Krzysztof Ogiolda

„Chopsko grofka”, co w literaturze Śląsk utrwaliła

Twarz hrabiny, z której tryskała fantazja i temperament, okalały jasne, krótko przycięte loki. Zdjęcie z 1905 r. Fot. Archiwum Twarz hrabiny, z której tryskała fantazja i temperament, okalały jasne, krótko przycięte loki. Zdjęcie z 1905 r.
Krzysztof Ogiolda

Valeska von Bethusy-Huc przyszła na świat na zamku w Kiełbasinie. Blisko 40 lat mieszkała w Zdzieszowicach. Była prawdziwą arystokratką i prowadziła literacki salon. Ale z prostymi ludźmi rozmawiała gwarą i jeździła na rowerze.

Hrabina brała nawet lekcje języka, którym posługiwała się ludność miejscowa, czyli śląskiej gwary. Uczył ją zdzieszowicki nauczyciel, który długo nie potrafił hrabinie wyjaśnić, dlaczego w wasserpolnisch nie pisze się książek, a ponadto w każdej wsi mówi się nieco inaczej. Gwarowa odmiana polszczyzny z pewnością nie była jej zupełnie obca. Po polsku mówił jej dziadek Johann Gottlieb von Riswitz, ale zwracał się w tym języku przede wszystkim do służby.

Na świat przyszła w czerwcu 1849 roku na zamku w Kiełbasinie (dziś już go nie ma, został spalony w ostatnich dniach II wojny światowej) jako dziecko Berthy von Reichenbach z Wierzbicy i barona Bertholda Aleksandra Reiswitza. Młodość spędziła w okazałej rezydencji Reiswitzów w Wędryni (zbudowanej nieco ponad dekadę po jej urodzeniu).

„Zamek był dwupiętrowym, pomalowanym na żółto budynkiem z wystającymi w białym kolorze ramami okiennymi – pisała we wspomnieniach w roku wybuchu I wojny światowej – z wysokim, pokrytym gontami podwójnym dachem, z żółtym wykuszem posiadającym trzy okrągłe okna. Dookoła domu stały niskie filary połączone żelaznym łańcuchem, ozdobą, którą jako dziecko uważałam za bardzo piękną, która imponowała mi i której przeznaczenia nie znałam”.

Przyszła pisarka otrzymała w domu rodzinnym staranne wykształcenie, pogłębione i poszerzone w szkole prywatnej w Żaganiu i Berlinie. Mając 19 lat, wyszła za mąż za hrabiego Eugena von Bethusy-Huc, posła do Reichstagu. Ślubu udzielił im w Oleśnie pastor Leopold Polko (ten sam, który zorganizował skuteczną akcję zbierania datków w wysokości jednego feniga na budowę ewangelickiego kościoła). Młodzi zamieszkali w Zdzieszowicach, gdzie ich rodzice nabyli dla nich majątek ziemski.

Jako pisarka zadebiutowała w Zdzieszowicach w 1873 roku – była już wtedy matką dwojga dzieci. Początkowo swoje utwory podpisywała pseudonimem Moritz von Reichenbach - nazwiskiem swojego dziadka, ukrywając tym samym, że jest kobietą. Pisarstwo kobiet nie było wówczas przyjmowane życzliwie i wydawcy, wiedząc, kim jest, chyba uniemożliwiliby jej literacki start. Ona sama nie miała chyba pewności, czy arystokratce wypada brać się za pisanie. Pod własnym nazwiskiem zaczęła wydawać utwory dopiero na początku XX wieku, już pewna, że może liczyć na uznanie czytelników.

- Pisała między innymi powieści, opowiadania, nowele, reportaże. Sporo jej utworów poruszało temat specyfiki Górnego Śląska i życia jego mieszkańców, np. „Oberschlesische Dorfgeschichten” (Górnośląskie opowieści wiejskie - rok 1901), „Oberschlesische Geschichten” (Górnośląskie historie - rok 1903) i wiele innych. Jak napisała w swoich wspomnieniach, wątki często czerpała wprost z życia – mówi prof. Joanna Rostropowicz, znawczyni jej biografii i autorka czterotomowego leksykonu „Ślązacy od czasów najdawniejszych do współczesności”. - Obserwowała życie mieszkańców najpierw w rodzinnej Wędryni, potem w Zdzieszowicach i okolicy. Jej syn Albrecht, prawnik, który jakiś czas pracował w sądzie grodzkim w pobliskiej Leśnicy, nierzadko opowiadał w domu o sprawach, które znalazły finał w sądzie. Bohaterowie jej opowiadań noszą bardzo swojskie imiona: Marianka, Franzischek (czyli Franciszek), Pietrek, Rouja (czytaj: Róża), Franzka, Paulek. Podobnie swojsko brzmią ich nazwiska: Solowsky, Wolonsky, Pacholik.
Wprowadzenie Górnego Śląska do literatury, współtworzenie nurtu tzw. Heimatliteratur jest z pewnością jej największą kulturalną zasługą.

Pani profesor podkreśla, iż Valeska osobiście szukała tematów literackich. Zwiedziła kopalnię górnośląską i zjechała nawet pod ziemię, aby zobaczyć pracę górników. Była też w hucie, przyglądała się procesowi powstawania rozżarzonej, płynnej stali.

- Widziała wspaniałe pałace wielkich potentatów przemysłowych i skromne familoki robotników - mówi prof. Rostropowicz. - Opisała wyjątkowe na tamte czasy, nowoczesne osiedle robotnicze, Giszowiec. Stawiała je za wzór śląskim przemysłowcom, których pracownicy mieszkali często w koszmarnych warunkach. Dzięki jej pisarstwu, przypadającemu na przełom XIX i XX wieku, mamy wierny dokument literacki ówczesnego Śląska. Valeska von Bethusy-Huc związana była z liberalnym skrzydłem ówczesnej pruskiej arystokracji. Uważała, że nie arystokracja, do której przecież sama należała, ale pracowici, ambitni i wykształceni mieszkańcy dynamicznie rozwijających się miast górnośląskich mogą w przyszłości stać się prawdziwą elitą społeczeństwa.

Miała niezwykłą jak na tamte czasy wrażliwość ekologiczną. Obserwując brutalną industrializację na Śląsku, pisała: „Tam, gdzie siarczane dymy z hut cynku dosięgną iglastego lasu, chorują i umierają drzewa”.

Musiała też być niezłym oryginałem. 
„Maszerowała krokiem męskim, na nogach miała obuwie o brązowych, szorstkich cholewkach; jej ruchy były pozbawione kobiecego wdzięku. Pod pachą trzymała teczkę z książkami. Mówiła do siebie - głosem ożywionym, głęboko zamyślona, nie zważając na otoczenie – pisał o blisko pięćdziesięcioletniej hrabinie Valesce publicysta Anton Hellmann. – Jej krępą postać opinał szarozielony kostium z lodenu. Twarz, z której tryskała fantazja i temperament, okalały jasne, krótko przycięte loki”. Był rok 1900.

Lina Morgenstern, działaczka społeczna i pisarka pochodząca z Wrocławia, tak o niej mówiła: „Choć należała do warstwy wytwornych arystokratów, obracała się we wszystkich kręgach społecznych […]; miała przemiły sposób bycia, była prosta, naturalna, bardzo młodzieńcza”.

– Jeszcze po drugiej wojnie światowej wspominali ją starsi mieszkańcy Zdzieszowic, gdzie hrabina spędziła 39 lat – dodaje prof. Joanna Rostropowicz. - Była nieco zwariowana, jeździła na rowerze, a gdy spotkała kogoś ze wsi, stawała i rozmawiała jak równym z równym. Tak najczęściej ją charakteryzowano. Nic dziwnego, że mówiono o niej „chopsko grofka”, bo też była hrabiną, która nie tylko nie unikała prostych ludzi, ale i potrafiła ich cenić.

W Zdzieszowicach stworzyła salon kulturalny, w którym gościły wybitne osobistości z kręgów literackich, artystycznych i intelektualnych z Niemiec, Francji, Anglii, a nawet Stanów Zjednoczonych. W 1906 r. majątek został sprzedany, bo przestał przynosić zyski; gdy po regulacji biegu Odry spadł poziom wód gruntowych i plony były z roku na rok gorsze.

- Małżonkowie Bethusy-Huc zamieszkali odtąd we Wrocławiu, przy Eichendorffstrasse, w obecnej dzielnicy Krzyki, lecz hrabina nie czuła się tam dobrze – uważa prof. Rostropowicz. – Brakowało jej wędrówek po lasach, polach i łąkach. Przyzwyczajona do spędzania czasu w pięknie urządzonym zdzieszowickim parku zamkowym, nie potrafiła się odnaleźć w małym ogródku przydomowym. Niemniej wciąż prowadziła bardzo aktywne życie towarzyskie. W jej domu nadal gościli wybitni przedstawiciele życia kulturalnego, a hrabina stworzyła po raz kolejny szeroko znany i wysoko ceniony salon literacki.

Valeska dużo i chętnie podróżowała, m.in. po Francji i kilkakrotnie do Italii. Odwiedziła także znajdującą się wtedy pod zaborami Polskę. W jej zapiskach zachowały się wrażenia z odwiedzin w Krakowie i Warszawie.

W 1912 r. rodzina przenosi się do Szwajcarii. Tam zastaje ją pierwsza wojna światowa. Do Niemiec już nie wrócili. Po śmierci męża - w styczniu 1926 r. - hrabina postanowiła jeszcze raz zobaczyć Włochy. Zmarła w drodze powrotnej, w Lugano, 27 maja 1926 roku.

Krzysztof Ogiolda

Jestem dziennikarzem i publicystą działu społecznego w "Nowej Trybunie Opolskiej". Pracuję w zawodzie od 22 lat. Piszę m.in. o Kościele i szeroko rozumianej tematyce religijnej, a także o mniejszości niemieckiej i relacjach polsko-niemieckich. Jestem autorem książek: Arcybiskup Nossol. Miałem szczęście w miłości, Opole 2007 (współautor). Arcybiskup Nossol. Radość jednania, Opole 2012 (współautor). Rozmowy na 10-lecie Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych, Gliwice-Opole 2015. Sławni niemieccy Ślązacy, Opole 2018. Tajemnice opolskiej katedry, Opole 2018.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Pro Media Sp. z o.o.