Joanna Lubecka, historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Krakowski Oddział IPN i „Dziennik Polski” przypominają. Jałowe zwycięstwo Densona

William Denson przesłuchuje świadka ks. Teodora Korcza Fot. Fot. archiwum William Denson przesłuchuje świadka ks. Teodora Korcza
Joanna Lubecka, historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

William Denson był najskuteczniejszym oskarżycielem po II wojnie światowej. 32-letni prokurator oskarżył 177 strażników i funkcjonariuszy obozów. Wszyscy oni zostali uznani za winnych, 97 skazano na śmierć.

Czytając w trakcie procesów dokumentację obozową i przesłuchując świadków przeżył załamanie nerwowe, schudł prawie 25 kilo, stracił apetyt. W trakcie trwania procesów zostawiła go pierwsza żona, pochodząca z nowojorskiej „śmietanki towarzyskiej”, ale również wtedy poznał miłość życia, drugą żonę - Niemkę hrabinę Constance von Francken-Sierstorpff, zwaną przez przyjaciół Huschi.

„Rewelacje o zbrodniach”

Informacje, które docierały do przywódców państw i opinii publicznej po wkroczeniu wojsk amerykańskich i brytyjskich do obozów koncentracyjnych były wstrząsające, wręcz niewiarygodne.

Dziennikarz Joseph Pulitzer (syn pomysłodawcy nagrody literackiej), który jak wielu korespondentów sceptycznie podchodził do „rewelacji o zbrodniach w obozach”, jeszcze w 1945 r. stanął na czele grupy dziennikarzy, którzy na miejscu, w Niemczech mieli zweryfikować te informacje. Wstrząśnięty tym, co zobaczył w Ohrdruf (jeden z podobozów Buchenwaldu), napisał do „New York Times”, że wcześniejsze relacje były „niedomówieniami”. Generał George Patton, ściągnięty do obozu przez żołnierzy wyzwalających Buchenwald, po zobaczeniu stosów trupów nie mógł się uspokoić, krzyczał, że nie zamierza brać żadnych niemieckich jeńców.

Prawnicy, gdy zapoznali się z faktami, mieli wątpliwości, czy członków załóg obozów nie należałoby z góry uznać za winnych, a zastanawiać się jedynie nad wymiarem kary. Denson wierzył, że sądy nad Niemcami nie mogą wpisywać się w model „sądu zwycięzcy nad zwyciężonym”. Wierzył też, że osądzenie zbrodniarzy pozwoli udokumentować zbrodnie i będzie miało również walory edukacyjne. Bardzo martwił się faktem, że wszyscy dziennikarze relacjonują jedynie toczący się proces norymberski i nie informują o zbrodniach w obozach koncentracyjnych.

Człowiek z Alabamy

Wiarę i zamiłowanie do prawa wyniósł z domu. Pradziadek Densona był pułkownikiem w armii konfederackiej, dziadek ze strony matki był sędzią Sądu Najwyższego w Alabamie, jego ojciec był poważanym prawnikiem i lokalnym politykiem. Sam William ukończył prawo na Harvardzie i wykładał w West Point. W styczniu 1945 r. dostał powołanie do JAG, czyli Wojskowego Biura Śledczego, które w Europie miało zajmować się badaniem zbrodni niemieckich. Po wyzwoleniu kolejnych obozów amerykańska opinia publiczna, oburzona zbrodniami, żądała natychmiastowych procesów. W sierpniu 1945 r. William Denson otrzymał wyjątkowe zadanie - miał przygotować procesy zbrodniarzy z obozów.

Gdy czytał pierwsze relacje dziennikarzy dotyczące ich wyzwalania, uważał je za przesadzone. Co więcej, gdy zaczął zapoznawać się z dokumentacją z archiwum obozu Dachau, nadal nie był w stanie uwierzyć, że opisuje ona prawdę. Po przeczytaniu tysięcy dokumentów i przesłuchaniu setek świadków „osiągnął punkt, w którym był w stanie uwierzyć prawie we wszystko”. Osądzenie zbrodniarzy stało się jego misją.

Denson uważał, że ludzka sprawiedliwość jest odzwierciedleniem praw boskich, dlatego często nie widział możliwości kompromisu, szczególnie, gdy chodziło o sferę moralną. Sądy, broniące praw i godności człowieka uważał za podstawę cywilizacji zachodniej.

Ogólny plan zbrodni

Denson skompletował czteroosobowy zespół śledczych, do pomocy dostał również wielu młodych wojskowych, którzy wykonywali czynności porządkowe, archiwizację i zajmowali się logistyką. Oczywiście żaden z nich nie miał doświadczeń w ściganiu zbrodni wojennych.

Pod naciskiem biura JAG pierwszy proces rozpoczął się już w listopadzie 1945 r. Pierwszy punkt oskarżenia zarzucał „działanie zgodne z ogólnym planem (common design), którego celem było popełnianie zbrodni”. Rzecznik obrony John May natychmiast złożył wniosek o oddalenie zarzutów: „działanie zgodnie z ogólnym planem nie stanowi żadnego przestępstwa”. Denson był jednak dobrze przygotowany. Jego koncepcja bazowała na teorii spisku, poszerzonej przez lorda Wrighta of Durley, pierwszego przewodniczącego

Komisji Zbrodni Wojennych Narodów Zjednoczonych. Zakładała ona, że osoby planujące zbrodnie nie musiały się osobiście spotkać, a zbrodnia mogła mieć charakter ciągły, trwający wiele lat. Idea ta została zaadoptowana przez Densona i wykorzystana skutecznie w akcie oskarżenia. Podobną koncepcję wykorzystywali również polscy prokuratorzy, oskarżając Niemców o udział w „zbrodniczym systemie”.

Obrona

Obrońcy oskarżonych, choć nie zgłosili się dobrowolnie, z zapałem wypełniali swoje zadanie. Wykorzystywali zarówno przepisy prawa i kruczki proceduralne, jak również atakowali świadków i podważali ich wiarygodność. Metoda taka jest dopuszczalna w prawie anglosaskim, lecz w sytuacji, gdy świadkami najczęściej byli więźniowie obozów, wydawała się ona moralnie wątpliwa. Zespół Densona przesłuchał w procesie Dachau ponad 500 świadków, z których później skrupulatnie wybrano tych, którzy mieli zeznawać przed trybunałem wojskowym. Ich najważniejszą cechą musiała być wiarygodność. Zeznawali więc: książę Fryderyk Leopold Pruski, były kanclerz Austrii Kurt von Schuschnigg, socjalistyczny premier Francji Leon Blum, książę Ksawery Burbon-Parma, ale również szeregowi więźniowie, których atutem, według Densona, była szczerość i prostota wypowiedzi.

W wywiadzie przeprowadzonym w latach 90. Denson zapytany o szczególne momenty w czasie procesu, opowiedział historię, która zrobiła na nim niezwykłe wrażenie. Jednym z ważniejszych świadków oskarżenia był Arthur Haulot, 32-letni dziennikarz belgijski, były porucznik belgijskiej armii, który przez 3 lata był więźniem Dachau. Był szczery, nie wpadał w złość ani rozgoryczenie, z namysłem relacjonował obozowe życie. Halout, opowiedział w trakcie przesłuchania, jak z głodu ukradł współwięźniowi kromkę chleba: „Nie zjadłem tego chleba. Wsunąłem go z powrotem swojemu towarzyszowi do kieszeni. Ale to, że ja, który odebrałem takie porządne wychowanie, mogłem upaść tak nisko - to było dla mnie najgorsze”.

Denson wspominał, że w trakcie tego zeznania było tak cicho, że można było usłyszeć upadającą szpilkę… Obrońcy oskarżonych przystąpili jednak do ataku, oskarżając Haulota, że zgodnie z niemieckim prawem, jako socjalista mógł zostać uznany za kryminalistę, a jako jeden z przywódców obozowego ruchu oporu z pewnością dąży teraz do zemsty, a więc nie jest wiarygodny. Wieczorem tego dnia Haulot postanowił zrezygnować z udziału w procesie - Denson mógł stracić jednego z najlepszych świadków. Przewodniczący składu sędziowskiego John M. Lentz próbował przekonać Belga, że prawem adwokatów jest atakowanie, jednak dopiero przeprosiny obrońców i ich prośba o pozostanie, przekonały Halouta.

Kpina ze sprawiedliwości

W 1947 r. w wyniku odwołań do komisji rewizyjnych, których decyzje ostatecznie zatwierdzał gen. Lucius Clay, drastycznie zmniejszono wyroki, które zapadły w procesach załóg obozów Dachau, Mauthausen, Buchenwald i Flossenbürg. Denson nie mógł w to uwierzyć - w jednym z listów napisał, że to „kpina z wymiaru sprawiedliwości”. Szczególnie szokujące było zmniejszenie kary dożywocia dla Ilse Koch (zwanej „bestią z Buchenwaldu”) do 4 lat. Denson rozpoczął trwającą wiele lat, ale nieskuteczną, kampanię w prasie. Swoimi listami próbował poruszyć polityków, wojskowych, prawników. Specjalna komisja na czele z Homerem Fergusonem wykazała błędy i zaniedbania komisji rewizyjnych, jednak ostatecznie przeważyły argumenty polityczne - zimna wojna nie sprzyjała sądzeniu niemieckich zbrodniarzy.

Autor książki „Sprawiedliwość w Dachau” Joshua Green napisał, że ciężka praca Densona została zmarnowana. Zniechęcony i rozgoryczony, na wiele lat zostawił praktykę sądową, skupiając się na swojej pracy jako doradca prawny Komisji Energii Atomowej. Jednak po wojnie wietnamskiej, namawiany przez kolegów zaczął tworzyć własne archiwum, udzielać wywiadów i wygłaszać wykłady dla studentów prawa. Jego najważniejszym przesłaniem była bezwzględna ochrona praw człowieka, która wymagała - jak napisał Green - „uczciwości, wytrwałości i umiejętności wyboru właściwej drogi, a nie drogi wygodnej”.

Rok po śmierci Williama Densona, w 1999 r. jego żona Huschi odważyła się zejść do piwnicy i w końcu przejrzeć archiwum swojego męża. Były to tysiące dokumentów w pudłach, na półkach, w teczkach, setki skoroszytów z notatkami i mikrofilmów, które zostały przekazane do archiwum uniwersytetu w Yale.

Cykl powstaje we współpracy z krakowskim oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej. Autorzy są historykami, pracownikami IPN.

Joanna Lubecka, historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Pro Media Sp. z o.o.