Rafał Opulski politolog, Oddział IPN w Krakowie

Krakowski Oddział IPN i „Dziennik Polski” przypominają. Wojna o Apel Sztokholmski

- Ja nie podpisuję - karykatura z „Przekroju” z 1950 roku - Ja nie podpisuję - karykatura z „Przekroju” z 1950 roku
Rafał Opulski politolog, Oddział IPN w Krakowie

Propaganda. W latach powojennych, podczas prawie rocznej blokady Berlina i w czasie późniejszej wojny w Korei, na szpaltach gazet, falach radiowych toczyły się inne zmagania, tzw. walka o pokój

Jej ważnym frontem był Apel Sztokholmski, do podpisania którego mobilizowano „setki milionów” osób na całym świecie. W „Przekroju” z 16 kwietnia 1950 r. czytamy, że „rozpoczynająca się na całym świecie akcja zbierania podpisów pod ten apel poruszy sumienia milionów, da milionom ludzi poczucie słuszności i siły i przyczyni się do ostatecznego zdemaskowania jako podżegaczy wojennych tych, którzy żądaniom apelu się przeciwstawiają”. W tym roku mija 70. rocznica tej jednej z największych i najbardziej spektakularnych kampanii propagandowych komunizmu.

Pacyfizm i komunizm

Zanim doszło do ogłoszenia apelu podejmowano w tym duchu szereg ważnych przedsięwzięć. Od 25 do 28 sierpnia 1948 r. z inicjatywy założyciela Spółdzielni Wydawniczej „Czytelnik” Jerzego Borejszy zorganizowano we Wrocławiu Międzynarodowy Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju. Miał on przedstawić komunistyczną Polskę w jak najlepszym świetle, legitymizować nową władzę oraz propagować na świecie komunizm jako ideologię pokojową. W trzydniowych obradach wzięło udział ok. 400 przedstawicieli świata kultury i nauki reprezentujących 45 państw. Wśród zagranicznych gości byli m.in. Pablo Picass, Julian Huxley - brat Aldousa, autora „Nowego wspaniałego świata” - będący pierwszym w historii dyrektorem generalnym UNESCO oraz Irène Joliot-Curie. Albert Einstein napisał list wzywający do utworzenia międzynarodowej organizacji kontrolującej wyścig zbrojeń, który nie został odczytany we Wrocławiu z powodu sprzeciwu strony sowieckiej.

Nie po raz pierwszy zachodni intelektualiści błędnie odczytali prawdziwe zamiary komunistów. Zarówno twórca teorii względności, jak i wielu innych pacyfistów prawdopodobnie nie byli świadomi, że za górnolotnymi wezwaniami o pokój i porozumienie między narodami stały realne interesy ZSRS. Sowieci, którzy pozyskali technologię broni atomowej znacznie później od USA, byli żywo zainteresowani tym, by za pomocą różnorodnych kampanii propagandowych osłabiać swojego najpoważniejszego przeciwnika. Ruch obrońców pokoju był podporządkowany kontrolowanemu przez Moskwę Kominformowi, będąc niczym innym jak tylko narzędziem komunistów, które za pomocą wielkich przedsięwzięć propagandowych miało wywoływać presję na rządy państw zachodnich i paraliżować ich działalność. Zresztą sama treść specjalnej rezolucji wrocławskiego spotkania nie pozostawiała złudzeń, atakując wprost państwa zachodnie: „kulturze krajów europejskich, które wniosły ogromny wkład do światowego dorobku ludzkości, grozi niebezpieczeństwo (…). Ludzie, którzy przyjęli metody faszyzmu, uprawiają w swoich krajach dyskryminację rasową, prześladują przedstawicieli nauki i sztuki”.

Inicjatywy w obronie pokoju

Od 20 do 25 kwietnia 1949 r. toczyły się równolegle w Paryżu i w Pradze obrady I Światowego Kongresu Obrońców Pokoju z udziałem ponad dwóch tys. przedstawicieli z 72 krajów. Na tych spotkaniach, które rozpoczęły się kilkanaście dni po podpisaniu traktatu powołującego NATO, ponownie wystrzelono w stronę Zachodu z propagandowych armat. Zaatakowano antypokojowe działania „imperialistów z USA” oraz „neofaszystów z Niemiec Zachodnich”, ignorując przy tym podobne posunięcia ze strony państw komunistycznych. Podczas gdy w stolicach Francji i Czechosłowacji wyrażono oburzenie z powodu tworzenia bloków militarnych oraz wzywano do zakazu produkcji bomby atomowej, Związek Sowiecki kończył właśnie pracę nad własną wersją tej śmiercionośnej broni. Z czasem zbiurokratyzowano „walkę o pokój” poprzez tworzenie krajowych komitetów obrońców pokoju wraz z etatowymi pracownikami. Na jej czele znajdował się Stały Komitet Światowego Kongresu Obrońców Pokoju, który 19 marca 1950 r. uchwalił rezolucję domagającą się „stanowczego zakazu broni atomowej jako narzędzia agresji i masowej zagłady ludzi”. Dokument ten nazwano Apelem Sztokholmskim i rozpoczęto masowe zbieranie podpisów poparcia dla zawartej w nim treści.

Polscy obrońcy pokoju

Po spotkaniach we Wrocławiu, Pradze, Paryżu i Sztokholmie kontynuowano „walkę o pokój” w Warszawie, gdzie ponad miesiąc po procesie IV Zarządu Głównego WiN, w dniach 16-22 listopada 1950 r. zorganizowano II Światowy Kongres Obrońców Pokoju. Podczas gdy ostatni prezes WiN Łukasz Ciepliński i sześciu jego współpracowników oczekiwało w celach na wykonanie kary śmierci, w stolicy Polski obradowało ponad półtora tysiąca „obrońców pokoju” z 80 państw.

W ramach Polskiego Komitetu Obrońców Pokoju funkcjonowały wojewódzkie, powiatowe, miejskie i gromadzkie komitety, którym podporządkowano pomniejsze: dzielnicowe, zakładowe, szkolne, a nawet blokowe. Tworzono trzyosobowe grupy zwane trójkami agitatorskimi. Komitety kolportowały druki propagandowe, organizowały pochody, odczyty i masówki oraz organizowały zbieranie podpisów w obronie pokoju. Krajowy komitet sfinansował nawet specjalną nagrodę dla zwycięzców wyścigu kolarskiego przez Polskę, Czechosłowację i NRD, zwanego nomen omen Wyścigiem Pokoju. Praca ponad czterdziestu członków Wojewódzkiego Komitetu Obrońców Pokoju w Krakowie, który działał od stycznia 1950 r., została zorganizowana w ramach sekcji, a od 1952 r. w pięciu komisjach: Organizacyjnej, Propagandowej, Wiejskiej, Kobiecej i Młodzieżowej. Po zakończeniu akcji zbierania podpisów pod apelem przystąpiono do realizacji innych zadań, jak np. masowego podpisywania karty Narodowego Plebiscytu Pokoju w 1951 r. Wojewódzki Komitet Obrońców Pokoju w Krakowie zakończył działalność 31 grudnia 1953 r., a jego funkcje przejęło Biuro Wojewódzkiego Komitetu Frontu Narodu w Krakowie.

„Podpis to nowy żołnierz”

W przeciwieństwie do krajów Zachodu, gdzie składano podpisy w szczerej chęci zapobieżenia wojnie, która mogła doprowadzić do zniszczenia ludzkości, w krajach „demokracji ludowej” czyniono to pod presją totalitarnej przecież władzy. Zadaniem stalinowskiej propagandy było nie tylko wzbudzanie strachu wobec „wroga klasowego”, ale także mobilizowanie całego społeczeństwa poprzez właśnie takie akcje. Jako pierwszy Apel Sztokholmski podpisał Bolesław Bierut, a po nim 18 milionów Polaków, co stanowiło prawie 80 proc ludności ówczesnej Polski. Komunistyczna prasa informowała na bieżąco, jakie regiony kraju przodowały w liczbie zebranych podpisów. Władza wymagała, by pod apelami, zwanymi niekiedy listami pokoju, podpisywali się przedstawiciele wszystkich grup społecznych, w tym także księża. Ks. bp Zygmunt Choromański, został upoważniony do złożenia w imieniu Episkopatu oświadczenia, w którym znajdował się fragment, że energia atomowa powinna przyczyniać się do szczęścia ludzkości, a nie do jej zagłady. Mimo zapowiadanych przez władzę represji nie brakowało odważnych, którzy odmówili udziału w propagandowej akcji. Byli wśród nich zarówno chłopi obawiający się kolektywizacji, przedsiębiorcy, którym władza odebrała majątek życia, rodziny siedzących w więzieniach patriotów, niektórzy duchowni…

Dokument nazwano Apelem Sztokholmskim i rozpoczęto masowe zbieranie podpisów poparcia dla zawartej w nim treści

Ci, którzy odmawiali podpisów musieli liczyć się z konsekwencjami za „wrogi stosunek do Polski Ludowej”. Np. pod zarzutem niepodpisania Apelu Sztokholmskiego usuwano ze szkół nauczycieli, w tym katechetów. Do kuratoriów trafił nawet list ostrzegający, że nauczyciele którzy nie podpisali list pokoju zostaną zwolnieni z pracy bez prawa do emerytury. Kuratorzy polecili dyrektorom szkół, by na spotkaniach z rodzicami analizować „wrogi stosunek” poszczególnych nauczycieli do „walki o pokój”.

Podpisy na szeroką skalę zbierano także w innych państwach „demokracji ludowej”. W maju 1950 r. poinformowano, że tylko w ciągu trzech dni zebrano w Czechosłowacji 2,7 miliona podpisów, a w sierpniu 1950 r. lektor Polskiej Kroniki Filmowej przekazał widzom, że w Związku Sowieckim stosowne podpisy złożyło już 115 milionów osób. „Każdy podpis to nowy żołnierz armii pokoju” - ogłoszono z dumą. Łącznie pod apelem podpisało się 500 milionów osób, w tym 200 milionów w ZSRS, ale także ponad 30 milionów we Francji i Włoszech.

„Walka o pokój”, w tym zbieranie podpisów pod Apelem Sztokholmskim służyła komunistom nie tylko do mobilizowania społeczeństw, ale była również jednym z przykładów fałszowania przez komunistów rzeczywistości. W ich nowomowie patriotów nazywano zdrajcami, dyktaturę - demokracją, a realizowanie interesów Związku Sowieckiego - walką o pokój.

Rafał Opulski politolog, Oddział IPN w Krakowie

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Pro Media Sp. z o.o.