Irena Dziedzic, wielka gwiazda odeszła w samotności

Czytaj dalej
Fot. Robert Płaczkiewicz
Anna Gronczewska

Irena Dziedzic, wielka gwiazda odeszła w samotności

Anna Gronczewska

Nie żyje Irena Dziedzic, gwiazda telewizji czasów PRL-u. Zmarła 5 listopada 2018 roku, ale pochowano ją dopiero kilka dni temu. Dlaczego tak się stało? Śledztwo w sprawie jej śmierci prowadzi prokuratura.

Miała barwne, nieco tajemnicze życie. Także jej śmierć została owiana tajemnicą. Irena Dziedzic urodziła się w 1925 roku w Kołomyi na Ukrainie. Jej rodzicami byli Antoni i Aleksandra z domu Zajączkowska. Tak naprawdę na pierwsze imię miała Sylwia, ale używała drugiego imienia Irena. Przed II wojną światową rodzice wysłali ją do Lwowa. Tam uczyła się i mieszkała w internacie prowadzonym przez siostry felicjanki. Po wkroczeniu do Lwowa Armii Czerwonej uczyła się w tzw. dziesięciolatce, czyli koedukacyjnej szkole średniej. Maturę zdała już po wojnie, w Krakowie. Tam też rozpoczęła swoją karierę. Zaczynała jako redaktor depeszowy w „Echu Krakowa”. Potem krótko pracowała we wrocławskim „Słowie Polskim”, by w 1948 roku przeprowadzić się do stolicy.

W 1952 roku rozpoczęła pracę w Polskim Radiu, by po czterech latach przejść do telewizji. Tak naprawdę wtedy usłyszał o niej świat. Gwiazdą stała się, gdy zaczęła prowadzić „Tele-Echo”. Był to pierwszy polski talk-show. Jego pierwszy odcinek wyemitowano w marcu 1956 roku, a ostatni w 1981 roku. Widzowie uwielbiali Irenę Dziedzic, która także przez kilka lat prowadziła festiwal w Sopocie, a w latach 1965-1968 także „Dziennik telewizyjny”. Współpracownicy nazywali ją „żelazną Ireną”. Do każdego „Tele-Echa” była perfekcyjnie przygotowana. Niektórzy śmiali się, że swoim rozmówcom rzekomo dawała kartki z gotowymi odpowiedziami.

- Nie można mieć osobowości na ekranie telewizora, nie mając jej poza ekranem - twierdziła w wywiadach Irena Dziedzic. - To nie jest kostium. Osobowość w wielu zawodach się przydaje, ale też i drażni. Drażnienie jest też sposobem na obecność.

Kazimierz Kowalski, znany łódzki śpiewak operowy i były dyrektor Teatru Wielkiego w Łodzi, znał bardzo dobrze Irenę Dziedzic. Był jej gościem w programie „Tele-Echo”.

- Pierwszy raz jesienią 1976 roku - opowiada pan Kazimierz. - Stało się to po konkursie operowym w Tuluzie. Zostałem jego laureatem i dostałem zaproszenie do programu pani Ireny. Było to dla mnie ogromne wyróżnienie!

Kazimierz Kowalski wspomina, że miał wtedy 25 lat i był trochę nieśmiałym, młodym człowiekiem, choć miał już za sobą doświadczenie sceniczne. - Mówić potrafiłem, ale przed występem w „Tele-Echu” miałem ogromną tremę - dodaje śpiewak operowy. - Pani Irena była perfekcyjnie przygotowana do programu. O festiwalu w Tuluzie wiedziała więcej niż ja!

Potem Kazimierz Kowalski jeszcze dwa razy występował w programie Ireny Dziedzic. W jednym z nich towarzyszyli mu prof. Zbigniew Religa i Bogusław Kaczyński, z którymi się wtedy zaprzyjaźnił.

Swoją przygodę z „Tele-Echem” Irena Dziedzic zakończyła w 1981 roku. Potem od października 1983 do września 1991 roku prowadziła „Wywiady Ireny Dziedzic”. Podobno z telewizji odeszła po konflikcie z Niną Terentiew... Mówiło się, że nie było tam miejsca dla dwóch gwiazd.

Pozostało jeszcze 59% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Anna Gronczewska

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Marek D

podobno nie lubiła płacić usługodawcom-rzemieślnikom za pracę

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.