Moje Kresy. Kolonia artystyczna w Krzemieńcu

Czytaj dalej
Fot. Archiwum autora
Stanisław S. Nicieja

Moje Kresy. Kolonia artystyczna w Krzemieńcu

Stanisław S. Nicieja

W II Rzeczypospolitej objawił się fenomen dwóch polskich kolonii artystycznych – enklaw, w których prym wiodła bohema. Pierwsza powstała w Kazimierzu nad Wisłą, druga w Krzemieńcu nad Ikwą.

Ojcem tej pierwszej był profesor warszawskiej ASP Tadeusz Pruszkowski – charyzmatyczny artysta o dużych zdolnościach organizacyjnych i niewyczerpanej energii. To on spowodował, że Kazimierz – małe, zabiedzone miasteczko bez przemysłu, przycupnięte nad szeroko rozlaną Wisłą, zrujnowane wojną – stał się miejscem tętniącym życiem artystycznym.

Rozkwitła tam nowoczesna sztuka, a pierwszorzędni artyści, jadąc do Kazimierza po twórczą inspirację i na towarzyskie spotkania oraz żarliwe dyskusje o sensie życia, bratali się z letnikami i miejscową biedotą. Świetnie przedstawiła to Maria Kuncewiczowa w powieści „Dwa księżyce”, zekranizowanej w doborowej obsadzie aktorskiej przez Andrzeja Barańskiego.

Fenomen Stanisława Sheybala
Podobną rolę (jak Tadeusz Pruszkowski w Kazimierzu) odegrał w Krzemieńcu Stanisław Sheybal (1891-1976). To on, po odrodzeniu się w tym mieście za sprawą marszałka Piłsudskiego sławnego liceum, wpłynął w trudnym do wymierzenia zakresie na artystyczne znaczenie tego miasteczka nad Ikwą.

Przodkowie Stanisława Sheybala przybyli na kresy Rzeczypospolitej ze Szkocji.
Jego dziadek, Jan Sheybal, który osiadł w Kołomyi i ożenił się tam z Teresą Piasecką, miał z nią siedmioro dzieci, w tym: Józefa – znanego krakowskiego fotografa (który zmienił nazwisko na Sebalt), Kazimierę – właścicielkę pierwszego prowadzonego przez kobietę atelier fotograficznego w Kołomyi, Franciszka Ksawerego, pełniącego w Galicji wysokie funkcje samorządowe, m.in. burmistrza w Żółkwi i starosty we Lwowie.

Syn Franciszka Ksawerego, interesujący nas tutaj szczególnie Stanisław Sheybal, był absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i Pradze. Pod koniec I wojny światowej znalazł się we Lwowie, skąd wspólnie z żoną, Bronisławą Kotulanką, przeniósł się do Krzemieńca. Przełom w jego życiu nastąpił, gdy w 1927 roku objął posadę nauczyciela w tamtejszym słynnym liceum. Ujawnił wówczas swą niezwykle twórczą i ekspresyjną osobowość. Zaczął od stworzenia pierwszej w Polsce szkolnej pracowni fotograficznej. Fotografia była w tym czasie w fazie dynamicznego rozwoju. Stawała się zjawiskiem powszechnym. Udoskonalane urządzenia zapisujące obraz wchodziły na drogę rewolucyjnych przemian.

W Liceum Krzemienieckim była to absolutna nowość. Nic więc dziwnego, że budziła wielkie zainteresowanie. Ponieważ w Krzemieńcu nikt nie miał pojęcia, co działo się w tej dziedzinie na świecie, Sheybal zorganizował w 1929 roku Pierwszą Ogólnopolską Wystawę Fotografii Artystycznej. Władze regionu – zwłaszcza wojewoda Henryk Józewski i starosta krzemieniecki Stefan Czarnocki – poparły ten pomysł. Niepokój budziło tylko pytanie, czy wystawa w Krzemieńcu (miasteczku źle skomunikowanym z całą Polską, gdzie trudno było dojechać i skąd niełatwo było wyjechać) przyciągnie największych polskich fotografików. Pomysł przerodził się w wielki sukces.

W wystawie wzięli udział m.in. najbardziej prominentni wówczas fotograficy polscy: Jan Bułhak z Wilna i Jan Neuman ze Lwowa. Zainicjowało to wielki ruch fotograficzny w Krzemieńcu. Sheybal był w swoim żywiole. Nie tylko uczył, ale też jako fotografik stosował różne techniki, m.in. gumową, chromianową.

Jak ustaliła Aleksandra Sheybal-Rostek – w 1936 roku Królewskie Towarzystwo Fotograficzne w Londynie uznało go za jednego z dziesięciu najlepszych na świecie twórców fotografii w technice gumowej. Dużo fotografował, ogłaszał artykuły specjalistyczne i propagował fotografię w pismach fachowych.

W drugiej połowie lat trzydziestych dołączył do niego uczeń Bułhaka Henryk Hermanowicz (1912-1992) i wówczas Towarzystwo Fotograficzne w Krzemieńcu stało się pierwszorzędnym w kraju. Wokół Sheybala skupiała się młodzież. Miał pogodny sposób bycia i nieurażające nikogo poczucie humoru. Był szanowany, lubiany i uznawany przez młodzież oraz władze oświatowe za wybitnego znawcę przedmiotu.

Sheybal oprócz fotografowania dużo malował. Uruchomił też w Krzemieńcu pracownię radiotechniczną. Zorganizował chór i uczniowską orkiestrę symfoniczną. Był założycielem i wieloletnim redaktorem naczelnym miesięcznika „Życie Krzemienieckie”. Obok Zbigniewa Opolskiego był też głównym pomysłodawcą otworzenia w Krzemieńcu szkoły malarskiej, w której zajęcia prowadzili artyści, m.in. Jan Cybis, Władysław Lam, Emil Krcha, Hanna-Rudzka-Cybisowa.

Tę działalność przeciął wybuch wojny. Sheybal pozostał w Krzemieńcu. W czasie okupacji prowadził z Hermanowiczem zakład fotograficzny „Sztuka”. Gdy Krzemieniec zajęli Niemcy, wyjechał do Warszawy, gdzie pracował w dwóch zakładach fotograficznych. Działał w konspiracji – robił zdjęcia do fałszywych dokumentów dla Żydów. Przeżył powstanie warszawskie. Po wojnie osiadł w Krakowie, a później wrócił do Warszawy.

Uczył krótko w Liceum Sztuk Plastycznych w Łazienkach. Do pracy twórczej już nie powrócił. Cały jego dorobek artystyczny pozostał w Krzemieńcu, gdzie przepadł. Stanisław Sheybal zmarł w 1976 roku. Spoczął na cmentarzu w Marysinie Wawelskim. Jego syn Władysław był wybitnym aktorem: zagrał m.in. rolę pianisty w filmie Andrzeja Wajdy „Kanał”, a po wyjeździe do Anglii zaczął odnosić sukcesy międzynarodowe.

Bohema krzemieniecka
Krzemieniec stał się w latach 30. XX wieku jednym z centrów polskiej bohemy artystycznej głównie za sprawą Stanisława Sheybala, ale również dzięki temu, że zamieszkali tam wówczas liczni malarze, m.in.: Zygmunt Turkiewicz, Feliks Guzik, Roman Dłubak, Igor Haśkiewicz, Maria Piotrowska, Helena Zarembianka. W maju 1934 roku Jerzemu Osostowiczowi, wspomaganemu przez Stanisława Sheybala, udało się zorganizować w Krzemieńcu arcyważną wystawę Grupy Krakowskiej, skupiającej młodych malarzy będących w ostrej opozycji w stosunku do władz krakowskiej ASP.

Członkowie Grupy Krakowskiej, a było ich kilkunastu wyróżniających się talentem, zarzucali ówczesnemu rektorowi ASP Fryderykowi Pautschowi i jego bliskim współpracownikom – artystom o wysokim, utrwalonym już autorytecie: Kazimierzowi Sichulskiemu, Władysławowi Jarockiemu i Xaweremu Dunikowskiemu – „terror artystyczny”. W krzemienieckiej wystawie wzięli udział najbardziej awangardowi wówczas malarze: Sasza Blonder, Franciszek Jaźwicki, Leopold Lewicki, Adam Marczyński, Stanisław Osostowicz, Jonasz Stern, Henryk Wiciński i Eugeniusz Waniek. Zapowiedział swój udział również Leon Chwistek, ale z powodu choroby (raczej dyplomatycznej) nie dojechał. Wysłał jednak swój referat pt. „Walka o nową sztukę”.

Kolejna wielka wystawa artystów awangardowych miała miejsce w marcu 1937 roku w Sali Kolumnowej Liceum. Brali w niej udział m.in.: Leon Ormezowski, Marek Szapiro, Eustachy Wasilkowski i drzeworytnik Włodzimierz Wilkanowicz. Dwa miesiące później wystawę urządziło ukraińskie towarzystwo „Spokij”.

Lista artystów odwiedzających Krzemieniec i tworzących tam kolonię artystyczną była zadziwiająca. W latach trzydziestych bywali tam malarze ze wszystkich polskich ośrodków akademickich, m.in.: Molly Bukowska, Helena Krowicka, Bronisław Gniazdowski, Aniela Cukierówna, Romuald Zerych, Sasza Blonder, Marta Grünberg, Gizela Hufnaglówna, Marian Wnuk, Hanna Krzetuska, Stefan Sławczyński, Bolesław Stawiński, Czesław Wierusz-Kowalski, Stanisław Kramarczyk i Maria Jarema. Byli oni częstokroć zahipnotyzowani malarstwem i poetyką Chagalla, twórczością Picassa, ostrością polityczną Grosza czy formą nowoczesnego teatru Piscatora. Buntowali się przeciwko tradycyjnej estetyce. Wielu z nich miało poglądy lewicujące. Niektórzy z nich byli z tego powodu szykanowani przez władze, pomawiani i podejrzewani o sympatie komunistyczne. Mieć taką etykietkę było wówczas niebezpiecznie.

W Krzemieńcu powstały przed wojną tak słynne i ważne dzieła malarskie jak: Emila Krchy – „Uliczka w Krzemieńcu” oraz „Dwór nad Ikwą”, Hanny Rudzkiej-Cybisowej – „Fragment ogródka pani Słowackiej”, Bolesława Stawińskiego – „Żyd z Krzemieńca”, Jonasza Sterna – „Akt kobiecy”, Saszy Blondera – „Martwa natura z czajnikiem”, Stanisława Osostowicza – „Epopeja chłopska”, Władysława Galimskiego – „Połów węgorzy na Ikwie”, Leopolda Lewickiego – „Rodzina Alibaby”, Zygmunta Acedańskiego – „Ulica Miodowa w Krzemieńcu”, kilkadziesiąt obrazów Cybisa, w tym „Park w Krzemieńcu” i „Dach z ulicy Słowackiego”. Poszukiwano nowych rozwiązań, nowej estetyki, nowej „rzeczywistości”.

Krzemieniec stał się ulubionym miejscem dla wielu polskich kolorystów i kapistów, z Janem Cybisem i Stanisławem Szczepańskim na czele. Odnaleźli tu ulubioną atmosferę małych miasteczek i scen rodzajowych.

W 1937 roku osiedlili się w Krzemieńcu na stałe Emil Krcha, Stanisław Szczepański, Eustachy Wasilkowski oraz małżeństwo Teresa z Niewęgłowskich i Bronisław Gniazdowscy. On – malarz warszawski, ona – z Lubelszczyzny. Bronisław Gniazdowski – wielki entuzjasta jazdy na rowerze zasłynął m.in. tym, że trasę z Krzemieńca do Warszawy pokonywał w trzy dni. Rower był jego nieodłącznym atrybutem. Gdy urodził mu się syn – Adam, doczepił do swojego jednośladu wiklinowy wehikuł w formie łóżeczka i woził nim swoje dziecko.

Znalazło to odbicie w twórczości malarskiej Gniazdowskiego. Jesienią 1942 roku, ostrzeżony przez znajomego Ukraińca, że jego rodzina ma wyrok śmierci, zbiegł z ukochanego Krzemieńca. Zostawił wszystko, w tym swój dom w budowie. Po wojnie osiadł w Kluczborku, gdzie pracował w starostwie powiatowym. W pobliskim Gorzowie Śląskim również osiedli krzemieńczanie – Maria i Stanisław Skibniewscy, lekarze.

Osobliwość Bolesława Stawińskiego
Wojna zaskoczyła w Krzemieńcu jednego z wybitnych twórców Grupy Krakowskiej – Bolesława Stawińskiego (1908-1983). Był to artysta wywodzący się z bardzo biednej łódzkiej rodziny proletariackiej, co miało duży wpływ na jego radykalne, lewicowe poglądy polityczne. W życiorysie, który po latach odnalazł w rękopisie jego syn Piotr, napisał: Było nas jedenaścioro osób rodzeństwa – z rodzicami zajmowaliśmy pokój 16 m˛i kuchnię, w domku zrobionym z szopy drewnianej, nieopalanym zimą z braku węgla, wilgotnym stale, gdyż podłoga leżała na ziemi. Lampa naftowa oświetlała równocześnie pokój i kuchnię, do której drzwi nie były potrzebne.

Do snu podłoga pokoju założona była słomą dla nas dziewięciorga, rodzice spali w łóżku; można ten opis dopełnić kilkoma doniczkami kwiatów i trzema parami skrzypiec, które ojciec zrobił, a bracia na nich grali. Życie warte było 20 złotych, które ojciec przynosił co tygodnia z tkalni łódzkiej. Chorował na serce, rzadką wolną chwilę poświęcał malowaniu obrazków z wyobraźni, z przeżytego w młodości piękna stron, skąd pochodził. Widzieliśmy swych rodziców w troskach i łzach i niezwykłej miłości do nas.

W Krzemieńcu w czasie okupacji Bolesław Stawiński przeżył wiele dramatów i upokorzeń. Znalazło to odbicie w jego twórczości, zwłaszcza w obrazach o likwidacji getta, ale malował też pogodne sceny rodzajowe, pejzaże z Góry Królowej Bony i martwe natury. Ponieważ – jak wielu malarzy z kręgu Grupy Krakowskiej – miał opinię komunizującego lewicowca, był przez władze szykanowany i nie mógł znaleźć pracy. Dość spokojnie przeżył pierwszą okupację sowiecką w Krzemieńcu (lata 1939-1941). Pracował jako rysownik w Instytucie Pedagogicznym, który Sowieci utworzyli w gmachu Liceum Krzemienieckiego.

Gdy w połowie 1941 roku Krzemieniec zajęli Niemcy, zaczął się dla Stawińskiego czas wielkich zagrożeń i niepewności. Jeden z jego braci trafił do kacetu w Dachau, drugi razem z siostrą został wywieziony na roboty przymusowe do Niemiec. Nie znając dnia ani godziny, pod presją ciągłego zagrożenia aresztowaniem, utrzymywał się z malowania szyldów, a później wyrobu pasty do butów i nici. Gdy do Krzemieńca wrócili Sowieci, zatrudniono go w Kombinacie Przemysłowym w pracowni malarskiej. Poznał wówczas swoją przyszłą żonę – Weronikę Thoryńską, z którą wziął ślub w 1945 roku. Kilka miesięcy później, gdy nadarzyła się okazja, pociągiem repatriacyjnym opuścił na zawsze Krzemieniec. Osiadł w Bytomiu, gdzie do dziś mieszka jego syn Piotr (rocznik 1957), również malarz.

Bolesław Stawiński pracował po wojnie w Państwowym Ognisku Kultury Plastycznej w Katowicach oraz na stanowisku docenta w katowickiej filii ASP w Krakowie. Był barwną i powszechnie znaną w Bytomiu i Katowicach postacią. Zmarł 11 listopada 1983 roku. Syn – Piotr krzewi kult swego ojca i chroni tę cząstkę jego twórczości, która przetrwała pożogę wojenną i zachowała się w zbiorach rodzinnych. Jolanta Poks-Stawińska przytacza jedną z osobliwości, jaka charakteryzowała jej teścia: Miał zwyczaj nosić w butonierce termometr laboratoryjny o skali do 100°C. Kiedy składał komuś wizytę, zazwyczaj pił herbatę, a tym termometrem mierzył jej temperaturę. Czekał, aż osiągnie 36,6°C i dopiero wypijał przygotowany napój. Syn Piotr dodaje: Chciano mu dać order w dziedzinie kultury, ale nie przyjął, gdyż orzekł, że nie kolekcjonuje odznaczeń, że nie jest generałem. Zaakceptował jedynie Order Kawalerski Odrodzenia Polski, ale tylko z powodu konsekwencji w postaci dodatku pieniężnego do emerytury.

Wojna zaskoczyła w Krzemieńcu także jednego z najwybitniejszych polskich kapistów – Jana Cybisa. Urodzony na Śląsku Opolskim, we Wróblinie, a więc dla władz wojskowych podejrzany jako „były obywatel niemiecki”, nie dostał karty mobilizacyjnej. Myślał więc, że przeczeka w Krzemieńcu zawieruchę wojenną, tym bardziej że mieszkała tam wówczas jego partnerka Helena Zarembianka. Zaszył się w pobliskim Sapanowie, który był majątkiem Zarembów, i tam malował. Powstało wówczas wiele znakomitych obrazów Cybisa związanych tematycznie z okolicami Krzemieńca, obecnie zgromadzonych w Muzeum Śląska Opolskiego, które posiada największą kolekcję dzieł tego twórcy.

W Krzemieńcu urodził się jego syn – Jacek Cybis, który w swoich wspomnieniach napisał: Z Krzemieńca mojego dzieciństwa nie pamiętam nic. Rozstanie z miejscem urodzenia nastąpiło, gdy liczyłem lat 2,5. A jednak Krzemieniec był obecny w moich wyobrażeniach przeszłości od zawsze. W dramatycznych czasach miałem to szczęście, że moje początki od pierwszych dni zostały udokumentowane w fotografiach nieocenionego Henryka Hermanowicza, a także w notatkach mego ojca. (...) Na podstawie zachowanych fotografii zrobionych m.in. w ogrodzie Dorożyńskich, w pałacu w Wiśniowcu, we wnętrzach i otoczeniu Liceum można odtworzyć sobie atmosferę tamtych lat, świat ludzi sztuki – głównie z kręgu kapistów.

Z Krzemieńcem wyjątkowo mocno związany był Emil Krcha (1894-1972). Urzeczony jego okolicą, osiadł tam z żoną i wspólnie podjęli pracę w liceum: uczyli malarstwa i muzyki. Gdy Krzemieniec zajęli Niemcy i zaczęły się napady banderowców, Emila Krchę zmobilizowano do straży patrolującej miasteczko nocami. Jego syn Jan Krzysztof Krcha wspominał zasłyszaną w domu rozmowę rodziców: Emil, czy ty zabiłbyś Ukraińca, gdyby ci wyskoczył? – zapytała matka. – Skąd!, nigdy, miałem przecież zepsuty karabin. Na pytanie, jak mógł iść na wartę, wiedząc, że jego karabin ma defekt, odpowiedział: Ja wiedziałem, ale wróg nie.

Ze wspomnień Jana Krzysztofa Krchy dowiadujemy się, iż jego matka u schyłku życia, w czasach sowieckich, pojechała do Krzemieńca. Przypadek sprawił, że jadła obiad w stołówce licealnej i ze zdziwieniem dostrzegła w kącie sali fortepian matki Juliusza Słowackiego. Znała ten instrument, bo uczyła na nim. Gdy ujrzała instrument za­mknięty na kłódkę i zorientowała się, że służy jako miejsce składania brudnych talerzy, wszczęła alarm i doprowadziła do przekazania fortepianu do istniejącego tam dziś Muzeum Słowackiego.

Twórczość krzemienieckich malarzy ma wielu wielbicieli i znawców. Właścicielami jednej z najwartościowszych prywatnych kolekcji są małżonkowie – Krystyna (z domu Guzek) i Marian Czekajowie z Bielawy. Pasja kolekcjonerska Czekajów rozwinęła się podczas spotkań na giełdach antyków na Mariensztacie. Gdy po studiach osiedli w Bielawie na Dolnym Śląsku, stali się kolekcjonerami i regularnymi bywalcami na wszystkich dużych śląskich giełdach staroci – od Świdnicy, poprzez Wrocław, do Gliwic i Bytomia. Są właścicielami jednej z największych kolekcji obrazów malarzy związanych z Krzemieńcem.

Stanisław S. Nicieja

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Mariusz Pękala

Nieznana osoba na zdjęciu to malarz Jan Stasiniewicz, urodzony w Rzeszowie.

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Pro Media Sp. z o.o.