Majka Lisińska-Kozioł

Do biznesu podchodzę jak do treningu kung-fu

Od lewej: Ivan, Mateusz i Dawid Kuba Fot. Marek Marszałek Od lewej: Ivan, Mateusz i Dawid Kuba
Majka Lisińska-Kozioł

Zaczynał od muzyki, sztuk walki, filozofii, fizyki kwantowej, podróżowania. Odnajduje się w designie, komunikacji, marketingu. Lubi programowanie, a biznes stał się jego pasją, bo łączy wszystkie zainteresowania i codziennie dostarcza nowych wyzwań. - Razem z Ivanem i Mateuszem nieustannie się uczymy. I działamy - mówi Dawid Kuba Chmielarz.

Co jest najważniejsze w biznesie?

Żeby trafić na odpowiednich współpracowników. To musi być drużyna, która nie ucieka przed problemami, ale je rozwiązuje. Potem trzeba wybrać właściwą platformę, strategię, grupę docelową i działać.

Jest was trzech. Oprócz pana jeszcze Ivan Kosarowicz i Mateusz Patrzałek. Macie po dwadzieścia trzy, cztery lata. Jak się poznaliście?

Z Ivanem w liceum, z Mateuszem zetknęliśmy się na żaglach, razem robiliśmy uprawnienia. A potem drogi naszej trójki zeszły się w Krakowie, przy ulicy Basztowej.

I zaczęliście się zajmować?

Biznesem wirtualnym. Udało się nam zakwalifikować do międzynarodowego konkursu dla studentów przedsiębiorców. Najpierw zaliczyliśmy szczebel europejski. Potem, podczas finału w Bangkoku, spotkałem przedstawicieli 60 krajów świata. Wszyscy byli tacy jak my: ciekawi nowych wyzwań, pracowici, tak samo myślący: że w biznesie każde innowacyjne rozwiązanie buduje się z ludźmi i dla ludzi. Nie ma znaczenia kultura, kraj pochodzenia. Atutem jest to, jak szybko człowiek się uczy i jakie posiada umiejętności. Pracując razem z Ivanem i Mateuszem, ciągle wpadamy na różne innowacyjne, a czasami i szalone pomysły. I to w biznesie najbardziej mi się podoba - elastyczność, ciągłe zdobywanie nowych doświadczeń i poznawanie nowych ludzi.

Studia się przydają?

Tylko wtedy, gdy poszerzają wiedzę, którą można wykorzystać albo żeby rozwinąć biznes, albo żeby się rozwijać. A najlepiej i jedno, i drugie. Dlatego nie wykluczam, że wrócę na uczelnię; chcę więcej wiedzieć, spotykać ludzi podobnych do mnie. Takie kontakty mają ogromną wartość. Dziewczyny z Finlandii, które założyły start-up związany z żywnością, opowiadały nam, jak wygląda tamtejszy system edukacyjny; jako młode, przedsiębiorcze i kreatywne osoby mogły sobie wybrać przedmioty na studiach; te, które były w kręgu ich zainteresowań w związku z biznesem, jaki prowadziły. Dostały też wsparcie finansowe i mentorów, którzy im pomagali.

Jednym z pierwszych waszych biznesów była…

Bezwodna, mobilna myjnia samochodowa NESS. Czyściliśmy samochody za pomocą tzw. nano środków. Ivan, który wyszukuje i analizuje różne informacje oraz robi dobre badania rynkowe, natknął się na pomysł firmy Fan and Shine. Okazało się, że na umycie samochodu zużywa się średnio około 200 litrów wody, a tymczasem istnieje metoda, która wywodzi się z Australii i pozwala zredukować wykorzystanie wody niemal do zera. Została opracowana przez naukowców na potrzeby lotnictwa, co pozwoliło na czyszczenie samolotów w trudnych pustynnych warunkach. Dostrzegliśmy jej potencjał w Krakowie. Założyliśmy start-up o nazwie NESS, w ramach którego wprowadziliśmy technologię mycia bez wody. Dostaliśmy od zagranicznej firmy certyfikat na użycie ich środków czyszczących.

Jak wygląda mycie bez mycia?

Środek, którego używaliśmy, jakby odpycha brud od karoserii samochodu i pokrywa ją specjalną powłoką. Na lakierze tworzy się warstwa ochronna z woskiem. Na koniec wystarczy zebrać brud z powierzchni samochodu za pomocą mikrofibry. Preparat pozwala też dłużej niż po tradycyjnym myciu utrzymać samochód w czystości.

Jeździliście do klientów?

Owszem. Na początek mieliśmy tylko jakieś 4 tysiące złotych oszczędności, więc często pracowaliśmy fizycznie; podjeżdżaliśmy na firmowe parkingi, oferowaliśmy mycie aut bez wody. Wypromowaliśmy swój projekt w Akademickich Inkubatorach Przedsiębiorczości. Potem otwarliśmy punkty stacjonarne w business parku, na parkingu przy placu Na Groblach, też na zasadzie, że ludzie parkują, a my w tym czasie myjemy bez wody ich auta. Dorzucaliśmy usługi czyszczenia wnętrza, wymyśliliśmy własny system mobilnego odkurzania, możliwy dzięki odpowiednio dobranemu odkurzaczowi, akumulatorowi, przetwornicy itp. Wcześniej chodziliśmy z przedłużaczem po mieszkaniach i prosiliśmy o podpięcie prądu. Niemal zyskaliśmy kontrakt na mycie samochodów wojskowych dla armii amerykańskiej. Mieliśmy myć niemieckie pociągi.

Były wpadki?

Zainwestowaliśmy w kilkaset szmatek z mikrofibry, a potem się okazało, że mają złe parametry i nie nadają się do czyszczenia aut. Sprzedawaliśmy je na prowizorycznym stoisku i nawet, jak się potem okazało, udało się to zrobić z zyskiem.

Firma się rozwijała…

Zatrudniliśmy pracowników, zarabialiśmy, wygrywaliśmy konkursy. Tyle że byliśmy nie dość doświadczeni, daliśmy się podejść osobom, które kreowały się na specjalistów. Zapłaciliśmy frycowe, ale wyciągnęliśmy wnioski.

Już nie myjecie aut?

Zawiesiliśmy działalność, ale nie zarzuciliśmy jej. Wymyśliliśmy nawet system, który pośredniczyłby między klientami a pracownikami myjącymi auta. Ten system zarabiałby na pośrednictwie. Ale trzeba mieć sporo pieniędzy, żeby w niego zainwestować. Może do projektu wrócimy. Wierzymy w jego moc. Bo na dużą skalę mógłby się przyczynić do oszczędzania wody, której coraz bardziej brakuje.

Czytaj więcej:

  • Skąd pomysł na firmę Drive 24?
  • Czym jest InstaGo ?
Pozostało jeszcze 59% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Majka Lisińska-Kozioł

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.