórki”. Styka miał dar zdobywania pieniędzy. Umiał zarabiać. Był zawsze bogatym człowiekiem. Wzbudzał przez to zawiść. Aby umniejszyć jego pozycję w malarstwie, wymyślano mu od pacykarzy. Z lubością pisano, że „malował Chrystusa na kolanach”, ale o jego zdolnościach organizacyjnych nie wspominano.

Czacki miał podobne zdolności organizacyjne, które trzeba umieć docenić. W stworzeniu Liceum Krzemienieckiego pomógł mu bardzo pochodzący również z Wołynia Hugo Kołłątaj (1750-1812) - jeden z najwybitniejszych umysłów swojej epoki, współtwórca Konstytucji 3 maja. Urodzony w Dederkałach Wielkich - starej osadzie między Krzemieńcem a Jampolem - po wyjściu z austriackiego więzienia (słynnej twierdzy w Spielbergu) był dzierżawcą wioski Tetylkowce (14 km od Krzemieńca). W pomyśle Czackiego Kołłątaj dostrzegł wielką szansę dla emancypacji polskiej kultury. Był wszak rok 1805 i od dziesięciu lat nie istniało już państwo polskie rozebrane na trzy części przez sąsiadów.

Duże zasługi w sfinansowaniu krzemienieckiego liceum miał Józef August Iliński, generał polski i rosyjski, marszałek szlachty wołyńskiej, właściciel dużych posiadłości ziemskich. Ponieważ w tragicznych dla Polski latach 1792-1796 reprezentował politykę ugodową wobec Rosji, przez Polaków był uważany za karierowicza i konformistę. Ale nie pamiętano mu i nie wyrażono żadnej wdzięczności, że to on uzyskał od cara zwolnienie chorych przywódców insurekcji - Tadeusza Kościuszki i Ignacego Potockiego. Był to też wielki filantrop i mecenas sztuki, ale to się w Polsce rzadko pamięta - martyrologia jest w większej cenie.

W 1805 roku Tadeusz Czacki, wsparty przez Hugona Kołłątaja i fundusze wielu arystokratów, stworzył w Krzemieńcu wzorcową szkołę średnią o nowatorskim programie nauczania i wychowania. W zamyśle jego twórcy miał to być zalążek przyszłego uniwersytetu.

Kształt organizacyjny Liceum

Naukę w Liceum Krzemienieckim podzielono na dwa etapy. Pierwszy, czteroletni, obejmował głównie kształcenie językowe. Drugi, sześcioletni, był tzw. szkołą refleksji, gdzie uczono matematyki, historii, geografii, wymowy, fizyki, prawa, przyrody i literatury. W edukacji kładziono duży nacisk na wychowanie fizyczne, realizując w praktyce hasło: „W zdrowym ciele, zdrowy duch”. W Liceum stworzono świetne zaplecze, m.in. ogród botaniczny, obserwatorium astronomiczne (sprowadzono m.in. zegar astronomiczny Hochländera i teleskop gregoriański), laboratorium chemiczne, dobrze wyposażone gabinety: fizyczny, mineralogiczny i zoologiczny, bibliotekę, opartą na liczącym ponad 15 tysięcy woluminów księgozbiorze króla Stanisława Augusta oraz na księgozbiorze księżnej Teofili Sapieżyny. Na wyposażeniu szkoły znalazły się też zbiory numizmatyczne i obrazy przednich mistrzów, które - zawieszone na ścianach Liceum - miały formować gust uczniów. Te cenne dzieła sztuki były najczęściej darem dawnych wychowanków szkoły oraz ich wdzięcznych rodziców, a także arystokratów działających z pobudek patriotycznych. Czacki umieścił szkołę w imponujących okazałością barokowych budynkach dawnego klasztoru jezuickiego.

Wybitni wykładowcy

Pracę w Liceum Krzemienieckim podjęli m.in. tak wybitni nauczyciele jak Alojzy Feliński - poeta, który zapisał się w historii literatury polskiej jako autor dramatu „Barbara Radziwiłłówna” i słynnej pieśni „Boże, coś Polskę”. Wykładał tu również pochodzący z Brodów wybitny pisarz tamtej epoki Józef Korzeniowski , autor m.in. dramatu „Karpaccy górale” oraz dwóch powieści: „Spekulant” i „Kollokacja”.

W liceum Czackiego profesorami byli także: Joachim Lelewel - najsłynniejszy wówczas polski historyk, Euzebiusz Słowacki - teoretyk i historyk literatury (ojciec poety Juliusza Słowackiego), Julian Aleksander Mickiewicz - młodszy brat wieszcza Adama Mickiewicza, późniejszy profesor uniwersytetów w Kijowie i Charkowie, oraz Alojzy Osiński - filolog i leksykograf, który nosił przydomek „Kwintylian Polski”, autor piętnastotomowego słownika języka polskiego pt. „Bogactwa mowy polskiej”.

Botanikę wykładał i współtworzył krzemieniecki ogród botaniczny Willibald Besser, z pochodzenia Tyrolczyk, uczony europejskiego znaczenia, który po studiach we Lwowie i Krakowie zyskał opinię „polskiego Linneusza”. Badał roślinność całej Małopolski, Podola i Wołynia. Besser podniósł ogród botaniczny w Krzemieńcu do rangi najważniejszych i najciekawszych tego typu ogrodów w Europie. Była to placówka naukowa wydająca cenne dzieło „Catalogus Plantarum”. Sadzono tam, szczepiono i eksperymentowano na najbardziej wyszukanych roślinach. Organizowano naukowe ekspedycje po całym Wołyniu, Podolu i Ukrainie. W 1824 roku ogród liczył 8350 egzotycznych roślin różnych gatunków i odmian, 797 drzew i krzewów, 3500 roślin krajowych. Zielnik Bessera liczył 6 tysięcy zasuszonych roślin - sklasyfikowanych i naukowo opisanych.

Stanisław S. Nicieja

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.