Chasydzi są szczęśliwi, że oddychają tym samym powietrzem, co ich cadyk

Czytaj dalej
Fot. Piotr Droździk
Łukasz Połomski

Chasydzi są szczęśliwi, że oddychają tym samym powietrzem, co ich cadyk

Łukasz Połomski

Nie mówi się Sanz, tylko Tsanz - mówi młody chasyd. „T” jest tutaj bardzo ważne, przecież w Sączu był cadyk, czyli Tzadik. To dla nas święte miejsce! Trzy tysiące pielgrzymów w ostatnich dniach powtarzało te słowa. Potwierdzały to płynące strumieniami łzy i modlitwy.

Zapada zmrok. Rybacka przykryta płaszczem ciemnej nocy mówi tylko w języku jidysz. Nic nie można zrozumieć, ale jedno słowo wyłapuje się bez trudu: Tsanz! Żydowska nazwa Nowego Sącza jest odmieniana przez wszystkie przypadki.

Gdyby nie podjeżdżające autokary i busy, byłoby jak w czasach Chaima Halberstama, w XIX wieku. Sądecki rabin za życia i po śmierci uchodził za cudotwórcę. Dlatego cała żydowska Galicja chciała odwiedzić jego grób. Wtedy przybywały furmanki, ulica Tarnowska była nieprzejezdna, a na dworcu brakowało fiakrów dla pielgrzymów. Na rogatce ulicy stali pisarze wypisujący prośby do cadyka. Po przeszło stu latach nic się nie zmienia! Tak jak w kiedyś, w dzień jorcaitu przebiegają Rybacką cienie, wyjęte z przedwojennych fotografii. Tarasują przejeżdżające samochody, autokary z trudem wymijają pielgrzymów i ciasno ustawione busy.

Skąd taki ruch? Tutaj obok jest cmentarz, źródło nadziei i …. życia. Nikt w to nie wierzy mocnej od biegnących do grobu swojego mistrza młodych uczniów jesziw z całego świata. Dzieje się cud - wraca życie. To dla nich normalne: jest jorcait, noc cudów.

Grybow, Gorlic, Tsanz, Bobow - wokół wybrzmiewają nazwy małych miasteczek. Jakiś starszy mężczyzna opowiada o swoich korzeniach. Melodyjny jidysz przyciąga coraz więcej słuchaczy, a starszy pan zapala fajkę i z dymem snuje swoją opowieść. Chłopcy zatrzymują się i słuchają, inni przechodzą, ktoś próbuje podjąć dyskusję. Taka scena dzieje się co dziesięć metrów. Wszyscy są dumni, że ich korzenie są właśnie stąd: z Polin, z Tsnaz.

Imponujący Dom Pielgrzyma wypełnia się gośćmi - dla nich postawiono też dodatkowy namiot. Młody chasyd wyciąga skarbonę i karteczki. Tutaj będą pisać kwitłech i zbierać ofiary. Białe kartki z prośbami za kilka godzin przykryją grobowiec Halberstama. Macewa (nagrobek) Cadyka, prawdziwego cudotwórcy, utonie w białych kartkach niczym w śniegowej zaspie. Na każdym kwitłech prośba: o zdrowie dla mamy, o wyleczenie siostry, o dobrą żonę, o lekką śmierć. Ilu pielgrzymów tyle próśb, te same łzy i wołanie do Boga.

Czytaj więcej i dowiedz się: 

  • jakie zwyczaje sądeckiego cadyka są nadal praktykowane?
  • jak zmienia się cmentarz w czasie obchodów?
Pozostało jeszcze 65% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Łukasz Połomski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.