Jezus nie urodził się zimą. 25 grudnia to data symboliczna

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Piotr Bera

Jezus nie urodził się zimą. 25 grudnia to data symboliczna

Piotr Bera

Czy Jezus Chrystus urodził się w maju, a nie 25 grudnia, jak głosi tradycja chrześcijańska? Czy to możliwe, że Maryi podczas porodu pomagała akuszerka? Okazuje się, że narodziny Mesjasza mogą być owiane wielką tajemnicą.

Klemens Aleksandryjski, filozof, teolog i poeta pochodzący z II w. n.e., który przyjął chrześcijaństwo już jako osoba dorosła, próbował potwierdzić dzień narodzin Chrystusa. W pisanym po grecku, dziele „Stromata” wskazywał na kilka dat: 28 sierpnia, 20 kwietnia czy 21 marca. Teolog wspominał również o listopadzie i maju, ale ani razu nie odnotował 25 grudnia.

- Wśród badaczy są także zwolennicy innej hipotezy. Bazując na niektórych pismach apokryficznych, ustalili datę zwiastowania Maryi - wieści o poczęciu Jezusa - na 25 marca. A stąd już prosta droga do wyznaczenia dnia narodzin Chrystusa. W rozważaniach o Trójcy Świętej wspomina o tym także Augustyn. Napisał: „Uważa się, że Jezus został poczęty 25 marca, na który to dzień przypadło także jego męczeństwo. (…) Według tradycji przyszedł on na świat 25 grudnia” - mówi ks. prof. Mariusz Rosik, biblista i wykładowca Papieskiego Wydziału Teologicznego i Uniwersytetu Wrocławskiego.

Jeszcze inny termin narodzin Jezusa Chrystusa podaje Ewangelia gruzińska. Według tego apokryfu Dzieciątko narodziło się w czwartek, 6 stycznia, o północy. Tego dnia Boże Narodzenie obchodzi się w niektórych Kościołach przedchalcedońskich (np. w Apostolskim Kościele Ormiańskim).

- Jedno wydaje się być pewne: Jezus nie urodził się zimą. Według Biblii pasterze byli z owcami na łąkach, a grudzień w Judei to miesiąc zimowy, gdy owce pozostawały w stajniach - podkreśla ks. prof. Rosik, który przypomina, że Boże Narodzenie świętowano w Rzymie 25 grudnia już w IV stuleciu.

Wiosenne narodziny Jezusa
Przez wiele lat twierdzono, że Boże Narodzenie nawiązuje do rzymskiego święta perskiego boga Słońca, czyli Mitry. Okazuje się jednak, że 25 grudnia, jako dzień narodzin Chrystusa, przyjęto ze względu na przesilenie zimowe. Jak wskazuje ks. prof. Rosik, gdy w Rzymie świętowano dzień odradzania się Słońca, chrześcijanie zaglądając do Ewangelii byli przekonani, że to właśnie Chrystus jest „z wysoka Wschodzącym Słońcem” (Łk 1,78) i „światłością świata” (J 8,12). W ten sposób przeciwstawiono rzymskiemu dniu narodzin Mitry czczonego jako „Sol invictus” (Słońce niezwyciężone) chrześcijańskie święto narodzin Mesjasza zwanego przez proroka Malachiasza „Słońcem sprawiedliwości” (Mt 3,20).

- 25 grudnia jest więc datą symboliczną. Przesilenie zimowe stwarzało dobrą okazję do podkreślenia przekonania, iż chrześcijanie nie uznają pogańskich bóstw solarnych, gdyż w ich wierzeniach to Chrystus jest „światłem na oświecenie pogan” (Łk 2,32) - przyznaje ks. prof. Rosik.

Narodziny w jednej z grot
Jezus narodził się w jednej z wielu grot okalających Betlejem. Jak możemy przeczytać w ewangelii św. Łukasza, Józef z Maryją, która była brzemienna wybrali się do miasta Dawidowego w ramach przeprowadzanego spisu ludności. „Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Powiła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie”.

Jezus został położony w żłobie znajdującym się w grocie/stodole. Tym samym wypełniło się proroctwo Izajasza, który w Starym Testamencie zapowiadał przyjście światłości na świat. Motyw światłości rozjaśniającej grotę pojawia się również w Protoewangelii Jakuba.

Jakub pisał, iż w momencie narodzin Zbawiciela zatrzymał się świat. Józef, który wyszedł z groty w poszukiwaniu akuszerki ujrzał ptaki „zakrzepłe w locie”, zatrzymała się również woda w rzece, a pasterze znieruchomieli podczas posiłku.

Bartolomé Esteban Murillo - pokłon Trzech Króli przed Dzieciątkiem Jezus i Maryją
Ryjisk Museum Święta Rodzina taką jak ją widział mistrz światłocienia - Rembrandt. To wnętrze nie przypomina betlejemskiej stajenki, raczej holenderski dom

Położną okazała się Salome, która nie chciała uwierzyć w dziewictwo Maryi. Przyprowadzona przez Józefa akuszerka miała, według Protoewangelii powiedzieć: „Maryjo, ułóż się odpowiednio, niemały bowiem spór toczy się w twojej sprawie”. I Maryja usłyszawszy to ułożyła się odpowiednio, i włożyła Salome palec w jej przyrodzenie. I Salome wydała okrzyk i rzekła: „Biada mi, bezbożnej i niewiernej, bom kusiła Boga żywego”.

- Orygenes jest autorem powiedzenia: „Kościół ma cztery Ewangelie, heretycy mają ich wiele”. Dziś jednak należy raczej cieszyć się, gdy bierzemy do ręki apokryfy. Natrafimy w nich na opowiadania niekiedy dziwaczne, innym razem legendarne, a czasem niezrozumiałe. Zawsze jednak kierują naszą myśl ku Pismu świętemu i zachęcają do konfrontacji z Ewangelią. W ten sposób przybliżają nam nie tylko wiarę pierwszych, niekiedy błądzących, chrześcijan, ale pozwalają zgłębić naszą własną wiarę - przyznaje ks. prof. Rosik.

Okazuje się, że pojawiające się w grocie wół z osłem prawdopodobnie zaczerpnięto właśnie z apokryfów. Ani w Ewangelii św. Łukasza, ani św. Mateusza nie wymienia się zwierząt przy narodzinach Jezusa - chociaż wspominał o nich prorok Izajasz. Narodziny Zbawiciela to symboliczne nadejście pokoju i przywrócenia harmonii świata. Stąd zwierzęta miały przyjść do żłóbka, w którym przebywał Jezus.

- Z praktycznego punktu widzenia zwierzęta być może były obecne przy narodzinach, dlatego że Józef i Maryja podróżowali, a skoro podróżowali to najprawdopodobniej na osiołku. Patrząc teologicznie, ważne jest to, że ewangeliczna wzmianka o wole i ośle odsyła nas do Księgi Proroka Izajasza. Już u początki swej księgi prorok mówi tak: „wół rozpoznaje swego pana, a osioł żłób swego właściciela; Izrael na niczym się nie zna” (Iz 1,3). Ten wyrzut skierowany pod adresem Izraela został odczytany w pierwotnym Kościele jednoznacznie: Izrael nie rozpoznał w Jezusie Mesjasza, choć nawet zwierzęta były w stanie to uczynić - wyjaśnia ks. prof. Rosik.

Trzej królowie czy magowie?
W tradycji chrześcijańskiej trzej pogańscy wędrowcy zwani „magoi” - magami, są przedstawiani jako królowie. Na starożytnych dworach Persów i Medów funkcjonowali doradcy-magowie, których wpływ na życie religijne, polityczne i społeczne nie może być bagatelizowany. Ponieważ za szczególnie trudną naukę uchodziła astronomia, stąd niektórzy chcieli widzieć w wędrowcach właśnie astronomów czy astrologów. Kim w rzeczywistości byli Kacper, Melchior i Baltazar?

Ks. prof. Rosik zwraca uwagę na niebagatelną rolę motywu gwiazdy. W końcu wędrowcy posuwają się szlakiem wyznaczonym przez gwiazdę, więc można ich uznać za astrologów.

- Święto Objawienia Pańskiego nazywamy Świętem Trzech Króli. W Mateuszowym tekście nie ma jednak mowy o tym, iż wędrowcy byli obdarzeni godnością królewską. Przekonanie takie zrodziło się przypuszczalnie pod wpływem wzmianki o pokłonie, jaki został złożony przed Jezusem. Termin „proskynesis”, oznaczający pokłon do ziemi, często wskazywał na pokłon, jakiego dokonywano w obecności króla. Przysłużyć się miały temu także złożone dary - złoto wskazywało na godność króla. Przybysze na pewno byli wędrowcami, którzy odbyli długą drogę z krain położonych na wschód od Palestyny, by oddać pokłon Jezusowi - wyjaśnia ks. prof. Rosik.

Wokół postaci tajemniczych wędrowców idących szlakiem gwiazdy narosło wiele legend. Jedną z nich jest… sama liczba magów przybywających oddać hołd Jezusowi. Każde zapytane dziecko od razu odpowie, że króli było trzech, ale w rzeczywistości ich liczba nigdy nie padła w Piśmie.

Bartolomé Esteban Murillo - pokłon Trzech Króli przed Dzieciątkiem Jezus i Maryją
Muzeum Watykanskie Giudo Reni - Święty Józef z Dzieciątkiem. To rzadki obraz, bo zwykle małego Jezusa przedstawiano z Matką

- Św. Mateusz w swojej ewangelii nie podaje ich liczby. Nie mówi, że było ich trzech, ani dwóch, ani pięciu. Tradycyjne przekonanie, iż wędrowców było trzech, zrodziło się z faktu, iż Mateusz opisuje trzy dary złożone przed Jezusem: złoto, kadzidło i mirrę. Złoto jest symbolem króla, a kadzidło i mirra to żywica drzew Libanu, Arabii, Indii czy Somalii. Była niezwykle kosztowna - dowodzi ks. prof. Rosik.

Również imiona trzech króli są wytworem wczesnochrześcijańskiej tradycji. Ikonografia przedstawia trzech mężczyzn: młodego, dojrzałego i starca. Występują w strojach Azjaty, Europejczyka i mieszkańca Afryki. W ten sposób cały znany starożytnym świat pogański oddaje hołd Jezusowi Królowi.

Jakie jest więc przesłanie całej opowieści? Pokłon wędrowców ze Wschodu przed Jezusem jest proklamacją - za pośrednictwem gwiazdy - narodzenia Króla dla całego świata, nie tylko członków narodu wybranego. Zgodnie z przepowiedniami zawartymi w Księdze Liczb, Mesjasz będzie królem panującym nad Izraelem i innymi narodami. Król Izraela został jednak odrzucony przez swój lud, gdy nie przyjęto w gospodzie Maryi i Józefa. Jest za to adorowany przez pogan. Nowo narodzony Jezus jest Królem nie tylko dla Żydów, ale dla całego świata.

Tajemnica dzieciństwa
Dlaczego tak mało wiemy o dzieciństwie Jezusa? Św. Łukasz krótko pisze o Obrzezaniu Pańskim, a następnie o odnalezieniu Jezusa w Świątyni, gdzie w wieku 12 lat nauczał uczonych w Piśmie. „Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”. Lecz On im odpowiedział: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?”

Co jednak do tego momentu robił Jezus? O tym Ewangelia nie mówi, ani słowem.

- Za odpowiedź niech posłuży cytat z Konstytucji o Objawieniu Bożym Vaticanum II: „autorzy napisali cztery Ewangelie, wybierając niektóre z wielu wiadomości przekazanych ustnie lub pisemnie, ujmując pewne rzeczy syntetycznie lub objaśniając, przy uwzględnieniu sytuacji Kościołów, zachowując wreszcie formę przepowiadania, ale zawsze tak, aby nam przekazać szczerą prawdę o Jezusie” (DV 19). Krótko mówiąc, ewangeliści wybierali te fakty z życia Jezusa, które uznali za istotne do osiągnięcia celów, jakie stawiali sobie pisząc Ewangelie - tłumaczy ks. prof. Rosik.

Lukę w Ewangeliach wypełniają apokryfy. Ewangelia Dzieciństwa Tomasza opowiada o cudach, jakich dokonał Jezus w swoim dzieciństwie między piątym a dwunastym rokiem życia. Czytamy o ptaszkach z gliny, które fruną czy uratowaniem Jakuba przed ukąszeniem żmii, która zdechła. Do tego Jezus przedstawiany jest w tym apokryfie, jako postać surowa i groźna - chłopiec rzuca klątwę na syna Annasza, który drażni go w trakcie zabawy. Ten w efekcie... usycha skutkiem klątwy. Inne dziecko pada martwe zaraz po tym, jak niechcący trąci Jezusa w ramię. Dlaczego apokryfy przedstawiają przyszłego Zbawiciela jako groźną postać? Dokonane przez Niego cuda mogą budzić grozę.

„Pewnego dnia Jezus bawił się z dziećmi na dachu; jedno z nich upadło i zabiło się. Na ten widok dzieci uciekły. Jezus zaś pozostał sam. Rodzice zabitego dziecka mówili do Jezusa: „Ty zrzuciłeś to dziecko”. Jezus im odrzekł: „Ja go nie pchnąłem”. A gdy oni mu grozili, Jezus zszedł do tego, który był zabity i rzekł: „Zenonie - takie było bowiem jego imię - czy to ja cię strąciłem?” On podniósł się natychmiast i rzekł: „Nie, mój panie”. Gdy rodzice dziecka to ujrzeli, byli zdumieni i chwalili Pana” - czytamy w apokryficznej Ewangelii Tomasza.

Za apokryf uznaje się utwory z różnych czasów i środowisk intelektualnych i religijnych, ortodoksyjnych i nieortodoksyjnych. To utwory odzwierciedlające bardzo odmienne orientacje teologiczne, ascetyczne, pisane przez ludzi o bardzo różnym poziomie intelektualnym i religijnym, w wielu językach świata, które należy interpretować w kontekście życia tych środowisk. Bibliści podkreślają, że wielu autorów wczesnochrześcijańskich (np. Ireneusz z Lyonu czy Orygenes), wskazywali na niezgodność treści niektórych apokryfów z nauką chrześcijańską. Niemniej w swej formie literackiej apokryfy przypominają pisma, które zaliczono do kanonu, gdyż uznano je za natchnione.

- Ks. Sławomir Stasiak zauważa: „księgi te opierają się na przeróżnych systemach religijnych i filozoficznych. Często bowiem były tworzone przez apostatów dla wsparcia swoich poglądów. W zależności od potrzeb środowiska interesującego się jakąś księgą, utwory te przerabiano, skracano i streszczano, albo odwrotnie - rozszerzano, uzupełniając narrację nowymi szczegółami lub perypetiami głównego bohatera” - przypomina ks. prof. Rosik.

Czy więc należy wierzyć w to, co opisano w apokryfach, które nie są księgami natchnionymi - nie uznaje się ich treści jako Słowa Bożego przekazywanego nam przez Pana? - Fakt, że jakaś księga uznana została za apokryf nie oznacza jeszcze, że cała zawarta w niej nauka jest fałszywa. Wręcz przeciwnie, często badając te księgi dochodzi się do głębszego rozumienia nurtów chrześcijaństwie pierwszych wieków. Niektórzy z Ojców Kościoła sądzili, że korzystanie z apokryfów może nawet przynieść pewien pożytek duchowy, trzeba jednak być należycie przygotowanym do takiej lektury - przestrzega ks. prof. Rosik.

Jak mówi papież Franciszek: „Myśli się, że można otrzymać to światło, które rozprasza ciemności, dzięki licznym odkryciom naukowym i innym wynalazkom człowieka, dzięki którym można wiedzieć wszystko i mieć wiedzę o wszystkim. Jednak światło, które daje nam świat, jest światłem sztucznym. Może jest silne, nawet silniejsze od światła Jezusa - mocne jak fajerwerk, jak rozbłysk lampy błyskowej”. Papież przypomina, że w wieczności nasza wiedza bez wiary i tak będzie bez znaczenia. Bo dla chrześcijan najważniejsze jest, że nastała światłość w ciemności.

Piotr Bera

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.