Marta Klubowicz odchodzi, a Nysa zostaje ze swoim bagienkiem

Czytaj dalej
Krzysztof Strauchmann

Marta Klubowicz odchodzi, a Nysa zostaje ze swoim bagienkiem

Krzysztof Strauchmann

W tym mieście nie można spokojnie pracować - mówi Marta Klubowicz, która po 2 latach zrezygnowała z dyrektorowania w Nyskim Domu Kultury. - Miała stalkera, który śledził mnie, gnębił i chciał skompromitować.

Znana aktorka po latach na scenie wraca do swojego rodzinnego miasta. Zostaje szefem miejscowego domu kultury, którego kulisy kryją sporo tajemnic. Po dwóch latach przybita realiami rezygnuje. To temat na sztukę teatralną!

Osoby dramatu:
Marta Klubowicz, lat 53, polska aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna. Od 2015 dyrektor Nyskiego Domu Kultury. Wikipedia nie zdążyła jeszcze dopisać, że przed tygodniem złożyła rezygnację z tego stanowiska.
Marcin Miłkowski (w Wikipedii nie ma swojego hasła), lat 47 – z wykształcenia muzyk, kompozytor, do 2015 roku kierownik techniczny Nyskiego Domu Kultury, obecnie dziennikarz, dyrektor i redaktor prywatnej telewizji Regionalna Telewizja Opolskie.
Role drugoplanowe przedstawimy później.

Miejsce i czas akcji: Nysa, maj 2015 – lipiec 2017.
Gatunek: Dramat obyczajowy z elementami horroru i absurdu.

Scena pierwsza:
Połowa kwietnia 2015 roku. Świeżo po wygranym konkursie na stanowisko dyrektora Nyskiego Domu Kultury Marta Klubowicz w nyskiej kawiarni udziela wywiadu dziennikarzowi nto. Pada pytanie: Czy nie obawia się Pani układów w mieście, koterii? Tego, że ktoś będzie Pani bezinteresownie przeszkadzał?

Aktorka po chwili zastanowienia mówi: Nie chcę o tym myśleć. Nie chcę wchodzić w politykę. Nie umiem trzymać z ludźmi, których nie poważam. Ani też nie uprzedzam się do nikogo. Jestem uczciwym człowiekiem i tego wymagam od innych.

Scena ostatnia:
Upalny piątek 27 lipca 2017 roku. Marta Klubowicz wysyła maila do burmistrza Nysy Kordiana Kolbiarza informujący o rezygnacji ze stanowiska dyrektora domu kultury. Do redakcji Nowej Trybuny Opolskiej wysyła „list pożegnalny” skierowany właściwie do mieszkańców 50- tysięcznej Nysy. Pisze w nim m. in.:

„Nie mam ochoty trawić mojej energii na walkę z draństwem, mentalną ciasnotą i jakimiś układami. Jest jeszcze coś innego w życiu, niż zbiurokratyzowany dom kultury, gdzie na łeb leje mi się woda z wyremontowanego za unijne pieniądze dachu, a ściany mają uszy. Wolę opuścić nyskie bagienko, zanim całkiem mnie nie wciągnie.”

Ciąg dalszy na pewno nastąpi. Napisze go prokuratura, która prowadzi trzy śledztwa. Dwa zawiadomienia złożyła Marta Klubowicz, która domaga się ścigania za zniesławienie jej w materiałach publicystycznych i groźby karalne składane pod jej adresem w celu wymuszenia podpisania umowy.

Trzecią sprawę zgłosił w prokuraturze Marcin Miłkowski. On z kolei dowodzi, że dyrektor NDK poświadczyła nieprawdę w delegacji i posłużyła się nią, żeby wyłudzić miejskie pieniądze.

Kulturalne życie miasta, czyli jak nie kijem ją, to pałą

Była fatalnym dyrektorem Nyskiego Domu Kultury - twierdzą jej przeciwnicy, zarzucając jej lewactwo, niszczenie ruchu amatorskiego, wyłudzenie delegacji. Marta Klubowicz walczy o honor i dobre imię.

Korzenie nyskiego dramatu sięgają kilku lat przed 2015 rokiem, czyli okresu dyrektorowania Janiny Janik w Nyskim Domu Kultury. To była kontrowersyjna dyrektor. Bardzo rozwinęła działalność placówki, wielokrotnie sięgając przy tym do pieniędzy z funduszy Unii Europejskiej. Życiowy partner pani dyrektor Marcin Miłkowski został kierownikiem ds. administracyjnych w placówce. Związane z nią środowisko ludzi powołało w 2009 roku stowarzyszenie Ad Astra, zajmujące się także działalnością kulturalną. Ad Astra zorganizowało Regionalną Telewizję Opolskie, produkującą programy informacyjne i reportaże o lokalnych wydarzeniach, nadawane w sieciach kablowych oraz w internecie. Prywatna telewizja znajdowała się na tym samym piętrze, co biura dyrekcji NDK.

W 2014 Regionalna Izba Obrachunkowa przeprowadziła w NDK kompleksową kontrolę, zakończoną 40 zastrzeżeniami.

Najpoważniejsze to: wypłacenie pracownikom 15 tys. zł na umowy-zlecenia za prace, które powinni wykonać w ramach etatu, luki w dokumentacjach przetargowych, brak przetargów w sytuacji, gdy łączna wartość zamówienia przekraczała dopuszczalną kwotę zlecenia bezprzetargowego (14 tys. euro). Dyrektor Janik tłumaczyła, że to „wpadki” zrozumiałe przy bardzo intensywnej pracy placówki. Mimo to w styczniu 2015 roku nowy burmistrz Kordian Kolbiarz zwolnił ją ze stanowiska.

Janina Janik zdobyła dofinansowanie między innymi na modernizację budynku NDK. W jej ramach na elewacji budynku zamontowano kolorowy ekran LED, na którym emitowano filmy z imprez w NDK. To taka forma autopromocji. W 2012 roku przetarg na obsługę ekranu za kwotę 7,3 tys. zł. miesięcznie, wygrała firma z Lubina, prowadząca podobną telewizję u siebie.

Ale ekipa spod Legnicy nie przyjeżdżała kręcić do Nysy, tylko zlecała to Regionalnej Telewizji Opolskie. RTO dostawała za to część pieniędzy z NDK.

Marcin Miłkowski (fragment oświadczenia przysłanego redakcji nto): Realizujemy zlecenia produkcji programów telewizyjnych i taka jest nasza oferta kierowana do wielu podmiotów, w tym do NDK. Np. gmina Nysa wykupiła u nas czas antenowy za 2100 zł miesięcznie i programy dostarcza sama. Rozpowszechniana lokalnie plotka, że ktoś inkasował 6, czy 10 tys. za obsługę telebimu umieszczonego na NDK i wskazywanie na mnie palcem, to zwykła nieprawda kwalifikująca się do sądu. Kierownictwo NDK mówiąc takie rzeczy informuje o tym, że nie czyta umów, albo celowo wprowadza opinię publiczną w błąd. Zewnętrzny podmiot z województwa dolnośląskiego realizował dla NDK cały pakiet usług obsługi promocji wizualnej w tym produkcję 8 reportaży TV miesięcznie. Nasza telewizja sprzedawała im reportaże. Nie byliśmy jedynym podwykonawcą.

Akt II Rozmowa (1 marca 2017)

Marta Klubowicz na początku szukała możliwości rozwiązania niekorzystnej jej zdaniem umowy z firmą z Lubina. Zrezygnowała, gdy okazało się, że jej placówce grożą za to kary finansowe. Zdecydowała się poczekać do maja 2017 roku, gdy umowa wygasała. Dopiero od 1 maja tego roku słynny ekran obsługuje dwóch pracowników domu kultury. Dostali za to niewielkie podwyżki. Wcześniej jednak dyr Klubowicz wyprowadziła z pomieszczeń NDK stowarzyszenie Ad Astra i RTO. Zażądała zwrotu sprzętu za 50 tysięcy, należącego do NDK (kamery, mikrofony), o co musiała się upominać i długo czekać. Przejęła też od swojej poprzedniczki służbowy komputer bez twardego dysku. Janina Janik zwróciła go, ale sformatowany, czyli z danymi nie do odzyskania.

Marta Klubowicz: - Przed wygaśnięciem umowy Marcin Miłkowski złożył nam ofertę na dalszą obsługę ekranu, połączoną w reklamą w RTO za 5 tysięcy miesięcznie. 1 marca odwiedził mnie w moim biurze. Kiedy dowiedział się, że nie chcę podpisać takiej umowy, bo tablicę będziemy obsługiwać sami, zaszantażował mnie, że „zgniecie”. Jeśli nie dam mu tej fuchy, on nie powstrzyma Janiny Janik, która oczekuje zadośćuczynienia za doznane krzywdy. Chce, żebyśmy zwrócili dotacje wypracowane na projektach unijnych i postara się o to, spuszczając na nas kontrolę z RPO, gdyż jej zdaniem nie trzymamy trwałości niektórych projektów i powinniśmy zapłacić kary. Nota bene – zapłaciliśmy już bardzo wysokie kary za nieprawidłowości w projektach realizowanych za jej rządów! Obiecana kontrola przyszła i nie znalazła żadnych nieprawidłowości.

Marcin Miłkowski (na pytanie o rozmowę z Martą Klubowicz w sprawie umowy na ekran LED): - Ale która rozmowa? Z Martą rozmawiałem wiele razy. Pierwszy raz na „ty” przeszliśmy w 2007 roku, kiedy robiłem zdjęcia jej spektaklu. Wielokrotnie mówiłem Marcie Klubowicz, że niszczy w NDK to, co najlepsze. Krytyka jest dozwolona, nie dajmy się zwariować. Nie twórzmy scenariuszy filmów grozy z prywatnych rozmów.

Niedługo po rozmowie na prywatnym portalu internetowym Portal Nysa ukazał się obszerny materiał publicystyczny z główną tezą: Marta Klubowicz niszczy NDK. Potem informację powtórzyła w swoim programie RTO. Marta Klubowicz uznała to za realizację groźby i poszła do prokuratury w Nysie. W kwietniu złożyła formalne zawiadomienia o przestępstwie. Jedno, to zniesławienie jej w publikowanych materiałach. Drugie, to groźby karalne pod jej adresem.

Jak informuje zastępca prokuratora rejonowego Sebastian Litwin, trwa przesłuchiwanie świadków i zbieranie dokumentów. Na razie nikomu zarzutu nie postawiono.

Marcin Miłkowski: - Nie będę nawet próbował udowadniać w mediach, że nie jestem wielbłądem. Poczekam na umorzenie postępowania, by na drodze cywilnej zażądać od Marty Klubowicz odszkodowania za naruszenie dóbr osobistych. Myślę, że to zemsta za zawiadomienie, w którym poinformowałem prokuraturę o tym, że Klubowicz wyłudziła pieniądze z NDK przy okazji delegacji, której nie było. Tu są niezbite dowody w formie dokumentów, które dyr NDK sama podpisała poświadczając nieprawdę.

Tu jednak redaktor RTO się myli. On swoje zawiadomienie w prokuraturze złożył 24 maja, czyli miesiąc po Marcie Klubowicz. Dowodzi w nim, że dyrektor NDK poświadczyła nieprawdę, bo wypisała delegację z Nysy do Łodzi, choć w rzeczywistości tego dnia jechała w służbowej sprawie do Łodzi z Radomska, gdzie w niedzielę, dzień wcześniej, grała w spektaklu teatralnym.

Marta Klubowicz: - Z Radomska miałam bliżej i oszczędziłam NDK kosztów hotelu. Rozpisałam delegację z Nysy, bo wystawia się ją z miejsca pracy, a przecież w Łodzi byłam służbowo. W ciągu dwóch lat pracy w NDK wszystkie moje delegacje to koszt około 1,5 tys. zł.

W tej sprawie prokuratorskie postępowanie także jeszcze trwa.

Akt III – Nagie akty

Od kwietnia Portal Nysa oraz Regionalna Telewizja Opolskie systematycznie publikują różne materiały krytykujące i „demaskujące” Martę Klubowicz. Portal Nysa to internetowy serwis informacyjny prowadzony przez Mateusza Kokoszkę posługującego się pseudonimem Miłar.

Kokoszka był kiedyś stażystą w NDK, ale Klubowicz nie przedłużyła mu umowy. Uznała, że się nie nadaje. Obok ekscentrycznych reportaży o tym, że ziemia jest płaska, na Portalu Nysa pojawiają się szerokie analizy działalności NDK. Miłar ilustruje je regularnie serią nagich fotosów Marty Klubowicz z filmów granych przez nią 20 i 30 lat temu.

Portal Nysa, choć jest daleki od standardów dziennikarskich, jest oglądany przez kilka czy nawet kilkanaście tysięcy osób. Miłar Kokoszka mówi o sobie: - To najbardziej popularny portal o Nysie. Jestem dziennikarzem znanym i skutecznym.
Zaś Marcin Miłkowski przyznaje, że jako były pracownik domu kultury świetnie zna jego specyfikę i ma merytoryczne
podstawy, żeby krytykować ostatnie dwa lata w placówce.

Marcin Miłkowski: - Marta Klubowicz była fatalnym dyrektorem NDK. Wizja Teatru Nysa to szalona utopia. Mówiłem jej, że specjalistyczne zajęcia teatralne nie znajdą odpowiedniej liczby chętnych. Taki eksperyment możnaby przeprowadzić w milionowym mieście, gdzie jest kilka ośrodków kultury. Bezmyślność, a właściwie arogancja burmistrza, który na to pozwolił, jest jeszcze gorsza. Z NDK wyrzucono kilkuset uczestników zajęć tanecznych. Przestały istnieć grupy, które były wielokrotnymi mistrzami województwa. To szalone marnotrawstwo. Klubowicz dokonała w NDK spustoszenia. Zniszczyła ruch amatorski na rzecz marzeń o teatrze i kawiarence poetyckiej.

Zlikwidowała festiwal Folk Fiesta, nie dając niczego w zamian, nie pozyskała ani złotówki z środków unijnych (jej poprzedniczka zdobyła 7 mln), zaniedbała trwałości projektów, które zostały po Janinie Janik, przez co naraziła NDK na ryzyko zwrotu dziesiątek tysięcy euro. Było czego się bać. Trudno się dziwić, że uciekła.

Marta Klubowicz musi się więc tłumaczyć ze swoich dyrektorskich decyzji, podejmowanych jeszcze 2 lata temu, gdy jednej z instruktorek tańca odebrała zajęcia z dziećmi, co potem spowodowało burzliwe spotkanie z z rodzicami.

- Czy dyrektor nie ma prawa zmienić jednego instruktora? - komentuje Klubowicz. - Kiedy zobaczyłam, co te dzieci robią na zajęciach, przeraziłam się. Instruktorka zespołu DNA miała tyle grup, że zarabiała więcej niż pracownik na etacie, a inna - równie dobra instruktorka - pracowała za darmo. Na zajęcia DNA przychodził cały tłum. Pracowały dwa pierwsze szeregi, a reszta się obijała, wałęsała po budynku. Zostawiłam kuzynce pana Miłkowskiego „Stokrotki 50+”, a dla dziecięcej grupy poszukałam nowego nauczyciela. To demagogia, że zniszczyłam ruch amatorski. Instruktor zespołu Flame wyjechał za granicę. Jedna instruktorka założyła własną szkołę, a u nas rozwinął się zespół By yourself oraz balet. Przyjęliśmy też pod swoje skrzydła Zespół Pieśni i Tańca Nysa, który pani Janina wyrzuciła z NDK.

Sierpniowej Folk Fiesty NDK faktycznie nie robi od 2 lat, bo nie ma na to dodatkowych pieniędzy. Skończyło się unijne dofinansowanie. Zamiast niej są Folk Soboty, a w tym roku Folk Weekend.

- W tym roku złożyliśmy 5 projektów z wnioskiem o dofinansowanie do kilku programów - mówi Marta Klubowicz. - Nie miały wad, ale ominięto nas w rozdziale dotacji. Porównywanie efektów mojej pracy przez dwa lata, a całości pracy poprzedniej dyrektor, która rządziła przez dwie kadencje – jest nadużyciem.

Akt IV Marta zadarła z PiS

Działalność Marty Klubowicz nie podoba się także radnemu miejskiemu z PiS Januszowi Chabińskiemu. Już w listopadzie 2016 zawnioskował on do burmistrza o odwołanie dyrektor NDK za akademię z okazji 11 Listopada. Reżyser tego przedstawienia, Konrad Michalak, oznajmił wtedy widzom ze sceny, że już się nie liczą państwa i narody, że nie jest ważne, żeby „Polska była Polską”, że potrzebny jest nowy patriotyzm.

- To była uroczystość internacjonalistyczna. Pamiętam takie z czasów komunistycznych. Nawet burmistrz uznał, że była „lewacka” - oburza się jeszcze dziś radny Chabiński. I dodaje kolejne dowody złej działalności: Zniszczono amatorski ruch taneczny, zaniechano Folk Fiesty. Radny był też na przedstawieniu Opery Krakowskiej „Terasica” w NDK. Libretto do niego przetłumaczyła Marta Klubowicz. Jako chrześcijanin wyszedł z przedstawienia urażony, bo w jednej ze scen ciężarna bohaterka Terasica, która zdradziła męża z żołnierzem, została przedstawiona jako Madonna - Matka Boska.

- To bulwersujące lewackie podejście. Mnie i wielu chrześcijan to mogło zaboleć. Gdyby tak żartowano z innej religii, to by wybuchł skandal.

RTO i Portal Nysa nazwały Martę Klubowicz oszustką i symulantką za to, że w czasie trwającego od 5 miesięcy chorobowego była na antypisowskich manifestacjach w Warszawie, co uchwyciły kamery telewizyjne. Ona sama nie kryje krytycznego stosunku do obecnych władz, ale uważa to za sprawę sumienia, a nie działalność polityczną, za co została „potępiona” przez przewodniczącego Rady Miejskiej Pawła Koniecznego z PiS. W lipcu radni PiS zażądali od burmistrza sprawdzenia zasadności L4. Skontrolowania, czy dyrektor NDK na zwolnieniu nie pracowała zarobkowo jako aktorka. Jako przykład Janusz Chabiński podaje czytanie wierszy w nyskiej bibliotece, ale mówi też o innych, wiarygodnych informacjach.

Marta Klubowicz: - Wiersze w bibliotece czytałam społecznie. Czytanie wierszy to przyjemność, a mam zalecone przez lekarza podejmowanie wszelkich aktywności. Spacerować też mam zalecane, do kościoła też mogę chodzić i stać przed kościołem również. Dać się nosić na rękach też mi wolno. Łańcuchem się nie wiązałam. Marcin Miłkowski pół roku ciągnął zwolnienie lekarskie w NDK i prowadził telewizję RTO, a teraz publicznie nazywa mnie oszustką.

Epilog

W tej sprawie ciąg dalszy pisać będzie prokurator i może sąd. Marta Klubowicz czeka na te decyzje. W swoim oświadczeniu do mieszkańców napisała, że nie ucieka przed bandytą. Nie przestraszyła się gróźb. Będzie walczyć o ukaranie „dziennikarzy”, którzy faktycznie są stalkerami i hejterami. Bo przeprowadzili na nią dobrze zorganizowaną nagonkę, po której nie jeden by się załamał i targnął na swoje życie.

- „Dziennikarz” mści się na mnie, a jednocześnie udaje bezstronnego. Broniłam interesu jednostki, a teraz mam za swoje - mówi już z dystansu Marta Klubowicz. - Liczę na to, że wymiar sprawiedliwości pomoże miastu uwolnić się od szkodliwej działalności tych „mediów”. Psują wizerunek nie tylko mój, ale całej Nysy. Miasto dobrze się rozwija, a w obu mediach pokazywane jest jako zapadłe, gdzie nic nie dzieje się dobrego, prócz jakichś skandali.

Marcin Miłkowski: - Nie jest mi obojętny los mojego miasta i bardzo irytuje mnie marnotrawstwo i brak poszanowania prawa. Jako niezależny dziennikarz mam ten komfort, że nie muszę być poprawny politycznie. Przekonało się o tym już wielu. Rozumiem, że to wzbudza emocje, czasami nawet skrajne.

Krzysztof Strauchmann

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Pro Media Sp. z o.o.