Diecezja tarnowska. W KL Auschwitz o Stefanii Łąckiej mówili: „Ziemski anioł stróż”. Trafi na ołtarze? [ZDJĘCIA]

Czytaj dalej
Łukasz Winczura

Diecezja tarnowska. W KL Auschwitz o Stefanii Łąckiej mówili: „Ziemski anioł stróż”. Trafi na ołtarze? [ZDJĘCIA]

Łukasz Winczura

Jest zielone światło Konferencji Episkopatu Polski dla rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego Stefanii Łąckiej. By rozpocząć formalności na szczeblu diecezji, potrzebna jest jeszcze zgoda watykańskiej Kongregacji do spraw Świętych i Błogosławionych.

Nie znamy jeszcze daty ewentualnego rozpoczęcia prac trybunału beatyfikacyjnego. Tym niemniej gromadzony jest już materiał procesowy. Do tej pory udało się zebrać 4017 stron świadectw i dokumentów. Nad wszystkim czuwa mianowany przez biskupa Andrzeja Jeża postulator, którym został ks. prof. Stanisław Sojka.

Wychowanka ks. Halaka

Stefania Łącka urodziła się 6 stycznia 1914 r. na Powiślu, dokładnie w Woli Żelichowskiej. Miała dwoje rodzeństwa - starszych braci. Jej rodzice pracowali na roli.

Ojca znała bardzo słabo, ponieważ niedługo po jej narodzinach został on wcielony do wojska. Po powrocie z frontu zapadł na czerwonkę i zmarł w 1921 roku. Jej kościołem parafialnym była świątynia w Gręboszowie. Proboszczem był tam słynący z pobożności i wielkiego patriotyzmu ks. Piotr Halak, który ukształtował również charakter majora Henryka Sucharskiego. Stefania w rodzinnej miejscowości rozpoczyna szkołę powszechną, którą kończy w Dąbrowie Tarnowskiej.

Tarnowska Pani Redaktor

W 1928 r. Stefania przyjeżdża do Tarnowa i rozpoczyna edukację w I Żeńskim Seminarium Nauczycielskim im. bł Kingi, w którym dziś mieści się XVI LO. Jest bardzo aktywną uczennicą. Zapisuje się do harcerstwa i Sodalicji Mariańskiej przy kościele Filipinów. Wkrótce zaczyna zdobywać pierwsze dziennikarskie szlify. Współredaguje gazetkę szkolną „Złota Nić”. Po maturze, nie mogąc znaleźć pracy w szkole, zatrudnia się w drukarni diecezjalnej. Publikuje w diecezjalnym piśmie „Nasza Sprawa”. Podróżuje za granicę. Zwiedza Wilno, Rzym, Budapeszt. Gdy wybucha wojna, wraca w rodzinne strony. Na krótko, bo do Tarnowa wzywa ją ks. Jan Paciorek, który wciąga Łącką w działalność konspiracyjną.

Przychodzi 16 kwietnia 1941 roku. Do podziemnej drukarni wpada gestapo i aresztuje wszystkich obecnych. Wśród nich Stefanię. Początkowo przesłuchiwana jest i torturowana w siedzibie gestapo przy ul. Urszulańskiej. Gdy po jakimś czasie przewożona zostaje do więzienia, okazuje się, że ma powybijane zęby, powyrywane włosy. Miała też być zrzucana ze schodów. Nikogo nie wydała. Pod koniec kwietnia 1942 roku dowiaduje się, że zostanie wywieziona do obozu w Auschwitz. Pojedzie w pierwszym transporcie więźniarek-Polek.

Numer 6886

Na rampie niemieckiego obozu zagłady Stefania Łącka staje 27 kwietnia. Otrzymuje numer 6886. Pracuje w komandzie, które kopało rowy i równało teren. W sierpniu zostaje przeniesiona do Birkenau. Tam zapada na tyfus. Ledwie uchodzi z życiem. Po powrocie do zdrowia zgłasza się do dobrowolnie pracy przy pielęgnacji ciężko chorych. Gdy okazało się, że bardzo dobrze zna niemiecki, zostaje sekretarką blokową w bloku nr 23. Działa w obozowym ruchu oporu. Stara się pomagać współwięźniarkom. Wynosi witaminy i bandaże, pisze listy i niesie pomoc duchową. Wiadomo, że ochrzciła w obozie wiele dzieci, trzymała za rękę konających. Zadeklarowała też, że zgłosi się na dobrowolną śmierć za swoją towarzyszkę Helenę Panek. W kancelarii podmienia dokumenty, czym ocala wiele istnień.

Powrót do domu

Gdy w styczniu 1945 r. ewakuowany jest obóz w Birkenau, Stefania podejmuje próbę ucieczki. Za pierwszym razem się nie udało. Cudem unika kuli. Druga próba była skuteczna. Boso, przez śnieg, wędruje najpierw do Kalwarii Zebrzydowskiej, później dociera do Krakowa. A stamtąd, przez Tarnów, do Woli Żelichowskiej. Leczy odmrożenia i powoli dochodzi do siebie. Po wakacjach zaczyna realizować swoje życiowe marzenie - rozpoczyna studia polonistyczne na UJ. Mieszka w akademiku Nawojka przy ul. Reymonta. Jednak stan jej zdrowia ciągle się pogarsza. Na tyle, że w październiku 1946 roku trafia do szpitala przy ul. Kopernika. Tam umiera 7 listopada 1946 roku. W kompletnej samotności. Jak wiemy ze świadectw, lekarze, którzy oglądali jej ciało po śmierci stwierdzili, że „miała niezmierne powiększone serce, a płuca jak sito”.

Cztery dni później na cmentarzu w Gręboszowie odbywa się pogrzeb. Zgodnie z życzeniem pochowano ją obok matki.

Jak trafić na ołtarze?

Pierwsze plany wszczęcia procesu beatyfikacyjnego Stefanii Łąckiej pojawiły się w czasach, gdy diecezją rządził abp Jerzy Ablewicz (1962-1990). Pomysł ten poddano oficjalnie podczas obrad III Synodu Diecezji Tarnowskiej w 1965 roku. Lecz idea utknęła w martwym punkcie, bo priorytetem było wyniesienie na ołtarze Karoliny Kózkównej.

Co trzeba zrobić, żeby zostać błogosławionym Kościoła katolickiego? - Trzeba wieść życie święte i pobożne, a inni muszą to zauważyć. Jak? Choćby prywatnie modląc się za wstawiennictwem danej osoby. Jeśli ten kult się rozwija, można myśleć o procesie - wyjaśnia ks. prof. Janusz Królikowski, teolog.

Proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym prowadzi specjalny trybunał. Zasiada tam między innymi „advocatus diaboli”, którego niewdzięcznym zadaniem jest podważanie heroiczności cnót kandydata. Wszystkie świadectwa zbiera się w księgę, zwaną Positio i wysyła się do Watykanu. Ostateczną decyzję podejmuje papież na wniosek karedynała-prefekta Kongregacji do spraw Świętych i Błogosławionych.

Procesy beatyfikacyjne trwają latami. Dość powiedzieć, że bł. ks. Jerzy Popiełuszko na tytuł błogosławionego czekał czternaście lat, a Prymas Tysiąclecia, kard. Stefan Wyszyński - równe trzy dekady. Proces Karoliny Kózkównej trwał 21 lat.

Ziemia świętych

W jednym z kazań Jan Paweł II mówił o diecezji tarnowskiej jako „Ziemi świętych i błogosławionych”. Jak do tej pory, beatyfikowanymi zostali między innymi: marianin Stanisław Papczyński z Podegrodzia koło Nowego Sącza, Teresa Ledóchowska, Karolina Kózkówna, oraz męczennicy z czasów II wojny światowej: ks. Roman Sitko, siostra Julia Rodzińska, Celestyna Faron i brat Krystyn Gądek. Oni odbierają cześć w lokalnym kościele tarnowskim. Wkrótce powinien się zakończyć proces ks. Franciszka Blachnickiego, twórcy młodzieżowego ruchu oazowego.

Natomiast w całym Kościele odbierają kult tarnowscy święci: Stanisław ze Szczepanowa, Maria Teresa Ledóchowska, Świerad, Kinga, Just czy Szymon z Lipnicy.

Łukasz Winczura

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.