Czy omikron zmieni zasady pandemicznej gry i znów wywróci świat do góry nogami? Rozmawiamy z prof. Krzysztofem Pyrciem

Czytaj dalej
Maria Mazurek

Czy omikron zmieni zasady pandemicznej gry i znów wywróci świat do góry nogami? Rozmawiamy z prof. Krzysztofem Pyrciem

Maria Mazurek

Rozmowa z prof. Krzysztofem Pyrciem, biotechnologiem i wirusologiem z Małopolskiego Centrum Biotechnologii UJ, wiceprzewodniczącym zespołu doradczego ds. COVID-19 Polskiej Akademii Nauk i członkiem Rady Medycznej przy Prezesie Rady Ministrów.

Omikron, obwieścił minister zdrowia, to „game changer”. Czy nowy wariant koronawirusa rzeczywiście zmieni zasady pandemicznej gry?

Jeszcze nie wiemy. Pierwszy przypadek wariantu omikron został znaleziony w próbce z 11 listopada, a zidentyfikowany - dosłownie kilka dni temu. Na razie widzimy kilka zmian w kodzie genetycznym, ale czekamy na komplet badań nad wirusem. Za tydzień - dwa będziemy wiedzieć więcej. Jeśli więc już teraz ktoś pewnym głosem mówi, że ten wirus będzie bardziej albo mnie zakaźny, będą na niego działały szczepionki albo nie będą działały - to znaczy, że ma rozbudowaną wyobraźnię i pewność siebie. Bo takich danych jeszcze po prostu nie ma.

Skąd więc ten niepokój, który wyraża Światowa Organizacja Zdrowia czy Komisja Europejska?

Tych kilka zmienionych literek w kodzie genetycznym, o których dziś wiemy, pewnie nie budziłoby takiego niepokoju, gdyby nie to, że wcześniej podobne zmiany wiązały się z konkretnymi funkcjami wirusa: wyższą zakaźnością czy zdolnością do unikania naszej odpowiedzi immunologicznej (czyli na przykład, mówiąc obrazowo, chowania się przed naszymi przeciwciałami). Boimy się więc, że tym razem będzie podobnie, choć podkreślam: to tylko przesłanka. Tylko że do tej przesłanki twardo biologicznej dochodzi kolejna, epidemiologiczna: w RPA omikron zaczął się bardzo szybko rozprzestrzeniać, zastępując poprzednie warianty wirusa SARS-CoV-2 (choć i te dane nie są solidne, bo operują na małych liczbach). Połączenie tych informacji - twardo biologicznej i epidemiologicznej - sprawiło, że różne instytucje i kraje postanowiły podjąć kroki wyprzedzające, na przykład nie wpuszczając podróżnych z południowej Afryki. Niektórzy twierdzą, że to reakcja paniczna.

A pan?

Że konieczność. Trzeba działać, zanim mleko się wyleje. Dyskutować można tylko, jakie kroki będą najlepsze.

Czy jest prawdopodobne, że szczepienia nie będą działać na ten wariant?

Tak daleko bym nie szedł. Ale jest prawdopodobne, że efektywność szczepień będzie niższa niż w przypadku poprzednich wariantów. To jednak, co bardziej niepokoi w kontekście Polski (gdzie mamy stosunkowo niski stopień wszczepień, za to dużo ozdrowieńców), to fakt, że wariant omikron może silniej wymykać się naszej odpowiedzi immunologicznej po przechorowaniu. W Botswanie i RPA zaszczepiło się odpowiednio po 20 i 23 proc. społeczeństwa, za to - podobnie jak w Polsce - wielu ludzi już przeszło covid. Jeśli ten wariant wytrenował się na polu bojowym ozdrowieńców, to jest bardzo zła wiadomość dla nas. Szczególnie że obecna fala jest u nas kompletnie niekontrolowana.

No właśnie. Nawet najbardziej pesymistyczne modele matematyczne rozwoju czwartej fali w Polsce - co przyznali sami naukowcy, którzy je przygotowali - okazały się niedoszacowane.

Tak, ale to nie znaczy, że matematycy popełnili jakiś błąd. Z modelowaniem rozwoju pandemii jest dokładnie tak, jak z modelowaniem pogody. To nie jest absolut. Prognoza pogody też czasem się sprawdza, a czasami nie. Naukowcy zrobili bardzo dobre modele, ale nie mogli wszystkiego przewidzieć.

Czego więc nie przewidzieli? Co poszło nie tak?

Chce pani szczerej odpowiedzi?

Tylko.

Pozwolono czwartej fali iść w zasadzie bez żadnych ograniczeń. Mam wrażenie, że do obecnej sytuacji nikt nie podchodzi specjalnie poważnie. Nie egzekwuje się paszportów covidowych, nie kontroluje noszenia maseczek, nie dba się o podstawowe zasady bezpieczeństwa. Jedyne, co zrobiono, to przygotowano więcej covidowych łóżek. Tylko że dodatkowe łóżka nie zahamują pandemii. Jasne, w przeciwieństwo do poprzednich fal mamy wyższą immunizację społeczeństwa, więc jeśli chodzi o zgony, to tym razem sytuacja rozwija się wolniej. Poza tym krzywa zachorowań powoli się wypłaszcza (widać to już szczególnie we wschodnich województwach), ale jednocześnie to nie jest dobra wiadomość: oznacza, że my w tym „peaku” jeszcze trochę potrwamy, istnieje więc ryzyko, że czwarta fala płynnie przejdzie w piątą. I jeszcze jedna zła wiadomość: najwięcej zgonów przed nami, bo tu czekają nas 2-3 tygodnie opóźnienia w stosunku do szczytu zachorowań. Przed nami więc nieciekawe święta.

A część społeczeństwa wciąż zachowuje się, jakby pandemii nie było.

Cóż, nie jesteśmy Szwecją, gdzie funkcjonuje społeczeństwo obywatelskie. I to po Szwecji widać: tam, gdzie ludzie przestrzegają podstawowych zasad, pandemia rozwija się inaczej. U nas odpowiedzialności społecznej niektórym brakuje. I trochę się nie dziwię, zważywszy na chaos, który nas otacza.

Co ma pan na myśli?

Oto w wakacje ogłosiliśmy (po raz kolejny) zwycięstwo nad pandemią. Gdy mówiłem w sierpniu, że fala znów zaczyna się wznosić, że trzeba coś z tym zrobić w porę - patrzyli na mnie jak na idiotę. I żeby była jasność: nie uważam, że to jest wina tak zwanych zwykłych ludzi - nie każdy musi się znać na wirusologii. Jeśli pojawia się tyle sprzecznych komunikatów, w jednym tygodniu słyszymy jedno, w kolejnym drugie, skoro można sobie kupić certyfikat szczepionkowy bez igły, skoro nie ufamy sobie wzajemnie - to nie jest niczym dziwnym, że ludzie mają gdzieś maseczki, dystans, szczepienia. I nie mówię o twardych antyszczepionkowcach - tych jest stosunkowo niewielu. Większość z tych niezaszczepionych - też przecież znam takie osoby, rozmawiam z nimi - zwyczajnie nie widzi sensu, nie rozumie konieczności, uważa to za niepotrzebne obostrzenie, za zamach na ich wolność, dodatkowo nieprzyjemny. Po co, skoro z pandemią już wygraliśmy?

Austria zastanawia się nad wprowadzeniem obowiązkowych szczepień. Czy to jest droga dla innych europejskich państw, też naszego?

Jestem głęboko przekonany, że gdyby takie rozwiązanie zostało wprowadzone w Polsce w marcu, dziś bylibyśmy w zupełnie innym miejscu. Znacznie lepszym. Teraz można sobie oczywiście zadawać pytanie, na ile w tym momencie - w obliczu tylu osób, które przechorowały i nadmiarowych zgonów, w których zresztą przodujemy - to wciąż miałoby sens. Ale tu pojawia się kolejne zagrożenie: omikron. Jeśli spełnią się czarne scenariusze, to wylądujemy w miejscu, w którym byliśmy pół roku wcześniej. Stąd gorący apel o przyjęcie trzeciej dawki, tzw. „boostera”, szczególnie przez ludzi z grup podwyższonego ryzyka.

Tylko że te szczepionki - nawet w przypadku poprzednich wariantów wirusa - też nie są tak skuteczne, jak na początku mieliśmy nadzieję.

Nieprawda. Skuteczność szczepionek przed ciężką chorobą i śmiercią jest bardzo wysoka, zgodnie z przewidywaniami - powyżej 90 proc. W krajach, gdzie skala wyszczepień jest wysoka, mamy dziesięciokrotną redukcję zgonów. Choć to jasne: osoby zaszczepione też chorują i też umierają. To jest matematyka.

Dla antyszczepionkowców zaś dowód na to, że szczepienia są nieskuteczne.

Od początku - przy wariancie alfa - mówiło się, że aby szczepionki faktycznie zmieniły zasady gry, musi przyjąć je powyżej 70 procent społeczeństwa. Przy wariancie delta - 85, nawet 90 procent. Niektórzy głoszą, że skoro zaszczepieni chorują - to znaczy, że to oni mieli rację, nie szczepiąc się. Ale już brak im refleksji, że ta fala wymyka się spod kontroli właśnie przez to, że zaniedbaliśmy szczepienia.

Co dalej? Ile to jeszcze potrwa?

Znów dochodzimy do tego, że najwięcej zależy od nas. Pozytywny scenariusz jest taki, że te szczepionki, które są - okażą się skuteczne również przy omikronie. Wtedy pandemia będzie powoli gasnąc. Wirus całkowicie nie zniknie i pozostanie problemem medycznym, ale przestanie być tak dużym problemem społecznym. Ale jeśli pozwolimy pandemii szaleć, to możemy spodziewać się kolejnych niespodzianek. Wirusy mają to do siebie, że starają się znaleźć lukę w naszych obronach - jeśli im pozwolimy, będą pojawiać się następne warianty. A wtedy świat po raz kolejny i jeszcze kolejny będzie stawał do góry nogami. I tak w kółko.

Maria Mazurek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Pro Media Sp. z o.o.