Dzisiaj w Betlejem wesoła nowina... i mur dzielący miasto od Jerozolimy

Czytaj dalej
Fot. o. celestyn paczkowski
Krzysztof Ogiolda

Dzisiaj w Betlejem wesoła nowina... i mur dzielący miasto od Jerozolimy

Krzysztof Ogiolda

Z palestyńskiego Betlejem do izraelskiej Jerozolimy jest nie dalej niż jakieś osiem kilometrów. Tyle tylko, że nie można ich pokonać, jeśli się nie ma paszportu i zgody dwóch ministerstw.

Biblijne Betlejem, w czasach, gdy przyszedł tu na świat Pan Jezus, nie było z pewnością wielkim miastem. Bibliści szacują, że zajmowało powierzchnię nie większą niż 1–1,5 hektara i mieszkało w nim kilkaset osób. Pewnie nikt by o nim wcześniej nie słyszał, gdyby nie fakt, że stąd wywodził się ród Dawida i on sam miał się tu urodzić i zostać namaszczony na króla.

Do mieszkańców Betlejem przylgnęła zła sława tych, którzy nie przyjęli Mesjasza i Jego Matki, „bo nie było dla nich miejsca w gospodzie”. Aż tak źle pewnie nie było. Dla przybywającej na spis Świętej Rodziny z pewnością znalazłoby się miejsce do spania, w ostateczności na płaskim dachu któregoś z domostw. W zatłoczonym Betlejem mogło co najwyżej zabraknąć intymnego miejsca dla rodzącej kobiety. I pewnie dlatego Józef poprowadził Marię do jednej z wielu pobliskich grot.

Położone blisko Jerozolimy – 8-9 kilometrów – leżało na szlaku kupieckim wiodącym do Egiptu. Nazwa Betlejem nawiązuje do dwóch hebrajskich słów oznaczających dom i chleb. Nie należy z tego jednak wnioskować, że miejscowość była spichlerzem Jerozolimy (choć jej mieszkańcy z pewnością byli rolnikami uprawiającymi zboża, oliwki i winorośle).

To miejsce znane było raczej z obecności pasterzy hodujących stada zwierząt niezbędnych do składania ofiar w jerozolimskiej świątyni (to im aniołowie ogłosili chwałę na wysokości Bogu i pokój ludziom dobrej woli). Początek osadnictwu w tym miejscu – już kilka tysięcy lat przed Chrystusem – dało właśnie Pole Pasterzy. Dopiero z czasem osada przeniosła się na pobliskie wzgórze, gdzie łatwiej było się bronić. Prawdopodobnie już w czasach króla Dawida miasto zostało otoczone murem.

Od tamtych czasów świat zmienił się całkowicie, a władztwo w Betlejem odmieniało wielokrotnie (po 1948 roku miasto należało i do Jordanii, od lat 60. do Izraela, a od połowy lat 90. do Palestyńczyków), ale miejsce narodzin Chrystusa jest nadal niewielkim miastem – w 2007 roku liczyło ok. 30 tys. mieszkańców. I nadal otacza je od północy i zachodu mur. Wysoki miejscami na osiem metrów i liczący osiem kilometrów długości (cały mur budowany przez Izrael ma długość ponad 700 km).

- Szczególnie trudne życie w Betlejem zaczęło się od września 2000 roku, czyli od wybuchu tzw. drugiej intifady, palestyńskiego powstania – mówi o. Celestyn Paczkowski, franciszkanin rodem z Łąk Kozielskich, który studiował teologię w Jerozolimie i tam w 1988 roku przyjął święcenia kapłańskie.

Przez lata był wykładowcą w seminarium Kustodii Ziemi Świętej oraz Franciszkańskiego Studium Biblijnego w Jerozolimie. Obecnie wykłada na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.

- Przed intifadą zdawało się, że Palestyńczycy mają szansę na autonomię z prawdziwego zdarzenia, po niej stracili wszystko – uważa o. Celestyn. - To był wybór najgorszego wariantu. Dla mieszkańców Betlejem istnienie muru ma fatalne konsekwencje.

Z miasta po prostu nie da się wyjechać. Jerozolima, w której można by znaleźć dobrą szkołę lub pracę i perspektywy życiowe albo zwyczajnie mieszkają w niej rodzice, jest oddalona raptem o 8-9 kilometrów. Ale żeby do niej pojechać, trzeba mieć paszport, a jego uzyskanie wymaga zgody dwóch izraelskich ministerstw – spraw wewnętrznych i obrony.

Niełatwo go dostać. Jeśli ktoś w wieku 8 lat rzucił kamieniem w izraelski czołg, został złapany i odnotowany, ma szlaban.
- Mieliśmy taki przypadek wśród pracowników naszego franciszkańskiego hotelu „Casa Nova” - dodaje o. Paczkowski (ze śmiechem podkreśla, że nazwę stanowczo pisze się osobno) – nie pomogły żadne perswazje, gwarancje i zapewnienia władz franciszkańskich. Efekt jest taki, że nieraz słyszeliśmy od mieszkańców miasta, że każde miejsce na ziemi jest lepsze do życia niż Betlejem.

No bo jak żyć w mieście, w którym pracy zbyt wiele nie ma, wyjechać w jej poszukiwaniu nie sposób, a turyści i pielgrzymi przyjeżdżają mniej licznie z powodu lęku o swoje życie albo w wyniku ekonomicznego kryzysu w Europie, wreszcie zniechęceni kolejkami na punktach kontrolnych przy wjeździe czy wyjeździe z miasta. Efekt jest taki, że tylko w porównaniu z 2000 rokiem liczba turystów i pielgrzymów odwiedzających Betlejem w niektórych latach spadała nawet dziesięć razy.

Palestyńczycy mają problemy, żeby Betlejem opuścić, ale odpowiadają pięknym za nadobne, więc obywatele Izraela nie mają prawa wjeżdżać do Betlejem. Oficjalnie Palestyńczycy tłumaczą tę represję niemożnością zapewnienia Żydom bezpieczeństwa na terytorium Autonomii. Ale to ograniczenie, po ludzku zrozumiałe, uderza także w mieszkańców miasta.

Przed zbudowaniem muru (decyzja o jego budowie zapadła w 2002 roku) z Jerozolimy do Betlejem jeździło się często, bo ceny w sklepach i u rzemieślników były niższe niż w stolicy. Teraz na check poincie takich potencjalnych klientów się nie przepuści. Więc i Święta Rodzina nie wjechałaby dziś pewnie do Domu Chleba. Nie ma wyjątków po obu stronach. Karetka z Betlejem nie dojedzie do szpitala w Jerozolimie, jeśli chory nie ma paszportu. Wielu młodych chrześcijan z Betlejem nigdy w życiu nie było w odległej o zaledwie kilka kilometrów bazylice Grobu Pańskiego, bo ona jest w Jerozolimie, za murem. Impas trwa.

Obywateli Izraela nie wpuszcza się do Betlejem, ale Palestyńczycy nie są w stanie zapobiec budowie osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu, także w sąsiedztwie Betlejem. Na początku grudnia Izrael przyjął – w pierwszym czytaniu - kontrowersyjny projekt ustawy legalizującej dzikie osiedla żydowskie wybudowane na prywatnych palestyńskich gruntach (ich właściciele mogą liczyć na odszkodowania).

- Wiele rodzin z Betlejem emigruje – przyznaje o. Celestyn Paczkowski. - Zostają ci, którzy mają jakieś biznesy. Ale wieczorami Betlejem pustoszeje. W mieście nie ma żadnych atrakcji. Młodzi mają wprawdzie samochody, ale co im z tego, skoro mogą jeździć tylko po mieście i okolicy, nie przekraczając muru. Nic ich tu nie trzyma. Trudno wyjeżdżających potępiać, bo pozostanie w Betlejem jest często heroizmem.

Franciszkanin nie ukrywa, że w miejsce wyjeżdżających – najczęściej do krewnych w USA, Kanadzie czy Europie zachodniej - chrześcijan do Betlejem przybywają muzułmanie. Wykupują także coraz więcej domów w wioskach wokół Betlejem. Przed 1948 rokiem 20 procent mieszkańców Betlejem stanowili muzułmanie, a chrześcijan było 80 proc. Z czasem te proporcje się odwróciły. Dziś chrześcijanie stanowią już tylko 10 procent mieszkańców aglomeracji Betlejem. Przy czym pamiętać trzeba, że i chrześcijanie, i muzułmanie są zazwyczaj Arabami.

Mimo niesprzyjających warunków mieszkańcy Betlejem i władze miasta robią wiele, by przyciągnąć turystów i pątników, zwłaszcza w okresie świąt, choć mówi się, że w Betlejem Boże Narodzenie trwa cały rok.

- Tradycją stało się już ustawianie i oficjalne zapalanie świateł na wielkiej choince na placu Żłóbka – zauważa o. Celestyn. - Remontowana jest – do niedawna opustoszała - dzielnica syryjska niedaleko bazyliki Narodzenia.

Owa bazylika jest najcenniejszym zabytkiem i najważniejszym miejscem w Betlejem. Palestyńczycy chętnie podkreślają, że jest to jedyny palestyński obiekt znajdujący się na światowej liście UNESCO.

- Jej historia sięga piątego wieku i cesarza Justyniana – podkreśla o. Paczkowski. - Pod bazyliką znajduje się Grota Narodzenia i pielgrzymi zwykle nawiedzają to miejsce, gdzie Chrystus przyszedł na świat. Oznaczone jest ono charakterystyczną srebrną gwiazdą o 14 promieniach. Ta liczba ma swoje znaczenie, bo – według zasad starożytnego języka hebrajskiego – liczba 14 zapisana za pomocą liter oznacza równocześnie imię króla Dawida. Ale nawiedzanie tego miejsca zwykle odbywa się w pośpiechu, a żeby przez chwilę tu się pomodlić, trzeba zwykle odczekać w długiej kolejce. Czasem sami przewodnicy zniechęcają do czekania.

Bazylika jest najstarszym kościołem chrześcijańskim w Ziemi Świętej. Przetrzymała najazd perski z 614 roku, który inne tutejsze budowle chrześcijańskie zrównał z ziemią. Według legendy bazylika ocalała, bo na jej frontonie widnieje mozaika przedstawiająca trzech magów w narodowych strojach. Najeźdźcy rozpoznali w nich swoich rodaków i oszczędzili świątynię.
Pątnicy do bazyliki Narodzenia jeżdżą okrężną drogą. Wjazd przy tzw. Grobie Racheli, na rogatkach miasta został zamknięty. Po przekroczeniu punktu kontrolnego trzeba przejechać przez chrześcijańską dzielnicę mieszkalną i dopiero z niej można wjechać na drogę do bazyliki. Autokary zatrzymują się zwykle na podziemnym parkingu zbudowanym w ramach przygotowań do jubileuszowego roku 2000.

Obchody Wigilii rozpoczną się w Betlejem już przed południem uroczystym wjazdem patriarchy Jerozolimy. (Obecnie administratorem apostolskim patriarchatu Jerozolimy jest franciszkanin Pierbattista Pizzaballa). Od grobu Racheli podąży on – w asyście konnej policji – na plac przed bazyliką. Tam przywitają go notable z panią burmistrz – burmistrzem Betlejem jest tradycyjnie chrześcijanin - i przywódcy szczepów muzułmańskich i obozów dla uchodźców.

Patriarcha będzie przewodniczył pasterce, ale nie w Grocie Narodzenia (przy tym ołtarzu celebruje się wyłącznie nabożeństwa prawosławne), tylko w sąsiadującym z nią katolickim kościele św. Katarzyny Aleksandryjskiej.

- Przed pasterką w klasztorze odbywa się uroczysta kolacja – opowiada o. Paczkowski. – Kiedy Betlejem było jeszcze pod okupacją izraelską, przychodzili na nią przedstawiciele izraelskich władz wojskowych. Teraz uczestniczą w niej przedstawiciele Autonomii Palestyńskiej. Dwa razy był na takiej kolacji także Jaser Arafat. Pasterka, poprzedzona modlitwą brewiarzową, gromadzi w kościele i otaczającym ją wirydarzu tysiąc, maksimum tysiąc pięćset osób z całego świata. (Wejściówki rozdawane są pielgrzymom w Jerozolimie, we franciszkańskim Chrześcijańskim Centrum Informacyjnym). Po niej patriarcha z figurką Dzieciątka w rękach schodzi na chwilę modlitwy do Groty Narodzenia. Po pasterce aż do wczesnych godzin porannych odprawiane są katolickie msze św. przy ołtarzach, w grotach sąsiadujących z Grotą Narodzenia – św. Hieronima, Młodzianków, św. Józefa.

Wielu pielgrzymów odwiedza także tzw. Grotę Mleczną, według tradycji od kropli mleka Matki Bożej przybrała ona kolor biały (wiele kobiet przychodzi się tu modlić o dar macierzyństwa) i Pole Pasterzy.

- W 1984 roku - razem z o. Paschalisem Kwoczałą, komisarzem Ziemi Świętej w Krakowie - pojechaliśmy z Opolszczyzny na studia do Ziemi Świętej – wspomina o. Celestyn. - I wtedy widzieliśmy tamtejsze Boże Narodzenie od kuchni. A kiedy po studiach w Rzymie już jako kapłan wróciłem do Ziemi Świętej, najchętniej noc Bożego Narodzenia i dzień pierwszego święta spędzałem na Polu Pasterzy. Przybywają tam grupy pielgrzymów. Jedni uczestniczą w mszach odprawianych przy ołtarzach - w grotach, pod skałami albo w cieniu drzew, a inni przyjeżdżają w to miejsce, żeby po prostu pośpiewać kolędy.

Grota Mleczna w Betlejem
Pół naturalna, pół sztuczna grota w Betlejem, w Palestynie, na Pustyni Judzkiej. Od czasów starożytnych chrześcijańskie miejsce pielgrzym­kowe. Według pobożnej legendy w grocie, odległej od Groty Narodzenia o ok. 200 m w linii prostej, nazywanej dzisiaj Grotą Mleczną, Święta Rodzina miała przygotowywać się do wyruszenia do Egiptu.
Gdy w pośpiechu Józef ponaglił Maryję, kilka kropel karmiącej miało upaść na skałę, zmieniając ubarwienie całej groty na białe. W 1494 franciszkanom udało się odrestaurować grotę i postawić w środku ołtarz. W XVI wieku część groty się zawaliła podczas trzęsienia ziemi.

Grota Narodzenia
Według przekazów chrześcijańskich miejsce, w którym narodził się Jezus Chrystus. Obecnie Grota Narodzenia znajduje się w krypcie pod ołtarzem Bazyliki Narodzenia Pańskiego w Betlejem.
Do krypty można dostać się schodami umieszczonymi po obu stronach ołtarza bazyliki, a także z franciszkańskiego kościoła św. Katarzyny. Ma ona kształt prostokąta o wymiarach: 12,3 m długości, 3,5 m szerokości i 3 m wysokości. W centrum groty znajduje się ołtarz prawosławny, pod którym umieszczona jest czternastoramienna srebrna gwiazda z łacińskim napisem: Hic de Virgine Maria Jesus Christus natus est (Tu z Maryi Dziewicy narodził się Jezus Chrystus).

Krzysztof Ogiolda

Jestem dziennikarzem i publicystą działu społecznego w "Nowej Trybunie Opolskiej". Pracuję w zawodzie od 22 lat. Piszę m.in. o Kościele i szeroko rozumianej tematyce religijnej, a także o mniejszości niemieckiej i relacjach polsko-niemieckich. Jestem autorem książek: Arcybiskup Nossol. Miałem szczęście w miłości, Opole 2007 (współautor). Arcybiskup Nossol. Radość jednania, Opole 2012 (współautor). Rozmowy na 10-lecie Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych, Gliwice-Opole 2015. Sławni niemieccy Ślązacy, Opole 2018. Tajemnice opolskiej katedry, Opole 2018.

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Pro Media Sp. z o.o.