Gdy ginie polityk, zawsze rodzą się wątpliwości

Czytaj dalej
Fot. Piotr Smolinski
Tomasz Kapica

Gdy ginie polityk, zawsze rodzą się wątpliwości

Tomasz Kapica

Biegli ustalili, że przewód hamulcowy w samochodzie tragicznie zmarłego posła Rafała Wójcikowskiego był uszkodzony. I choć sprawa może być banalna, to jego nazwisko już zawsze będzie częścią rozmaitych spiskowych teorii.

Ustawa hazardowa, inwestycje KGHM, WSI i antysystem. Rafał wiedział dużo, bardzo dużo... - napisał kilka dni temu na Twitterze Marcin Palade, socjolog, publicysta i były dyrektor Radia Opole. Takich opinii, sugerujących, że śmierć posła Kukiz’15 Rafała Wójcikowskiego nie była przypadkowa, pojawiło się w ostatnich dniach dużo więcej. To reakcja na doniesienia dziennika „Rzeczpospolita”. Ujawnił on we wtorek, iż biegły badający stan techniczny auta posła odnotował uszkodzenie przewodu hamulcowego.

Śmierć posła Wójcikowskiego od samego początku często określana była jako „dziwna”. Do wypadku doszło w styczniu na drodze S8 w powiecie skierniewickim. Kierowane przez niego auto - volkswagen bora - uderzyło w barierę energochłonną z lewej strony i obróciło się o około 90 stopni, ustawiając się na prawym pasie. Wójcikowski miał po uderzeniu w barierki wysiąść z pojazdu i oglądać uszkodzenia, po czym wrócił do auta. Nadjeżdżający volkswagen caddy zdołał ominąć auto posła lewym pasem, ale następnemu kierowcy, który prowadził forda transita, już się to nie udało. Parlamentarzysta zginął w wyniku doznania wielu obrażeń wewnętrznych.

Szybko pojawiły się pierwsze wątpliwości, przede wszystkim rozbieżne zeznania świadków. Niektórzy mówili, że auto stało na światłach awaryjnych, w rzeczywistości akumulator znaleziono 20 metrów dalej. Karetka dojechała na miejsce dopiero po 40 minutach, były problemy z uruchomieniem defibrylatora. Internauci szybko znaleźli film, w którym na jednym ze spotkań z wyborcami Rafał Wójcikowski mówił, że „chodzą za nim smutni panowie”, od których otrzymuje pogróżki.

Pokazaliśmy zdjęcia z wypadku posła Adamowi Kowalikowi, mechanikowi z Kędzierzyna-Koźla. - Przy takich zderzeniach przewód hamulcowy musiał zostać uszkodzony, podobnie jak układ zawieszenia, kierowniczy i wiele innych elementów - mówi mechanik. Czyli informacja o uszkodzeniu przewodu w zasadzie większego znaczenia dla całej sprawy nie ma, co potwierdza prokuratura. - Przewód hamulcowy od tylnego lewego koła samochodu VW Bora, którym kierował pan poseł, został rozdzielony na skutek działającej jednorazowo odpowiednio dużej siły rozciągającej i zginającej. Opinia ta potwierdza, iż stan techniczny układu hamulcowego nie miał wpływu na zaistnienie wypadku ani nie miał związku z przebiegiem wypadku - podkreśla Jacek Pakuła z biura prasowego Prokuratury Okręgowej w Łodzi. Ale zwolenników teorii spiskowych to nie przekonuje.

Premierowie i ministrowie ginęli w dziwnych okolicznościach

Lista zagadkowych śmierci polskich polityków jest wyjątkowo długa. Część teorii mówiących o tajemniczych morderstwach jest mocno naciągana, ale nad wieloma nawet największy sceptyk nie może przejść obojętnie.

Jeden z byłych opolskich posłów zajmował się kiedyś lobbowaniem na rzecz ważnej i dużej inwestycji z punktu widzenia interesu państwa. - Pewnego dnia przyjechał do mnie oficer Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i powiedział, że tą sprawą interesują się rosyjskie służby specjalne - opowiada parlamentarzysta. - Powiedział mi, że mam mieć oczy dookoła głowy, obserwować, kto się wokół mnie pojawia, zwracać uwagę na akcent. Z jednej strony ucieszyłem się, że nasze służby działają, co skutkowało cennym ostrzeżeniem. Ale jednocześnie trochę się przestraszyłem. Doszło do tego, że po raz pierwszy w życiu oglądałem się za siebie na ulicy.

Oficerowie ABW w takich wypadkach podają kilka podstawowych rad politykom, wokół których mogą kręcić się służby obcych państw. Przede wszystkim – aby nie pić alkoholu w towarzystwie nowo poznanych ludzi, nie reagować na zaczepki kobiet, generalnie być bardzo ostrożnym w sprawach obyczajowych, by nie stać się później obiektem szantażu. Polscy politycy wiedzą o tym, że bywają elementem zainteresowania służb.

Krążą wokół tematów, nie ludzi

- Wśród polityków panuje przekonanie, że zawsze służby pojawiają się wokół jakichś ważnych tematów, a nie z powodu konkretnych polityków - mówi nasz rozmówca. - W ciągu ostatnich lat było wiele zagadkowych śmierci polityków i ważnych osób w państwie. Większość z teorii spiskowych z pewnością nadaje się do kosza, ale do niektórych politycy podchodzą z dużą ostrożnością. Na przykład do oficjalnej wersji śmierci szefa samoobrony, Andrzeja Leppera...

Śmierć posła Wójcikowskiego odsamego początku była określana jako „dziwna”.
pp Andrzej Lepper.

Jedną z pierwszych zagadkowych śmierci najważniejszych osób w państwie była sprawa generała Władysława Sikorskiego. Wydarzenia, w wyniku których zginął naczelny wódz Polskich Sił Zbrojnych i premier Rządu RP na Uchodźstwie podczas II wojny światowej zwykło się określać mianem „katastrofy w Gibraltarze”. Oficjalnie wyglądała ona tak: 4 lipca 1943 roku premier przed godz. 23.00 wsiadł wraz z córką i najbliższymi współpracownikami do samolotu Liberator AL 523, zdjął mundur i ułożył się do snu.

O 23.06 maszyna mimo uszkodzonych sterów wysokości wystartowała, a 16 sekund później wpadła do Zatoki Katalońskiej, na której wodach unosiła się przez kolejne sześć minut, po czym osiadła na płytkim dnie. Wypadek przeżył tylko czeski pilot Eduard Prchal.

Podejrzany pilot

Wątpliwości pojawiły się już w momencie wypadku, gdyż osoby obserwujące z brzegu start maszyny uznały „katastrofę” za łagodne wodowanie i zaczęto nawet żartować z nieporadności pilota. Zdarzenie wydawało się tym zabawniejsze, że Prchal należał do najlepszych lotników RAF-u i wielokrotnie pilotował maszyny z VIP-ami na pokładzie. Słynął z tego, że nigdy nie wkładał kamizelki ratunkowej, by - jak uzasadniał - nie kusić złego losu. Złamał tę zasadę tylko raz - 4 lipca 1943 roku... Na dodatek późniejsze zeznania Prchala były pełne niejasności, a nawet sprzeczności, co dodatkowo wzmaga podejrzenia, że brał on udział w spisku na życie polskiego premiera.

Co ciekawe, żona drugiego pilota, Williama S. Herringa, zarzekała się, że rozmawiała z mężem przez telefon nazajutrz po wypadku. Powiedziała o tym w latach 60. historykowi Davidowi Irvingowi. Oficjalne dokumenty głoszą jednak, że ciało Herringa zaginęło w morzu i nigdy go nie odnaleziono.

Zaginięcie Herringa i kilku innych osób jest o tyle dziwne, że według relacji świadków biorących udział w akcji ratowniczej, liberator miękko osiadł na płytkiej wodzie, a morze było wyjątkowo spokojne. Ciał pilota i pasażerów - jak zapewniali eksperci -nie mógł też porwać prąd morski, gdyż nie było tam takich zjawisk. - Wszystkie dokumenty i relacje, jakie zgromadziłem podczas wielu lat badań, wskazują, że Sikorski został zamordowany, a katastrofę upozorowano, by zatuszować ten fakt - przekonuje Dariusz Baliszewski, historyk i publicysta, jeden z najdociekliwszych badaczy tajemnicy śmierci generała.
Kto i po co zabił generała? Tez jest wiele. Jedna z nich mówi, że za rzekomą katastrofą stoją Brytyjczycy. Według części naukowców Sikorski stał na drodze planowanych wspólnie ze Stalinem i Rooseveltem przemian w Europie i to miało być przyczyną jego śmierci.

Z drugą wojną światową łączona jest także śmierć byłego premiera PRL Piotra Jaroszewicza i jego żony Alicji Solskiej. Aby odtworzyć to zagadkowe zabójstwo, cofnijmy się do roku 1992. Jest po północy 2 września. W komisariacie w Aninie nocny dyżur pełni starszy sierżant Dariusz Woźniak. Jan Jaroszewicz zgłasza zabójstwo rodziców. Kilka ekip policjantów udaje się na ul. Zorzy 19. Śledczy znajdują ciała Jaroszewiczów. Byłego premiera mordercy przywiązali do fotela. Udusili go rzemieniem. Zwłoki Alicji Solskiej odkryto na piętrze - w łazience. Kula od sztucera roztrzaskała jej głowę. Funkcjonariusze nie stwierdzili włamania. Nie zginęło też nic cennego. Ale w śledztwie od samego początku popełniono mnóstwo błędów. Po odkryciu ciał skutecznie zadeptano mnóstwo śladów, wielu nie zabezpieczono.

To było pierwsze tak głośne zabójstwo w powojennej Polsce. To była też epoka słabych laboratoriów kryminalnych, nie robiono wówczas badań DNA. Policjanci badali różne wersje: kryminalną, rodzinną i polityczną. Powody ku temu były - dziennikarz Bohdan Roliński jeszcze za życia Jaroszewicza opublikował wywiad z nim, w którym znalazły się historie o „matrioszkach”. Jaroszewicz przekonywał dziennikarza, że wiedział o wyszkolonych sowieckich agentach, którzy byli sobowtórami ważnych polskich polityków. Jednak historycy tego nie potwierdzili.

Spekulowano też, że Jaroszewicz ma haki na ekipę Wojciecha Jaruzelskiego. Ale nie znaleziono ani pamiętnika, ani testamentu, ani notatek - niczego, co by świadczyło o tym, że Jaroszewicz jest w posiadaniu jakichś niewygodnych dla generała Jaruzelskiego dokumentów. Nie mając punktu zaczepienia, policjanci skupili się więc na wątku rabunkowym. Jan Jaroszewicz zeznał bowiem, że kilka dni przed śmiercią oddał ojcu pożyczone kilka tysięcy dolarów. Tych pieniędzy funkcjonariusze nie znaleźli.

Zdaniem części historyków były premier Piotr Jaroszewicz mógł zginąć z powodu tajemnic, które poznał w czerwcu 1945 r. w Radomierzycach koło Zgorzelca. On i jego ludzie odnaleźli tam tajne dokumenty Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy.

Były tam akta personalne, listy, plany, archiwa wywiadu francuskiego, belgijskiego i holenderskiego. Miało się tam także znajdować również archiwum paryskiego gestapo, zawierające listy konfidentów. Były to dane o ludziach, ich ciemnych interesach i kolaboracji z Niemcami oraz wydarzeniach prowokowanych przez niemieckie tajne służby.

Tajemnice FOZZ

Początek lat 90. to także tajemnicze śmierci związane z funkcjonowaniem Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Do dziś za tajemniczą uważa się śmierć Michała Falzmanna, urzędnika, inspektora Najwyższej Izby Kontroli. Wykrył on nieprawidłowości w Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego i doprowadził do ich ujawnienia. Wynikiem tego była tzw. afera FOZZ. 16 lipca 1991 roku odsunięto go od wszelkich czynności kontrolnych prowadzonych przez zespół, w którym dotychczas pracował. Dwa dni później Falzmann zmarł na zawał serca.

Umierali jeden po drugim

W kilka miesięcy po jego śmierci – w przeddzień zapowiedzianego ogłoszenia wyników swojej pracy – zginął w wypadku samochodowym Walerian Pańko, jego przełożony, a wraz z nim Janusz Zaporowski, ówczesny dyrektor Biura Informacyjnego Kancelarii Sejmu. W ciągu kilku miesięcy od wypadku zmarł zarówno kierowca, jak i policjanci, którzy jako pierwsi przybyli na miejsce wypadku. Z aktu oskarżenia, który powstał kilka lat później, wynika, że Skarb Państwa stracił z powodu afery FOZZ: 119,5 mln USD, 9,6 mln DEM oraz 35,9 mld starych zł polskich (3,59 mln PLN). Łączne straty wynosiły oficjalnie 334 mln nowych zł, licząc po kursie z 31 grudnia 1995 r. (2,46 PLN za 1 USD).

Zapomniany już dziś poseł Tadeusz Kowalczyk był jednym z założycieli Porozumienia Centrum. Mówiono o nim, że wywodził się z grupy radomskich cinkciarzy, którzy prowadzili działalność gospodarczą na granicy prawa. Kowalczyczk był członkiem Politycznego Komitetu Doradczego przy ministrze spraw wewnętrznych, wskutek czego znał szczegóły najważniejszych śledztw prowadzonych przeciwko mafii. Kowalczyk zginął w lipcu 1997 r. w wypadku samochodowym. Jego nazwisko pojawia się na tzw. liście śmierci, która krąży w internecie i zawiera kilkadziesiąt nazwisk polityków i urzędników, którzy zmarli w do końca nie wyjaśnionych okolicznościach.

Pan Cygaro postrzelił się 
trzy razy

Król życia, peerelowski dygnitarz (mówiono na niego „Pan Cygaro”). Ireneusz Sekuła wiedział, jak się w życiu ustawić. Za komuny był prezesem ZUS i ministrem pracy. Podczas obrad okrągłego stołu zasiadał w zespole ds. gospodarki i polityki społecznej. Został posłem na Sejm z ramienia SLD. W nocy z 22 na 23 marca 2000 roku znaleziono go nieprzytomnego w jego biurze przy ul. Brackiej w Warszawie. W ciężkim stanie został przewieziony do szpitala MON, gdzie zmarł. Oficjalna wersja mówi, że przyczyną śmierci było samobójstwo przez... potrójne postrzelenie się.

Według oficjalnej wersji Ireneusz Sekuła zginął śmiercią samobójczą przez... potrójne postrzelenie się

Pierwsze śledztwo dotyczyło powiązań biznesowych Ireneusza Sekuły, jego firm i innych biznesmenów. Podobno poseł chciał szybko pożyczyć 5o tys. dol. Chodziło o szybką spłatę pożyczki na procent. Z zeznań świadków wynikało, że Sekuła obawiał się zastrzelenia, miał depresję i odsunęli się od niego dawni przyjaciele. Ciekawym tropem okazały się słowa jednego z byłych współpracowników posła. Mężczyzna twierdził, że jego partner biznesowy zginął za długi. Wyrok miała wykonać mafia pruszkowska. Ale śledczy nie dali mu wiary z dwóch powodów: po pierwsze, przychodził zeznawać pod wpływem alkoholu, po drugie, był na liście dłużników posła.

W toku dochodzenia do oficerów prowadzących sprawę trafił anonim. Wynikało z niego, że Sekuła miał budować zaplecze finansowe byłych członków PZPR. Eks-wicepremier miał na oku wiele interesów, miał również współpracować z Henrykiem Stokłosą. I to mogło mu zaszkodzić. Podobnie jak w przypadku prof. Pańki w grę zaczęły wchodzić pieniądze defraudowane przez ludzi związanych z komunistycznym aparatem bezpieczeństwa.

Jedną z najbarwniejszych postaci polityki i sportu lat 90. był Jacek Dębski. Po odejściu z polityki wszedł w kontakt z osobami prowadzącymi działalność przestępczą, m.in. z Jeremiaszem Barańskim ps. Baranina. 12 kwietnia 2001 został zamordowany w Warszawie przez zawodowego zabójcę z Libiąża Tadeusza Maziuka ps. Sasza. Podczas śledztwa ustalono, że za zamachem stał Barański, od którego Dębski żądał zwrotu pieniędzy. Za współudział w zabójstwie na osiem lat więzienia skazano znajomą Jacka Dębskiego, 26-letnią wówczas Halinę Galińską ps. Inka. Zarówno Tadeusz Maziuk, jak i Jeremiasz Barański zmarli później w areszcie – pierwszy w Warszawie, drugi w Wiedniu – popełniając samobójstwo.
Listę najbardziej intrygujących śmierci kończy dramat Andrzeja Leppera. 5 sierpnia 2011 były wicepremier został znaleziony martwy w biurze partii w Warszawie. Jak ustalono w toku postępowania prokuratorskiego, Andrzej Lepper popełnił samobójstwo poprzez powieszenie się. Według ustaleń śledztwa polityk cierpiał na depresję.

W czerwcu tego roku do prokuratury wpłynęło nagranie, na którym Lepper rzekomo mówi tuż przed śmiercią, że „chcą go wykończyć”. Na razie jest ono analizowane.

Tomasz Kapica

Staram się być wszędzie tam, gdzie dzieje się coś ważnego. Zajmują się sprawami, które są istotne dla mieszkańców, a także regionalną i ogólnopolską polityką. Patrzę władzy na ręce. Jeśli jest coś, o czym powinienem widzieć, to dzwoń lub pisz.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Pro Media Sp. z o.o.