Łukasz Łagożny z Sanoka o krok od zdobycia Korony Ziemi. Pozostał mu tylko Lodowy Masyw Vilsona na Antarktydzie

Czytaj dalej
Fot. Archiwum Łukasza Łagożnego
Ewa Gorczyca

Łukasz Łagożny z Sanoka o krok od zdobycia Korony Ziemi. Pozostał mu tylko Lodowy Masyw Vilsona na Antarktydzie

Ewa Gorczyca

Dziesięć lat temu zamarzył, by zdobyć najwyższe szczyty wszystkich kontynentów. Do realizacji celu pozostał mu do zdobycia jeszcze jeden szczyt - Lodowy Masyw Vilsona na Antarktydzie. Może uda się jeszcze w tym roku?

Banalne pytanie, ale bez niego się nie obejdzie. Jak się zaczęła pana przygoda z górami?

Miałem trzy lata, gdy wyszedłem z tatą na Tarnicę. Potem było coraz więcej wędrówek po Bieszczadach z rodzicami. Tato lubił chodzić po lesie, na grzyby, często mu towarzyszyłem. Potem były wyjazdy weekendowe w Tatry. Byłem wtedy uczniem krośnieńskiego elektryka. Tato przyjeżdżał po mnie w piątek, jechaliśmy w góry, w niedzielę odwoził mnie do internatu. Polubiłem te wyprawy, spanie w śpiworze w schronisku...

Ale w pewnym momencie te polskie góry przestały wystarczać? Chciał pan wspinać się wyżej?

W 2008 roku, miałem wtedy 27 lat. Zacząłem szukać w internecie grupy ludzi do wspólnej wyprawy. Najpierw pochodziliśmy razem po Tatrach, żeby się lepiej poznać. Potem padł nasz wybór - Elbrus w Rosji, na Kaukazie. Ruszyliśmy w piątkę. Wtedy wydawało mi się, że jestem dobrze przygotowany, choć teraz, z perspektywy czasu, zdaję sobie sprawę, że brakowało mi profesjonalnego sprzętu. Elbrus to było pierwsze zderzenie z wysokością, z mniejszą ilością tlenu, z całkiem innym oddychaniem. Bo oddech w wysokich górach jest niesamowicie ważny. I muszę powiedzieć, że wyszedłem na ten szczyt i zszedłem bez uszczerbku na zdrowiu i bez dużego wysiłku.

Góra łagodnie pana potraktowała. A podobno bywa zdradliwa....

Faktycznie. Jest kapryśna, pogoda potrafi zmienić się nieoczekiwanie. Świeci słońce, a w ciągu 15 minut pojawiają się takie chmury, że nie widać nic na wyciągnięcie ręki. Po Elbrusie stwierdziłem, kurczę, w fajnym tempie wyszedłem, bez żadnego problemu.

I pojawiła się myśl o Koronie Ziemi?

Dla mnie to wtedy było mgliste hasło. Oczywiście wiedziałem, że to najwyższe góry wszystkich kontynentów. Ale jakie to szczyty, gdzie dokładnie zlokalizowane, jak trudno na nie wejść - nie miałem zielonego pojęcia. Ale rzeczywiście, to po Elbrusie, w 2009 roku, pojawił się pomysł takiej próby. I tak strzelając - dałem sobie 10 lat na zdobycie Korony Ziemi.

Żona nie protestowała? Był pan już ojcem dwóch córek.

W dalszej częsci przeczytasz:

  • co zrobiła żona Łukasza, gdy dowiedziała się, że wybiera się na Elbrus
  • jakie bylo najbardziej traumatyczne doświadczenie wspinacza z Sanoka podczas wysokogórskich wypraw
  • dlaczego najniższa góra w Koronie napedziła Łukaszowi tak wiele strachu
Pozostało jeszcze 78% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Ewa Gorczyca

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.