Iza Krzan: Żeby pracować w mediach, trzeba mieć do siebie duży dystans

Czytaj dalej
Fot. PPG
Paweł Gzyl

Iza Krzan: Żeby pracować w mediach, trzeba mieć do siebie duży dystans

Paweł Gzyl

Jest dziś jedną z najjaśniejszych gwiazd Telewizji Polskiej. Nam Iza Krzan opowiada o swej drodze od triumfu w wyborach Miss Polonia w 2016 roku do prowadzenia „Pytania na śniadanie”.

- Jesteś obecnie jedną z prowadzących Wakacyjną Trasę Dwójki. Wolisz kiedy lato upływa ci w pracy czy na leniuchowaniu na urlopie?
- Uwielbiam leniuchować i uwielbiam pracować. (śmiech) Ciężko mi jest więc to rozdzielić. Lato w Polsce jest przepiękne, jeżeli więc mogę się przemieszczać i pracować w różnych miejscach, a do tego poznawać tutejszych ludzi, to naprawdę lubię wakacje w pracy. Jeżeli tylko jednak pojawia się polska jesień i szaruga, wtedy wyjeżdżam na zasłużony urlop. W ten sposób rozdzielam od kilku lat swój czas wolny i pracę.

- Wakacyjna Trasa Dwójki to wielkie widowisko odbywające się na żywo. Jak sobie radzisz ze stresem przy prowadzeniu tego typu programów?
- Stres pojawia się u mnie tylko na chwilę przed pierwszym wyjściem. Po wejściu na scenę koncentruję się już tylko na wydarzeniu, na publiczności i dobrej zabawie. I stres wtedy mija.

- Wolisz pracować przy programach realizowanych na żywo czy raczej przy tych, które są nagrywane?
- Nie potrafię wybrać. Programy na żywo lubię prowadzić ze względu na spontaniczność, zdobywanie kolejnych doświadczeń i nieprzewidywalność. Natomiast w programach nagrywanych z wyprzedzeniem, doceniam możliwość zadbania o najdrobniejszy szczegół i mniejszy stres.

- W telewizji na żywo zdarza się wiele zabawnych wpadek, które unikają uwagi widzów, ale prowadzący doskonale o nich wiedzą. Tobie też się takie przytrafiły?
- To prawda: takie sytuacje mają miejsce niezwykle często. Począwszy od ataku czkawki, którą trzeba ukrywać, aż do żartu usłyszanego gdzieś w tle, z którego nie można się śmiać, bo zabrania tego sytuacja. I to jest super! To jest właśnie „żywa” telewizja, która buduje moje doświadczenie w zawodzie.

- W internecie aż huczy od zachwytów nad twoimi kreacjami, które prezentujesz podczas Wakacyjnej Trasy Dwójki. Sama je dobierasz czy polegasz na fachowych poradach stylistów?
- Mam to szczęście, że współpracuję ze stylistą, z którym świetnie się rozumiemy. Podrzucamy sobie stylizacje, które szczególnie wpadły nam w oko, następnie dodajemy swoje poprawki i staramy się uszyć, bądź poskładać z kupionych elementów podobny look. Lubię modę i uważam, że kreacja powinna oddawać charakter i styl osoby, która ją nosi, dlatego bardzo zwracam uwagę na wybierane stylizacje.

- Wakacyjna Trasa Dwójki jest się kończy. Który z dotychczasowych koncertów wspominasz najcieplej i dlaczego?
- W tym roku chyba najbardziej zaskoczył mnie koncert w Wilnie. Byłam oczarowana tym, jak miło przywitali nas tamtejsi mieszkańcy i jak wspaniale się razem bawili. Mam nadzieję, że za rok ponownie uda nam się odwiedzić Litwę.

- Na pewno kiedy pojawiasz się w kolejnej miejscowości w ramach Wakacyjnej Trasy Dwójki, nie możesz opędzić się od fanów, którzy chcą autograf lub wspólne zdjęcie. Lubisz te dowody uwielbienia ze strony widzów?
- To jest niezwykle miłe uczucie. Niektórzy przejeżdżają za nami pół Polski, żeby móc zamienić kilka zdań, zrobić sobie zdjęcie, albo po prostu okazać swoje wsparcie. Za każdą taką inicjatywę i dobre słowo, jestem zawsze bardzo wdzięczna.

- Każda dziewczynka chce w dzieciństwie być albo aktorką, albo piosenkarką, albo modelką. Jak było w twoim przypadku?
- Ja marzyłam już od dziecka, żeby zostać prezenterką telewizyjną. Rozpoczęłam realizację tego marzenia w wieku 21 lat, startując w konkursie Miss Polonia i tak krok po kroku, udaje mi się podejmować kolejne, telewizyjne wyzwania.

- Przez osiem lat tańczyłaś w młodości taniec towarzyski i nawet doszłaś do klasy A. Tamte doświadczenia przydają ci się dzisiaj w pracy w telewizji?
- Bardzo. Poczucie rytmu, prezencja na scenie, szybkie przyswajanie układów i sekwencji – to wszystko zawdzięczam latom spędzonym na parkiecie tanecznym. Dzisiaj korzystam z tego pełnymi garściami.

- Dlaczego ostatecznie zaniechałaś kariery profesjonalnej tancerki?
- Na moją rezygnację z tańca wpłynęło kilka czynników, ale największy wpływ miało wypalenie i przewartościowanie planów na przyszłość. Nie czułam, że to moja droga, więc z niej zeszłam.

- Rodzice wspierali twe dążenia do artystycznych sukcesów?
- Bez nich nie byłabym tu, gdzie jestem teraz. To moja mama woziła mnie na treningi, jeździła ze mną do agencji modelek i na castingi do konkursów piękności. Zawsze wsłuchiwała się w moje marzenia i nie pozwoliła, abym z któregoś musiała przedwcześnie zrezygnować.

- Twój brat Grzegorz jest starszy od ciebie o osiem lat. Przejawiał wobec ciebie opiekuńcze instynkty, kiedy byliście dziećmi?
- Grzegorz zawsze bardzo się o mnie troszczył i świetnie się sprawdzał jako starszy brat, zarówno przy malutkiej Izie, jak i już tej trochę starszej. Oczywiście, zdarzały się momenty, kiedy byłam dla niego przede wszystkim wkurzającą młodszą siostrą, ale osiem lat różnicy wieku potrafi czasami skłócić nawet najlepsze rodzeństwo. Teraz już jako dorośli ludzie, bardzo doceniamy naszą relację i wiemy, że zawsze możemy na siebie liczyć.

- Co sprawiło, że zdecydowałaś się spróbować swych sił w konkursach piękności?
- To była moja kalkulacja: którą drogą mogę najłatwiej dojść do telewizji? Pomyślałam, że konkursy piękności to dobry pomysł. Kiedy udaje ci się wygrać taki konkurs, automatyczne stajesz się osobą medialną i twoje nazwisko jest powoli rozpoznawalne.

- Zaczęłaś już jako nastolatka. Jak było?
- Nie wychodziło mi to do końca. Przegrywałam. Ale uważam, że po klęsce trzeba się podnieść, otrzepać z kurzu i próbować dalej. Kiedy miałam 21 lat, siedziałam z mamą w wynajętym mieszkaniu w Warszawie i mówiłam: „Mamo, ja jeszcze nic nie osiągnęłam!”. (śmiech) Studiowałam ekonomię, ale wiedziałam, że to nie będzie moja życiowa droga. Znalazłam więc w internecie ogłoszenie o castingu do konkursu Miss Polonia. I postanowiłam w nim wziąć udział.

- I udało się: w 2016 roku zostałaś Miss Polonia. Co twoim zdaniem decyduje o takim sukcesie: uroda, wdzięk, urok osobisty czy inteligencja?
- Wszystko połączone w jedną osobę. (śmiech) Konkurs Miss Polonia to nie tylko wygląd. Kandydatki muszą być wykształcone i wiedzieć, którą drogę chciałyby w życiu obrać. Dla mnie to była droga, by dostać się do mediów.

- Jako reprezentantka Polski wzięłaś udział w wyborach Miss Universe na Filipinach. Jak wspominasz tę przygodę?
- To było prawdziwe wyzwanie. Zgrupowanie trwało miesiąc. Uczestniczyłam w nim wraz z 95 kandydatkami z całego świata. Codzienne aktywności, takie jak próby choreograficzne, przy podtrzymywaniu idealnego wizerunku, potrafiły dać się we znaki. Nigdy wcześniej i później nie nosiłam tak długo mocnego makijażu i wysokich szpilek. (śmiech) Ale nigdy nie pożałuję ani chwili tego wydarzenia. Z pewnością konkurs Miss Universe zostanie w mojej pamięci na zawsze.

- Wiele się mówi o ostrej rywalizacji między uczestniczkami takich konkursów. To prawda?
- Ja tego nie doświadczyłam. Może też niespecjalnie się przyglądałam. Były reprezentantki, którym szczególnie mocno zależało na sukcesie, choćby te z Brazylii, Kolumbii, czy z Filipin. Mnie wystarczyła satysfakcja z obecności w tak ogromnym przedsięwzięciu, więc trzymałam się z daleka od spisków i ostrej rywalizacji.

- W 2017 roku zaczęłaś prowadzić „Lajk!” w „Pytaniu na śniadanie”. Jak do tego doszło?
- Podczas pewnego nagrania, które miało miejsce zaraz po konkursie Miss Polonia, poznałam Mateusza Szymkowiaka, który prowadzi „Lajk!”. Bardzo się ze sobą zgraliśmy, rozmawialiśmy o marzeniach i moich planach na przyszłość. Parę tygodni później otrzymałam telefon od Mateusza z pytaniem, czy nie chciałabym spróbować swoich sił w programie, jako prowadząca, skoro tak o tym marzę. Nie myśląc długo odparłam: „Oczywiście!”. I tak się to jakoś szczęśliwie toczy kolejny rok.

- Co cię tak fascynuje w telewizji, że chciałaś związać się z nią zawodowo?
- Ciągłe poznawanie. Zarówno ludzi, jak i poszerzanie swoich horyzontów. Prowadzenie koncertów, programów na żywo, czy też nagrywanych z wyprzedzeniem, pozwala się sprawdzać w nowych sytuacjach i w nowym otoczeniu. Lubię poczucie zadowolenia z pracy, a jeszcze bardziej cieszę się, gdy to uczucie uzupełniam nową wiedzą.

- Od pięciu lat jesteś współprowadzącą „Koło Fortuny”. Za co lubisz najbardziej ten program?
- Za ludzkie historie. Niejednokrotnie w oczach pojawiały nam się łzy szczęścia, ale i smutku. Wybuchy radości i żalu. Przychodzą do nas różne osoby, które mają różne życiowe doświadczenia. Na te 45 minut nagrania zapominają o swoich troskach i po prostu dobrze się bawią. To jest naprawdę piękny widok, który przez pięć lat ani trochę nie spowszedniał.

- Znacie przed każdym programem wszystkie hasła, czy też bawicie się z uczestnikami i widzami w ich odgadywanie?
- Bawimy się razem! Nagrałam już ponad 1500 odcinków „Koła Fortuny” i nadal świetnie się bawię podczas odgadywania haseł.

- Twoim kolegą z Koła Fortuny jest Norbi. Razem tworzycie zgrany duet. On też pochodzi jak ty z Olsztyna. To dzięki temu znaleźliście tak dobre porozumienie?
- Dobre porozumienie wynika chyba z podobnego podejścia do życia i pracy. W życiu codziennym oboje cenimy szczerość i relacje budowane na zaufaniu. Do tego kochamy swoją pracę, a że na planie spędzamy razem bardzo dużo czasu, udało nam się wypracować przyjemny tryb wzajemnego współdziałania. Norbi to człowiek pracy. On przychodzi zawsze na czas, wykonuje swe zadania perfekcyjnie, a jednocześnie jest przezabawnym człowiekiem, więc nie da się z nim nudzić. Olsztyn to dodatkowy walor sentymentalny. Oboje mamy dobre wspomnienia z naszego rodzinnego miasta.

- Początkowo prowadziłaś Koło Fortuny z Rafałem Brzozowskim. To było coś innego niż z Norbim?
- Na pewno. Obaj mają inne charaktery, różnią się też sposobem pracy. Ale obu ich kocham i nie mogę powiedzieć o żadnym z nich złego słowa. Kiedy usłyszę, że mam do wykonania kolejne zadanie z którymś z nich, podchodzę do tego z wielkim luzem w głowie, bo wiem, że mogę na nich liczyć.

- To jak było z Rafałem?
- To u jego boku stawiałam swoje pierwsze kroki w telewizji. I był bardzo pomocny. Z każdym kolejnym sezonem nakłaniał reżysera i producentów „Koła Fortuny”, by wykorzystywać mój wizerunek coraz częściej. Abyśmy robili więcej wspólnych wstawek w tym programie. Jestem mu za to niezmiernie wdzięczna. Swoje pierwsze koncerty prowadziłam również z Rafałem. Byliśmy więc nierozłącznym teamem przez prawie trzy lata.

- Jak zareagowałaś, kiedy w zeszłym roku dostałaś propozycję poprowadzenia „Pytania na śniadanie”?
- Byłam w prawdziwym szoku, bo to było zderzenie skrajnych emocji. Z jednej strony szczęścia, bo zawsze chciałam się sprawdzić w programie śniadaniowym, a z drugiej strony przerażenia, bo obawiałam się czy podołam temu zadaniu.

- Widzowie polubili cię od pierwszych występów w tej nowej roli. Co sprawiło, że od razu tak dobrze sobie poradziłaś?
- Przede wszystkim wsparcie - telewidzów, bliskich, ale i Tomka Kammela, który dał mi dużo cennych rad i cierpliwie czekał, żebym w końcu w siebie uwierzyła i odstawiła stres na bok. Wszystkim wspierającym jestem ogromnie wdzięczna.

- No właśnie: twoim partnerem w „Pytaniu” jest Tomek Kammel. W wywiadzie z nami powiedział, że najbardziej ceni cię za „młodzieńczy zapał”. A ty za co cenisz jego?
- Za doświadczenie. (śmiech) Między nami jest taka różnica wieku, że oglądałam Tomka w telewizji, kiedy byłam maluchem. Zaczynając pracę z nim, bardzo się bałam. Tomek to telewizyjne guru, stary wyjadacz, który doskonale wie, co robi. Chciałam przy nim wypaść jak najlepiej, ale ciężko jest konfrontować się młodej dziewczynie, która dopiero zaczyna, z „królem” telewizji. Ale dzięki Tomkowi udało mi się pokonać stres i zaczęłam się przy nim coraz bardziej otwierać. Pozwalał mi na coraz więcej i dawał mnóstwo dobrych rad. W ten sposób przeprowadził mnie jak przedszkolaka przez kolejne programy.

- I jak jest teraz?
- Wypracowaliśmy wspólnie przez ten miniony rok taki luz, że gdyby ktoś usłyszał, jak żartujemy czasem ze sobą, to by pomyślał: „Tomek Kammel naprawdę tak żartuje? To chyba niemożliwe!”. Tymczasem Tomek przy mnie otworzył się bardzo mocno, dzięki czemu mogę mu w pełni ufać. Cieszę się, że jestem u jego boku, bo bardzo dużo się od niego nauczyłam.

- Czasem zdarza się w „Pytaniu” wymiana prowadzących. Lubisz pracować sporadycznie z innymi partnerami?
- No pewnie, że lubię! Z każdym z naszych „pytaniowych” partnerów świetnie mi się pracuje. Lubimy się prywatnie, co mam nadzieję widać na ekranie.

- „Pytanie na śniadanie” zaskakuje różnorodnością podejmowanych tematów. Jak sobie z tym radzisz?
- Początki bywały trudne. Oprócz tematów lekkich i zabawnych, często podejmujemy te smutne, chwytające za gardło. Ale to w tym programie lubię. Odzwierciedla on życie codzienne, które nie zawsze jest piękne i kolorowe, często rzuca nam kłody pod nogi.

- Czujesz się już w „Pytaniu…” jak ryba w wodzie?
- W studio tak - bo umiem się w nim odnaleźć. Ale różnorodność tematów zawsze będzie utrzymywać we mnie lekki niepokój. Jest to program na żywo, który potrafi zaskoczyć, a nie zawsze na takie zaskoczenie jesteśmy gotowi. Usłyszałam kiedyś, że jeśli po poprowadzonym przez siebie programie, zejdę ze sceny i stwierdzę, że poszło mi idealnie, to może być to pierwszy krok do stawania się coraz gorszym. Ja zawsze mam do siebie uwagi, dlatego mam nadzieję, że szybko nie osiągnę stanu poziomu perfekcji.

- Na pewno masz jeszcze jakieś zawodowe marzenia. Jakie programy chciałabyś w przyszłości prowadzić w telewizji?
- Pracuję obecnie nad programem, o którym nie mogę za dużo mówić, ale mogę zdradzić, że będę tam główną prowadzącą. Będzie to projekt związany z podróżami, trochę reality show. I właśnie o takim programie marzyłam na ten moment. Bo wiadomo, ze nasze marzenia zmieniają się z biegiem lat. Teraz marzyłam, aby sprawdzić się w roli indywidualnej prowadzącej, która rozdaje karty oraz dostarcza sporą dawkę humoru i adrenaliny.

- A co dalej?
- Będę musiała wybrać, którą drogą zawodową pójść. Teraz mam 27 lat, więc podejmowanie się prowadzenia poważnych programów, byłoby nie do końca wiarygodne. Dlatego daję sobie czas na zdefiniowanie swoich kolejnych marzeń. A na razie bawię się programami, które przede wszystkim dają ludziom rozrywkę.

- Zawsze jesteś na wizji uśmiechnięta i pełna optymizmu. Masz taki pozytywny charakter czy to wypracowana poza?
- Nie wiem, czy da się wypracować pozę ciągłego szczęścia i optymizmu. Uśmiech ma związek z odczuciami, jakie towarzyszą mi w pracy, czyli z radością i przyjemnością z tego, co robię. Ale zdarzają się sytuacje, kiedy moje pokłady dobrego humoru się wyczerpują. Na szczęście, zazwyczaj dzieje się to po pracy, kiedy po kilkutygodniowych nagraniach wracam do domu i potrzebuję pobyć w ciszy, sama ze sobą. Poświęcam ten czas na regenerację, abym po kilku dniach mogła wrócić z uzupełnionymi pokładami dobrego humoru.

- W jednym z wywiadów przyznałaś jednak, że korzystałaś przez pewien czas z psychoterapii. To praca w telewizji jest tak stresująca?
- Korzystałam z psychoterapii z różnych powodów. Co najważniejsze, przyniosła ona pozytywne efekty. Nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele mówią o nas nasze decyzje i gdzie te schematy działania mają korzenie. Wiele problemów da się rozwiązać, trzeba tylko znaleźć odpowiedni sposób. Udać się po pomoc do psychoterapeuty to żaden wstyd.

- Chronisz swe życie prywatne przed mediami. Wścibskie portale ciągle jednak cię atakują z rożnych stron. Jak reagujesz na newsy w rodzaju „Iza Krzan kusi w mikroskopijnym bikini” czy „Wiemy kim jest partner Izy Krzan”?
- Zależy jakiej tematyki to dotyka. Jeśli ktoś próbuje zrobić skandal z mojego życia prywatnego, to budzi się we mnie buntowniczka, która chce temu zaprzeczać w swoich social mediach. Kiedy widzę, że te nagłówki tylko mają zachęcić czytelnika do kliknięcia na jakiś artykuł, to zachowuję spokój, bo wiem, jak działa ta machina. I odpuszczam. Niech im tak będzie. Żeby pracować w mediach, trzeba mieć do siebie duży dystans.

- Wiemy, że jesteś od pewnego czasu w szczęśliwym związku. To ma wpływ na twoją pracę?
- Zdecydowanie tak. Byłam w różnych relacjach. Czasem bywałam ciągle zestresowana i niepewna siebie, co sprawiało, że nie mogłam skupić się na pracy. A w telewizji trzeba odciąć się od życia prywatnego i skoncentrować się na przykład na osobie, z którą przeprowadzamy wywiad. Od ponad dwóch lat jestem jednak w szczęśliwym i dojrzałym związku. Dzięki temu, kiedy trzeba, mogę skupić się na pracy. Choćby teraz – kręcę program już trzeci tydzień poza domem i nie kłócimy się z partnerem o to, bo rozumiemy, ze taka jest moja praca. Wspieramy się nawzajem – i to dobry grunt pod związek i pracę.

- Jaki masz najlepszy sposób na regenerację sił fizycznych i psychicznych?
- Jeśli nie mam za dużo czasu, aby powędrować na drugi koniec świata, to wybieram się na rodzinną Warmię i tam odpoczywam nad jakimś jeziorem. Ale na przełomie września i października mam z partnerem zaplanowany wyjazd na Bali. Nigdy tam nie byłam, ale ponieważ oboje lubimy bardzo surfować, więc to dobry kierunek. Na pewno tam odpocznę.

Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Pro Media Sp. z o.o.