Cecylia Malik: Wolimy budować orliki niż oczyszczalnie ścieków. Czysta woda nie jest priorytetem

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banas
Anna Piątkowska

Cecylia Malik: Wolimy budować orliki niż oczyszczalnie ścieków. Czysta woda nie jest priorytetem

Anna Piątkowska

Zakładała skrzydła motyla, walcząc o Zakrzówek, przez rok codziennie wspinała się na drzewo, skrzyknęła karmiące matki do akcji „Matki Polski na wyrębie”, dziś z kolektywem Siostry Rzeki rusza na pomoc zagrożonym rzekom. Krakowska artystka i aktywistka Cecylia Malik marzy, by móc się wykąpać w czystej rzece. Ale na marzeniach nie kończy.

Spódnica, którą masz na sobie podczas naszej rozmowy jest nie tylko piękna, ale też bardzo szczególna.

Powstała rok temu z okazji Światowego Dnia Rzek, który był dla nas, kolektywu Siostry Rzeki i Koalicji Ratujmy Rzeki, szczególnie miłym wydarzeniem. Po raz pierwszy, od kiedy istniejemy, mieliśmy się spotkać nie na proteście, ale dlatego, żeby celebrować coś dobrego, co zostało zrobione dla rzeki. Odrze oddano blisko 600 ha przestrzeni. W ramach pilotażowego projektu niemieckiego WWF oraz samorządowców gminy Wołów „Przestrzeń rzekom, ludziom bezpieczeństwo”, który koordynował Piotr Nieznański z WWF Polska, a obecnie także z Koalicji Ratujmy Rzeki, odsunięto wały Odry, dzięki czemu powstały wspaniałe Łęgi Odrzańskie.

Opowiadałyśmy o tym, bo w Polsce mało kto wie, że gdzieś nad Odrą oddano przestrzeń rzece. To było cudowne wydarzenie, ponieważ na co dzień opowiadamy o złym stanie wód, o niszczeniu rzek, budowaniu zapór, zatruciach, jednym słowem: masakry, a wtedy mogłam powiedzieć, że wydarzyło się coś dobrego dla rzeki.

Ten projekt był nauką wyniesioną z wielkiej powodzi, która w 1997 roku nawiedziła tamte tereny. Ucierpiało wówczas mnóstwo miejscowości. WWF szukało miejsca, w którym można było przeprowadzić projekt ekologicznej ochrony przeciwpowodziowej. Nowe łęgi, które tam powstały, już dwukrotnie uratował pobliskie miejscowości przed zalaniem. Działa to tak, że kiedy rzeka wzbiera, woda wylewa się właśnie na to rozlewisko, nie na pobliskie miejscowości, oddając wodę rzece, gdy jej poziom opada i odżywiając lasy łęgowe nad rzekami. Taki łęg działa jak gąbka magazynująca wodę i oddająca ją w czasie suszy. Chciałyśmy wówczas opowiedzieć o tym, że rzeki potrzebują przestrzeni.

Tak powstał projekt spódnicy szytej z koła. Do jej rozpostarcia potrzebna jest przestrzeń, która miała symbolizować właśnie ten nadodrzański łęg. Powstało wówczas trzydzieści spódnic w odcieniach rzek, każda nieco inna, ale wszystkie w centralnym miejscu miały umieszczony symbol rzeki.

Spódnice, które powstały dla Odry, Siostry Rzeki włożyły w niedzielę, choć tym razem okoliczność była zupełnie inna.

Jako Siostry Rzeki pojechałyśmy w niedzielę do Warszawy na marsz żałobny dla Odry, żeby wyrazić to, że nie godzimy się na zanieczyszczanie rzek i zaapelować, byśmy jako społeczeństwo się obudzili, zanim będzie za późno, ponieważ przy takiej gospodarce wodnej, jaką prowadzi się w Polsce, podobna katastrofa może się zdarzyć wszędzie i w każdej chwili.

Było mi tak strasznie smutno, że po tej akcji, którą celebrowałyśmy rok temu, która dawała nadzieję, teraz na Odrze wydarzyła się katastrofa, rzeka została zatruta i aby się odnowiła potrzeba będzie kilkunastu lat. Nie wiadomo jeszcze, czy trucizna, która trafiła do Odry zabiła życie całkowicie – jeśli to były złote algi, zabiły "tylko" ryby, ale jeśli coś innego, może mieć też wpływ na życie innych zwierząt. Katastrofa nad Odrą jest złożona, nałożyło się na nią i to, że jest susza - gdyby poziom wody był wysoki, trucizna mogłaby się rozcieńczyć, i to, że nie ma stałego monitoringu wód, nie bada się temperatury, zasolenia, zamulenia – kilku punktów krytycznych, z których brak danych jest bardzo na rękę elektrowniom, kopalniom i Wodom Polskim.

Kilka spółek ma ułatwioną sytuację w pozbywaniu się zdegradowanej wody. Odra została zatruta z powodu chciwości, ktoś nie wydał pieniędzy na oczyszczenie wody. W przypadku tej katastrofy nie będzie więc jednego winnego, ale ja nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, pozostawmy jej zbadanie specjalistom. Rząd obiecuje, że będzie badał tę kwestię, natomiast Koalicja Ratujmy Rzeki uruchomiła zrzutkę na zatrudnienie ekspertów i przeprowadzenie wnikliwych badań, które w przyszłości pozwolą uchronić rzeki przed podobnymi katastrofami.

O rzekach mówimy wtedy, gdy jest susza, wylewają albo, tak jak dziś, w przypadku katastrof. Bez spektakularnych wydarzeń nie ma tematu. Stworzony przez ciebie projekt Siostry Rzeki, oprócz interwencji, również edukuje.

Dokładnie tak jest, dziś ludzie, z którymi współpracujemy jako Siostry Rzeki na co dzień, eksperci od rzek, mają swoje pięć minut. Nareszcie słyszalny jest głos ludzi, których dotąd nikt nie chciał słuchać. Koalicja Ratujmy Rzeki powstała pięć lat temu, wówczas zorganizowaliśmy pierwszy protest przeciwko zaporze w Siarzewie – była bardzo spektakularna akcja, sto przebranych kobiet z tabliczkami z imionami rzek – żadne media się tym wówczas nie zainteresowały, nikt o nas nie napisał. Rok temu, kiedy zaczęły się susze, pojawiły się pierwsze rozmowy o wodzie, a teraz przy katastrofie na Odrze temat rzek pojawił się w publicznej debacie. To jest zmiana, ale przecież nie jest wielkim odkryciem mówienie o tym, że rzeki są zanieczyszczane nieustannie przez przemysł, rolnictwo i nagminne spuszczanie wody z oczyszczalni ścieków.

Za fundusze z Unii wybudowaliśmy oczyszczalnie ścieków, ale nie mamy pieniędzy na ich utrzymanie i wciąż jest ich o wiele za mało. W programach polityków ekologia zazwyczaj zajmuje ostatnie miejsce w programie, jeśli już się tam znajdzie. Wolimy budować orliki niż oczyszczalnie ścieków. Czysta woda nie jest priorytetem.

Mówimy o tym za każdym razem, kiedy spotykamy się na happeningach, edukujemy i pokazujemy piękno dzikich rzek, które są naszym bogactwem. Wiesz, że mamy w Polsce dzikie rzeki, których zazdrości nam Europa?

Cecylia Malik
Joanna Urbaniec / Poilska Press Siostry Rzeki powstały w 2018 roku, od tego czasu spotykają się, by bronić polskich rzek

?

Najdzikszą rzeką Europy, przynajmniej jej środkowo-zachodniej części, jest Wisła. Wakacje spędziłam na Wiśle, to cudowna rzeka i wspaniale radzi sobie z degradacją. Ta rzeka ma nieprawdopodobną zdolność samooczyszczania się. Przyrodnicy mówią, że właśnie dlatego, kiedy wydarzyła się awaria oczyszczalni ścieków Czajka, nie stała się katastrofa ekologiczna, że Wisła sobie z tym sama poradziła. Odra nie ma na to szans.

Dlaczego?

Ponieważ Odra została uregulowana. Dziczeje, owszem, bo w ostatnich latach nie powstawało na niej wiele inwestycji, ale od wieków Odra była rzeką żeglowną. I dziś lobby hydrotechniczne chciałaby do tego wrócić, tymczasem Odra zaczęła odzyskiwać dziką przyrodę.

Wisła też przecież została uregulowana, np. w Krakowie.

Zgadza się, w Krakowie przekopali ją jeszcze Austriacy za czasów zaborów, natomiast w zaborze rosyjskim nie było pieniędzy na takie przedsięwzięcia, więc nic z Wisłą nie robiono. Dlatego dziś na Lubelszczyźnie i Mazowszu Wisła jest dziką rzeką. Zyskaliśmy coś wspaniałego! W czasach komuny był plan, by przystosować ją do transportu rzecznego, m.in. do przewożenia węgla ze Śląska na północ i efektem tego projektu jest droga wodna górnej Wisły.

Od źródeł aż do Sandomierza powstał wiec szereg zapór, Wisła została uregulowana. W samym Krakowie mamy trzy zapory zbudowane z myślą o transporcie barkami. Ale przecież nie pływają tu żadne barki, jedynie kilka turystycznych statków. Turystyka na Wiśle znakomicie funkcjonowałaby, gdyby rzeka była zostawiona sama sobie. Bliżej ujścia powstała tylko jedna zapora we Włocławku - zupełnie bezsensowna. Pierwotnie miała być jedną z ośmiu zapór, które miały powstać na tym odcinku rzeki aż do Bałtyku, ale pozostałe nie powstały. Za to ta jedna zlikwidowała wszystkie migrujące gatunki ryb. Kiedyś żyły tu m.in. łososie czy jesiotry.

Cecylia Malik
Andrzej Banas Cecylia Malik zakładała skrzydła motyla, walcząc o Zakrzówek

Kąpiesz się w Wiśle?

Tak, ale w Krakowie tylko na Wodnej Masie Krytycznej, ponieważ przez zapory woda jest tu bardzo zamulona. Zresztą to właśnie Wodna Masa Krytyczna była momentem przełomowym, ponieważ Wisła mojego dzieciństwa to straszna, brudna rzeka. Kiedy więc postanowiłyśmy namówić ludzi do wzięcia udziału w niej, same weszłyśmy wówczas do Wisły (To było w 2012 roku, długo przed powstaniem Kolektywu Siostry Rzeki, Wodną Masę Krytyczną założyłam z Gochą Nieciecką- Mac i z Martyną Niedośpiał). Okazało się, że Wisła jest taka sama jak woda w Dunajcu czy Rabie. Jest muł od zapór, ale nie jest źle, ale poza miastem można się kąpać.

A od Sandomierza do Płocka Wisła jest zachwycająca, z białym piaskiem nad brzegiem… a wszystko to dlatego, że nie było pieniędzy, by ją zniszczyć. Kiedy wymyśliłam projekt „6 rzek” – od mojego pierwszego autorytetu ekologiczno-przyrodniczego dr. Kazimierza Walasza - dowiedziałam się, że jeśli interesuje mnie dzikie życie miasta, to muszę iść nad rzekę. Zapytał wówczas, czy wiem, ile jest rzek w Krakowie. Wtedy nie umiałam wymienić wszystkich, potem pontonem spłynęliśmy wszystkimi krakowskimi rzeczkami, choć miejscami były bardzo trudne do przebycia.

Masz swoją rzekę?

Jestem Białką. To pierwsza rzeka, której broniłam.

Co możemy zrobić sami dla poprawy stanu rzek?

Możemy np. używać ekologicznych detergentów. Oczyszczalnie ścieków nie radzą sobie z ich ogromną ilością. Jako społeczeństwo powinniśmy również wymuszać na naszych rządzących powstawanie dobrych oczyszczalni ścieków. Powinniśmy się też edukować w tym zakresie, by np. nie wierzyć, że dla ratowania pustynniejących Kujaw trzeba zbudować zapory, które wymyślił Edward Gierek.

Zapory nie są żadnym ratunkiem, ponieważ obniżają poziom rzeki, co z kolei powoduje wysuszanie terenów wokół oraz wysychanie lasów. Tego nie usłyszymy od polityków. Usłyszymy natomiast, że zapora ma wytwarzać ekologiczny prąd, ale kompletnie nieopłacalny, bo wytworzy go tyle co 15 wiatraków. Nikt nie mówi, ile przyrody zostanie nieodwracalnie zniszczonej, by ją wybudować. Politycy bez skrupułów wykorzystują ignorancję społeczeństwa. Potrzebna nam wiedza. Teraz, dzięki katastrofie na Odrze, ta ekspercka wiedza trafia do ludzi. Możemy też budować własną więź z rzeką.

Co masz na myśli?

Zacząć traktować rzeki podmiotowo, nie jako ciek wodny, którego używamy, ale coś, co było tu na długo przed nami. Dzięki nim powstawały miasta, są nieodłącznym elementem naszej historii. Pierwsze zapisane słowo o naszym kraju to nie było słowo Polska, ale Vistula. Kościoły, klasztory, zamki to przecież nasza kultura i historia związane z Wisłą czy Odrą. Cała nasza tożsamość związana jest z rzeką. Niszcząc rzekę, niszczymy swoją tożsamość. Rzeki to wreszcie ważny element przyrody, Wisła czy Odra są autostradami dla ptaków, miejscem, gdzie spotykają się wszystkie gatunki zwierząt. Dla mnie zawsze były ważne imiona rzek, dawały mi poczucie, że to coś więcej niż woda.

Stąd pomysł na Siostry Rzeki?

Siostry Rzeki narodziły się z wcześniejszego projektu Matki Polski na Wyrębie. Miałam wówczas małe dziecko, więc razem z innymi matkami karmiącymi zrobiłyśmy akcję mam karmiących dzieci na pniach ściętych drzew. To był protest przeciwko lex Szyszko i masowej wycince drzew w Puszczy Białowieskiej. Zresztą w tym samym czasie rząd zrobił zamach na polskie rzeki, przegłosował przystąpienie Polski do budowy dróg wodnych oraz drogę wodną E-40, łączącą Bałtyk z Morzem Czarnym, żeby wreszcie rozwalić tę Wisłę. Wówczas wyciągnięto też gierkowski pomysł zapór, a wszystko to przy kompletnym braku zainteresowania społeczeństwa. Wtedy organizacje, które zajmowały się rzekami połączyły swoje siły, tak powstała Koalicja Ratujmy Rzeki.

Namówiłam dziewczyny z Matek Polek na wyrębie na akcję w obronie rzek. Znalazłam w tym czasie figurkę w Muzeum Etnograficznym w Toruniu pt „Wiślany Orszak” autorstwa ludowego artysty, przedstawiającą Wisłe i jej lewe i prawe dopływy jako kobiety. Patrząc na nią powiedziałam na głos: Siostry Rzeki! To taki zrobimy protest. Na ratunek Wisły przyjdą jej siostry, inne rzeki. Jak w bajce. Dziewczyny wybierają rzekę i udzielają jej głosu. Reprezentacją rzeki jest tabliczka z jej nazwą, taka jak widnieje na mości. Na happeningch rzeki są przywoływane po imieniu. Na pierwsze wydarzenie przyszło sto dziewczyn. Zżyłyśmy się przez te kilka lat, stworzyłyśmy kolektyw ekologiczno-artystyczny.

Cecylia Malik
Anna Kaczmarz / Polskapresse / Dziennik Polski Wodna Masa Krytyczna

No właśnie, rozmawiamy o aktywizmie, a przecież jesteś artystką. Łączysz te dwa obszary działalności?

One się przenikają. Zastanawiam się np., jak opowiedzieć o Odrze i powstaje pomysł, by stworzyć takie spódnice. Nie jestem przyrodnikiem, ale wiem, jak artystycznie przedstawić ekspercką wiedzę. Wymyślam performensy, które przyciągają uwagę ludzi. Robiąc to, robię sztukę. A przy okazji ludzie, którzy przychodzą na te happeningi uczestnicząc w nich, doświadczają sprawczości, ponieważ naszych akcji się nie obserwuje, w nich się uczestniczy. Możemy podpisać petycję, możemy namalować tabliczkę i to sprawia, że mamy poczucie, że coś robimy. Zresztą eksperci bardzo sobie cenią nasze wsparcie, bo my ich wiedzę przekładamy na prosty język, a działaniami artystycznymi sprawiamy, że są one medialne.

Złośliwi mówią, że więcej w tym zabawy niż realnego działania.

Tak, dużo jest zabawy w tych akcja, dlatego tak dobrze to działa. To zabawa, kiedy dziewczyny się kłócą, która będzie jaką rzeką. To zabawa na całe miasto, na cały kraj. Zabawa jest w życiu bardzo ważna, np. dzieci najlepiej uczą się przez zabawę. Zabawa jest fascynująca, a wiedza ekspercka często bywa nudna – więc docieramy do tych, którym nie chce się czytać trudnych tekstów o ochronie środowiska.

Kiedyś więcej cię było w Krakowie: walczyłaś o Zakrzówek, wchodziłaś na drzewa w mieście. W Krakowie jest już tak dobrze w kontekście działań proekologicznych, że nie ma się czym zajmować?

W Krakowie działałam bardziej aktywistycznie, teraz moje działania są bardziej artystyczne. Zakrzówek mnie „zaorał”. Pierwsze protesty robiliśmy w 2011 roku, potem w 2014. Kolejne w 2018 i w 2020. Wymyśliliśmy, żeby Kraków wykupił Zakrzówek i tak się stało, miasto wykupiło połowę, ale tym samym pomógł deweloperowi. Miałam wówczas poczucie, że jako aktywiści zostaliśmy wykorzystani. Potem była walka o użytek ekologiczny. Finalnie Zakrzówek wpadł w ręce ZZM, który to miejsce psuje. Trzeba to jasno powiedzieć. Włożyłam w to miejsce dużo serca, czasu, pracy i pieniędzy, a teraz wiesza się na tych białych skałach siatkę jak na autostradzie. Straciliśmy piękny krajobraz. Zabrakło przytomnego człowieka, który by powiedział: zróbmy jedno kąpielisko w miejscu, gdzie nie ma skał, by jak najmniej zniszczyć.

Cecylia Malik
Joanna Urbaniec / Poilska Press Siostry Rzeki

Tam wciąż są obecni aktywiści.

Ja już nie mam siły na takie działania. Ale to też pokazuje, jak silne są w Krakowie takie oddolne inicjatywy ludzi, którzy się nie poddają. Ta niesamowita siła ujawniła się niedawno podczas protestu w parku Bednarskiego. Albo kiedy aktywiści zaczęli się wykłócać o Białe Morza i pod ich naciskiem prezydent ogłasza, że powstanie tam park. Takie rzeczy wciąż trzeba w Krakowie wywalczyć, wyszarpać. Akcja Ratunkowa dla Krakowa to skarb Krakowa – wspieram ich od początku, dzielimy razem pracownię, a aktywistki ARDK są też w Kolektywie Siostry Rzeki.

Konsultacje społeczne również odbywają się jako pokłosie protestów.

Dopiero dzięki nim w Krakowie zaczyna się dyskutować na jakikolwiek temat. Ale wciąż dużo przyrody się tu niszczy. Teraz będzie się rozgrywała sprawa najwyższej wagi: Trasa Pychowicka, która będzie biegła tuż obok Zakrzówka i lasu łęgowego oraz Wisły – czyli Bielańsko Tynieckiego Parku Krajobrazowego - najcenniejszych przyrodniczo i krajobrazowo terenów w Krakowie. Dla Trasy Łagiewnickiej od tak przesunięto rzekę Wilgę. A potem ogłasza się, że powstaje tam wspaniały park z szerokimi alejkami do spacerowania, ławeczki i oświetlenia. Nikt nie myśli, że można by wyjąć betonowe płyty, żeby Wilga była żywą rzeką.

Myślę, że gdyby Kraków robił mniej takich efektownych zielonych miejsc, a więcej z głową i po konsultacjach z ekspertami, to miasto wyszłoby na tym lepiej. I absolutnie podstawowa rzecz: inne proporcje w budżecie, o czym mówił już Kazimierz Walasz. Zamiast ogromnych sum na utrzymanie zieleni i niewielkich na wykup terenów zielonych, powinno być dokładnie odwrotnie. Kiedyś możemy sobie powoli urządzać tę zieleń, ale najważniejsze, żeby ona była wspólna, a nie w rękach prywatnych. Najcenniejsze jest zdobycie terenów dla miasta, które w przyszłości mogłyby być zielenią.

O czym marzysz w kontekście tego, o czym rozmawiamy?

Marzę, żeby wejść do czystej rzeki.

-------

Cecylia Malik – polska artystka, performerka, działaczka ekologiczna, edukatorka, kuratorka sztuki współczesnej i założycielka Centrum Sztuki Współczesnej Wiewiórka. Laureatka Nagrody im. Katarzyny Kobro za rok 2018.

Anna Piątkowska

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Zbigniew Rusek

Co do zapór, to uwazam, że jakiś stopień wodny by się przydał za Warszawą (pomiędzy warszawa a ujściem narwii i Bugu do Wisły), by wyeliminować coraz częsciej pojawiające się skrajnie niskie stany wody w Wiśle w Warszawie. Ważne jest miejsce, by to bylo przed ujściem Narii i Bugu (nie wiem, dlaczego geografowie przyjęli, że Bug wpada do Narwi a nie odwrotnie, chociaż to Bug jest zdecydowanie większą rzeką - dłuższy o blisko 280 km. niż Narew), by nieco spiętrzona woda przed zaporą zapewniała miejsce na wodę z tych obu dużych rzek, które wpadają do Wisły w okolicach Modlina. Taki stopień wyeliminowałby np.stany wody w Warszawie rządu 28 cm. (było tak tego lata), czyli jakby w stolicy Wisła ... wyschła.

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Pro Media Sp. z o.o.