Hotel Europejski - symbol luksusu dawnej Warszawy

Czytaj dalej
Fot. public domain
Anita Czupryn

Hotel Europejski - symbol luksusu dawnej Warszawy

Anita Czupryn

Oczekiwanie na otwarcie Hotelu Europejskiego pod nową nazwą Raffles Europejski Warsaw - najbardziej luksusowego hotelu w Polsce - sięga zenitu. Goście już mogą dokonywać rezerwacji online. Według amerykańskiego magazynu „Vogue” będzie to jeden z najbardziej wyczekiwanych hoteli na świecie.

Bywali tu najwięksi tego świata: politycy, biznesmeni, intelektualiści, artyści. Legendarny Hotel Europejski zbudowany w XIX wieku stał się ikoną Warszawy i niezwykle istotną częścią historii nie tylko stolicy, ale i Polski.

Teraz do tej legendy dołączy druga, nie mniej sławna ikona - albowiem to Raffles Hotels & Resorts, firma ze 130-letnim doświadczeniem operatora luksusowych hoteli na świecie, przywróciła świetność tego miejsca, łącząc tradycję z luksusem i wprowadzając Europejski w XXI wiek.

Historia marki Raffles sięga 1887 roku; to wtedy firma otworzyła swój pierwszy, słynny dziś na cały świat hotel w Singapurze. Po nim wyrastały kolejne: w Paryżu, Istambule, Dubaju, Singapurze, czy na Seszelach, zawsze w najbardziej atrakcyjnych, wyjątkowych miejscach. Każdy z nich ma własną historię, klimat styl i osobowość. To dlatego w logotypie marki znalazł się symbol palmy - symbol oazy i gościnności. Raffles Europejski Warsaw będzie trzecim megaluksusowym hotelem w Europie.

- Marka Raffles Hotels & Resorts oferuje gościom nie tylko usługi na najwyższym poziomie, ale także niezapomniane wspomnienia. Naszym marzeniem jest, aby właśnie takie miejsce stworzyć w Warszawie. Rozważaliśmy różnych znanych światowych operatorów, jednak to właśnie Raffles w pełni pasował do naszej wizji Hotelu Europejskiego - mówi Julien Barbotin Larrieu, prezes zarządu HESA, spółki będącej właścicielem Europejskiego. A Thomas Guss, dyrektor generalny hotelu Raffles Europejski Warsaw (pochodzący z trzeciego już pokolenia hotelarzy) dodaje: Jesteśmy dumni z tego, że przywracamy Warszawie i Europie ten legendarny hotel. Raffles Europejski Warsaw to nie tylko miejsce dla podróżujących, ale także otwarte miejsce spotkań dla warszawiaków, przechodniów i gości, którzy zapragną nas odwiedzić. Już w pierwszym kwartale 2018 roku zapraszamy do wspólnego „doświadczania Raffles Europejski Warsaw.”

Większościowym udziałowcem hotelu jest Vera Michalski-Hoffmann, obywatelka Szwajcarii, milionerka, jedna z głównych udziałowców farmaceutycznego giganta Roche, która z Polską związana jest od lat, to właścicielka wydawnictwa Noir sur Blanc i propagatorka polskiej literatury. Z kolei pod kontrolą spadkobierców rodzin założycielskich hotelu znalazło się 34 procent udziałów.

Największe zainteresowanie budzi jednak to, czego mogą spodziewać się goście, którzy już za parę tygodni odwiedzą Europejski. A zatem: hotel dysponuje 106 pokojami i apartamentami, które rozmieszczono na trzech piętrach. 29 pokoi posiada podstawowy standard Deluxe, 40 kolejnych jest w kategorii Raffles. Ceny? Od 1080 i 1280 złotych za noc. Dodajmy, że pokoje Deluxe imponują powierzchnią - od 40 do 45 metrów kwadratowych. Tym, którzy gustują w większych przestrzeniach, hotel oddaje do dyspozycji Apartamenty Junior, Grand i Signature, ze strefą sypialną i dzienną. Ceny w Apartamencie Junior zaczynają się od 2180 złotych, Grand od 2780 złotych, a Apartamenty Signature - od 3980 złotych.

Największą dumą i chlubą hotelu jest Apartament Raffles i Apartament Prezydencki o powierzchni prawie 300 metrów kwadratowych każdy! Częścią Apartamentu Prezydenckiego jest historyczna Sala Pompejańska, znana z powieści „Lalka” Bolesława Prusa. Tu ceny zaczynają się od 16280 złotych za noc.

Pokoje wyposażone są w ręcznie robione meble z najwyższej jakości materiałów; również oświetlenie przygotowano na specjalne zamówienie, wykonały je pracownie architektoniczne lokalnych rzemieślników i projektantów. W pokojach znajdzie się polska porcelana i szkło z okresu 1960-1980. Zachowano też mosiężne okucia jako element wystroju z przełomu wieków. Nawiązują do stylu Art deco.

Do dyspozycji gości przygotowano limuzyny, będą oni mogli korzystać z usług Butlera - profesjonalnego kamerdynera (stanowisko to narodziło się w XVII-XVIII wieku na dworach arystokracji, pochodzi od francuskiego słowa Boutelier, czyli butelkowy. Butler-Kamerdyner dbał o napoje podczas posiłków. Dziś jego zadaniem jest zapewnianie największego komfortu gościom), czy Art Concierge - eksperta od najciekawszych dzieł sztuki znajdujących się w hotelowej kolekcji jak i od najciekawszych wystaw w warszawskich galeriach i muzeach. W hotelu mieści się SPA z basenem w dawnych, teraz pogłębionych i osuszonych piwnicach, gdzie, jak wspomina w rozmowie z „Polską” Ksawery Wąsowski, jeden ze spadkobierców hotelu, przed laty mieścił się sejf hotelu. Jest klub fitness i centrum konferencyjne, są restauracje i cukiernie ze słynną Lourse Warszawa, otwartą dla wszystkich - nie tylko gości hotelowych. Jest Long Bar i palarnia cygar. Na dwóch najwyższych piętrach znalazły się pomieszczenia na niemniej luksusowe biura o powierzchni 6,5 tysiąca metrów kwadratowych.

W całym hotelu - w pokojach i lobby rozmieszczonych zostanie około 400 prac współczesnej sztuki XX i XXI wieku autorstwa polskich artystów. Jak wieść niesie, kolekcja Europejskiego stworzona pod kuratelą Andy Rottenberg i Barbary Piwowarskiej, będzie jedną z największych tego typu prywatnych kolekcji dostępnych publicznie.

Za projekt przebudowy hotelu odpowiedzialna jest międzynarodowej sławy pracownia architektoniczna - WWAA wraz ze scenografem Teatru Wielkiego - Opery Narodowej - Borysem Kudličką oraz zespół APAWojciechowski.

Dziś nikt chyba nie zna lepiej historii Europejskiego niż Ksawery Wąsowski, w prostej linii spadkobierca pierwszych właścicieli hotelu. Rocznik 1961, urodzony w Cannes, do 1991 roku mieszkał w Stanach Zjednoczonych. To w tamtym czasie, od leżącej na łożu śmierci babci po raz pierwszy usłyszał, że Hotel Europejski w Warszawie od początku swojego istnienia należał do rodziny i że po tym, jak w Polsce upadła komuna, należy zająć się sprawą jego odzyskania.

- W domu wcześniej nie mówiło się, że Hotel Europejski należy do rodziny. Było, minęło. Ale w 1990 roku moja babcia, która miała wtedy 91 lat skontaktowała się z rodziną w Polsce. Mówiła, że sprawę z hotelem trzeba załatwić. „Nie da się” - słyszeliśmy. Ja byłem już po studiach, młody, pełen amerykańskiego optymizmu i postanowiłem pomóc w jego odzyskaniu - opowiada Ksawery Wąsowski.

Wtedy zaczął, krok po kroku, z wielką pasją i fascynacją odkrywać historię hotelu, nierozerwalnie związaną z historią jego rodziny. Ksawery Wąsowski jest bowiem prapraprawnukiem Aleksandra Przeździeckiego, znanego w XIX wieku pisarza i podróżnika, u którego zrodził się pomysł wybudowania hotelu.

O Przeździeckim hrabii Aleksandrze można by napisać grubą książkę. Urodził się w 1814 roku, był zbieraczem poloniców, publicystą „Biblioteki Warszawskiej”, wileńskiego „Atheneum” i warszawskiej „Gazety Codziennej”. Historyk, kolekcjoner sztuki, archeolog przedhistoryczny, tłumacz, poliglota (znał m.in. język francuski, niemiecki, włoski, angielski), a także nad wyraz hojny mecenas nauki polskiej, a jakby tego było mało, to jeszcze pisał sztuki. No i był prezesem kolei warszawsko-wiedeńskiej. Prawdziwy człowiek renesansu.

- Dziadek bywał w Londynie, Paryżu, Rzymie i widział, jak na zachodzie powstają pierwsze hotele. Myślał o tym, aby i w Warszawie - najbardziej zachodnim mieście w Imperium Rosyjskim, ważnym centrum na drodze wschód-zachód mógł powstać podobny przybytek. To były czasy, gdzie na traktach znajdowały się zajazdy bądź gospody, a goście musieli jeździć z własną pościelą. Mój praprapradziadek postanowił wprowadzić do Warszawy europejskość zachodu, tak, aby w jednym miejscu goście mieli wszystko dla swojej wygody. Nie tylko łóżka do spania, ale i restauracje, sklepy, cukiernie, fryzjera, kwiaciarnie, księgarnie - wspomina Ksawery Wąsowski.

Budowa odbywała się w trzech etapach. W lipcu 1853 roku hrabia Przeździecki dołącza do spółki odkupującej warszawski hotel Gerlacha. Twórcą projektu nowego hotelu był Henryk Marconi, architekt włoskiego pochodzenia, wielka sława. Ciekawostką jest to, że za sztukaterie, stiukowe zdobienia filarów i pilastrów oraz freski odpowiadali jego dwaj synowie: Karol i Leander.

Budowla miała charakter włoskiego renesansu, wzorowanego na pałacach rzymskich i weneckich z XVI i XVII wieku. Po zakończeniu prac, Europejski oferował 240 wytwornych pokoi z najlepszą w owych czasach cukiernią - najpierw Contiego, później Lourse’a.

- Hotel otworzono w dniu 1 stycznia 1857 roku - mówi Ksawery Wąsowski. Od tego momentu zarówno atmosfera hotelu jak i otoczenie przyciągały artystów, biznesmenów, polityków i intelektualistów z całego świata. Na przestrzeni lat w hotelu swoje pracowni mieli m. in. Józef Chełmoński, Witkacy, czy Adam Chmielowski.

Przez całe lata hotel był świadkiem wielu dramatycznych wydarzeń. Czasy polityczne były niestabilne. 27 lutego 1861 roku w Warszawie studenci zorganizowali demonstracje pod hasłami reform społecznych oraz zapewnienia gwarancji podstawowych praw obywatelskich. Do manifestujących otworzyli ogień żołnierze rosyjscy, śmiertelnie raniąc 5 demonstrantów. Ich ciała przeniesiono właśnie do Hotelu Europejskiego właśnie, tam też później odbywały się także uroczystości żałobne. Ofiary uwiecznił, na popularnych wtedy, fotografiach pośmiertnych, jeden z pierwszych warszawskich fotografów, Karol Beyer. Jak się później okazało, to również te wydarzenia stały się jednym z preludiów do powstańczego zrywu w styczniu 1863 roku.

O hotelu często rozpisywała się prasa, bo był źródłem wielu anegdot, a czasem i miejscem skandali. „W bridżowej Sali Hotelu Europejskiego we środę po południu odbywała się zwyczajna w tym lokalu gra towarzyska w karty. Przy stolikach siedziało szesnastu panów, zajętych rozrywką. Około godziny 17 minut 20 dobiegły do uszu grających trzy odgłosy wystrzałów rewolwerowych - donosił 6 kwietnia 1936 roku Ilustrowany Kuryer Codzienny. Jak się okazało, to woźny Mieczysław Adamowski, zwolniony tego dnia z pracy przez dyrektora Sali bridżowej, strzelił z rewolweru dwa razy - w rękę i między łopatki dyrektora, a potem sam przystawił sobie broń do skroni i postrzelił się śmiertelnie. Zatargi, jakie miał z woźnym dyrektor zakończyły się w śmiertelny sposób. Dochodzenie ustaliło, ze Adamczewski jako woźny nie przykładał się do pracy.

Sala bridżowa zajmowała wówczas pierwsze piętro. Co ciekawe, dramat rozegrał się w pobliżu apartamentów, które jeszcze kilka godzin wcześniej zajmował Lord tajnej Pieczęci Anthony Eden, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, późniejszy premier, który bywał w Polsce, spotykając się z Józefem Piłsudskim.

Częściej jednak gazety pisały o wspaniałych balach, jakie odbywały się w Europejskim. To było najważniejsze wydarzenie towarzyskie Warszawy dwudziestolecia międzywojennego; gromadziło elity ówczesnej Warszawy. To tu królową balu i mody została Nina Andrycz, Zula Pogorzelska, czy Loda Halama. Bale były nie tylko towarzyskim i kulturalnym wydarzeniem. Stały się żywą promocją domów mody, najelegantszych pracowni krawieckich i fryzjerskich, luksusowych sklepów. Jak pisali Maja i Jan Łozińscy w książce „W przedwojennej Polsce”: „W salonach Hotelu Europejskiego, gdzie » nic nie jest za piękne i za kosztowne dla tych, co bawią się w karnawale «, kreacje przygotowywały najlepsze firmy: suknie - Herse, Zmigryder, Goussin, Myszkorowski, Zuzanna; kapelusze - Ewlina, Henriette, Mieszkowski, Lauer; futra - Apfelbaum, Karmazyn i Chowańczak; buty - Leszczyński, Hiszpański, Struś i Kieliszek; biżuterię - Wabia-Wabiński; męskie fraki i smokingi - Borkowski, Zaręba, Sznajder, Sikorski, Lipszyc. Perfumy reklamowały: Guerlain, Coty i Atkinson”.

Pierwszy taki bal odbył się w 1922 roku i zapoczątkował tradycję. Potem już co roku w styczniu, aż do wybuchu II wojny światowej bawiły się tu największe sławy. W 1929 r., kiedy tytuł królowej balu i mody zdobyła Zula Pogorzelska, popularna artystka teatrzyków rewiowych, magazyn „Teatr i Życie Wytworne” relacjonował: „Zula Pogorzelska ubrana w różową suknię z niebieską krynoliną. Niebezpieczną konkurencję stanowi pani Hanka Ordonówna zakuta w sztywną, srebrną lamę, jak rycerz średniowieczny w stal. Najbardziej gorączkują się firmy. Taka Królowa Mody to przecież tajemnica powodzenia, niewyczerpane źródło dochodów. Nieliczni cierpliwi doczekali rannej godziny, w której królowa z roku 1928, pani Maria Balcerkiewiczówna, włożyła swój diadem na chłopięcą główkę pani Pogorzelskiej obranej królową na rok 1929. Wiele się rozwiało przytem utajonych nadziei, wiele westchnień rozczarowanych wydarło się z dekoltowanych piersi, kiedy ręce musiały oklaskiwać szczęśliwą rywalkę”.

Nina Andrycz królową balu i mody została w 1937 r., wśród panów zaś doceniono frak pisarza Jarosława Iwaszkiewicza. W 2014 roku ponad stuletnia Nina Andrycz opowiadała dziennikarce Magdalenie Rigamonti: „Otrzymałam tytuł królowej mody i elegancji, który obowiązywał przez cały rok. Dzięki temu miałam spore korzyści materialne, bo sklepy dawały mi na raty wszystko, co zapragnęłam. Kobiety eksponowały swoje ciała, a jednocześnie były nie do zdobycia. Dekolt był, a i tak starający się o względy stał pod oknem i bał się nawet w to okno zerknąć. Jak kwiaty były ładne, to na chwilkę zapraszałam. Żyłam w innej epoce. Ludzie wychowani byli na miłości romantycznej. Czekali na nią. A i tamci mężczyźni podświadomie szukali bogini. Jeśli ktoś miał ochotę na inne relacje, to do dyspozycji były wspaniałe burdele i panie z półświatka”.

Ostatni Bal Mody w Europejskim odbył się w 1939 r. „Nieprzerwany sznur samochodów zajeżdża przed rzęsiście oświetlony gmach. Panie w jasnych toaletach, otulone w futra. Panowie w cylindrach i frakach okryci pelerynami. U wejścia tłok. To bal mody. Już XVII z rzędu. Gospodyniami są nasze urocze artystki. O jedenastej sale są przepełnione, stoliki zajęte. Muzyka pięknymi tonami wytwarza atmosferę prawdziwie balową, wesołą, beztroską, radosną. Wśród ochoczej zabawy zbliża się wreszcie najważniejsza atrakcja balu - ceremonia wyboru Królowej Mody, Jej dworu, Najpiękniejszej Pani Warszawy oraz Arbitra Elegantiarum” - donosił tygodnik „Świat”.

We wrześniu 1939 roku wybuchła wojny, a już kilka miesięcy później Hotel Europejski zajęli niemieccy wojskowi i urzędnicy.

- Po wojnie mój wuj Stefan Czetwertyński (syn księcia Seweryna Czetwertyńskiego, który po ojcu prowadził Hotel Europejski, świetnie wykształcony w hotelarstwie - red.), wrócił z oflagu, aby dalej go prowadzić. Czytałem jego list, jaki wysłał mojej babci w 1946 roku. Pisał, że hotel potrzebuje remontów, ale zaczął już prowadzić restaurację, która cieszy się wielkim powodzeniem - opowiada Ksawery Wąsowski.

W 1948 roku władze komunistyczne odbierają rodzinie Hotel Europejski. Budynek zajmuje wojsko - zaczyna tu działać szkoła wojskowa.

W 1956 roku hotel powraca - tylko, że tym razem prowadzi go już Orbis. Nadal jest to najelegantszy, najbardziej luksusowy hotel w stolicy, nic więc dziwnego, że w 1964 roku odwiedza go światowej sławy aktorka i piosenkarka Marlena Dietrich i - w tym samym roku tłumy warszawiaków witają przed Hotelem Europejskim Roberta Kennedy’ego.

Ale chyba w największą liczbę legend obrosła wizyta grupy rockowej Rolling Stones w 1967 roku. Ekscentryczni muzycy: Mick Jagger, Brian Jones, Charlie Watts, Keith Richards i Bill Wyman przylatują do Polski 12 kwietnia. Na lotnisku oczekuje ich fotograf Marek Karewicz, który dostał zlecenie od Polskiej Agencji Artystycznej „Pagart”, aby przygotować fotoreportaż z przybycia rockmanów. Choć oficjalne informacje i plakaty pojawiły się na mieście późno, cała Warszawa wiedziała już o tym koncercie. Pocztą pantoflową szło, że w Warszawie zagrają „Rolinsi”.

Samolot ze Stonesami na pokładzie zawrócił z Moskwy - ZSRR w ostatnim momencie zrezygnował z goszczenia klasowych wrogów z USA.

Polscy celnicy przez dwie godziny skrupulatnie kontrolują Jaggera i jego kolegów. Rozpruwają nawet tubki z pastą do zębów. W zamian dają im nowe - oczywiście z PRL-owskich drogerii.

Grupa jedzie oczywiście do Hotelu Europejskiego. Karewicz z nimi. Ma muzykom pokazać Warszawę. Zamiast wycieczki, prowadzi ich do hotelowego klubu „Kamieniołomy”. Tam amerykańscy muzycy po raz pierwszy zakosztują polskiej wódki. Do hotelowych pokojów trafią dopiero koło czwartej nad ranem. Prowadzą ich troskliwi portierzy hotelowi. - Mick Jagger wracał z „Kamieniołomów” na czworaka - śmieje się Ksawery Wąsowski. O porannej konferencji prasowej zespołu nie ma już mowy - muzycy wstają około godziny 15, kilka godzin przed koncertem.

Kiedy więc niedawno gruchnęła wieść, że w lipcu tego roku w Warszawie znów odbędzie się koncert Rolling Stones, Ksawery Wąsowski nie ukrywa, że ich pobyt w nowym już hotelu Raffles Europejski Warsaw, ale przecież wciąż w tym samym miejscu, byłby piękną klamrą spinającą przeszłość i przyszłość. Tym bardziej, że, jak wspominali w tamtym czasie członkowie zespołu: „Nic nie było w stanie przygotować nas na to, co zastaliśmy za żelazną kurtyną”.

- Moja babcia umarła latem w 1991 roku, latem, a ja we wrześniu przyjechałem do Polski - kontynuuje opowieść Ksawery Wąsowski. Zatrudnił się w firmie reklamowej i jednocześnie zaczął szperać po archiwach, poszukiwać zdjęć, informacji na temat hotelu, bywać na giełdach i aukcjach, wykupować pamiątki z nim związane. - W sprawy prawne zaangażował się mój wuj Andrzej Żółtowski - mówi Ksawery Wąsowski.

Hotel do 1948 roku - do czasu, zanim władza komunistyczna nie odebrała Europejskiego rodzinie - prowadzony był przez rodzinną spółkę HESA. Okazało się, że aby rozpocząć działania zmierzające do odzyskania hotelu, trzeba spółkę reaktywować. No i zaczęło się chodzenie po sądach. Działania te trwały długie 14 lat. Orbis bronił się zaciekle, by hotel zatrzymać, próbowano udowadniać, że inwestowali, odbudowali. - My udowadnialiśmy, że nie odbudowali, a czerpali zyski. Stąd tak ważne były wszelkie dowody fotografie; uzupełniałem te białe plamy historii. Każda wzmianka o hotelu pomagała udowodnić, w jakim był rzeczywiście był on stanie - mówi Wąsowski.

W kwietniu 2005 roku sąd zdecydował o zwróceniu hotelu spadkobiercom. Wtedy Ksawery Wąsowski zrezygnował z intratnego stanowiska dyrektora artystycznego w jednej z zagranicznych spółek reklamowych i zajął się już tylko historią hotelu.

Sąd przyznał też rodzinie odszkodowanie, jakie musiał wypłacił Orbis - około 30 milionów złotych. Ale to była kropla w morzu potrzeb. Budynek był przestarzały, stara klimatyzacja, elektryka. Potrzebny był gruntowny remont.

- Nie mieliśmy takich pieniędzy. Zaczęliśmy wynajmować pomieszczenia różnym firmom. Jednym z wielu najemców było radio Wnet, były kantory, sklepy jak Rosenthal, restauracje, kluby. Hotel znów ożył. Działała cukiernia Batida, salę balową wynajmowaliśmy na różne okazje, wesela, spotkania polityczne, promocje. Sala Pompejańska też była wynajmowana - tam się odbywały koncerty spektakle, wystawy. Pan Adam Gessler zaczął prowadzić u nas restaurację „U Kucharzy”, która stała się znanym miejscem na mapie Warszawy, podobnie, jak „Przekąski zakąski”. Wróciliśmy też w tamtym czasie do tradycji organizowania balów sylwestrowych, jakie bywały jeszcze przed wojną. No i szukaliśmy inwestora - kontynuuje Wąsowski.

Jedną z ostatnich cegiełek budujących historię hotelu sprzed remontu jest fakt, że właśnie tu, w piwnicach Hotelu Europejskiego w marcu 2013 roku nagrywane były sceny do filmu „Jack Strong”, o życiu Ryszarda Kuklińskiego i jego współpracy z amerykańską CIA.

Kiedy na poszukiwania spadkobierców odnośnie inwestorów odezwała się Vera Michalski-Hoffmann i firma Raffles, z podobnie długą historią i tradycją hotelarstwa, jak Hotel Europejski, w 2013 roku zdecydowano o jego remoncie obejmującym przebudowę i modernizację, ale zachowując zabytkowość budynku. Część rodziny spadkobierców sprzedała swoje udziały. Ale nie Ksawery Wąsowski. - Za bardzo zrosłem się z historią Hotelu Europejskiego - mówi. Wykonał bogatą dokumentację fotograficzną i filmową całego remontu. Zebrał imponujący zbiór dokumentów i materiałów. W końcu roku wyjdzie jego album o ciągłości historii Europejskiego. No i została mu do odkrycia ostatnia zagadka: podczas remontu hotelu przed wojną, meble kupił ktoś do zamku w Holandii. Ksaweremu Wąsowskiemu do dziś nie udało się ustalić, który zamek wyposażony jest w antyki z Europejskiego.

- Hotel Europejski to święte miejsce architektoniczne Warszawy - mówi na koniec. - To swoisty genius loci (duch opiekuńczy tego miejsca). Od wieków przyciągał ludzi i wierzę, że nadal będzie przyciągał. Jest coś magicznego w tych murach, a tę magiczność czuć zaraz po przekroczeniu progu.

Anita Czupryn

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.