Jacek Kucharewicz, szef Metal-Fachu: decydenci na górze muszą zdać sobie sprawę, że w regionie przygranicznym każdy żyje z granicy

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Martyna Tochwin

Jacek Kucharewicz, szef Metal-Fachu: decydenci na górze muszą zdać sobie sprawę, że w regionie przygranicznym każdy żyje z granicy

Martyna Tochwin

Dla nas najbardziej niebezpieczny jest konflikt polsko-białoruski. Do sytuacji pandemicznej każdy z nas w jakiś stopniu się przygotował, zabezpieczył – mówi Jacek Kucharewicz, prezes Metal-Fachu.

Mały i średni biznes jest przerażony zamknięciem granicy i przedłużającym się konfliktem polsko-białoruskim. Jak odczuwa to największa firma w regionie?

Jacek Kucharewicz, prezes Metal-Fach: Dla całej Sokólszczyzny jest to prawdziwy dramat. Cały nasz powiat jest ściśle powiązany gospodarczo z Białorusią. Od sklepów, usług, poprzez transport, a na wymianie handlowej kończąc. Niemal każde miejsce pracy w Sokółce jest skorelowane z rynkiem białoruskim. Naszymi głównymi rynkami są oczywiście kraje wschodu. Tylko że my mamy fabrykę w Rosji i dywersyfikujemy sprzedaż. Ale proszę pamiętać, że Białoruś to nie tylko rynek docelowy. To również szlak transportowy. Już dzisiaj nasze podzespoły czy surowce przychodzą praktycznie na styk. W przypadku eskalacji konfliktu, albo nie daj Boże całkowitego zamknięcia granicy odczują to wszyscy.

Podczas śniadania biznesowego organizowanego przez Agencję Rozwoju Regionalnego „ARES” i Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego, dyrektor Barteru mówił, że blokada granicy będzie oznaczała w skrajnym przypadku nawet bankructwa.

Ich biznes jest niezwykle mocno powiązany z Mińskiem. Import surowców odbywa się właśnie ze wschodu. Przy tak olbrzymiej skali, jaką prowadzi Barter – ok. 1 mld zł przychodu rocznego – brak dostaw może skończyć się śmiercią ekonomiczną. Nie wyobrażam sobie również w Metal-Fachu, by na dłuższy okres przerwać łańcuchy dostaw. Decydenci na górze muszą zdać sobie sprawę, że w regionie przygranicznym każdy żyje z owej granicy.

W skali ogólnopolskiej eksport i współpraca z Białorusią nie jest priorytetem.

Boje się takiego myślenia. Bo brak gazu czy ropy odczują przedsiębiorcy nie tylko na Sokólszczyźnie ale też w całym kraju. Załamanie dostaw z Azji również zauważą wszyscy producenci. Patrząc wyłącznie na liczby bezwzględne eksportu i importu, łatwo jest pominąć kwestie szlaków dostaw. Ja rozumiem, że kogoś we Wrocławiu może nie specjalnie interesować los przedsiębiorców z Sokółki czy Dąbrowy Białostockiej, ale my też jesteśmy ludźmi. To są bardzo często nasz dorobek życiowy, któremu poświęciliśmy całe życie. My z tą Białorusią musimy się jakoś dogadać, bo tracimy na tym wszyscy.

Transport również mocno ucierpiał

Już podczas spotkania z „ARES”-em byli przedstawiciele branży transportowej. Zamknięcie Kuźnicy odczuli w swoich portfelach. Boją się, bo mają długoletnie leasingi, niesamowicie wysokie koszty i każdy dzień przestoju to nieodwracalne straty. U nich czas liczy się w godzinach, a nie tygodniach. Oni po prostu tego czasu nie mają. Dzisiaj udzielając tego wywiadu nie wypowiadam się tylko jako prezes Metal-Fachu ale przedstawiciel całej Sokólszczyzny. Zagrożone mogą być dziesiątki tysięcy miejsc pracy, których nie da się odtworzyć. Nasz region nie jest Dolnym Śląskiem, gdzie międzynarodowe koncerny chętnie otwierają swoje fabryki. U nas to lokalni przedsiębiorcy swoją determinacją i ciężką pracą – od zera – stworzyli firmy, które zaczęły wychodzić na świat.

Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego podjął decyzję o wparciu samorządów znajdujących się przy granicy. Otrzymają 1,5 mln zł.

To bardzo dobra i szybko podjęta decyzja. Czas w biznesie jest kluczowy. Ale w samorządzie również. Przecież te miejscowości znalazły się na pierwszej linii i ich budżety bardzo mocno ucierpiały. Nikt nie planował dodatkowych wydatków związanych z konfliktem międzynarodowym. Mam nadzieję, że władza centralna pójdzie drogą marszałka i wesprze nie tylko samorząd ale też lokalnych przedsiębiorców.

Czego bardziej obawia się sokólski biznes – lockdownu czy zamkniętej granicy?

Dla nas najbardziej niebezpieczny jest konflikt polsko-białoruski. Do sytuacji pandemicznej każdy z nas w jakiś stopniu się przygotował, zabezpieczył. Produkcja w Metal-Fachu odbywa się normalnie, zastosowaliśmy wszystkie możliwe procedury bezpieczeństwa, higieny i maksymalizacji ograniczenia zachorowania. Ale jeśli nie będzie jak przewieźć naszych towarów, albo otrzymać podzespołów do produkcji to fabryka stanie. Proszę zobaczyć, co dzieje się w branży automotive. Brak półprzewodników spowodował kryzys, który nie był widziany od lat.

Martyna Tochwin

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Pro Media Sp. z o.o.