Krakowski „Patronat”

Czytaj dalej
Fot. Doradca Rady Głównej Opiekuńczej na okręg krakowski
Anna Czocher, historyk, przcownik IPN, Oddział w Krakowie

Krakowski „Patronat”

Anna Czocher, historyk, przcownik IPN, Oddział w Krakowie

II wojna światowa. Potrzeba roztoczenia opieki nad więźniami i ich rodzinami pojawiła się od pierwszych dni okupacji, bowiem wraz z wkroczeniem Niemców rozpoczęły się masowe aresztowania.

Na terenie Generalnego Gubernatorstwa działania po-mocowe skupiały się pod egidą Rady Głównej Opiekuńczej, jedynej mogącej legalnie działać organizacji charytatywnej. Pod jej auspicjami odbywała się także opieka nad więźniami, a dział realizujący te zadania powszechnie nazywano „Patronatem”.

Powstanie „Patronatu”

Nazwa wywodziła się od przed-wojennego Towarzystwa Opieki nad Więźniami „Patronat”, które zostało utworzone w marcu 1925 roku z inicjatywy katolickiej działaczki społecznej Róży Łubieńskiej. Zorganizowanie opieki nad więźniami było wówczas przedsięwzięciem prawdziwie pionierskim. Celem była poprawa stanu moralnego i bytu materialnego więźniów, wsparcie dla rodzin, resocjalizacja zwłaszcza młodocianych przestępców oraz wspieranie osób zwolnionych z aresztu.
W czasie okupacji niemiec-kiej pomoc więźniom nabrała innego charakteru, a głównym celem podejmowanych inicjatyw była opieka nad więźniami politycznymi.

Na terenie Krakowa działania pomocowe od pierwszych tygodni okupacji podjęło zgromadzenie szarytek z domu przy ul. Warszawskiej. Pilnej pomocy wymagali bowiem więźniowie więzienia policyjnego przy ul. Montelupich, pozbawieni jakiegokolwiek zaplecza socjalnego. Siostry przygotowywały dla nich żywność oraz stały się łączniczkami między więzieniem a społecznością Krakowa. Akcją, do jej likwidacji przez władze niemiec-kie w lutym 1941 r., kierowała siostra Emilia (Izydora Königs¬mann). Od października 1939 r. działania pomocowe na rzecz więźniów prowadził Polski Czerwony Krzyż. Kiedy w lipcu 1940 r. Niemcy zakazali PCK tej formy działalności, ograniczając ją do jeńców wojennych, opiekę nad więźniami przejął reaktywowany w marcu 1940 r. „Patronat”. Sekcja pomocy więźniom krakowskiego PCK wraz z całym personelem weszła do „Patronatu”, który przeszedł po egidę Rady Głównej Opiekuńczej, a konkretnie jej lokalnej placówki – Rady Opiekuńczej Miejskiej (przekształconej później w Polski Komitet Opiekuńczy Kraków-Miasto). Wiosną 1941 r. stał się formalnie jedną z najważniejszych sekcji ROM, przyjmując oficjalną nazwę Opieka nad Więźniami i ich Rodzinami. „Patronat” pozostał nazwą zwyczajową, powszechnie używaną.
Pracami sekcji, a następnie działu kierował najpierw Zygmunt Klemensiewicz, a po odsunięciu go od pracy przez władze okupacyjne Maria Zazulowa. Szczególną troską objęto więzienie przy ul. Montelupich, gdyż przede wszystkim tam osadzano więźniów politycznych. Niemniej pod opiekę wziął „Patronat” również więźniów więzienia przy ul. Senackiej (tzw. więzienie św. Michała) i jego filii, obozu w Płaszowie oraz obozu karnego Służby Budowlanej „Liban”.

Okupacyjne więzienia

W przeciwieństwie do więzień znanych sprzed wojny, te okupacyjne były miejscem ścisłej izolacji. Kontakty ze światem zewnętrznym były zabronione, rodziny nie mogły wysyłać paczek z żywnością, odzieżą, lekarstwami. Warunki sanitarne urągały nawet najprymitywniejszym standardom. Bardzo utrudniona była opieka lekar-ska, zabroniona duszpasterska. Więźniom politycznym nie przysługiwała pomoc prawna ani możliwość odwołania się, gdyż pobyt w więzieniu najczęściej nie był wynikiem kary sądowej. Obowiązujące regulaminy były fikcją, a strażnicy mieli nieograniczoną władzę nad osadzonym. Do tego dochodziły niezwykle brutalne metody śledztw.

Formy pomocy

Władze okupacyjne niechętnie udzielały zgody na dostarczanie więźniom jakiejkolwiek pomocy, a wydawane pozwolenia niejednokrotnie wycofywały. Skuteczne działanie wymagało podejmowania ryzykownych przedsięwzięć, ciągłego balansowania między niemieckimi zakazami a ich omijaniem. Niemcy dopiero w sierpniu 1941 r. formalnie upoważnili RGO do przejęcia opieki nad więźniami w Generalnym Gubernatorstwie, ale w bardzo ograniczonym zakresie. Pomoc mogła być udzielana anonimowo, co oznaczało, że oficjalnie można było ją kierować do poszczególnych placówek, a nie do konkretnych osadzonych. Podstawowymi formami pomocy było dożywianie, dostarczanie medykamentów, środków czystości, sienników, słomy i koców, pranie bielizny. Potrzeby zawsze przerastały możliwości udzielenia pomocy.

Więźniom politycznym nie przysługiwała pomoc prawna ani odwołanie się, gdyż pobyt w więzieniu najczęściej nie był wynikiem kary sądowej

Do więzienia Montelupich żywność przekazywano 2 lub 3 razy w tygodniu w postaci indywidualnych paczek oraz dostarczanych wprost do więziennej kuchni ziemniaków, jarzyn i makaronu. Paczki składały się najczęściej z pół kilograma chleba smarowanego grubo tłuszczem z cebulą oraz porcji kiszonej kapusty lub marmolady. Produkty do paczek pochodziły w dużej części z darów społeczeństwa. Niemcy zresztą notorycznie utrudniali zbiórki, dopatrując się w nich nielegalnych działań. Ogromnego wysiłku wymagało samo przygotowanie żywności, zwłaszcza w okresach przedświątecznych, kiedy starano się, by paczki były obfitsze. Irena Cieślicka, jedna z pracownic „Patronatu”, napisała: „Pracowano na kilka szycht dziennych i nocnych, gdzie przy zestawionych stołach […] stało kilkanaście osób sporządzających systemem taśmowym paczki dla więźniów. […] widziało się […] „Patronat” i ochotniczą gromadę zajętą […] krajaniem chleba, ciasta, wędlin, napełnianiem faseczek woskowych marmoladą czy sałatką jarzynową, ważeniem i pakowaniem w torebki pierników i cukierków, papierosów […] krajaniem i pakowaniem mydła, proszku do zębów”. W zależności od świąt do paczek dołączano gałązki jedliny z przywiązanym opłatkiem lub baranki wielkanocne.
Pomocą objęto także rodziny więźniów, które otrzymywały świadczenia w postaci zapomóg pieniężnych, żywności i odzieży. Szczególną troską otoczono dzieci, organizując dla nich dożywianie, opiekę i pomoc lekarską.

Przenikać przez więzienny mur

Paczki zawozili na Montelupich osobiście Klemensiewicz i Zazu-lowa. Pojawienie się przedstawicieli „Patronatu” podnosiło więźniów na duchu. Szczególnie zapamiętany został Klemensiewicz, który w charakterystyczny sposób przekazywał informacje o sytuacji na wojennych frontach, pozorując przy pomocy laski grę na gitarze. Wjazd na teren więzienia był okazją do nawiązania kontaktu z więźniami – przekazywania i odebrania informacji oraz zbierania danych o osobach więzionych. Był to także istotny cel „Patronatu”. Zazu-lowa przywoziła z tych wizyt informacje dla rodzin, depozyty z rzeczami więźniów zmarłych lub wysyłanych do obozów.
Osoby bezpośrednio kontaktujące się z załogą więzienia doznawały wielu upokorzeń, niejednokrotnie kierowano pod ich adresem groźby. Marii Zazulowej nie szczędzono wyzwisk, często nie wpuszczano na teren więzienia, każąc godzinami czekać przed bramą.

Działania tajne

Praca w „Patronacie” nie była bezpieczna także z powodu kontaktów z podziemiem, które w naturalny sposób nawiązało z nim współpracę i tą drogą starało się uzyskać informacje i dotrzeć z pomocą do aresztowanych konspiratorów. Ze strony „Patronatu” kontakty z podziemiem utrzymywała m.in. Irena Kuśnierzewska. Prowadziła oficjalną księgowość, ale i nielegalną kasę obejmującą m.in. subwencje przekazywane przez struktury konspiracyjne. Pracownice „Patronatu” zorganizowały tajną kartotekę oraz akcję zbierania informacji na temat

ruchu osobowego w więzieniu Montelupich. Dane dotyczące więźniów czerpano m.in. z imiennych kart zapotrzebowania, które dzięki staraniom RGO więźniowie mogli składać do „Patronatu”. Tajną kartotekę, pisaną na skrawkach pergaminu, tworzono w dwu egzemplarzach – jeden przekazywano dowództwu AK, drugi przechowywano w pudełkach po zapałkach.
Ponieważ próby zorganizowania legalnej pomocy dla więźniów KL Auschwitz zakończyły się całkowitym zakazem, niektórzy pracownicy RGO prowadzili nielegalną akcję pomocową. W „Patronacie” funkcjonowała tajna podsekcja – Grupa Oświęcim. Do obozu dostarczano żywność i lekarstwa, a funkcję łączniczek pełniły harcerki śląskie. Ponadto pomoc dla więźniów obozów koncentracyjnych świadczono, wysyłając indywidualne paczki, których oficjalnymi nadawcami nie była RGO, ale jej poszczególni pracownicy.

Charakter pracy w „Patronacie” wymagał wzajemnego zaufania, ofiarności, dyskrecji i odwagi. Część pracowników była równolegle zaangażowana w działalność konspiracyjną, część nie uniknęła represji.
Po wycofaniu się Niemców z Krakowa „Patronat” nie zaprzestał działalności i wspomagał powracających do miasta więźniów. Dzięki niestrudzonej pracy całego zespołu cieszył się szacunkiem krakowian i stał się synonimem nadziei.

Anna Czocher, historyk, przcownik IPN, Oddział w Krakowie

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Pro Media Sp. z o.o.