Co się działo z pieniędzmi Polaków w roku pandemii?

Czytaj dalej
Fot. 123RF
Krzysztof Strauchmann

Co się działo z pieniędzmi Polaków w roku pandemii?

Krzysztof Strauchmann

Rekord padł 13 marca 2020 roku. Pod wpływem informacji o ograniczeniach pandemicznych Polacy masowo poszli do banków i bankomatów po gotówkę. Tego dnia wybrano z lokat i rachunków indywidualnych w sumie 6 miliardów złotych.

Tego dnia o godzinie 13:00 rząd ogłosił lockdown, a Polacy masowo ruszyli do banków po pieniądze. Skala operacji jest taka, jakby w ciągu kilku godzin 2 miliony ludzi wypłaciło w gotówce po 3 tysiące złotych. W niektórych miejscach konwojenci nie nadążyli z dostawą gotówki i bankomaty przestały działać, ale były to pojedyncze przypadki.

Druga fala masowych wypłat gotówki pokryła się z informacjami o drugiej fali pandemii w październiku i listopadzie.

Do końca grudnia 2020 roku wartość wszystkich depozytów czyli lokat bankowych zmniejszyła się o 44,4 miliarda złotych (o 24,1 procent), podczas gdy we wcześniejszych latach systematycznie rosła. Gdyby w bankach zabrakło gotówki w takich sytuacjach, to może dojść do niebezpiecznej paniki, która zagrozi bezpieczeństwu całego systemu, bo żaden bank nie ma w gotówce pieniędzy wystarczających na wypłacenie wszystkich lokat. Banki te ruszyły po swoje depozytu w Narodowym Banku Polskim, a NBP zaczął dodrukowywać pieniądze. Wcześniej natomiast systematycznie rósł udział elektronicznych i wirtualnych pieniędzy z naszym obiegu.

NBP zaczął więc dodrukowywać pieniądze na skalę wcześniej nie notowaną.

Łącznie w 2020 roku wydrukowano bądź wybito w Mennicy Polskiej banknoty i bilon wart 83 miliardy złotych. Zasoby gotówki na ryku wzrosły do rekordowej kwoty 322 miliardów złotych w obiegu czyli o 34 procent w stosunku do grudnia 2019. Za wyprodukowanie takiej ilości pieniędzy NBP zapłacił Mennicy Polskiej 321 milionów złotych. Żeby obniżyć koszty produkcji bilonu (do nominału 1 złotego) zmieniono skład stopu na tańszy choć też mniej trwały.

Zacytowane wyżej dane statystyczne przedstawiła 14 lipca na posiedzeniu Sejmowej Komisji Finansów wiceprezes NBP Marta Kightley. Natomiast Jarosław Borowski z Najwyższej Izby Kontroli, który nadzorował kontrole NIK w NBP, wyraził obawy Izby co do przede wszystkim poziomu inflacji w 2021. Poseł KO Dariusz Rosati mówił o narastającej bańce spekulacyjnej na rynku nieruchomości oraz o groźbie utrzymania się inflacji w sposób stały na poziomie 4 – 6 procent.

- Podstawowym parametrem mierzącym stopień rozgrzania rynku nieruchomości jest relacja przeciętnego wynagrodzenia do przeciętnej ceny transakcyjnej jednego metra na rynku – odpowiadał na zarzuty Dariusza Rosatiego Paweł Szałamacha z zarządu NBP. – Ta relacja jest stała, to oznacza, że nie następuje podgrzanie bańki nieruchomościowej.

Krzysztof Strauchmann

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Pro Media Sp. z o.o.