Jeszcze zatęsknimy za elitami, które nie będą brutalne

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banaś
Krzysztof Ogiolda

Jeszcze zatęsknimy za elitami, które nie będą brutalne

Krzysztof Ogiolda

Profesor Janusz Majcherek, filozof i socjolog kultury, pracownik Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, publicysta.

W nto pisaliśmy o pośle, który grubymi, ordynarnymi słowami potraktował nie tylko działacza dawnej opozycji, ale w podobnej - pożal się Boże - poetyce, wyraził się o zmarłym już działaczu „Solidarności”. Co się z nami jako ze społeczeństwem dzieje?
W obecnym świecie, bo nie tylko w polskiej polityce, postępuje gwałtowna polaryzacja polityczna. Ona prowadzi do bardzo silnego antagonizowania, zwłaszcza przeciwstawnych obozów. Mamy z tym do czynienia w całym zachodnim świecie, a kampania prezydencka w USA pokazała to bardziej drastycznie niż u nas. Wyzwiska, jakimi Donald Trump i jego wyborcy obrzucali Hillary Clinton i jej obóz polityczny, przekraczały często miarę dobrego wychowania i przyzwoitości. Ostre podziały nastąpiły nie tylko w obozie dawnej „Solidarności”. Clintonowie też byli kiedyś jeśli nie przyjaciółmi, to wystarczająco dobrymi znajomymi, by gościć na weselu państwa Trump.

W dyskusji politycznej w Polsce często nie trzeba wulgarności, by agresja kipiała. Jarosław Kaczyński: W Polsce są siły polityczne, które określę jako żałosne. Ryszard Petru: Kaczyński to totalny ignorant i nieuk.
Agresja jest wynikiem antagonizacji i podziałów politycznych, które już w latach 80. XX wieku amerykański myśliciel nazwał wojną kulturową. Jeśli wojna, to i metody skrajne, ostre i bezwzględne. W tej wojnie coraz trudniej o rycerskie formy prowadzenia walki. Górę biorą brutalizacja, agresja i bezwzględność. I trzeba uczciwie dodać: ponieważ one są skuteczne. Powołuję się na przykład Pawła Kukiza, który ze względu na niewyparzony język i przekleństwa został okrzyknięty politykiem autentycznym, szczerym, kto nie oszukuje wyborców. Brutalność Trumpa też zwyciężyła. Nie było symetrii agresji w USA, nie ma też u nas. Kiedy doszło ostatnio do bezpośredniego spotkania uczestników marszów Komitetu Obrony Demokracji i PiS-u, wyzwiska leciały praktycznie tylko z tej drugiej strony. Choć ja wiem, że Petru też zdaje sobie sprawę, iż nie może być delikatny, oględny i taktowny.

Nie tylko on. Lech Wałęsa o którejś z decyzji lidera PiS-u powiedział, że jest głupia jak sam Kaczyński.
To prawda. Jest on znany z ostrego języka i bezceremonialnego formułowania opinii. Tylko że Lech Wałęsa był człowiekiem z ludu. Myśmy go nie za jego język lubili. Myśleliśmy o nim jako o kimś, kto ów lud reprezentuje. Nie usprawiedliwiam go, ale i zostaję przy swoim zdaniu, że symetrii w agresji nie ma.

W publicznym epatowaniu agresją politycy naśladują wyborców, czyli nas, czy odwrotnie - ryba psuje się od głowy?
To jest współzależne. Po żadnej stronie nie złożyłbym całej winy. Swój udział w tym procesie mają też media. Mówi się, że one lubią wyraziste postaci. A to znaczy, że analityk i komentator, który posługuje się merytoryczną wykładnią, próbuje tłumaczyć zawiłe zjawiska, zostanie ze studia telewizyjnego przegnany. Potrzebny jest ktoś, kto każde zjawisko potrafi skomentować w kilku prostych, dosadnych słowach. Wyborcy potem na tych wyrazistych, posługujących się brutalnym żargonem politycznym ludzi, głosują. Swoje dokładają - jak mówiłem - media. A na osobne omówienie zasługuje kolejny czynnik siania agresji, czyli język internetu.

Schamieliśmy w sieci?
To, co internet - przez anonimowość - zrobił z naszym językiem, to jest tragedia. Poziom chamstwa, brutalności, wulgarności, owego hejtu internetowego przekracza wszelkie granice, które ludzie musieliby respektować w otwartej debacie, występując pod nazwiskiem i pokazując twarz. Ta nienawiść wylewa się z rozmaitych twitterów, fejsbuka itd. i niebywale wulgaryzuje debatę publiczną. Nie tylko politykę.

Grube i nienawistne słowa sypią się nie tylko w Sejmie, ale pewnie i w pokoju nauczycielskim, i w laboratorium naukowca. Zgodnie z obniżającą jeszcze poziom dyskursu wymówką: Przecież wszyscy tak robią.
Kultura popularna upowszechnia wzory postaci nie tylko silnych, ale agresywnych i brutalnych. Jestem zbulwersowany - choć nie chcę wyjść na człowieka starej daty, narzekającego na młodzież. Ale kiedy przechodzę korytarzem uniwersyteckim i słyszę, jakim językiem rozmawiają nie tylko studenci, ale i studentki, uszy więdną. Na ulicy jest jeszcze gorzej. To przekracza wszelką miarę dopuszczalności i jest wynikiem upowszechnienia się ideałów człowieka brutalnego, silnego, zdecydowanego i bezwzględnego. To jest idol kultury masowej. Gry komputerowe i seriale telewizyjne oraz niektóre książki ociekają krwią, przemocą, bezwzględnością. To one są oglądane i czytane. One nadają ton naszej mentalności. Sprawiają, że mieszamy brutalność z życiową zaradnością. To jest także styl elit intelektualnych i artystycznych. Człowiek o wysokim prestiżu, który niczego nie musi już udowadniać, też potrafi zaskoczyć brutalnością. I chce, by inni postrzegali to jako zaletę - dowód na wysoki status, siłę i witalność, zdolność narzucania woli innym. Ma pan rację. Agresja słowna, nienawiść zdarzają się w naukowych laboratoriach i w pracowniach artystycznych. Ja nad tym ubolewam.

Tak już zostanie, czy jest jeszcze szansa na społeczną zmianę?
To się może zmienić. Zawsze istnieją wzorotwórcze elity. Dziś są wulgarne i brutalne. Ale tak nie musi być zawsze. Być może z powodu rozpanoszenia się takich wzorów zatęsknimy jako społeczeństwo, jako ludzie za bardziej opanowanymi, stonowanymi elitami. Za ludźmi, którzy będą się wypowiadać sprawnie, płynnie, ale imponować będą erudycją i elokwencją, a nie brutalnością. Powszechny zalew chamstwa może tę tęsknotę za innymi elitami pobudzić.

Krzysztof Ogiolda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Pro Media Sp. z o.o.