Koronawirus to „ściema”. Gdy rozum śpi, budzą się... teorie spiskowe

Czytaj dalej
Andrzej Plęs

Koronawirus to „ściema”. Gdy rozum śpi, budzą się... teorie spiskowe

Andrzej Plęs

Koronawirus powstał przez technologię 5G. Albo jest bronią biologiczną, żeby przeludnioną Ziemię „oczyścić” ze starych i chorych. Lekiem na tę zarazę może być pielgrzymka, w świątyni nic nam nie grozi, bo „Chrystus nie przenosi zarazków”, a noszenie maseczki jest niebezpieczne dla noszącego ją.

Globalne kryzysy gospodarcze to nie naturalny element cyklu ekonomicznego, a spisek. Czyj? Światowej finansjery, która chce się na nim jeszcze bardziej dorobić. Wirus eboli siali po Afryce Amerykanie, żeby na biednych tubylcach testować nową broń biologiczną. Za to koronawirus to „ściema”, żadnej pandemii nie ma, to wymysł koncernów farmaceutycznych dla podniesienie jej zysków.

To musi być spisek

Kataklizmy, epidemie, kryzysy, potworne katastrofy nie mogą zdarzać się ot tak. Ktoś je wywołuje, ktoś nimi steruje, to musi być spisek. W wiekach średnich pomory wywoływały czarownice, potem dołączyli do nich Żydzi. Kiedy potworność zdarzenia przekracza zdolności jego pojmowania, szuka się wytłumaczeń. Znaczna część Amerykanów gorąco wierzyła, że ataki na WTC w 2001 to dzieło amerykańskiego rządu. Katastrofa lotnicza pod Smoleńskiem w 2010 to nie była zwykła katastrofa, to był zamach. Z bombą baryczną, albo konwencjonalnym ładunkiem na pokładzie, nie wiadomo w końcu, jakim sposobem, ale zamach na pewno był.

Kiedy na świecie pojawił się koronawirus, bezbronność człowieka wobec niego nakazała niektórym uciekać w mistykę, by zjawisku nadać przyczynę i sens. Nauka i logika były w tym procesie „nadawania” nieistotne, wręcz destrukcyjne dla spiskowej koncepcji. W religijności ludowej pojawiły się więc koncepcje, że pandemia karą bożą za gender i LGBT. A skoro Bóg nam za nasze grzechy zsyła zarazę, to - jak w Sodomie i Gomorze - ocaleją tylko wierni i głęboko wierzący. I dlatego wiernym podczas nabożeństwa w świątyni zaraza nie zagraża, przecież „Chrystus nie roznosi wirusów czy bakterii”, bez obaw można zanurzyć dłoń w kropielnicy, nawet jeśli setka innych przed nami zrobiła to samo w tej samej święconej wodzie.

Ks. prof. Tadeusz Guz wstrząsnął i wiernymi, i „niewiernymi”, kiedy w telewizyjnej audycji oświadczył:

- Niektórzy się obawiali, że kapłan, który koncelebruje mszę i udziela komunii do ust, może zarażać. Kapłan ma, po pierwsze, konsekrowane dłonie, po drugie, kapłan jako jedyna osoba w zgromadzeniu liturgicznym ma umywane dłonie przy Lavabo.

Po serii zakażeń podczas nabożeństw, także wśród duchownych, przedstawicieli eksterytorialności epidemicznej kościołów ubyło, ale nie znikli zupełnie.

Kiedy nauka całego świata gorączkowo szukała odpowiedzi na pytania: skąd ten wirus, czym jest, jak działa i jak go zwalczyć, zwolennicy narracji spiskowych mieli już gotowe odpowiedzi. I nie tylko niedouczeni z trzeciego świata, skoro nawet prezydent Donald Trump publicznie wysunął tezę, że to Chińczycy go wyprodukowali, a zwalczyć go można poprzez spożywanie preparatów wybielających na bazie (faktycznie dezynfekującego) chloru.

Koronawirus nie powstał naturalni, stworzono go w laboratoriach

Na Wisłą (nad Wisłokiem i Wisłoką też) nie brakuje zwolenników alternatywnej rzeczywistości. Udowodnili to wynikami swoich badań naukowcy z Instytutu Studiów Międzykulturowych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zbadali reakcje i wiarę Polaków w pięć koronawirusowych mitów „skali światowej” i pięć następnych, specyficznych dla społeczeństwa polskiego.

Nie taka mała część obywateli świata wierzy, że:

O ile wobec twierdzeń o laboratoryjnym pochodzeniu SARS-CoV-2 Polacy zachowują dystans, to wśród ruchów antyszczepionkowych teoria o spisku koncernów farmaceutycznych zdobyła dużą popularność.

Znacznie więcej zwolenników mają nasze rodzime narracje spiskowe. Polski rząd zataja prawdziwe informacje na temat skali pandemii koronawirusa.

W to, że „W Polsce celowo nie wykonuje się dużej liczby testów na obecność koronawirusa po to, by ukryć prawdziwą skalę pandemii, szczególnie chętnie wierzy się w województwach warmińsko-mazurskim (80 proc. badanych) oraz kujawsko-pomorskim i podkarpackim (73 proc.).

„Polski rząd wykorzystuje pandemię koronawirusa w celu ograniczenia demokracji?” O tym najwięcej przekonanych można znaleźć wśród mieszkańców kujawsko-pomorskiego (74 proc.) i warmińsko-mazurskiego (71 proc.).

Rekordowe liczby zwolenników teorii, iż „Polski rząd zaczął ograniczać zakazy wynikające ze zwalczania pandemii koronawirusa głównie po to, by przeprowadzić wybory prezydenckie w maju 2020”, mieszkają w podkarpackim (77 proc. badanych) oraz opolskim i świętokrzyskim (po 74 proc.).

Ostatnia z wymienionych przez krakowskich naukowców narracji spiskowych głosi, że „Polski rząd pod pretekstem walki z pandemią koronawirusa chroni przede wszystkim biznes międzynarodowy, umożliwiając masowe zwalnianie Polaków i obniżki pensji”. Na Podkarpaciu wierzy w to 57 proc. badanych, niewiele mniej (54 proc.) w woj. warmińsko - mazurskim.

Nie tylko narracje spiskowe wymykają się logice, także specyfika środowisk „wierzących”. Bo dlaczego najwięcej zwolenników mieszka na Opolszczyźnie, w woj. warmińsko - mazurskim i na Podkarpaciu? Przecież zarówno pod względem preferencji światopoglądowych i politycznych to trzy zupełnie różne światy.

Co więcej: jak dowodzą wyniki badań naukowców UJ, w to, że nasz rząd zataja, okłamuje, oszukuje i działa na naszą szkodę, najmniej chętnie wierzą wyborcy Zjednoczonej Prawicy, najchętniej - wyborcy Konfederacji, Koalicji Obywatelskiej i Koalicji Polskiej.

Skłonność do wiary w narracje spiskowe w Polsce rośnie

Przynajmniej te dwie ostatnie partie nie są szczególnie cenione na konserwatywnym i miłującym PiS Podkarpaciu, skąd więc akurat w tej części kraju tak wielu zwolenników teorii, że rząd jest przeciwko swoim obywatelom? Na to raport Instytutu Studiów Międzykulturowych UJ nie odpowiada.

Nie jest też w stanie wyjaśnić kolejnego dylematu: jak to się dzieje, że w coraz lepiej wykształconym społeczeństwie polskim wzrasta liczba „wierzących inaczej”. Raport stwierdza tylko, że „Skłonność do wiary w narracje spiskowe w Polsce rośnie” i jest to konkluzja oparta na badaniach prowadzonych przez ostatnie kilka lat. Symptomatyczne jest za to twierdzenie naukowców, że myśleniu spiskowemu rzadko poddają się Polacy w wieku podeszłym, natomiast im więcej „siedzi się” w mediach społecznościowych, tym większą ma się skłonność do wiary w światowe i rządowe spiski, szkodliwość technologii G5, która „wyprodukowała koronawirusa” i zachłanność koncernów farmaceutycznych, które dla zysku przecież produkują nic niewarte, a czasem wręcz szkodliwe szczepionki. A maseczki na twarzach wręcz zabijają.

Psycholog społeczny dr Henryk Pietrzak jednej z przyczyn powstawania narracji spiskowy upatruje w braku systemowej komunikacji rządzących ze społeczeństwem.

- Braku informacji rzetelnych, spójnych, dokładnych, nawet jeśli nie są miłe. Jeśli takich informacji nie ma, to pojawiają się teorie spiskowe, które dodatkowo zwiększają napięcie emocjonalne

- mówi.

I następuje błędne koło: zdaniem krakowskich naukowców, narracje spiskowe są przejawem nieufności wobec władzy. Jeśli władza nazbyt oszczędnie dysponuje swoją wiedzą wobec społeczeństwa, pomaga tworzyć narracje spiskowe, nieufność społeczeństwa tylko potęgując.

Andrzej Plęs

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

DERON

Niestety ale z tymi korporacjami i "teoriami" spikowymi ich dotyczącymi muszę się po części zgodzić bo sam już doświadczyłem ich działania. Ogólnie leki, które reklamuje się w telewizji ale również o których mówi się lekarzom na różnych konwencjach jak i w gabinetach czy opracowaniach "naukowych" są tylko po to, żeby leczyć ale nie wyleczyć. Znalazł się na szczeście lekarz, który ma inne spojżenie na współczesne leki i wypisał coś co normalnie jest produkowane ale ginie w gąszczu marketingowych produktów. Choroba, która uchodziła za mocno uciążliwą, przewlekłą i ciężką w leczeniu (np. poprzez sterydy) po podaniu kilku dawek wypisanego leku ustąpiła i pojawia się tylko sporadycznie nie robiąc większych problemów.
Na pewno więc koncerny sporo zarobią na pandemii. Oczywiście nie muszą mieć związku z samym koronawirusem. Ale na pewno jak ktoś wymyśla lek, który prawdziwie pomaga i koliduje z polityką koncernu, staje się niewygodny i różnie bywa z wprowadzeniem go na rynek...

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Pro Media Sp. z o.o.