Stanisław S. Nicieja

Międzyrzec Korecki [MOJE KRESY]

Rodzina hrabiów Steckich - właścicieli pałacu w Międzyrzecu Koreckim i posiadłości ziemskiej liczącej 10 tysięcy hektarów: z lewej Cecylia i Adam, z Rodzina hrabiów Steckich - właścicieli pałacu w Międzyrzecu Koreckim i posiadłości ziemskiej liczącej 10 tysięcy hektarów: z lewej Cecylia i Adam, z prawej Aleksandra z Jełowickich i Józef Steccy. Unikatowa fotografia ze zb. Elżbiety z Bokackich Wilk (urodzonej w Opolu), obecnie mieszkanki Ozimka.
Stanisław S. Nicieja

Zainspirowany pamiętnikiem mieszkańca Brzegu Juliana Jamroza postanowiłem zgłębić historię jego rodzinnego miasteczka - Międzyrzeca Koreckiego.

Obecnie jest to duża wieś ukraińska na wschodzie Wołynia, gdzie o czasach polskości zaświadczają tylko zrujnowany barokowy kościół i potężny pałac polskiej hrabiowskiej rodziny Steckich.

Międzyrzec Korecki, leżący w pobliżu drogi z wojewódzkiego miasta Równe do Korca (znanego w historii dzięki sławnej fabryce porcelany), był u zarania swych dziejów siedzibą rodu Koreckich, którzy w połowie XVI wieku wznieśli tam zamek. Wiek później wojewoda Konstanty Wasyl Ostrogski ufundował kościół oraz nadał miejscowości prawa magdeburskie. Na początku XVIII wieku kolejny właściciel Międzyrzeca, Dominik Jerzy Lubomirski, wybudował nowy kościół, a przy nim klasztor pijarów. Te dwie okazałe architektonicznie budowle, o dużym smaku artystycznym, nadały Międzyrzecowi charakter i podniosły atrakcyjność miasteczka, wpływając na szybki przyrost liczby mieszkańców.

Rezydencja Steckich

Po pierwszym rozbiorze Rzeczypospolitej dobra międzyrzeckie kupił w 1773 roku (choć w niektórych źródłach znajduje się informacja, że wygrał je w karty) Jan Kazimierz Stecki (zm. 1820) - zamożny ekscentryk o wizjonerskich pomysłach. Jego gospodarskie talenty przyniosły Międzyrzecowi lata świetności, które już później w takim rozmiarze nigdy się nie powtórzyły. Stecki wzniósł okazałą rezydencję (która zachowała się do dnia dzisiejszego) i urządzał w niej bale i reduty dla okolicznego ziemiaństwa.

Sprowadzał artystów, zespoły teatralne i muzyków. Osuszył okoliczne bagna, zamieniając je w łąki. W 1805 roku przyjechał tam w towarzystwie Hugona Kołłątaja Tadeusz Czacki, wielki reformator polskiego szkolnictwa, z zamiarem przekształcenia międzyrzeckiego kolegium pijarskiego w szkołę o wysokim poziomie kształcenia. Pomysł ten bardzo spodobał się Janowi Kazimierzowi Steckiemu, który miał nawet nadzieję, że po pewnym czasie międzyrzeckie gimnazjum dorówna sławie i znaczeniu Liceum Krzemienieckiemu. Może tak by się stało, gdyby żywot tej szkoły był dłuższy, ale po powstaniu listopadowym w drodze represji carat zamknął tę szkołę.

Z tamtych jednak czasów ważną kartę w historii zapisał jeden z absolwentów gimnazjum w Międzyrzecu - Michał Czajkowski (1804-1886), znany w historii Polski jako Sadyk Pasza, pisarz, autor powieści kozackich, powstaniec listopadowy, a później emigrant w Turcji, gdzie stworzył m.in. polską kolonię Adampol. On to w swoich pamiętnikach poświęcił wiele miejsca opisom Międzyrzeca ze swoich lat gimnazjalnych.

Jednym z najbardziej zasłużonych dla Międzyrzeca Koreckiego był hrabia Józef Stecki (1767-1832), marszałek szlachty powiatu rówieńskiego, który - podobnie jak jego ojciec - nie żałował pieniędzy na wspieranie szkoły pijarskiej i rozbudowę swojej rezydencji. Dbał o kształcenie polskiej miejscowej młodzieży. Corocznie trzydziestu uczniów, obdarowanych odpowiednimi stypendiami, wysyłał na studia na uniwersytety Wileński i Warszawski, a sześciu na studia zagraniczne. Tak rozumiał swój patriotyzm - kształcić polską młodzież na odpowiednim poziomie. Przy swoim pałacu założył pierwszy na Wołyniu ogród botaniczny, później przekształcony w trzy ogrody: kwiatowy, spacerowy (z oranżeriami i cieplarniami) i warzywno-owocowy. Żonaty był z Teklą Wilżanką - kobietą niezbyt urodziwą, niskiego wzrostu, ale o wielkiej inteligencji. W pamiętnikach bywalców w pałacu międzyrzeckim jest wiele informacji o jej dystyngowaniu i elegancji, która kontrastowała z nieco rubaszną osobowością hrabiego.

Za czasów Józefa Steckiego pałac został ozdobiony ściennymi malowidłami Józefa Mańkowskiego i wyposażony w bogate stylowe meble. Goszczono tam biskupów i różne wpływowe osobistości. Oprócz kamerdynerów służba ubrana była w stroje kozackie. Józef Stecki kontynuował tradycje wielkich balów i stworzył w pałacu stałą orkiestrę oraz chór męski (złożony wyłącznie z Kozaków), którym dyrygował - jak to ustalił Roman Aftanazy, autor najgłębszego studium o tym pałacu - Antoni Lipiński, brat sławnego skrzypka i kompozytora Karola Lipińskiego (1790-1861). W marcu 1831 roku na zaproszenie brata koncertował w pałacu Steckich Karol Lipiński, wówczas już wirtuoz europejskiej klasy, porównywany z Paganinim i wygrywający z nim niejednokrotnie (m.in. na koncercie w Warszawie) rywalizację. Sala koncertowo-teatralna, którą wzniósł Józef Stecki, ozdobiona była freskami o tematyce muzycznej i wyróżniała się akustyką. Oprócz koncertów muzycznych wystawiali tam sztuki wędrowni aktorzy i uczniowie gimnazjum. W tym czasie Międzyrzec Korecki stał się jednym z centrów wołyńskiego życia towarzysko-kulturalnego.

Po powstaniu listopadowym carat za wspomaganie powstańców skonfiskował Steckiemu pałac oraz otaczające go dobra. Upaństwowiono również klasztor pijarów. Było to dla właściciela pałacu takim wstrząsem, że rok później przypłacił to życiem. Żona przeżyła go tylko o rok. Spoczęli w krypcie zniszczonego dziś kościoła w Międzyrzecu Koreckim. Dopiero w 1859 roku jednemu z synów Józefa Ludwika, Henrykowi Steckiemu, udało się po długich, morderczych zabiegach i wyczerpującym procesie odzyskać Międzyrzec, ale rezydencja nie wróciła już do swej świetności sprzed pół wieku.

Henryk Stecki był utalentowany literacko. W 1895 roku wydał we Lwowie „Wspomnienia mojej młodości na Wołyniu”, które są kopalnią informacji o Międzyrzecu i okolicach. Miasteczko to pozostawało w rękach Steckich do wybuchu II wojny światowej.

Wojenny dramat hrabiów Steckich

17 września 1939 roku Steccy stracili na zawsze swój otoczony parkiem pałac. Okoliczności zajęcia Międzyrzeca Koreckiego przez bolszewików znamy z relacji Juliana Jamroza i wspomnień prof. Jana Steckiego, który w momencie wybuchu wojny miał 9 lat. Wojna zaskoczyła mieszkańców Międzyrzeca. Już 3 września na miasteczko spadły niemieckie bomby, mimo że stąd do granicy rosyjskiej było tylko 12 kilometrów, a do granicy z Niemcami setki kilometrów. Tego się nikt nie spodziewał.

Natychmiast po wybuchu wojny polskie władze wojskowe zarekwirowały Steckim ich samochód marki Fiat. Nie zabrano im wysłużonego samochodu marki Buick, który w 1939 roku liczył już 10 lat i sprawiał kłopoty przy uruchamianiu. Buicki były luksusowymi limuzynami stworzonymi przez szkocko-amerykańskiego przedsiębiorcę Davida Dunbara Buicka, z których w okresie międzywojennym korzystali najbardziej prominentni przedstawiciele świata show-biznesu. W Polsce buickami jeździli m.in. gwiazdor polskiego filmu Eugeniusz Bodo i niezwykle wzięty pisarz Tadeusz Dołęga-Mostowicz, autor „Znachora” i „Kariery Nikodema Dyzmy”.

Po 10 września 1939 roku do Międzyrzeca dotarła potężna fala uciekinierów z zachodu. Setki cywilów ze skromnym dobytkiem wiezionym na samochodach czy furach uciekało przed Niemcami przez Wołyń. Uciekinierzy byli w irracjonalnym amoku. Nie wiedzieli jeszcze, co to jest niemiecki blitzkrieg. W Polsce hitlerowcy - wspomina Jan Stecki - a właściwie, trzeba powiedzieć, Niemcy pokazali swe bestialskie oblicze, bombardując i ostrzeliwując z powietrza kolumny uciekinierów zdążających na wschód. Załogi myśliwców Luftwaffe, a byli to „normalni”, wykształceni piloci, strzelały do cywilnej ludności, nie mając żadnych moralnych hamulców.

Na dźwięk nadlatującego samolotu wszyscy rozbiegali się na boki, kładąc się w przydrożnych rowach, zaroślach i polach. Gdy myśliwiec Luftwaffe przeleciał, można było wrócić na szosę i kontynuować wędrówkę. Trzeba tylko było uważać, bo lotnik potrafił zawrócić i ostrzelać ponownie ten sam odcinek drogi. Działo się to najczęściej na dalekich tyłach, o setki kilometrów oddalonych od najbliższego odcinka frontu. Jan Stecki dotknął tu istoty barbarzyństwa Niemców w czasie wojny z Polską. Później będą się tłumaczyć generałowie Wehrmachtu w Norymberdze, że nie prowadzili wojny z ludnością cywilną, że mordowali tylko gestapowcy i tzw. hitlerowcy, a Wehrmacht był czysty. Eufemizmem „hitlerowcy” Niemcy do dziś próbują tłumaczyć swoje barbarzyństwo wojenne, w którym pogrążył się ich cały naród pod rządami Hitlera.

Przejmujące sceny bombardowania uciekinierów cywilów na drogach są w filmach Stanisława Lenartowicza „Pamiętnik pani Hanki”, według prozy Tadeusza Dołęgi-Mostowicza oraz Andrzeja Wajdy - „Lotna”, według noweli Wojciecha Żukrowskiego.

Fala uciekinierów z Polski centralnej, która dotarła do wołyńskiego Międzyrzeca, zamieniła to miasteczko w wielkie koczowisko. Wypełniło się też po brzegi całe pierwsze piętro pałacu Steckich, do tej pory puste, nieużywane przez właścicieli. Gospodarze pałacu zapewnili setkom uciekinierów schronienie - spanie i wyżywienie. Znamy obraz takich zachowań zwłaszcza ze świetnego filmu Janusza Morgensterna „Polskie drogi”, ze scenariuszem Jerzego Janickiego. Tam też właśnie, gdzieś pod Krzemieńcem - jak mówi bohater tego filmu - we dworze, w pałacu chroniło się setki ludzi. Wśród uciekinierów był również Władysław Tyszkiewicz.

17 września o piątej rano do pałacu Steckich przygalopował leśniczy z wiadomością, że wojska rosyjskie przekroczyły granicę. Również naczelnik poczty w Międzyrzecu Tomasz Chmurkowski zawiadomił Józefa Steckiego, iż dowiedział się z radia, że idą Sowieci.

Zostałem obudzony - wspomina Jan Stecki - o bardzo wczesnej rannej godzinie. Pamiętam widok Mamy pakującej jakąś bieliznę do kufrów oraz wiadomość, że stary Buick, ciągany końmi wokół gazonu przed pałacem, nie chce zapalić. Widziałem tę scenę przez okno. Rodzice wyraźnie byli zaskoczeni i ten najazd spadł na nich jak grom z jasnego nieba. Wielu ludzi w Polsce spodziewało się czegoś niedobrego. Dyplomaci (jak Jaś Gawroński) wiedzieli coś o tajnym protokole Ribbentrop-Mołotow. Wiali więc do Rumunii aż się kurzyło (sławne „Zaleszczyki”). Wuj, Stanisław Jełowicki, choć zwykły obywatel ziemski, miał naszykowane od tygodnia czy więcej dwa wozy drabiniaste wypełnione dobytkiem wywożonym z Ożenina; na wieść o przekroczeniu granicy przez Sowietów natychmiast z córką Niną zacięli batem konie i odjechali w ciągu kwadransa; pędząc skrótami co sił, dojechali bezpiecznie do Lwowa, a stamtąd już spokojnie do Krakowa. Wuj Stefan znany był jako człowiek praktyczny i chodasiewicz bardzo dbały o stronę materialną, a poza tym miał inne trochę spojrzenie na Ożenin nad granicą rosyjską, mieszkając głównie w majątku Sikorowie pod Inowrocławiem. Więc, myślę, że dla niego Ożenin był „tam”. Dla moich Rodziców Międzyrzec był „tu” i było im trudno pogodzić się z jakimś planem wyjazdu - i dokąd?

Około 7.30 zobaczyliśmy wąż buro-brunatno-szary wojsk posuwających się drogą w dole. Dziś rozumiem, że wtedy na wyjazd ze mną i malutkim Olusiem już było za późno. Ten obraz brudnego węża Armii Czerwonej widzę jeszcze dziś, gdy zamknę oczy.

W stołowym pokoju, skąd był widok na miasteczko w dole, był wielki zegar, z którym byłem jako dziecko w stałym kontakcie, zaczynając dawniej lekcje o ósmej rano. Stąd zapamiętałem dokładnie moment wejścia bolszewików do Międzyrzeca.

Rosjanie natychmiast zajęli pałac, konfiskując wszystko co się dało. Hrabiów Steckich wtłoczono do dwóch pokoi. Nie wolno im było opuścić Międzyrzeca. Strach przed aresztowaniem i wywiezieniem powodował, że w nocy ukrywali się w parku w jamie wcześniej wykopanej. Najmłodszy ze Steckich, Aleksander (Oluś), był przechowywany u zaprzyjaźnionej Ukrainki w chałupie za murem parku.

W pierwszych dniach października 1939 roku hrabiego Józefa Steckiego aresztowano i wywieziono do więzienia w Równem. Tam, w celi więziennej, znalazł się w doborowym towarzystwie okolicznych ziemian, z których nikt nie wyszedł żywy - poza jednym: Piotrem Pruszyńskim, którego uwolniła żona Wilma. Ta niezwykle energiczna i przedsiębiorcza kobieta dała wiele dowodów swego skutecznego działania. Ale wyrwanie męża, Pruszyńskiego, z rąk NKWD naprawdę graniczyło z cudem.

Żona hrabiego Steckiego otrzymała zezwolenie na wyjazd z synami - Janem i Aleksandrem z Międzyrzeca. Życzliwy Steckim Ukrainiec, wójt, dał jej wozy z końmi. Steckiej spieszyło się do Równego, aby podjąć działania wydobycia męża z rąk NKWD. A było to bardzo udane i szczęśliwe małżeństwo. Mama musiała myśleć - wspominał Jan Stecki - że tu kiedyś wrócimy - tyle razy my, Kresowiacy, uciekaliśmy w różnych wojnach, zawieruchach i zawsze wracaliśmy. Musiała tak myśleć, bo bezcenne skrzypce Michała Kleofasa Ogińskiego [tego od słynnego „Poloneza” - S.S.N.] zostawiła na przechowanie Ukraińcowi, który coś miał wspólnego z muzyką i był pałacowi życzliwy - nie wiem, czy pracował w majątku. Tak czy owak skrzypce niedługo potem się spaliły, bo wieś ukraińska Międzyrzeca rozprawiała się z tymi Ukraińcami, którzy „kolaborowali z przeklętymi Lachami”. Jego drewniana chałupa została szczelnie zamknięta z nim i całą rodziną w środku i podpalona. Wszyscy i wszystko spłonęło do ostatniej deszczułki. Taki był ostateczny los słynnych skrzypiec Michała Kleofasa Ogińskiego.

Hrabina Stecka po przyjeździe do Równego wystawała godzinami pod więzieniem, aby przekazać paczkę i dostać zgodę na widzenie. W końcu nawet raz się jej udało zobaczyć męża przez kraty. Po kilku tygodniach zdecydowała się z małymi dziećmi wyjechać do Lwowa do krewnych Ledóchowskich. Pojechała pociągiem towarowym z 17 walizkami. Skąd wiem - wspominał Jan Stecki - że siedemnaście? Bo jedna zginęła, co wyszło na jaw przy przeliczaniu na dworcu we Lwowie. Okazało się, że biedny złodziej okropnie się nabrał, bo była to walizka z fotografiami. Dlatego też nie mam prawie żadnych fotografii z Międzyrzeca, ani luzem, ani albumów. Na szczęście zachowało się kilka fotografii dzięki Józefie i Stefanowi Bokackim, którzy pracowali przed wojną w pałacu Steckich w Międzyrzecu Koreckim, a po wojnie osiedli w Opolu, na Zakrzowie, i trudnili się ogrodnictwem. Fotografie te opublikowali ich wnuczka Wanda Gurba i prawnuk Piotr Gurba w książce wspomnieniowej „Wołynianka. Historia wołyńskiej rodziny”, wydanej w 2015 roku.

We Lwowie Stecka mieszkała u Ledóchowskich w ich willi przy ulicy Klejnockiej. Jan zaczął chodzić do szkoły prowadzonej przez zakonnice przy placu Św. Jura, a jego matka jeździła co miesiąc z paczkami do więzienia w Równem, aż w marcu 1940 roku paczki nie przyjęto. Usłyszała, że więźnia już tam nie ma. Powiedziano jej, że wywieziono go do Kijowa albo Charkowa. Załamana postanowiła przenocować u kobiety wynajmującej pokoje, a właściwie łóżka na nocleg. Miała wyjątkowego pecha. Tej nocy po właścicielkę lokalu jako burżujkę i żonę polskiego policjanta przyszli Sowieci. Z rozbudzoną ze snu hrabiną Stecką rozmowa była krótka, nie zapytano jej nawet o nazwisko. Usłyszała od enkawudzisty: „Wy toże pojeditie” (Wy też pojedziecie). I na nic zdały się żadne wyjaśnienia i prośby, argumenty, że spała tu przypadkiem, że przyjechała do męża, który jest w więzieniu. Stecka pojechała na Sybir, podobnie jak milion jej podobnych Kresowian, do Kazachstanu „na osiedlenie”. Przesłała stamtąd wiadomość, która szczęśliwie dotarła do Lwowa. Ponieważ była w tym liście mowa o dzieciach pozostawionych we Lwowie, enkawudzista stwierdził: „Nie ma problemu, dzieci do was dojadą”.

W wielkiej panice wyprowadzono małego Janka i Olesia Steckich na przedmieście Lwowa i podjęto działania, aby jak najszybciej wywieźć ich do Krakowa, do spokrewnionej z nimi rodziny Skarbków. I tak też się stało. Po wojnie obaj bracia Steccy doszli do tytułów profesorskich: Jan, z wykształcenia chemik, związał się z Instytutem Chemii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, a Aleksander został profesorem w krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. Ich matka została wywieziona z Kazachstanu na Syberię, do osady koło Omska, przy trasie transsyberyjskiej. Wróciła do Polski w 1946 roku. Zmarła w styczniu 1949 roku we Wrocławiu i spoczywa na cmentarzu na Sempolnie. Jej męża zamordowano w Bykowni koło Kijowa w 1940 roku - jest na Liście Katyńskiej.

Stanisław S. Nicieja

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.